Выбрать главу

– Nie rozumiem.

Klim odwrócił się do Mary Peg z uśmiechem, który całkowicie przeobraził jego twarz; zobaczyła niewyraźny obraz człowieka, jakim był, kiedy znał Kieślowskiego.

– Nie spodziewałem się, że będę rozmawiał o takich sprawach. Czuję się zupełnie, jakbyśmy siedzieli w zadymionej kawiarni w Warszawie.

– Pójdę i zrobię parę grzanek – powiedziała Mary Peg. – Ale co miałeś na

myśli?

– No więc… Polański. Miał koszmarne życie. Urodził się w niewłaściwym

czasie. Jest Żydem, jego rodziców wywieziono do obozu zagłady, wychowywał

się na ulicy. Odniósł sukces dzięki ciężkiej pracy i talentowi, ożenił się z piękną

kobietą, którą zamordował szaleniec. Dlaczego miałby nie wierzyć, że światem

rządzi szatan? Urodziłem się mniej więcej w tym samym czasie, nie jestem Żydem, ale życie nie było też lekkie dla Polaków. Naziści uważali nas za prawie ta

kie samo zło jak Żydów, więc choć mój los był inny niż Polańskiego, należeliśmy

do tej samej kategorii ludzi. Ojca zamordowali hitlerowcy, matka zginęła w po

wstaniu warszawskim, znalazłem się na ulicy, opiekowała się mną siostra. Moje

pierwsze wspomnienia to płonący stos trupów i swąd palonych ciał. Nie wiem,

jak udało się nam przeżyć, chodzi mi o całe nasze pokolenie. Muszę też wspomnieć, że podobnie jak Polański straciłem żonę; nie zabił jej szaleniec, tylko choroba, trwało to miesiącami. Moje stosunki z władzami nie były wtedy najlepsze

i trudno było zdobyć dla niej morfinę. Ale nie mówmy o moich osobistych problemach. Chciałem tylko powiedzieć, że po wojnie, wbrew Rosjanom i Niemcom, rozejrzeliśmy się wokół i odkryliśmy, że wciąż jest w nas życie. Uczyliśmy się, kochaliśmy, mieliśmy dzieci. Warszawa została odbudowana, co do cegiełki, taka sama, jak była przed wojną. Miłosz dostał Nobla, Szymborska dostała Nobla, jeden z nas został papieżem. Kto by się tego spodziewał? A więc jeśli tworzymy, to nasza sztuka mówi najczęściej coś więcej niż tylko: „Ach, jaki jestem biedny, ile wycierpiałem! Diabeł rządzi światem, życie jest bagnem, nie można nic zrobić”. To miałem na myśli.

Crosetti próbował rozważyć jego słowa, lecz nie bardzo mu to wychodziło, bo był Amerykaninem, chciał robić i sprzedawać filmy. Pomyślał, że musi pojechać przynajmniej jako turysta do tego mrocznego kraju. Cierpienie, nihilizm, chichot szatana, cały ten sztafaż Polańskiego był niezbędną przyprawą, jak oregano, nie zaś czymś, z czego dałoby się zrobić potrawę. U Polaków podziwiał nieskazitelną formę, pracę kamery, sposób oświetlania twarzy, to, jak obiektyw potrafi tę twarz uchwycić.

Po chwili milczenia zaproponował:

– A może ma pan ochotę obejrzeć jakiś film?

– Tylko nie Chinatown, błagam! – zawołała Mary Peg.

– Nie, obejrzymy coś z moralnym przesłaniem oświadczył jej syn. – Urządzimy sobie festiwal filmów Johna Wayne’a.

I tak zrobili. Crosetti miał prawie pięćset płyt DVD z filmami i mnóstwo kaset wideo; zaczęli od Dyliżansu, potem przyszła kolej na najważniejsze dzieła w karierze Duke'a. Mary Peg zrezygnowała w połowie westernu Nosiła żółtą wstążkę, oparłszy głowę na ramieniu Klima. Kiedy film się skończył, ułożyli ją na kanapie i przykryli pledem, a potem wyłączyli telewizor i wrócili do kuchni. Crosetti uświadomił sobie, że po raz pierwszy w życiu jego matka przegapiła Tonight Show, i sprawiło mu to przyjemność, jakby zdobył jakąś cenną nagrodę.

– Chyba też się położę oznajmił Klim. – Dziękuję za niezwykle interesujący wieczór. Muszę wyznać, że zawsze lubiłem westerny. Są dla mnie bardzo kojące, jak kołysanka dla dziecka. Powiedz mi, co zamierzasz zrobić z tym szyfrem?

