Nie wiem, czemu go w to wciągnąłem. Fakt, że umiejętnością wyszukiwania danych Niko dorównuje największym znanym mi ekspertom, zdobył liczne nagrody w tej dziedzinie i nawet profesorowie z nim korespondują, nie wiedząc, że ma tylko jedenaście lat. Oczywiście mogłem wynająć jakąś firmę, żeby przeprowadziła poszukiwania; mamy też w kancelarii ludzi, którzy się na tym znają. Może jednak czułem się samotny i oto pojawiło się coś, co ojciec i syn mogli zrobić razem, odpowiednik wspólnej wycieczki do sosnowego lasu. Może podejmowałem szybką decyzję, jak to zwykli czynić kobieciarze. Rzecz jasna, to była ta łatwiejsza część akcji. Teraz musiałem zejść na dół i powiedzieć o wszystkim jego matce.
List Bracegirdle'a (9)
Ów człek powiada, że zowie się James Piggott i jest sługą pana swego, lorda Dunbartona, człowieka o wysokiej pozycji w Tedzie Jego Królewskiej Wysokości, i pyta mnie, czy jestem wyznawcą czystej religii. Człowiek ów miał bladą twarz i oko zimne, co, jak sobie przypominam z czasów swej młodości, jest znakiem, po jakim rozpoznaje się purytanina, więc powiedziałem: O tak, sir, zaprawdę jestem, i zabrałem się do swego mięsiwa, kapłona w cieście i ale. Gdym się posilał, on indagował mnie o wszystkie sprawy związane z religią, jak to zepsucie człowieka, predestynacja, daremność wszelakich działań, objawienie tylko poprzez Pismo Święte, zbawienie tylko przez wiarę etc. Robił wrażenie ukontentowanego moimi odpowiedziami i rzekł: Pan Hastynges dał ci dobre referencyje, a ja odpowiedziałem, że pan Hastynges człek zacny i prawdziwej wiary, i po rozmowie o panu H. on powiada nagle: Słyszałem, że matka twoja była papistką i bachorem papistowskiego zdrajcy. Co ty na to? Byłem tym mocno zaskoczony i gniew mnie ogarnął, alem go powściągnął i rzekł, że była może kiedyś, ale odpokutowała swój błąd i była od tamtej pory do końca życia wierną Kościoła zreformowanego. Zapytał mnie, czy pochodziła z Arden w Warwickshire, a kiedym odpowiedział, że tak, rzekł: To cię ratuje od sznura, chłopcze, bo pan mój, lord Dunbarton, potrzebuje kogoś takiego jak ty, czystej religii, ale z powiązaniami papistowskimi, a takimi z rodziny twojej matki szczególnie. I zapytał mnie, czym oglądał kiedy teatr.
Odparłem, że nie, bo czyż nie jest to rzecz niegodziwa? A tak, odpowiedział, i to bardziej, niż myślisz. To puszący się aktorowie stają w pełnym świetle dnia i knują zdradę. Jak? - zapytasz. Na trzy sposoby. To pierwsze, sztuki niszczą mózgi i dusze tych, którzy je oglądają, pokazując im lubieżne czyny jak rabunek z
morderstwem, gwałty sprośności, poróbstwo, tak że ci, którzy ich słuchają, mogą ich potem naśladować i w ten sposób rozprzęgać państwo i zatracać własne dusze, zaprzedając je diabłu. Po drugie, sztuki te obalają prawa Boże, bo pokazują chłopców przebranych za niewiasty co samo w sobie jest grzechem, ale co jeszcze gorsze - wyuzdane, brudne żądze Sodomy którym bez wątpienia folgują ciż aktorowie, aż smród bije pod niebiosa. I po trzecie, najgorsze, są oni tylko maską dla papistowskiej zdrady i powtórzył: Maską, niczym więcej.
A dalej mówił: Bo dobrze wiesz, że ladacznica Rzymu lubuje się w bogatych widowiskach i jedwabnych strojach, i mężczyznach przebranych za kobiety aby oszołomić ludzi i zawrócić ich ze ścieżki prawdziwej wiary Chrystusa. Czymże jest ich bełkotliwe nabożeństwo, jeśli nie przedstawieniem? Teraz, gdy położyliśmy kres ich mszom, czyż nie spróbują innego sposobu, aby odciągnąć lud od prawdziwej wiary? A więc, zapytałem, uważasz tych aktorów za sekretnych papistów? Nie, powiada on, oni są bardziej przebiegli, bardziej podstępni od węży Cóż mi powiesza jeśli ci zdradzę, że jest teraz za granicą człowiek, główny spośród tych aktorów, który: raz, wymyśla tajemne paszkwile na prawdziwą religię; dwa, wysławia papistowskich księży w takich sztukach, żeby ich podziwiać; trzy, którego ojciec był papistą ukaranym po wielekroć grzywną za odrzucanie protestanckiego Kościoła i którego matka spłodzona została w rodzinie od dawna lżonej za odmawianie uczestniczenia w nabożeństwach, bez wątpienia papistka; cztery który zdradziecko spiskował, by zebrać siły earla Essexa, kiedy ten wzniecił bunt przeciwko naszej zmarłej Królowej, pokazując jego zwolennikom u zarzewia rebelii sztukę „Ryszard II” jako inspirujący przykład zdrady i królobójstwa, i powinien był być pojmany ale nie został, bo pewni wyznawcy chronili go, niech przeklęte będą ich oczy. Co byś na to rzekł? Na to ja (co było, jak dobrze wiedziałem, jedyną odpowiedzią): Do Tower z nim, nie powinien być za granicą nawet jednej godziny.
