Ja na to: Myślę, że to wspaniały plan, sir, ale pytam raz jeszcze, dlaczego padło na Dicka Bracegirdle’a? A on: boś z Arden przez matkę, jak i ten, w którego mierzymy, jesteście kuzynami, a przynajmniej tak może się wydawać, i możesz udawać w potrzebie takiego samego półpapistę, jakim by on się mienił, gdyby prawda wyszła na jaw. A więc jeśli lord Rochester będzie chciał wysłać posłańca do tego człowieka, jaki wybór będzie trafniejszy, niż wysłać takiego jak ty? Pamiętaj tylko, że to wszystko robione jest w tajemnicy, bo lord chce sprawić
królowi niespodziankę na urodziny, dać mu nową sztuką. Ale powiedz teraz: jesteś naszym człowiekiem?
Na to była jedna odpowiedź, jeśli chciałem pozostać na swobodzie, więc powiedziałem tak, on zaś kazał mi przysiąc uroczyście na Biblię i ostrzegł, że będę w niebezpieczeństwie do grobu, jeślibym kiedy zdradził. Potem zapytałem go, jako się zowie ów człek, na co odpowiedział: William Shaxpure; wtedym po raz pierwszy usłyszał to nazwisko.
A zatem zostałem uwolniony następnej nocy i popłynęliśmy łodzią z Tower w górę rzeki aż do wielkiego domu w Strand, należącego do lorda Dunbartona, i zostałem mu przedstawiony temu poważnemu, ponuremu, tęgiemu człowiekowi, bardzo zajętemu różnymi sprawami. Przyjął mnie jednakoż dość uprzejmie i powiedział, że wykonam wielką robotę dla Anglii, jeśli uda mi się doprowadzić nasz plan do skutku. Ale w końcu nam się nie udało, Bóg chciał inaczej w swej wielkiej mądrości i w późniejszych latach często myślałem, że gdybyśmy osiągnęli wszystko, co przewidywaliśmy i na co mieliśmy nadzieję, to może by obecne swary niszczące nasz smutny kraj zostały powstrzymane. Ale ja byłem tylko małym pionkiem w tej grze i prawdą jest, że Jego myśl potężniejsza jest niż nasze myśli. Amen.
Zatrzymałem się na kilka tygodni w Dunbarton House, gdzie był dobry stół i miałem przyodziewek lepszy niż kiedykolwiek, ale bardzo skromny Pan Piggott nauczył mnie, jak pisać i odczytywać zaszyfrowane wiadomości, i był zdumiony jak dobrze sobie z tym radzę, więc powiedziałem mu, że byłem wyćwiczony w sztukach matematycznych od dawna, a jego szyfry były do tego podobne. A więc bardzo był kontent. Wczytałem się w „ Traktat o szyfrach”, francuską księgę ostatnio na angielski przełożoną, w bardzo subtelne dzieła signora Porty De Furtivas i w tablice mistrza Cardano i sztuka ta tak mi do gustu przypadła, że pracowałem do późnej nocy bo świec nie brakowało w Dunbarton House,
i pokazałem panu Iiggottowi swoje prace. Bardzo był po paru tygodniach zdumiony, bom wymyślił nowy szyfr, niepodobny do żadnego, jakie znali. Powiedział, że nawet sam papież nie mógłby go odczytać.
Potem doskonalił moje umiejętności zapamiętywania słów, których wypowiadał mnóstwo, a potem kazał mi je powtarzać w tej samej kolejności i zapisywać. Poza tym pokazał mi podobizny mężczyzn kobiet i widoki miast i wsi, wszystkie bardzo pięknie odrobione farbami, i kazał mi je opisać po krótkim jeno zerknięciu. I tak samo: on i jeszcze jeden człek udali dyskurs o tym, co godne, a co zdradzieckie, a ja ukryłem się za parawanem i później miałem mu powtórzyć całą rozmowę. I znów przyznał, że idzie mi dobrze. „Więc pytam go, czy to wszystko, jeśli chodzi o tajne działania, a on mówi, że nie, to tylko mała część, która to odpowiedź zadziwiła mnie niepomiernie.
Ale później pojąłem go, bo następnie zjawił się Henry Wales, który wydał mi się lubieżnym pyszałkiem w modnym pięknym odzieniu, przystojącym mężowi wyższych sfer, ale pan Piggott rozmawiał z nim grzecznie, dał mu sakiewkę i rzekł: Dick, oto twój prawdziwy przyjaciel, Henry Wales, którego znasz od dzieciństwa z Warwickshire, a teraz spotykasz w Londynie z wielką radością. Jest on aktorem w królewskiej kompanii i zna pana W. Shaxpure'a bardzo dobrze. Tu pan Piggott rzucił mi takie spojrzenie, że od razu zrozumiałem jego znaczenie: ja też miałem być aktorem, ale w życiu, nie na scenie, i to właśnie są tajne działania, nie tylko szyfry, słuchanie i zapamiętywanie, a wtedy wspomniałem swój pierwszy rok w odlewni, kiedy to odgrywałem czeladnika ordynarnego w słowach i brutalnego w czynach, zachowując swoją prawdziwość w sobie, i pomyślałem: tak, potrafię to robić, niech papistowscy zdrajcy drżą ze strachu.