Crosettiego zaniepokoiła ta zmiana tematu; przypomniał sobie, jak ojciec mawiał, że to stary trik policyjny, który stosowano, aby wytrącić podejrzanego z równowagi.

– Nie wiem, co mogę z nim zrobić. Powiedział pan, że jest nie do złamania.

– Tak, ale… twoja matka opowiedziała mi całą historię, to znaczy tyle, ile mogła, stąd wiem, że zginął już człowiek. A teraz pomyśclass="underline" ludzie, którzy zabili profesora, nie wiedzą, że szyfr jest nie do odczytania. Załóżmy, że mają list Bracegirdle'a albo jego kopię. W tym liście jest wzmianka o innych dokumentach, zaszyfrowanych. Nie mają ich i pewnie zapragnęli je zdobyć. I jestem pewien, że wydobyli twoje nazwisko od człowieka, którego zamordowali. Przynajmniej jedna osoba, ta młoda dama, która była z tobą, kiedy je znalazłeś, wie, że szyfry istnieją. Zdążyła już zniknąć i przysłała list, który wydaje ci się podejrzany i całkiem słusznie: każdy może napisać lub wymusić napisanie listu i wysłać go, skądkolwiek. Być może ta kobieta jest na sąsiedniej ulicy. Albo nie żyje.

Crosetti rozważał taką możliwość wielokrotnie i za każdym razem ją odrzucał. Carolyn mogła uciec – nie wiedział jeszcze przed czym. Nie chciał przyjąć do wiadomości, że dziewczyna może być już martwa. W pewnym sensie zdawał sobie

sprawę, że jest to myślenie infantylne: ludzie umierali, ale nie Carolyn Rolly. Umiała przetrwać w ukryciu, a jego scenariusz wymagał, by się zjawiła i sfinalizowała sprawę z Albertem Crosettim.

– Ona żyje – powiedział, by usłyszeć ową magiczną formułkę i przekazać tę myśl Klimowi. – A w ogóle do czego pan zmierza?

– Do tego, że są w to zamieszani brutalni ludzie i nie ma żadnego powodu, by w następnej kolejności nie dobrali się do ciebie. Albo do twojej matki.

– Do mojej matki?

– No, tak. Bo gdyby była w ich rękach, oddałbyś im wszystko, czego by zażądali.

Crosetti mimo woli parsknął śmiechem.

– Jezu, Klim! Nie trzeba było pokazywać panu tych filmów z Wayne'em. Mogą sobie wziąć ten cholerny szyfr, choćby teraz. Zamieszczę w prasie ogłoszenie: „Bandziorów, którzy zakatrupili Bulstrode'a, informuję, że mogą odebrać zaszyfrowane listy w dogodnej dla nich chwili”.

– Tak, ale oni uznaliby to oczywiście za podstęp. Problem ze złymi ludźmi polega na tym, że w innych widzą tylko zło. To jedno z największych przekleństw złego człowieka: taki nigdy nie doświadcza dobra. Możesz mi wierzyć, bo prawdopodobnie widziałem więcej złych ludzi niż ty. Powiedz mi… twój ojciec był policjantem macie jakąś broń w domu?

Crosetti, słysząc to, otworzył usta, poczuł, jak narasta w nim histeria, ale szybko się opanował.

– Tak, mam jego pistolet. A o co chodzi?

– Bo kiedy ciebie nie będzie, muszę mieć jakąś broń.

– Co to znaczy: kiedy mnie nie będzie? Jak pójdę do pracy?

– Nie, kiedy będziesz w Anglii. Musisz tam natychmiast wyjechać.

Crosetti otworzył szeroko oczy. Klim robił wrażenie absolutnie spokojnego, ale z pewnym typem szaleńców nigdy nic nie wiadomo. Może tak właśnie się zachowywał, gdy się upił. Crosetti sam miał porządnie w czubie i postanowił traktować tę rozmowę jak gadaninę pijanego albo dyskusję z kolegami, kiedy się zastanawiali, jak zdobyć pieniądze na realizację filmu. Z przyklejonym do ust uśmieszkiem spojrzał na Klima.

– Dlaczego miałbym wyjeżdżać do Anglii, panie Klim?

– Z dwóch powodów. Po pierwsze, powinieneś zniknąć. Po drugie, jeśli ci się uda, musisz ustalić, czego się dowiedział Bulstrode, kiedy tam był. I po trzecie, znaleźć siatkę.

– Aha. Cóż, to nie powinno mi zabrać zbyt wiele czasu. Pewnie pełno jest takich siatek w składnicach złomu. Ale najpierw się prześpię. Dobranoc, Klim.