– Kiedy prosiłem siostrę, żeby nas umówiła, przypuszczałem, że próbował pan zdobyć ten rękopis siłą i groźbą.
– Jak to „siłą i groźbą”?
– Wysyłając ludzi, aby wykradli go z mojego domu. Wysyłając ludzi do siłowni, aby zagrozili jej właścicielowi, przez co straciłem kartę członkostwa. I, jak już mówiłem, prawdopodobnie uprowadzając Mirandę Kellogg.
Cały czas kręcił głową. W końcu pogroził mi palcem i oznajmił:
– Przede wszystkim nigdy nie posyłałem takich ludzi, żeby coś kradli. Jak już wyjaśniałem: dlaczego miałbym to robić? Co do siłowni, to jakieś nieporozumienie.
Chciałem tylko, żeby nawiązali z panem kontakt, dyskretnie, bez żadnych gróźb. Wie pan, trudno niekiedy kontrolować podwykonawców. Porozmawiam z kim trzeba, dostanie pan kartę członkowską z powrotem, z wyrazami ubolewania.
– Dziękuję.
– Drobnostka. No dobrze, co mam zrobić, żeby odzyskać swoją własność?
– No cóż, jest tu pewien problem. Z żalem muszę powiedzieć, że kobieta, którą uważałem za Mirandę Kellogg, nie była wcale Mirandą Kellogg, co więcej, manuskrypt zniknął razem z nią. Myślę, że obaj zostaliśmy wystawieni do wiatru przez tę samą osobę.
Na krótką chwilę Szwanow porzucił rolę biznesmena, w jego oczach pojawił się naprawdę straszny błysk. Potem jednak zniknął i znów zobaczyłem ten ponury uśmiech. Szwanow wzruszył ramionami.
– Cóż, to może być prawda. Coś się zyskuje, coś się traci, czyż nie? Jeśli uda
się panu ustalić, gdzie jest Miranda Kellogg lub gdzie znajduje się rękopis, to mam
nadzieję, że da mi pan znać, zgoda? Mam stosowne dokumenty potwierdzające
fakt, że ten stary dokument należy do mnie.
Obiecałem, że na pewno się z nim skontaktuję, i poprosiłem go o to samo.
– Naturalnie powiedział. Odnosi się to też do innych papierów tego rodzaju.
– Co pan rozumie przez inne papiery?
– Mam informacje, że kiedy znaleziono rękopis Bracegirdle'a, były tam też inne dokumenty historyczne, i ci, którzy robili interes z Bulstrode'em, zatrzymali je dla siebie. Uważam, że nie jest to przyjęta praktyka w biznesie. Proszę mi powiedzieć, panie Mishkin, ma pan te papiery?
– Nie mam.
– Jeśli kiedyś pan na nie natrafi, niech pan pamięta, że też są moją własnością.
– Będę pamiętał, oczywiście – obiecałem i nagle uświadomiłem sobie, że prawdziwym powodem, dla którego zgodził się ze mną spotkać, była szansa na to, że mam te przeklęte szyfry. Natychmiast włożyłem między bajki wszystko, co dotąd powiedział.
– Dziękuję. Uważam, że to zamyka sprawę. Bardzo mi miło.
Uścisnęliśmy sobie dłonie. Szwanow wyjął z kieszeni gruby zwitek banknotów i rzucił dwudziestodolarówkę na stół.
– To dla kelnerki. Za resztę nie musi pan płacić, był pan moim gościem.
Przyglądał mi się przez chwilę, przekrzywiając głowę i mrużąc oczy jak wtedy, gdy człowiek porównuje coś, co widzi, z jakimś obrazem w myślach. Wreszcie wypowiedział słowa, które o mało nie powaliły mnie na ziemię.
– Wie pan, to zdumiewające, jak bardzo przypomina pan ojca.
– Pan go zna? spytałem zdumiony.
– Oczywiście. Łączą nas pewne inwestycje i tak dalej. W Izraelu.
Wstał i dodał: – Jeśli będzie się pan z nim widział, to proszę go ode mnie pozdrowić.
Wyszedł, a ja zostałem z szeroko otwartymi ustami.
Czwarty zaszyfrowany list
Mój Panie, przesyłam Waszej Lordowskiej Mości ukłony i szczere życzenia dla Ciebie i całego domu Twego. Już od dawna nie otrzymałem żadnego listu ani od Waszej Lordowskiej Mości, ani od pana Piggotta, ale z pewnością macie ważniejsze sprawy na głowie. Nowiny są takie, że W.S. ukończył sztukę o królowej Maryi i kiedy mi to powiedział, uprosiłem go, żeby mi ją jak najrychlej przeczytał. Najpierw powiedział: Nie, niech zrobię na czysto, tu mogą być jeszcze poprawki, tak często robi, ale ja nalegałem, aż w końcu ustąpił. A więc przeczytałem tę jego plugawą pisaninę. Mój Panie, myślę, że popełniliśmy błąd może się mylę, ale nie zrobił tego, co mu kazaliśmy, może się Pan sam przekonać, bo spisałem tu z pamięci sedno owej dramy i materię niektórych kwestii scenicznych, jako że nie pozwolił mi skopiować nawet linijki.
