Выбрать главу

– A więc czemu pan tu przyszedł? – zapytała Donna, po czym uświadomiwszy sobie wagę tego, co przed chwilą powiedział, dodała: – I co pan rozumie przez sformułowanie „przedstawiła się jako spadkobierczyni”?

– No właśnie; wydaje się, że zostaliśmy oszukani. Ta kobieta, rzekoma siostrzenica zmarłego, Miranda Kellogg, zniknęła razem z manuskryptem. Miejsce jej pobytu jest chwilowo nieznane.

Zdumienie.

– Chyba pan żartuje! – wykrzyknęła Donna.

– Chciałbym, żeby tak było, pani Crosetti. I przyznaję, że był to wyłącznie mój błąd. Ta osoba zyskała moje pełne zaufanie, opowiadając mi absolutnie wiarygodną historię, i ja przekazałem jej dokument. – Mishkin przeniósł wzrok na Crosettiego. – Pytał pan, dlaczego chciałem się z panem spotkać. Czy ktoś groził panu lub jakiejkolwiek związanej z panem osobie?

Crosetti i Donna wymienili szybko spojrzenia.

– Tak. Jacyś osobnicy próbowali mnie uprowadzić przed godziną.

– Dwaj mężczyźni, jeden potężny i drugi trochę niższy? I jeżdżą czarnym SUVem?

– Zgadza się. Skąd pan wie?

– Mnie też zaatakowali w zeszłym tygodniu i próbowali ukraść rękopis. Wtedy sobie z nimi poradziłem, ale niedługo później ci sami albo jacyś inni ludzie wtargnęli do mojego mieszkania, pobili strażnika i zbiegli z manuskryptem i z kobietą, która podawała się za panią Kellogg. Byłem przekonany, że została uprowadzona, ale teraz jest jasne, że była w zmowie z napastnikami. Mogę się tylko domyślać, że pierwszy atak miał cel emocjonalny i służył uśpieniu mojej czujności. Albo jest tak, jak mówię, albo mamy do czynienia z dwoma różnymi przeciwnikami. A skoro już o tym mowa, to przypuszczam, że zna pan osobę wymienioną w notesie Bulstrode'a jako Carolyn R.?

– Tak! Znam. Carolyn Rolly. To ona znalazła rękopis w książkach. Wie pan może, gdzie teraz jest?

– Nie, nie wiem, ale pani Kellogg zadzwoniła do mnie po swoim zniknięciu i powiedziała mi, że w sprawę zamieszana jest osoba imieniem Carolyn. Czy też jest ofiarą, czy współpracuje z gangsterami, trudno mi powiedzieć. Ale najwyraźniej wie, że nie rozstał się pan z całym rękopisem i że jest kilkanaście kartek, najprawdopodobniej w formie szyfru, które pan zachował. Ktoś jeszcze wie, że pan je ma, i ten ktoś chce je zdobyć.

– Ale one są bezużyteczne! zaprotestował Crosetti. – Nie można ich odczytać. Do diabła, ktokolwiek to jest, mogę mu te listy natychmiast oddać. Chce je pan? Może pan sobie wziąć te cholerne papiery.

– Nie podoba mi się pomysł, żebyś oddawał swoją własność pod wpływem gróźb powiedziała Donna.

– Nie? To dlaczego ty sobie ich nie weźmiesz?

– Czego? – zapytała Mary Peg, wchodząc z kawą na tacy i talerzem ciasteczek.

– Albert chce oddać rękopis gangsterom poinformowała Donna.

– Nonsens. – Mary Peg wzruszyła ramionami i zaczęła rozstawiać filiżanki. Nie ulegniemy przemocy. – Usiadła na sofie obok syna. – Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy zamieszani w sprawę w rozmaity sposób. Może więc niech każdy opowie swoją historię, tak jak to robią na filmach sensacyjnych, i uzgodnijmy plan działania.

– Mamo, to jakieś wariactwo! zawołała Donna. Powinniśmy natychmiast zawiadomić policję i przekazać jej całą tę gmatwaninę.

– Policja ma na głowie ważniejsze sprawy niż tajemnicze listy i próba uprowadzenia, kochanie. Powiem Patty o wszystkim, ale jestem pewna, że się ze mną zgodzi. Policja nie może zapewnić całodobowej ochrony każdemu członkowi naszej rodziny. Musimy sami to rozwikłać, z czym doskonale sobie poradzimy. Poza tym burzy się we mnie irlandzka krew. Nie podoba mi się, że takie zbiry próbują nas zastraszyć.