Wszystko, co zdarzyło się potem, najdziesz w listach, które przekazałem lordowi D., a takoż moje spotkanie z Shaxpure'em, co zaszło między nami, o sztuce,
którą napisał o tej niegodziwej królowej Szkotów, i co się z nią stało, a na koniec jak nam się nie powiodło, czego nie będę tu powtarzał, bo boję się, że nie mam więcej niż parę godzin, i wielki to dla mnie wysiłek pisać więcej. Znasz dobrze, Nan, moje późniejsze życie i smuci mnie to, że nie mogę sam mu opowiedzieć o tym, co robiłem wcześniej. Powiedz mu, że Twój mąż był kanonierem w niemieckich wojnach, walczył o dobrą, protestancką sprawę: był pod Białą Górą gromiony przez papistów, a pod Braitenfeld i pod Lützen sam pomógł ich gromić, ale utrudzony wojaczką i ciężko zraniony w stopę przez kulę powrócił do ojczyzny. Mój ojciec już wtedy nie żył (Twój handlarz ryb takoż już ducha wyzionął, o com się modlił i co mi wybacz, i niech mi Bóg wybaczy) i pobraliśmy się trzeciego aprila 1632 roku u Świętej Małgorzaty Pattens i rok później powiłaś syna, chwała niech będzie Bogu, oby żył długo i Ty wraz z nim.
Jeszcze kilka ważnych rzeczy bo czas mój się kurczy, ledwie widzę stronicę, chociaż jest dzień jasny i chwyciła mnie śmiertelna agonia. Znasz dobrze mój skórzany kuferek, który trzymam w swoim tajnym schowku, w nim najdziesz listy zaszyfrowane sposobem, którym sam wymyślił. Pilnuj ich i nikomu nie pokazuj. Opowiadają one prawie wszystko o lordzie D., jego intrydze i naszym szpiegowaniu utajonego papisty Shaxpure'a. Za takiego go przynajmniej mieliśmy chociaż dziś jestem tego mniej pewny. W tym względzie i zawiłościach życia był Nikim. Ale pewnym jest, że napisał o M. Szkockiej dramę, którą w imieniu Króla u niego zamówiłem. Dziwne mi się wydaje, że chociaż nie żyje i on takoż, to jednak jego drama pozostaje żywą, napisana jego własną ręką, i spoczywa tam, gdzie tylko ja wiem, i tam może pozostać na wieki.
Co do listów: jeśli Król, co nie daj Boże, zwycięży w obecnej sprawie i jego ministrowie przyjdą do Ciebie ze złymi zamiarami, te papiery zabezpieczą Was, Ciebie i naszego syna. Wiesz, jak odczytać szyfr, i przypomnę Ci, że kluczem jest
wierzba, gdzie moja matka spoczywa, i jeśli będziesz mogła, spraw, aby kości moje spoczęły obok niej.
Żegnaj, moja dziewczyno, z łaską Boga mam nadzieję, że zobaczę Cię znów w zdrowym ciele, jako mamy przyobiecane przez Pana naszego i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, w którego imieniu podpis składam, Twój mąż
RICHARD BRACEGIRDLE
10
Crosetti głupio się czuł, siedząc w samochodzie swego ojca, czarnym ply-mousie fury z 1968 roku, i obserwując dom pod numerem 161 na Tower Road. Był to dwupiętrowy budynek o drewnianej konstrukcji, wymagający pilnie pomalowania, z zapuszczonym trawnikiem i płotkiem z łańcuchów. Szereg zbrązowiałych jałowców, które okalały dom, wydawał się wyczerpywać ogrodnicze ambicje H. Oleruda. Takie nazwisko widniało na poobijanej czarnej skrzyńce pocztowej, przymocowanej gwoździem do wygiętego słupka. Na podjeździe stał nakrapiany rdzą zielony Chevrolet sedan z podniesioną maską, obok leżała płachta brezentowa z porozrzucanymi narzędziami. W otwartym, przypominającym szopę garażu, który przylegał do domu, można było dostrzec czerwony traktor i plątaninę kształtów, być może narzędzia rolnicze. Wokół panowała atmosfera zużycia i znużenia, jakby ludzie, którzy tu mieszkają, zostali znokautowani i czekali, aż wróci im oddech.