i surowo, jak nigdy wcześniej nie patrzył na nikogo, i pomyślałem sobie: on widzi wszystko, przejrzał mnie. Alem się zebrał na odwagę, myśląc też: oho, połknął przynętę.
Tum upadł na kolana, płacząc: Ach, mój kuzynie, powściągnij swój gniew, chociaż ze mnie zdrajca. Zostałem wezwany, by cię szpiegować dla lorda Rochestera. Pobladł. Jakże to możliwe, powiada, nie zrobiłem nic przeciwko temu szlachetnemu panu i wydaje mi się, że wciąż jest mi przychylny. Na to ja: Och, panie, to wszystko wiąże się z poważnymi sprawami wiary i z polityką, i planami wielkich, a ja jestem tylko nieborakiem marynarzem z rozbitego okrętu i jakże mam się wtrącać w te sprawy; i dalej płaczę prawdziwymi łzami. A on pyta: Czyś moim prawdziwym kuzynem, czy to tylko zmyślenie? A ja odpowiedziałem: Nie, to wszystko prawda i przysięgam na grób mojej matki, że lord wybrał mnie do tej misji, a więc tym bardziej możesz mi, panie, wierzyć.
Potem podniósł mnie i posadził na krześle, mówiąc: A teraz bądź prawdziwym mężczyzną, mój chłopcze, i powiedz mi wszystko. A więc powiedziałem mu wszystko, cośmy uzgodnili między nami i co było w Twoim ostatnim szyfrowanym liście, tj. Król chce katolickiej małżonki dla księcia Henryka, co ma przynieść pokój, a co purytanie w Parlamencie z głęboką wzgardą odrzucają; lord popiera to i odpowiada za to, dlatego wszyscy purytanie go nienawidzą; utyskują, że zmarła Królowa nie traktowała nas w ten sposób (chociaż ja myślę, że nie mają racyi, tyle że pamięć z czasem słabnie), i szemrzą, że ten Król jest nikim innym, jak tylko bękartem papistowskiej dziwki. Król jest coraz bardziej znużony tymi porównaniami i pogardą dla jego matki Królowej i chciałby uchodzić za wspanialszego monarchę od Elżbiety. No i lord wykoncypował plan: a gdyby tak powstała sztuka o królowej Maryi Szkockiej, taka, która pokazywałaby ją w lepszym świetle, a starą Bess jako tyrańską wiedźmę, niewolniczo uległą obłudnym purytanom, która to sztuka, szeroko upowszechniona, utemperowałaby niechęć ludu wobec królowej Szkocji. Bo takie rzeczy robiono już kiedyś: czyż nie
zrobiono z Henry'ego Bolingbroke'a, uzurpatora, człeka szlachetnego, a z Dicka Crookbacka okrutnika i łotra? I czy taka sztuka nie sprawi przykrości purytanom i nie podburzy ludzi przeciw nim? I kto w Anglii pisze najlepiej takie sztuki?
Tu chwycił, o co mi chodzi, i zawołał: On chce, żebym to ja napisał tę sztukę? Tak, kuzynie, odpowiedziałem. Jego Lordowska Mość daje ci takie polecenie. Ale W.S. zakrzyknął, że to rzecz niesłychana, taka sztuka od niego. Wiesz, że Król rozwiązał trupę Blackfriars i doprowadził teatr do ruiny za napomknienia nieprzychylne dla Szkocji w ich „Edwardzie II”, to co dopiero zrobi za sztukę znieważającą wielką Elżbietę i cały Kościół protestancki? Rozprawi się krwawo! Nie wierzę ci, chłopcze, to musi być uknute przez moich wrogów.
