Выбрать главу

– I stąd ten strój księdza.

– Tak jest. Ksiądz Paul, który prowadzi małe badania nad czyimś drzewem genealogicznym. Kiedy Święta Katarzyna została zburzona, groby przeniesiono na cmentarz Ilford, ale były też krypty pod kościołem. W średniowieczu zwłoki grzebano na małych cmentarzach przykościelnych, a po latach wykopywano kości i składano je w kostnicy, bo miejski cmentarzyk z pewnością nie pomieściłby więcej niż kilka pokoleń zmarłych z tej parafii. W drzwiach krypty było okienko zasłonięte małą prostokątną miedzianą płytką, podziurkowaną, aby wpadało przez nią trochę światła. Dziurki układały się w kształt wierzby płaczącej. Kiedy rozebrano kościół Świętej Katarzyny, płytka wraz z innymi kościelnymi precjozami i pamiątkami zawędrowała do Świętego Olafa i została umieszczona w szklanej gablocie w zakrystii.

– Widziałeś ją? – zapytał Crosetti.

– Nie. Wikary, z którym rozmawiałem, powiedział, że tego lata ktoś włamał się do kościoła i ukradł płytkę. Nie wziął nic innego, tylko to. Myślę, że możemy teraz być pewni, że to siatka. I jeszcze jedna ciekawostka. Na krótko przed włamaniem zjawiła się w kościele młoda kobieta. Robiła zdjęcia i odbitki kościelnych płytek mosiężnych i pytała, czy są podobne elementy w kościele Świętej Katarzyny. Wikary pokazał jej różne płytki, ozdoby i przedmioty. Zrobiła sporo zdjęć i odbitkę płytki z krypty. Parę dni później płytka zniknęła.

Jake Mishkin drgnął gwałtownie i odchrząknął.

– Miranda powiedział.

Na co Crosetti zawołał:

– Carolyn!

Szósty szyfrowany list (fragment 2)

ale ci dwaj trzymali mnie krzepko i choć walczyłem z całej mocy, nie mogłem się uwolnić. Poza tym pudełko było puste i oskarżycielskie monety rozsypane dokoła. Pan W.S. przybliżył mi świecę do twarzy, mówiąc: Co to ma znaczyć, Dick? Czy okradasz swoich przyjaciół? Mnie? Rzekł to z takim wyrazem twarzy, żem się rozpłakał jak baba. Potem posadził mnie grzecznie na krześle, odesłał tego, który mnie pojmał, sam nie siadał, i mówi: Dick, ty nie jesteś złodziejem, a jeśli byłeś w potrzebie, czy nie mogłeś przyjść do swego kuzyna rodzonego, czy Will by ci nie pomógł? Tu jeszczem się bardziej zalał łzami, myśląc, że serce mi pęknie, i mówię: Nie, jesteś dla mnie za dobry, bom ja podły zdrajca i nieprzyjaciel dla ciebie, bom działał, by cię zniszczyć, przez tyle miesięcy, i teraz jestem tak uwikłany w spisek, że nie mogę się wywinąć, biada mi etc. A on na to: Teraz, Dick, musisz wyznać wszystko, ja będę twoim spowiednikiem i nikt się nie dowie, co będzie powiedziane między nami.

A więc, Wasza Lordowska Mość, powiedziałem mu wszystko to, com rzekł był Tobie wcześniej, o lordzie Dunbartonie, panu Piggotcie, sztuce o Maryi i całej intrydze. I jeszcze o tym, czegom się dowiedział rano w Lamb St. Clements, i o dwóch mordercach, którzy depczą nam po piętach. Patrzył na mnie ponuro i gładził brodę przez pewien czas, a wreszcie powiedział: Dick, ty głupcze, teraz będziemy musieli nieźle się natrudzić, żeby wymknąć się z tej sieci. Och, kuzynie, ja na to, wybacz mi, i on powiada tak: Tyś jest dzieciuch w tych sprawach i zostałeś przymuszony, żeby ciągnąć intrygi tych łotrów, by ratować się przed tym głupcem Tyburnem. Ale nie wszystko stracone, bo ja nie jestem dzieckiem.

Potem zaczął kroczyć po izbie tam i nazad, aż w końcu rzecze: A wiesz ty, że lord Veney jest uwięziony w Tower, ten sam, który przyniósł ci list od lorda

Rochestera, ten, który rozpoczął te wesołe igraszki? A ja na to, że nie wiedziałem i co ta nowina oznacza dla nas? Otóż, powiada on, Veney jest człowiekiem lorda Rochestera i jeśli został uwięziony mówi nam to, że została wykryta intryga przeciw ispańskiemu małżeństwu, nieważne jak, i będzie wkrótce przesłuchany. W ten sposób wszystko zostanie odkryte i cała ta afera z naszą sztuką też się wyda, a zatem będą musieli zatrzeć ślady po sobie. I my obaj musimy się od tego odciąć, sztukę trzeba spalić, tak żeby lord Dunbarton mógł powiedzieć zapytany: Nie, mój panie, to tylko jakieś fantazmaty udręczonego człowieka, w czym ja nie miałem udziału, i nikt nie zarzuci mu kłamstwa.

