osobą Rolly; to, że zniknęła, owszem, ciekawiło ich, ale kiedy Crosetti powiedział im o liście z Londynu, machnęli ręką. Wyjazd z kraju nie jest przestępstwem. Crosetti miał dość rozumu, by nie wciągać ich w spekulacje na temat morderstwa; w końcu policjanci nie przyszli po to, by przekazywać mu informacje, tylko żeby je uzyskać. Wizyta trwała dwadzieścia minut, z których część poświęcono wspominaniu zmarłego porucznika Crosettiego. Potem pożegnali się i w nastroju bardzo pogodnym jak na detektywów z wydziału zabójstw opuścili mieszkanie.
Z policjantką, która była jednocześnie siostrą, rzecz przedstawiała się całkiem inaczej. Kiedy przyjechała Patty Dolan, to jest w czterdzieści minut po wizycie detektywów, Crosetti wykazał się wolą dotarcia do sedna sprawy. Po ustaleniu, że odegrał w życiu ofiary tylko niewielką rolę, zapytał:
– A więc co sądzi o tym policja?
Miał na myśli jej kolegów po fachu. Zerknął przy tym na matkę.
– No cóż, facet był Brytyjczykiem i gejem oznajmiła Patty. Uważają, że to sprawa seksu i konfliktu na tym tle.
– Wątpię – odrzekł Crosetti.
– A co, współżyłeś z nim? – zapytała wielka siostra. – Poznałeś jego słabości?
– Nie, a ty? Jak go tylko zobaczyłem, pomyślałem: „O rany, Patty oszalałaby na punkcie tego gościa! Taki gruby, spocony, łysy…”
Była to aluzja do Jerry'ego Dolana, jej męża. W rodzinie Crosettiego fizyczne niedoskonałości były wśród rodzeństwa przedmiotem szyderstw. Patty Dolan sama doświadczyła tego aż w nadmiarze, kiedy dorastała. Była klocowata i miała grube rysy, co upodabniało ją nieco do ojca z olejnego obrazu. Miała też czarne włosy, ale jednocześnie niebieskie oczy po matce.
– I kto to mówi? – spytała pani detektyw i wyćwiczonym, błyskawicznym
ruchem sięgnęła do wałka tłuszczu nad jego paskiem.
Trzepnął ją po ręce.
– Bądźmy poważni – powiedział. – Pewnie wiesz, że parę lat temu facet był zamieszany w grube oszustwo, chodziło o wielkie pieniądze. I orżnął mnie na kupnie cennego manuskryptu. To dowodzi, że miał paskudny charakter.
– Co mogło rzutować na jego życie erotyczne. Jaką masz hipotezę?
– Nie wiem, czy w ogóle jakaś mam – odparł Crosetti. – Ale zwróć uwagę na pewien schemat. Bulstrode mnie oszukuje i znika, wyjeżdżając do Anglii. Carolyn Rolly zostawia wszystko i też tam wyjeżdża, tak przynajmniej pisze w liście, który, o ile mi wiadomo, zawiera w większości brednie. Potem Bulstrode wraca i zostaje zamęczony na śmierć. Znaleźliście przy nim ten manuskrypt?
– Nie wiem. Nie prowadzę tej sprawy.
– Bo jeśli zniknął, to mamy motyw.
– Ile był wart?
– Trudno powiedzieć. Fanny mówi, że na aukcji mógł osiągnąć jakieś pięćdziesiąt tysięcy.
Słysząc to, detektyw Dolan uniosła brwi i wysunęła dolną wargę.
– To mnóstwo forsy.
– To garść drobnych w stosunku do rzeczywistej wartości rękopisu.
– Jak to?
Crosetti spojrzał na matkę.
– Powiemy jej?
– Jeśli nie chcesz, żeby wyciągnęła to z ciebie biciem… – mruknęła Mary Peg.
Crosetti wyznał siostrze, co wiedzieli i co sugerował list Bracegirdle'a.
Patty zwróciła się do matki.
– Wierzysz w to wszystko?
– Sama nie wiem – odparła Mary Peg. – Fanny twierdzi, że oryginał, który mamy, to autentyk z siedemnastego wieku, więc może list Bracegirdle'a mówi prawdę. Może naprawdę istnieje zakopany gdzieś rękopis nieznanej sztuki Williama Szekspira. Może Bulstrode dostał cynk w tej sprawie, a może nie. Może powiedział o tym komuś, kiedy prowadził poszukiwania w Anglii, i dotarło to do ludzi, którzy mordują dla pieniędzy.
– Za dużo tych „może”, mamo. Najbardziej mi się nie podoba, że Allie został wplątany w wydarzenia, które doprowadziły do paskudnego zabójstwa. I że związał się jakoś z tą kobietą, która zniknęła.