Córka i syn spojrzeli na nią zaskoczeni i po raz pierwszy od wielu lat przypomnieli sobie pewne straszliwe zdarzenia z dzieciństwa. Wszystkie dzieci Crosettich chodziły do szkoły prowadzonej przez siostry misjonarki Świętej Rodziny, stanowiąc ostatnie pokolenie małych amerykańskich katolików edukowanych przynajmniej częściowo przez zakonnice. W przeciwieństwie do innych rodziców Mary Peg często zjawiała się na kredowych korytarzach szkoły, aby zrobić siostrom awanturę o jakiś przejaw niesprawiedliwości, brak troski czy niekompetencję i pomimo błagań własnych dzieci nie dawała się uciszyć. One jednak w pewnym sensie nadal wierzyły, że ktoś, kto wytrzymał ataki zionącej ogniem siostry miłosierdzia, poskromi dowolną liczbę zwykłych gangsterów.

– Może pan zacznie, panie Mishkin? – zaproponowała.

– Jake – powiedział pan Mishkin.

– Jak w Chinatown – zauważyła Mary Peg.

– Mam nadzieję, że nie – westchnął Mishkin, wyciągając niewielki notes z kieszeni marynarki. – Zobaczmy. Jedenastego października Bulstrode przychodzi do mojego biura po radę w kwestii praw autorskich…

Tu Mishkin opowiedział całą historię, pomijając partie nieprzyzwoite i kończąc na rozmowie z Osipem Szwanowem oraz jego zapewnieniu, że nie ma nic wspólnego z jakimikolwiek brutalnymi działaniami.

– I ty mu uwierzyłeś? – spytał Crosetti.

– W żadnym wypadku. Właściwie to pytał mnie tylko o zaszyfrowane listy. Ludzie, którzy próbowali cię uprowadzić, chcą zdobyć coś, co jest w twoim posiadaniu, a tym czymś mogą być tylko listy, których, jak mówisz, nie potrafisz rozszyfrować.

Trójka Crosettich wymieniła szybkie spojrzenia i po pełnej napięcia pauzie Albert potwierdził, że nie udało się złamać szyfru, i wyjaśnił dlaczego.

– Rozumiesz, co to oznacza? – zapytała Mary Peg.

– Nie – odpowiedział i było to kłamstwo; nie chciał dopuścić do siebie strasznej prawdy.

– A dla mnie to całkiem jasne – oświadczyła matka. Żyje tylko dwoje ludzi, którzy wiedzą, że te zniszczone książki zawierały komplet zaszyfrowanych listów: ty i ta Carolyn, a ci, którym o tych listach powiedziałeś, są absolutnie godni zaufania…

– No dobrze. A co z Klimem?

– …absolutnie godni zaufania, co oznacza, że od samego początku stoi za tym wszystkim ta Rolly.

– Akurat!

– Doprawdy, Albercie, spójrz prawdzie w oczy! Kto cię namówił, żeby sprzedać rękopis Bulstrode'owi? Rolly. Kto zaraz potem zwiał do Anglii? Rolly. Bulstrode musiał znaleźć coś w Anglii i byli prawdopodobnie razem, kiedy to się stało. Potem wrócił, torturowali go i zamęczyli na śmierć, żeby wyjawił to coś, a kto mógł wiedzieć, co to było? Rolly!

– Mamo, to jest takie… takie całkowicie niedorzeczne. Robisz z Carolyn przestępczynię; nie mając cienia dowodu. Równie dobrze może być ofiarą. Ją też mogli torturować i właśnie w taki sposób ten ktoś mógł się dowiedzieć o szyfrach.

– On ma rację, mamo – zauważyła Donna, w której odezwał się zawodowy obrońca. – Wiemy za mało, abyśmy mogli spekulować o winie Carolyn Rolly, choć jeśli informacja nie wyszła pośrednio od Alliego, źródłem przecieku o szyfrach musiała być ona. Tymczasem jest to czysto kryminalna sprawa i…

Trach!

Odgłos strzału dotarł z ulicy i trójka Crosettich natychmiast zorientowała się, co to jest, bo nie należeli do tych, którzy w takich wypadkach mówią: „To fajerwerk albo gaźnik”. Po chwili z dołu dobiegła strzelanina. Wszyscy zerwali się na równe nogi, a Mary Peg sięgnęła po bezprzewodową słuchawkę leżącą na stoliku.

Rozległ się brzęk tłuczonego szkła, głośny tupot i do pokoju wpadło trzech zwalistych mężczyzn z dużymi półautomatycznymi pistoletami w dłoniach. Jeden z nich wrzasnął do Mary Peg, aby rzuciła słuchawkę. Nie posłuchała go, tylko wystukała 911. Kiedy zgłosił się dyżurny, podała dwukrotnie adres i poinformowała:

– Strzelanina. Wtargnięcie do domu.

Mężczyzna wyrwał jej słuchawkę, chwycił od tyłu za szyję i przyłożył pistolet do skroni.