Выбрать главу

nacisnął nogą przedni widelec, żeby też go wyprostować, i posługując się kombinerkami, z grubsza przywrócił szprychom przedniego koła pierwotny wygląd. Pracując, czuł na sobie wzrok chłopca i słyszał, jak jego szloch zamienia się powoli w pociąganie nosem. Kiedy nadał obręczy właściwy kształt, umocował ją z powrotem i trzymając rowerek kołami do góry, zakręcił nią. Koło lekko buksowało, ale obracało się na osi swobodnie.

– Niektórzy mówią, że koło jest jak serce; kiedy się je złamie, nie można go naprawić. Będziesz potrzebował nowego koła, kolego, ale to jeszcze się pokręci, jeśli nie będziesz zbytnio szalał na drodze. Jak masz na imię?

– Emmett – odparł chłopiec po dłuższej pauzie i otarł twarz grzbietem dłoni, paskudnie rozmazując łzy i kurz.

Bingo, pomyślał Crosetti, to imię z pocztówki. Spojrzał z zainteresowaniem na chłopca. Malec był ładny, może trochę za szczupły, miał szeroko rozstawione, niebieskie, inteligentne oczy i usta o wąskich wargach, których kształt wydał mu się znajomy. Włosy miał przystrzyżone tak krótko, że trudno było określić ich kolor.

– Ja mam na imię Al – powiedział. – Słuchaj, Emmett, pomógłbyś mi w pewnej sprawie?

Chłopiec zawahał się, po czym skinął głową.

Crosetti wyjął z tylnej kieszeni poprawione komputerowo zdjęcie Carolyn Rolly i pokazał je malcowi.

– Znasz te panie?

Chłopiec przyglądał się zdjęciu szeroko otwartymi oczami.

– To moja mama i ciocia Emily. Mieszkała kiedyś z nami, ale umarła.

– To jest twoja mama? zapytał Crosetti, przyłożywszy palec do podobizny młodej Rolly.

– Aha. Uciekła. On ją zamykał w piwnicy, ale się wydostała. Wymknęła się stamtąd w nocy i rano już jej nie było. Dokąd ona poszła, proszę pana?

– Sam chciałbym wiedzieć, Emmett. Naprawdę – powiedział Crosetti w zadumie.

Wciąż nie mógł się nadziwić, że powierzchowność chłopca tak bardzo potwierdza jego domysły; w brzuchu burczało mu z napięcia. Myślał teraz ze wstydem o

tej jedynej nocy spędzonej z Rolly, o tym, co zrobiła i co, jak sobie wyobrażał, czuła. Czy robiła to samo mężowi brutalowi w sypialni tego obskurnego domku? Ogarnęła go przemożna chęć ucieczki z tego miejsca, chciał też (co było już trudniejsze) wyrzucić z serca osobę, którą znał jako Carolyn Rolly. Żal mu było dzieci skazanych na takiego ojca, ale nie mógł nic w tej sprawie uczynić. Jeszcze jedna plama na koncie Carolyn. Kiedy odchodził, chłopiec zawołał za nim:

– Znał ją pan?! Moją mamę?!

– Nie odpowiedział. – Właściwie nie.

Wsiadł do samochodu i odjechał. Chłopiec przebiegł parę kroków ze zdjęciem trzepoczącym w dłoni, potem zatrzymał się i zniknął w tumanie kurzu.

Crosetti znalazł McDonaldsa, kupił big maca, frytki i colę. Zjadł to paskudztwo i chciał zamówić coś jeszcze, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Wiedział, że kiedy jest zdenerwowany, to je, i że jeśli nie będzie się pilnował, upodobni się do Orsona Wellesa, tyle że bez dorobku artystycznego, który kompensowałby zwały tłuszczu. Próbował się uspokoić, lecz bezskutecznie, ponieważ zgubił gdzieś mapę samochodową i kilka razy pomylił drogę.

Kiedy wreszcie dotarł do właściwego punktu na granicy stanów, uporządkował w głowie scenariusz filmu Carolyn Rolly, niezły tytuł, mógłby go chyba użyć bez jej zgody, bo prawdopodobnie pani Olerud sfabrykowała też swoje nazwisko. Okay: nieszczęśliwe dzieciństwo, to można wykorzystać, historia z uwięzieniem w piwnicy, choć może sprawa gwałtów byłaby zbyt drastyczna i kwalifikowałaby film do kategorii X. Zróbmy z wuja Lloyda fanatyka religijnego, który chciał ustrzec siostrzenicę przed zepsuciem tego świata. On umiera, ona ucieka i oto ma już siedemnaście lat, żadnej wiedzy, żadnych kontaktów z kulturą masową, tu ukłon w stronę Zagadki Kaspara Hausera Herzoga. Jakiś miejscowy facet związany z tokiem wydarzeń, powiedzmy, gliniarz, który ją znajduje, zakochuje się w niej, urzeczony jej czystością, jej niewinnością. Żeni się z nią, na co ona się godzi, bo jest całkiem sama, nie ma pojęcia, jak toczy się świat. No i zakładają dom. On jest chorobliwie podejrzliwy, wciąż bierze w nim górę natura policjanta – Crosetti znał takich facetów wśród gliniarzy ale ona we wszystkim mu ulega. I to jest akt pierwszy.

