Выбрать главу

– Myślę, że zostanę przy piwie. Właściwie to czuję się trochę zmęczony po podróży, więc…

– Nonsens! Stawiam ci cosmopolitana. Jest najlepszy na zmianę stref czasowych, wszyscy to wiedzą. Barman, cosmo dla pana! I drugi dla ciebie. A dla mnie jeszcze jedną podwójną whisky.

Barman, śniady chłopak, nieco starszy od Crosettiego, rzucił mu spojrzenie; kryło się w nim pytanie, czy temu wielkoludowi za chwilę urwie się film i czy uda

ci się go dość szybko wyprowadzić z baru?

Crosetti opuścił tchórzliwie wzrok.

– Myślisz, że jestem pijany, co? – zapytał Mishkin, jakby odczytywał te wibracje. – Myślisz, że stracę panowanie nad sobą? No więc się mylisz. Nigdy nie tracę panowania nad sobą. Tylko czasem. Ale akurat nie teraz. Zdaniem mojej teściowej Żydzi się nie upijają. To jedyny plus, jaki łaskawie dostrzegła w małżeństwie swojej córki. Nie ogłupiła ich przynależność do jednego, świętego, katolickiego i apostolskiego Kościoła. No a poza tym obrotni ci Żydzi. Pieniądze, trzeźwość… o tak, no i nie biją żon. Naprawdę tak powiedziała, leżąc na obitej jedwabiem kanapie pod ukradzionym zabitemu Żydowi Renoirem. Katolicy południowej Europy są skrajnymi antysemitami, wiedziałeś o tym, Crosetti? Większość najważniejszych nazistów była katolikami Hitler, Himmler, Heydrich, Goebbels. A jak z tobą, Crosetti? Jesteś antysemitą? Wściekałeś się kiedy na żydowską mafię, która kontroluje media?

– Jestem pół-Irlandczykiem wyjaśnił Crosetti.

– Ach, tak, więc to cię ratuje, bo Irlandczycy słyną z tego, że nie ma w nich cienia antysemityzmu. Ja sam jestem półantysemitą ze strony matki. Czy to nie zabawne, że wszyscy ci wielcy naziści wyglądali na Żydów? Goebbels. Himmler. Heydrich wciąż obrywał na szkolnym podwórku, bo dzieciaki brały go za mośka. Aryjskie rysy, ale wielka, tłusta, miękka żydowska dupa. Mój dziadek dla kontrastu był prawdziwym Aryjczykiem, podobnie jak moja matka a jego córka. I jak moja żona. Czy uważasz, że jest atrakcyjna, Crosetti? Pociągająca?

– O tak, jest bardzo miła – przyznał Crosetti i zmierzył wzrokiem odległość do wyjścia. Barek był tak mały, a Mishkin tak potężny, że on sam nie uciekłby daleko, gdyby musiał wiać. Czuł się jak ktoś zamknięty w łazience z orangutanem.

– Och, ona jest bardziej niż miła, Crosetti. W mojej Amalie płonie prawdziwy ogień. Zauważyłem, jak się do siebie nachylaliście. A na koniec dostałeś buziaka. Czy zdążyliście się gdzieś umówić? Nawiasem mówiąc, wcale by mnie to nie zdziwiło: najwyższy czas na rewanż. Pewnie wypieprzyłem ze czterdzieści, pięćdziesiąt kobiet, odkąd się pobraliśmy, więc cóż mogę powiedzieć, prawda? Powinieneś się tym zająć, człowieku! Daj sobie spokój z tym szekspirowskim gównem i leć do Zurychu.

Mieszkają przy Kreuzbuhlstrasse sto czternaście. Możesz ją dymać w jej małym, żółtym, dziewczyńskim łóżeczku. Mogę ci nawet podpowiedzieć, jak lubi: na przykład…

– Idę spać – powiedział Crosetti i zsunął się z barowego stołka.

– Nie tak prędko! – zawołał Mishkin.

Crosetti poczuł, że tamten chwyta go za ramię; miał wrażenie, że przytrzasnęły go drzwi samochodu. Bez zastanowienia schwycił swój nietknięty drink i chlusnął nim w twarz Mishkina, który skrzywił się i wytarł policzki drugą ręką, ale nie rozluźnił uścisku.

Barman wyszedł zza kontuaru i powiedział mu, żeby wyszedł.

Mishkin potrząsnął Crosettim, aż zadzwoniły mu zęby.

– Okay zwrócił się do barmana. Wyjaśniałem tylko temu dżentelmenowi, jak ma pieprzyć moją żonę, a on chlusnął mi drinkiem w twarz. Uważasz, że to w porządku?

