Выбрать главу

Dotarł do Queens koło ósmej wieczorem i od razu poszedł spać. Spał bite dwanaście godzin i obudził się, dosłownie wibrując energią, jakiej nie odczuwał od dłuższego czasu, a jednocześnie sfrustrowany, że jest niedziela i że musi poczekać z podjęciem zaplanowanej akcji. Poszedł zatem z matką na mszę, czym sprawił jej wielką przyjemność, a po powrocie z kościoła spałaszował z wdzięcznością solidne śniadanie, które mu zrobiła. Rozmyślając o wychudzonych dzieciach w tamtym domu, dziękował w duchu Bogu za swoją rodzinę, choć wiedział, że takie myśli są absolutnie nie w porządku. Podczas posiłku zrelacjonował matce, czego się dowiedział.

– A więc wszystko okazało się kłamstwem – oznajmiła.

– Niekoniecznie odparł, wciąż pozostając pod urokiem fikcyjnej wersji, którą opracował po drodze. – Faktycznie uciekła z domu, od tego koszmaru. To, co mówiła, było po części prawdą. Zmieniła miejsce akcji i pewne szczegóły, ale ten facet, jak wynika ze słów chłopca, rzeczywiście zamykał ją w piwnicy. Mogła być molestowana jako dziecko i znalazła się w sytuacji bez wyjścia.

– Ale jest mężatką, o czym nie raczyła wspomnieć, i odeszła od dzieci. Przykro mi, Allie, ale to nie najlepiej o niej świadczy. Mogła zwrócić się o pomoc do władz.

Crosetti wstał gwałtownie od stołu, zaniósł talerz i kubek do zlewu i umył je, trzaskając nimi ze złością.

– Tak, ale nam nie wolno jej osądzać. Nie każdy ma szczęśliwą rodzinę jak nasza, a władze czasem więcej szkodzą, niż pomagają.

– Okay, Albercie – powiedziała Mary Peg. – Nie musisz tłuc talerzy, żeby dowieść swojej racji. To prawda, nie wiemy, przez co przeszła. Niepokoi mnie tylko twoje emocjonalne zaangażowanie w przypadku mężatki, którą ledwie znasz. To mi wygląda na obsesję.

Crosetti zakręcił wodę i odwrócił się do matki.

– To jest obsesja, mamo. Chcę jej poszukać i pomóc, jeśli będę mógł. A żeby to zrobić, muszę rozszyfrować te listy. – Umilkł na chwilę – i chciałbym, abyś mi pomogła.

– Nie ma problemu, kochanie – zapewniła matka z uśmiechem. – To lepsze niż scrabble w długie wieczory.

Nazajutrz Mary Peg zaczęła wyszukiwać w sieci wszelkie materiały o kryptografii, a także korzystać z rozległych kontaktów w bibliotekach całego świata, telefonując i wysyłając e-maile. Crosetti zadzwonił do Fanny Dubrowicz i dowiedział się z zadowoleniem, że zdołała odczytać pismo z epoki i że wprowadziła tekst ostatniego listu Bracegirdle'a do swego komputera. Dokonała też transkrypcji zaszyfrowanych listów szpiegowskich i posłała próbki papieru i atramentu z oryginałów do laboratorium, a przeprowadzona tam analiza potwierdziła, że jest to XVII wieczny dokument.

– Nawiasem mówiąc, ten Bracegirdle opowiada niesamowitą historię – zauważyła. Jego listy, o ile nie są stekiem kłamstw, wywołają rewolucję w świecie nauki. Gdybyś tylko nie był taki głupi, żeby sprzedawać oryginał!

– Wiem, ale nic już nie mogę zrobić – odparł Crosetti, siląc się na grzeczność. – Gdybym mógł znaleźć Carolyn, mógłbym te listy odzyskać. A czy coś się pojawiło w świecie bibliotecznym? Znalazł się jakiś sensacyjny manuskrypt?

– Ani śladu, a obdzwoniłam wszystkie ośrodki zajmujące się manuskryptami. Jeśli profesor Bulstrode bada jego autentyczność, to czyni to bardzo dyskretnie.

– Czy to nie dziwne? Wyobrażałem sobie, że zwoła konferencję prasową.

– No tak, ale przecież to człowiek, który się boleśnie sparzył. Nie chce się publicznie chwalić znalezieniem rękopisu, dopóki nie będzie pewny jego autentyczności.

Jest tylko kilku uczonych na świecie, którzy mogą wydać w tej sprawie miarodajną opinię, i rozmawiałam już ze wszystkimi. Śmiali się, kiedy wymieniłam nazwisko Bulstrode'a, żaden nie słyszał o nim ostatnio.