Później pokazujemy ją, kiedy ma już dzieci i zaczyna je zabierać do miejscowej biblioteki, gdzie mądra bibliotekarka rozbudza w niej zainteresowanie sztuką i kulturą i to rozjaśnia jej w głowie. A potem jest objazdowa wystawa rzadkich książek, na którą udaje się z bibliotekarką, oczywiście bez wiedzy męża – może jadą do Chicago (filmowaliby to oczywiście w Toronto) – i Carolyn uświadamia sobie, że chciałaby sama zajmować się książkami, otoczyć się nimi, ale cóż może zrobić? Ma dwoje dzieci i jest w pułapce. Mimo to decyduje się zapisać na korespondencyjny kurs introligatorski, mąż to odkrywa i bije ją, a potem jest już tylko gorzej, bo zamyka ją w piwnicy, tak jak kiedyś wuj, i ona ucieka. I to jest drugi akt.

W trzecim Carolyn jedzie do Nowego Jorku i… nie, nie wolno ci tego zrobić, główna postać męska powinna się pojawić wcześniej, trzeba więc pokazać przeszłość w retrospekcjach. Skromny urzędnik, też po przejściach, może były glina, spotykają się przypadkiem, zakochują się w sobie, ona znika i…

Dlaczego znika? Crosetti nie wiedział i stwierdził, że nie potrafi wymyślić przekonującego motywu ani powodu. Czy ktoś ją uprowadza? Nie, to zbyt melodramatyczne. Czy dostrzega szansę zarobienia większych pieniędzy, co umożliwiłoby jej odebranie dzieci złemu ojcu? To już bardziej sensowne. Razem z Bulstrode'em wyrusza na poszukiwanie manuskryptu Szekspira. W listach Bracegirdle'a jest wskazówka, profesor znajduje ją i jadą do Anglii, gdzie rękopis spoczywa w pewnym miejscu. Setki milionów, mówiła Fanny. Tak, to musiała być prawda, i teraz z kolei główna postać męska powinna rozwikłać zagadkę ich wyjazdu i spotkać się z nimi w Anglii – to też można nakręcić w Kanadzie. I musi być jeszcze wątek poboczny, ktoś inny, kto szuka rękopisu, i okrutny mąż policjant gdzieś w tle. Wszyscy się spotykają w starym zamczysku, w ciemnościach, i wzajemnie wykradają sobie aktówkę z rękopisem tu zamęt z imitacjami aktówek, oczywiście dyskretne odwołanie do Sokoła maltańskiego; i jedyny problem z ostatnim aktem to mężczyzna i Rolly, czy on ocali ją, czy ona jego, czy znajdą rękopis, czy skarb przepadnie na zawsze. A może okrutny mąż zostanie zabity i ona zrezygnuje z bogactwa, żeby pozostać z ukochanym i z dziećmi… Nie wiedział, jak zakończyć film, ale im więcej myślał o przenikaniu się fikcji i rzeczywistości, tym bardziej był przekonany, że powinien zyskać pewną przewagę nad Bulstrode'em, ekspertem od Szekspira,

a najlepszą metodą było tu złamanie szyfru, gdyż Bulstrode, pomimo całej swojej erudycji, tego jednego nie potrafił zrobić. A zatem, oprócz zdobycia większej wiedzy o Szekspirze, Crosetti musiał rozszyfrować szpiegowskie listy Bracegirdle'a.

Takie myśli krążyły mu w głowie podczas długiej podróży powrotnej do Nowego Jorku, myśli przyprawione typowymi fantazjami: oto stawia czoło rozwścieczonemu mężowi Rolly, walczą, on, Crosetti, zwycięża, odnajduje Carolyn, działa nonszalancko, spokojnie i wyrafinowanie, przejrzał jej grę i wybacza, za sprawą manuskryptu zdobywa fortunę i wywołuje sensację w świecie filmu, tworząc dzieło, które nie ma nic wspólnego z kinem komercyjnym, ale trafia do serc masowej widowni, dzięki czemu on nie musi terminować w zawodzie, robić tanich etiud studenckich, wysługiwać się jakiemuś hollywoodzkiemu dupkowi…