Zapytałem, jak możemy się wywikłać z tych tarapatów, co mam począć, i zapytał: Czy władasz bronią, chłopcze? Na co odparłem, że tylko z rzadka jej dobywałem, bom puszkarz i nigdym nie uczył się fechtunku, a on na to: Nie szkodzi, będziemy mieli panów Spade a i Wyatta i pan Jonson będzie po naszej stronie, zabił już człowieka, tak często opowiadał, i ja też. Cóż powiadasz? – zapytałem. A tak, mówi, czyż nie stoczyłem więcej pojedynków niż połowa Ispanów we Flandryi? Tak, ale tylko drewnianymi rapierami, powiadam. Tak myślisz?, on na to. Ta szpada u mego pasa to nie ozdoba, chłopcze. Czyżem nie chodził w nocnej porze tysiące razy po Shoreditch z sakiewką srebra ze szkatuły i nie walczył z rzezimieszkami moim stalowym ostrzem? Zapytaj Spade'a, czy nie umiem dzierżyć szpady bo to on mnie uczył, i założę się, że powie, iż niepośledni ze mnie uczeń. Przeto, jak mówi samo moje nazwisko, potrząsnę ostrzem dziś w nocy! Drzyjcie, mordercy!

A więc zebraliśmy nasze siły, Spade i Wyatt, i pan W.S., i pan Jonson, i ja, w gospodzie u George'a na Southwark i tejże nocy wyruszyliśmy, pan W.S. i ja przodem, reszta z tyłu w pewnej odległości, i oto obstąpiły nas owe zbiry trzech czy czterech, jak mi się zdaje. Dobyłem szpady, ale któryś uderzył mnie w głowę i obalił i nie widziałem nic, tylko ciemne kształty i małe światełka, gdym się zdołał podnieść i zobaczył pana W.S. robiącego szpadą i usłyszałem krzyk bólu:

Och, zabiłeś mnie, ty psie!, i potem nasi kompani pośpieszyli nam z pomocą i zaczęła się walka, ale jam tylko klęczał i wyrzucał z siebie przekleństwa. Jednak ustąpili nam pola, dwóch morderców padło i pan Spode przyciągnął wózek, załadował na niego ciała. Nakarmię nimi ryby, powiedział, i pan W.S. rzecze: Żadnego mięsa, Dick, co najmniej dwa tygodnie, aby nie nazwali nas kanibalami, i żadnych krabów aż na święty Michał.

17

W dniach, które nastąpiły po „wieczorze śmierci”, zorganizowałem naszą podróż do Europy; oprócz mojej rodziny poleciał też Crosetti. Amalie lubi spędzać urlopy w Zurychu i choć mogła sama wyczarterować samolot, skorzystała z mojej propozycji, musiałem tylko trochę popłakać i wywołać u niej współczucie z powodu traumy, jaką właśnie przeżyłem; nie wspominając już, że sporo na tym zaoszczędziła, a jak większość ludzi bogatych Amalie szczyci się umiejętnością ograniczania wydatków.

Gliniarze – z nimi nie było problemu, ale też nie uzyskaliśmy żadnych informacji. Schwytani bandyci tylko się śmiali, gdy ich pytano, dla kogo pracują. Firma była zadowolona z mojego urlopu i z radością pozwoliła mi skorzystać z karty lotniczej, żebym mógł załatwić pewną drobną sprawę służbową w Londynie. Że zamierzam odwiedzić spadkobiercę Bulstrode'a nie wspomniałem.

Poszedłem się zobaczyć z Paulem; miła rozmowa o strzelaninie i trupach, chciało mi się płakać, ale się powstrzymałem, wspomagany dwoma miligramami xanaxu. Brat wyraził chęć wzięcia udziału w podróży aby zabezpieczać moje tyły, jak się wyraził. Nigdy dotąd nie słyszałem czegoś takiego z jego ust; roześmiałem

się, lecz po zastanowieniu wyraziłem zgodę. Zapytałem, czy nie obawia się zostawić swej uświęconej misji. Nie ma problemu, Bóg się nią zaopiekuje. Poza tym mój brat chciał spędzić Boże Narodzenie z Amalie i z dziećmi; zasłużył na wakacje po ciężkiej pracy na pastwiskach Pana. Zgodziłem się zatem. Od czasu do czasu, tak jak w tym wypadku, uświadamiam sobie, że Paul naprawdę mnie kocha, że nie jestem tylko godnym pogardy utrapieniem. Takie myśli zawsze budzą coś w rodzaju nerwowego lęku, nie wiem dlaczego. Omar chciał lecieć z nami, ale że widnieje na wszystkich listach potencjalnych terrorystów, miałby trudności z przekraczaniem granic. Powiedział, że będzie się za mnie modlił.