Najpierw idzie prolog w którym mowa, że sztuka traktuje o dwóch wielkich królowych, pozostających w sporze, co wpływa na losy nie tylko królestwa, ale i ludzkich dusz. Spory rozdzierają Kościół i zagrażają państwu, lecz choć żałuje się tej, która przegrała, żałuje się także tej, która w owym sporze wygrała. Coś w tym rodzaju. Tak to zrobił. Wyobrażaliśmy sobie, że pokaże Elżbietę jako tyrana, i tak też uczynił, jednak ubolewając nad jej jałowym łonem i że syn innej kobiety przejmie królestwo, tej samej kobiety, którą musiała zamordować, i płacze z żalu nad swą samotnością, nad samotnością kobiety, która dla polityki musiała zabić istotę ludzką, co mogła być jej jedyną przyjaciółką.
Wyobrażaliśmy sobie, że przedstawi Maryję jako dobrą krześciankę, aby wzbudzić nasz gniew z powodu jej losu, i tak też zrobił, ale też uczynił z niej pożądliwą i lekkomyślną niszczycielkę samej siebie. Oddaje się spiskowi, który doprowadzają do zguby, bo (jak pisze W.S.) widzi, że Babbington to głupiec,
dobrze wie, że jej listy są czytane przez Walsinghama, jednak nie zaprzestaje intrygi. I w jakim celu? Rozpaczliwie pragnie ratunku i nie dba już o to, czy będzie królową Anglii czy Szkocyi, czy jeszcze czegoś innego, byle tylko mogła swobodnie oddychać i jeździć konno. Ze swojego okna widzi przekupkę i chciałaby się z nią zamienić miejscami, oddać wszystkie swoje tytuły za haust świeżego powietrza. Żałuje swej dawnej nikczemności, ale myśli, że wybaczono jej papieskie przesady. Choć uwięziona, pyszni się i gardzi królową Elżbietą z powodu jej zwiędłego łona i niemożności uciech cielesnych, i mówi wielkiej Bess: Twoje panieństwo gorszym jest więzieniem od moich krat. Chełpi się też, że zażywała miłości, gdy Królowa nie miała nic, jeno pozory. Dalej W.S. pisze o Maryi, że dowody przeciwko niej były częściowo fałszywe, bo, jak mówi, Maryja nigdy przeciwko niej nie spiskowała, a chciała tylko uciec spod jej władzy i być wolną. A więc Walsingham jest tu przedstawiony jako krzywoprzysięzca i szelma.
Co do religii: jest tu rola kapelana Maryi, niejakiego Du Preau, który ma spór o prawdziwą wiarę krześciańską z sir Amyasem i myślę, że wygrywa, choć tylko trochę. W.S. dał też dwóch błaznów, jednego purytanina i drugiego papistę, którzy spierają się, szydząc ze swoich religii. Być może już samo to wystarczyłoby, żeby powiesić W.S., ale to nie jest jeszcze największa czelność. Scena, w której Maryja idzie na śmierć, jest bardzo poruszająca i tak pomyślana, że ten, kto słyszy jej słowa, zapomina, że była podłą morderczynią i wywłoką. Może to zadowoli Pana, Lordzie, ale to, co tu opowiadam, jest niczym wobec całości, bo jest to bardzo przemyślne i pełne konceptu, choć słaby ze mnie sędzia sztuk. Ale jak tylko będę mógł przysłać ją Tobie, ocenisz, czy Ci się nada do Twego celu. A tymczasem pozostaję jako Twój wierny i uniżony sługa, życząc wszelkiej pomyślności i długiego życia Waszej Lordowskiej Mości, Londyn, 28 oktobra 1611
Richard Bracegirdle
14
Crosetti stwierdził, że z bronią jest jak z rozpiętym rozporkiem: zawstydzała go i sprawiała, że czuł się głupio. Zastanawiał się, jak ojciec mógł to znosić przez cały okres swej aktywności zawodowej. A może policjanci reagowali inaczej. I przestępcy. Kiedy przyszedł do pracy, był w rozterce: zostawić rewolwer w torbie (mogli mu go ukraść! ktoś mógł go znaleźć!) czy przełożyć do kieszeni. Początkowo zostawił go w torbie, ale doszedł do wniosku, że w tej sytuacji nie mógłby jej spuścić z oka; po nerwowej godzinie wyjął rewolwer i przytroczył go do paska, ukrywając pod fartuchem, który wkładał, kiedy pracował w piwnicy.