W tym momencie barman popełnił błąd; ujął Mishkina za ramię, być może w nadziei, że ten da się wyprowadzić, ale Jake puścił Crosettiego i przerzucił faceta przez bar. Biedak runął na rzęsiście oświetlone półki z butelkami. Crosetti wybiegł i nie czekając na windę, pognał na trzecie piętro i zamknął się w swoim pokoju.

Nazajutrz Crosetti wyszedł z hotelu bardzo wcześnie i poszedł do Brytyjskiego Instytutu Filmowego na South Bank, gdzie obejrzał filmy Renoira Boudu z wód uratowany i Reguły gry. Zostałby jeszcze na Towarzyszach broni, ale kiedy wyszedł do holu, żeby napić się wody, ktoś pociągnął go za rękaw, a gdy się odwrócił, zobaczył Paula Mishkina w skórzanym płaszczu i w koloratce. Crosetti pomyślał, że Paul wygląda jak aktor grający księdza.

– Skąd wiedziałeś, że tu jestem?

– A gdzie mógłbyś być? Na pewno nie u Madame Tussaud. Chodźmy, nastąpiła mała zmiana planów.

– Mianowicie?

– Jedziemy natychmiast do Oksfordu. Samochód czeka na zewnątrz.

– A co z naszymi rzeczami, które zostały w hotelu?

– Spakowane, są w wozie. Chodź, Crosetti. Pytać będziesz później.

Na ulicy stał mercedes, Jake półleżał z tyłu, okutany w trencz z podpinką i ciepły szal, tweedową czapkę miał nasuniętą na oczy. Paul wsiadł z przodu, a Crosetti zajął miejsce z tyłu, odsuwając się jak najdalej od Mishkina, który nie odezwał się słowem. Mały skrawek skóry widoczny nad kołnierzem był szary i wyglądał jak łuska węża.

Opuściwszy centrum miasta, ruszyli przez wilgotne przedmieścia pełne domków z czerwonej cegły; kiedy minęli Richmond, krajobraz zaczął stopniowo nabierać coraz bardziej wiejskiego charakteru, w końcu znaleźli się na autostradzie. Crosetti zauważył, że Paul patrzy w boczne lusterko i przygląda się wyprzedzającym ich samochodom z większym zainteresowaniem, niż czyni to zwykle przeciętny pasażer.

– No więc dlaczego zmieniliśmy plany? – zapytał, kiedy po dłuższej chwili stało się oczywiste, że żaden z braci nie zamierza wyjaśnić mu tego dobrowolnie.

– Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że śledzi nas kilka grup. Są w tym dobrzy, to prawdziwi zawodowcy, nie tak jak ci partacze, których wykiwałeś w Nowym Jorku. Drugi jest taki, że po nocnym występie Jake'a w barze poproszono go o opuszczenie hotelu i zamiast szukać innego w Londynie, postanowiliśmy jechać do Oksfordu od razu, przenocować tam i zobaczyć się z facetem jutro rano.

– Chciałbym się dowiedzieć czegoś więcej o tych zawodowcach – powiedział Crosetti. – Jeśli są takimi fachowcami, to jak ich zidentyfikowaliście?

– Bo zatrudniliśmy firmę, która zatrudnia jeszcze lepszych zawodowców. Prawda, panie Brown?

Pytanie było skierowane do kierowcy, który odpowiedział:

– Tak, sir. Śledzili pana Crosettiego od chwili, kiedy wyszedł rano z hotelu, i oczywiście pana, od domu noclegowego jezuitów do Świętego Olafa. Mają na nas oko z trzech niebieskich bmw, które jadą za nami, i z kasztanowego forda mondeo przed tą białą ciężarówką na zewnętrznym pasie, tuż przed nami.

– Brown jest pracownikiem renomowanej i niezwykle drogiej firmy ochroniarskiej wyjaśnił Paul. – Dobrze, że mamy forsę.

– Dojdzie do pościgu?

– Prawdopodobnie. I co najmniej do jednego wybuchu. Chcecie wiedzieć, co znalazłem u Świętego Olafa?

– Wskazówki, gdzie szukać Graala?

– Prawie. Pamiętacie, Bracegirdle napisał, że klucz do jego szyfru jest tam, „gdzie leży moja matka”, a jego matka jest pochowana w kościele Świętej Katarzyny. Niestety, kościół, który ocalał z wielkiego pożaru, padł ofiarą wyludnienia starego City oraz ogólnego kryzysu wiary i w tysiąc dziewięćset dwudziestym szóstym roku został zburzony. Pięć lat wcześniej parafię włączono do kościoła Świętego Olafa przy Hart Street, więc tam właśnie poszedłem.