On się uśmiechnął lodowato i rzekł wesoło: Prawdę powiedziałeś, chłopcze, ale w królestwie teraz zamęt i tego uczynić nie możemy, jeszcze nie teraz. Bo spójrz: Król otoczył się nie bogobojnymi, lecz pożądliwymi i zepsutymi faworytami, exemplum lord Rochester i jemu podobni, a z nich wielu tak bliskich papistom jak koszula ciału, i ci rozkoszują się tak próżnymi rozrywkami jak te sztuki wystawiane na scenie. Nawet sam Król ma trupę aktorów, u której zamawia sztuki, aby dogodziły jego kaprysom, i ten, o którym ci mówiłem, jest najgłówniejszą z tych kanalii.
Ale mamy, rzecze, księcia Henryka, najlepszego protestanta na świecie, rozsądnego nad wiek, lecz jego ojciec Król nie wymyślił nic lepszego, jak tylko ożenić go z papistowską księżniczką. Tego nie ścierpimy, jeśli spadnie na nasz kraj, bo będzie to ruina Kościoła Bożego w Anglii, czyli to samo, co Król już zaczął przez władzę zepsutych i bezbożnych biskupów. Tak więc pan mój, lord D., i inni szlachetni panowie prawdziwej wiary, myśląc o tej pożałowania godnej przeszłości, powzięli pewien plan i od dawna szukają kogoś, kto go wcieli w życie. No i naleźliśmy takiego.
Kogo? – zapytałem. Ciebie, odpowiedział. Słysząc to, wystraszyłem się bardzo i zapytałem: Ale dlaczego? A on mi wyjaśnił: Wiesz, że matka Króla, Maryja, królowa Szkotów, była próżną i niegodziwą papistką i zdrajczynią, sprawiedliwie ściętą przez naszą zmarłą Królową, i to długo frasowało Króla, że wszyscy dobrzy Anglicy pogardzali jego matką i mogli sobie myśleć: jaka matka, taki syn. A więc patrzyłby łaskawym okiem na sztukę ukazującą królową Maryję jako dobrą kobietę, wprowadzoną jeno w błąd, i może zamówiłby u tej kanalii, o której ci mówiłem, napisanie takowej. No więc jak, mój chłopcze?
Pomyślałem sobie, bądź sprytny, Dick, bo dasz sobie z tym radę, przeto powiedziałem, że dla każdego dobrego protestanta w królestwie byłaby to obraza i nikt by tego nie zniósł. A on: Tak, i dlatego Król o tym nie myśli. Ale przypuśćmy, że ktoś udawałby, że jest na służbie jakiegoś wielkiego lorda, nawet jego
osobistym doradcą, i poszedłby do tego autora i powiedział: Przynoszę polecenie od Jego Królewskiej Wysokości. Napisz taką sztukę, a będziesz wynagrodzony i zyskasz sobie łaski naszego władcy. I przypuśćmy, że taka sztuka powstanie i zostanie odegrana przed Królem i jego dworem. Co twoim zdaniem się zdarzy? Bo musisz wiedzieć, że żadna sztuka nie może być pokazana bez licencyi od mistrza ceremonii, jednak po prawdzie nikt nie dałby licencyi takiej sztuce, bo taki ktoś zapłaciłby głową. Jednak przypuśćmy dalej, że mamy skądś pieczęć i wystawiamy naszej kanalii fałszywą licencyję i on, nieświadom niczego, pokazuje sztukę. Jak myślisz, co się stanie?
Na to ja, że pewnie oznaczałoby to dlań koniec. Słusznie mniemasz, chłopcze, i roześmiał się, ale mało było w tym śmiechu wesołości. Koniec dla niego i wszystkich jego przeklętych sztuk, i nie tylko: obraza, jak powiadasz, wybuchłaby na całe królestwo, że Król przedstawił swą matkę jako poczciwą damę niesłusznie zgładzoną przez królową Elżbietę, która pojawiłaby się w tej sztuce jako podły, podstępny bękart. Wielka więc wrzawa powstaje: Król zaprzecza wszystkiemu, bo musi, ten łotr, o którym mówię, zostaje pojmany i skazany na męki, o tak, chciałbym to widzieć na własne oczy. Ta mękach wyznaje nazwiska tych wszystkich, którzy brali udział w tej podłej intrydze, to jest najpierw Rochestera, a potem wszystkich innych, którzy szukali papistowskiej żony dla naszego księcia. Są zhańbieni, chociaż wszystkiemu zaprzeczają, i tak raz na zawsze kończymy z tym papistowskim planem. I co o tym myślisz?