– Co to ma znaczyć? – zapytał oburzony Crosetti.
– Jeśli założyć na chwilę, że wbrew temu, co sądzi policja, morderstwo nie miało tła seksualnego, to – z gliniarskiego punktu widzenia jest znacznie bardziej
prawdopodobne, że chodzi o wielki przekręt, podobny do tamtego, przez który kiedyś Bulstrode wpakował się w tarapaty. Ktoś wsunął fałszywy trop do starej księgi, ażeby mógł go tam znaleźć ktoś inny, ktoś, kto na pewno przekaże to Bulstrode'owi… Ta cała Rolly mogła cię podpuścić. Kręcisz głową, co? Crosetti rzeczywiście nie zgadzał się z jej wywodem.
– Nie, to autentyk – oznajmił cierpko. – Byłem przy tym, Patty. A że książki się nadpaliły i że mieliśmy je porozcinać, to czysty przypadek.
– Zapewne, ale Rolly mogła wcześniej przygotować te papiery i tylko udawała, że znalazła je w księgach.
– I wsunęła je tam, licząc na to, że wybuchnie pożar? To idiotyzm. Widziałem na własne oczy, jak wyjmowała je z okładek.
– Och, to rzeczywiście mocny dowód! Każdy oszust potrafi dokonać takiej manipulacji. Wybacz, ale kiedy słyszę o ukrytym skarbie i tajemniczym manuskrypcie, łapię się za portfel.
– Nie bądź śmieszna powiedział Crosetti podniesionym głosem. To prawdziwy manuskrypt, napisany przez żyjącego kiedyś faceta, a szyfr jest autentycznym szyfrem. Zapytaj Fanny, jeśli mi nie wierzysz. Albo Klima.
– Klima?
– Tak, naszego nowego lokatora. Mieszka w twoim dawnym pokoju.
Patty spojrzała na matkę.
– Nie patrz na mnie jak policjantka, Patricio. To bardzo przyzwoity dżentelmen z Polski, który pomaga nam odczytać te listy. I muszę ci powiedzieć, że jesteś przesadnie podejrzliwa, a nawet niesprawiedliwa wobec swojego brata.
– Świetnie – powiedziała policjantka Dolan, tłumiąc westchnienie. Kiedy dostawała się w dwa ognie, między Mary Peg i jej synalka, była od razu na straconej pozycji. – Ale gdy zjawia się jakiś wygadany typek z paczką, która zawiera rzekomo rękopis Szekspira, i żąda dziesięciu tysięcy…
– Ach, nie bądź śmieszna! zawołali matka i syn niemal równocześnie, co zabrzmiało wystarczająco zabawnie, żeby rozładować napięcie.
Patty, detektyw rodzinny Crosettich, zapewniła, że będzie śledzić sprawę Bulstrode'a w takim stopniu, w jakim pozwolą jej na to obowiązki i przepisy, i informować ich na bieżąco o postępach dochodzenia.
Kiedy wyszła, Mary Peg oświadczyła:
– Zobaczę, czy Radi ma ochotę na kawę. Zdaje się, że przez całą noc nie zmrużył oka.
– Radi?
– Och, pilnuj własnego nosa! – obruszyła się Mary Peg i wyszła z kuchni.
Crosetti pozostał sam na sam z rozmyślaniami o czymś tak nieprawdopodobnym jak matka i ewentualny romans. Potem poszedł do pracy, gdzie musiał ukrywać swą wiedzę o profesorze Bulstrodzie i jego ostatnich poczynaniach, podczas gdy Sidney Glaser rozwodził się nad tym, że to szokujące, kiedy zostaje zamordowany ktoś, kogo się znało, i że jest to kolejną oznaką upadku tego miasta i całej zachodniej cywilizacji. Wróciwszy tego wieczoru do domu, Crosetti zanurzył się w intensywnym zapachu duszonej jagnięciny z jarzynami. Zastał matkę i Radosława Klima w kuchni, popijających sherry i mocno rozbawionych. Mary Peg nie siedziała wprawdzie Klimowi na kolanach, ale Crosetti nie byłby zaskoczony takim widokiem, jeśli wziąć pod uwagę panującą tu atmosferę: para dobywała się nie tylko z garnka, który stał na piecyku.
– Cześć, kochanie! – zawołała Mary Peg wesoło. – Poczęstuj się sherry.
Nigdy dotąd nie witała tak syna, kiedy wracał do domu.
Crosetti spojrzał na matkę i stwierdził, że wygląda o dziesięć lat młodziej. Jej policzki barwiły intensywne rumieńce, ale w oczach można było dostrzec pewną nerwowość, jakby znów była młodą dziewczyną, która flirtuje z chłopakiem na bujanej kanapie pod czujnym okiem wścibskiego ojca.