– No tak, może zaszył się w jakimś zamku i napawa swoją zdobyczą. A czy mogłabyś mi, ciociu, przysłać te dokumenty e-mailem? Chciałbym się wziąć do łamania szyfru.

– Dobrze, już wysyłam. I podam ci też numer telefonu mojego przyjaciela Klima. Myślę, że będziesz potrzebował pomocy. Przyjrzałam się temu trochę i mam wrażenie, że z tym szyfrem nie pójdzie tak łatwo.

Kiedy przyszedł e-mail, Crosetti wydrukował transkrybowany tekst listu Bracegirdle'a, zamiast czytać go bezpośrednio z ekranu. Przebiegł go kilkakrotnie wzrokiem, zwłaszcza ostatnią część o misji szpiegowskiej, i usiłował stłumić w sobie gniew z powodu pozbycia się oryginału. Niemal współczuł temu sukinsynowi Bulstrode'owi odkrycie było tak doniosłe, że mógł odgadnąć, co działo się w głowie faceta, kiedy to zobaczył. Nie dopuszczał do siebie myśli o innym, większym trofeum, z pewnością w przeciwieństwie do Bulstrode'a, a przede wszystkim starał się nie myśleć o Carolyn i jej roli w tej sprawie. Crosetti był raczej biernym studentem, lecz potrafił się skoncentrować, kiedy coś go zainteresowało. Jak na przykład historia kina, czyli dziedzina, w której jego wiedza była iście encyklopedyczna. Teraz skupił całą swą uwagę na szyfrze Bracegirdle'a i na stercie książek o kryptografii, które matka przyniosła tego wieczoru z różnych bibliotek.

Przez kolejne sześć dni nie robił nic innego, tylko chodził do pracy, studiował kryptografię i pracował nad szyfrem. W niedzielę znów poszedł do kościoła i przyłapał się na tym, że z niezwykłą dla siebie żarliwością modli się o powodzenie. Wróciwszy do domu, skierował się od razu do swojego pokoju, gotów zacząć od nowa, ale matka go powstrzymała.

– Zrób sobie przerwę, Allie. Jest niedziela.

– Pomyślałem, że mógłbym spróbować zabrać się do tego z innej strony.

– Kochanie, jesteś wyczerpany. Masz mętlik w głowie. Nie wyjdzie ci na dobre, jeśli będziesz tak pracował na najwyższych obrotach. Usiądź, zrobię ci parę kanapek, napijesz się piwa, opowiesz mi, co dotąd zdziałałeś. To ci pomoże, wierz mi.

Zmusił się, żeby usiąść, i zjadł grzanki z serem i boczkiem, popijając budweiserem. Stwierdził, że matka miała rację; poczuł się normalniej. Kiedy skończył śniadanie, Mary Peg zapytała:

– No więc, do czego doszedłeś? Wiesz już coś?

– W sensie negatywnym. Znasz się trochę na szyfrach?

– Na poziomie kącika rozrywek umysłowych w niedzielnej gazecie.

– No cóż, od czegoś trzeba zacząć. A więc najpowszechniejszym szyfrem na początku siedemnastego wieku był tak zwany nomenklator. Był to krótki słowniczek zakodowanych słów: „szkatułka” oznaczała armię, „szpilki” okręty i tak dalej i słowa te, razem z połączonymi z nimi słowami wiadomości, były szyfrowane przy użyciu zwykłych zastępników, ewentualnie z kilkoma fantazyjnymi komplikacjami. To, co tu mamy, to właśnie nomenklator. Na dobrą sprawę sądzę, że jest to szyfr, o którym pisze Bracegirdle w liście, ten, który wymyślił dla lorda Dunbartona. Ale nie polega to na zwykłym podstawianiu słów. Myślę, że to prawdziwy szyfr polialfabetyczny.

– Czyli?

– To trochę skomplikowane. Pokażę ci to na fragmencie.

Wyszedł i wrócił z plikiem pogniecionych kartek.

– Okay, no więc w najprostszym szyfrze podstawia się pod daną literę inną, zwykle przesuwając alfabet o kilka pozycji, tak że „A” staje się „D”, „C” staje się „G” i tak dalej. Nazywa się to szyfrem Cezara, bo prawdopodobnie wynalazł go Juliusz Cezar, ale oczywiście można go złamać w kilka minut, jeśli zna się częstotliwość występowania określonych liter w języku, w jakim tekst jest napisany.

– ETAOIN SHRDLU. Dwanaście najczęściej występujących liter w języku angielskim.