Tum się nieco zmieszał, Panie, bom zobaczył, że jest blisko odkrycia naszych zamiarów, ale mówię: Nie, sir, to nakazał sam lord, bo spójrz, dlatego właśnie lord Veney zwrócił się do mnie, a nie do ciebie ani innego członka trupy. Jesteśmy wszyscy obserwowani przez szpiegów i nie można zdradzić, że polecenie przyszło od lorda. Sztuka musi być pisana w tajemnicy, tylko ja mam o niej wiedzieć i ty, i ma być pokazana lordowi, a on rozmiękczy Króla, żeby zezwolił ją wystawić. Bo Jego Królewska Mość jest bojaźliwy, zmiażdżyłby purytanów, ale się nie odważy, a przynajmniej nie teraz. Bo ta sztuka jest ledwie częścią większego zamiaru, który potrzebuje czasu, żeby się spełnić: hiszpańskiego ożenku, święcenia nowych biskupów, nowych praw przeciwko purytańskim konwentyklom i ulg dla papistów. Mówiąc to, przypatrywałem mu się uważnie, ale jego twarz nic nie zdradzała. Tylko zapytał: Dlaczego by Król miał teraz faworyzować papistów, którzy prawie go zabili w roku piątym? A ja odpowiedziałem: A dlaczego miałby oddać im swego syna, tym, którzy opłacili Guya Fawkesa? To polityka, kuzynie, i tacy jak my jej nie pojmą, ale musimy robić to, co nam nakażą możni. Jedno jest wszak pewne: Król musi mieć swoich biskupów, żeby rządzić Kościołem, i w tym względzie bliższy jest papistom niż purytanom. A on na to: Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Na co ja wyciągam z zanadrza sfałszowany list z pieczęcią lorda Rochestera: Uwierz więc w to, mówię i
podaję mu. A on go czyta, po czym rzecze: Lord chciałby mieć sztukę do Bożego Narodzenia. Pytam więc: Zdążysz napisać do tego czasu? No tak, mówi, mam pewna drobną rzecz do skończenia, sztukę o Nowym Świecie i katastrofie morskiej, czarodziejskich wyspach i takoż o twoim bosmanie, w dwa tygodnie ją skończę. Potem mogę zacząć z tym i jeśli Bóg pozwoli, i tu czyni znak krzyża, a ja razem z nim, myśląc: i tu cię mamy, mój panie.
Potem jego twarz pożłobiona zmarszczkami zatroskania rozjaśniła się nagle i powiedział z uśmiechem: Obiecałeś mi, że pokażesz, jak rachować w nowy sposób, i tu szuka właściwego słowa, więc podpowiadam mu: Mówisz, panie, o algorytmie, a on zapisuje to w swoim kajeciku i pyta, w jakim języku jest to słowo, ja zaś na to, że według mojego mistrza z arabskiego, i on powtarza to kilka razy. Więc przystępujemy do studiowania matematyki i ja jednocześnie myślę sobie: Panie, musimy się pospieszyć i dobrze wytężyć umysł, żeby dopaść tego człowieka. Bo nigdy nie widziałem kogoś tak zamkniętego w sobie i tak obwarowanego przeciw dociekaniom innego człowieka. Pan Burbage gra swą role na scenie, ale gdy kończy, jest znów zwykłym Dickiem: ale ten tu Shaxpure
gra zawsze i bez przerwy, i myślę, że nikt nie przejrzy tego gracza.
Z wszelkimi honorami i niech Bóg pognębi nieprzyjacioły Twoje i wrogów prawdziwej wiary, z Londynu, tego piątku, 26 januara 1610
Richard Bracegirdle
12
Crosetti był przesłuchiwany przez policję setki razy, ale nigdy dotąd przez kogoś, kto nie był jego bliskim krewnym. Stwierdził, że znacznie łatwiej jest kłamać nieznajomym, zwłaszcza że byli wobec niego delikatni. Zasiedli w salonie rodzinnego domu Crosettich: detektyw Fernandez w fotelu ze swoim notatnikiem, Crosetti w drugim fotelu, krytym obiciem z niebieskiego wytartego brokatu; na stoliku stał serwis i dzbanek z kawą. Kawę nalała Mary Peg, zanim dyskretnie się usunęła. Za głową przesłuchiwanego wisiał duży obraz olejny namalowany na podstawie zdjęcia, przedstawiający bohaterskiego gliniarza, porucznika Crosettiego, w mundurze obwieszonym medalami i w otoczeniu młodej rodziny.
Obaj policjanci zerkali od czasu do czasu w stronę tej ikony; nie było zatem groźby, że zaczną za bardzo naciskać. W każdym razie oprócz bezprawnego wykorzystania czegoś, co należało do Sidneya Glasera (rękopisu Bracegirdle'a), Crosetti nie zrobił niczego złego i policjanci nie indagowali go w tej sprawie. Pytania o Bulstrode'a były rutynowe; znaleźli nazwisko Crosettiego w notesie profesora i prowadzili przesłuchanie w sposób mechaniczny. Byli umiarkowanie zainteresowani