Równocześnie na obszarze języka greckiego, zwanego Ekumeną, mała kolonia Akropolia Aleksandryna zrzuca podwójną zależność – od swojej założycielki Aleksandrii Nowej oraz od pobierających haracz satrapów neoparthyjskich. W ciągu pięciu dekad następujących po roku 1280 bezwzględni rabusie z Akropolii podporządkowują sobie większość północnego kontynentu, pochłaniając kolejne terytoria z apetytem imperiosaura. Pada zasobna Troada, płonie Nowy Korinthos ze wspaniałą biblioteką i Muzejonem. Z samej Meocji sto tysięcy niewolników ruszy zasiedlać północne rubieże Ekumeny. Mała, bitna Wenedia też nie może opierać się długo. W 1333 roku zagłada spotyka samą Nową Aleksandrię, a Filip Rechos wkłada na głowę popiątny diadem Archibasileusa. Ogranicznikami imperium staną się dopiero piekielne pustynie południa i Góry Cyklopie, gdzie Ekumeńczycy zderzą się z Wandalijczykami, oraz Ocean Wewnętrzny – gwarant archipelagiańskiej wolności.
Rewolta 1435 roku zmieniająca tyranię w Hierarchat nie osłabi zaborczości Ekumeny. Przeciwnie, sen o światowej hegemonii zostanie wsparty obłędną doktryną.
Czas wojen, gdy morza spływają krwią, a ponad kontynentami przez całe dekady nie gasną łuny pożarów, niszczy dotychczasowy sielski obraz Innej. Znika wielowiekowy umiar i tolerancja, tak jakby ukryte rezerwy Zła chciały nadrobić zaległości z epok Harmonii.
Pochodną centralizmu staje się ujednolicanie religii. Kulty w Wandalii i Ekumenie nabierają charakteru państwowego. W Wandalii jest nim Klasyczny Politeizm z Królem – Ziemskim Emisariuszem Boga, w Ekumenie basileusi głoszą się protektorami Kościoła. Na obszarze Archipelagu mozaika schizm, dzięki Szymonowi z Florentyny, który w 1299 roku zwołuje Sobór Uniwersalny Zachodu, stapia się w uniwersalny kult Jedynego, z zachowaniem regionalnych obrządków. Dopiero wiek później ujawni się schizma trynitatystów.
Dzięki kupieckiej praktyczności, uniwersalnemu kościołowi i talentom negocjatorów, a zarazem wobec podwójnego zagrożenia Wandalijsko-Ekumeńskiego Archipelag omija piekło wojen religijnych. Dominująca rola klasy średniej przy braku możnowładztwa, a nade wszystko postępujący rozwój techniczny (machina parowa pojawiła się tam już w połowie XIV wieku) sprzyjają racjonalizmowi i ideom optymalności. Żeglarskie ludy cechuje chłodny rozsądek wsparty mocno zakorzenionymi ideałami wolności. Na żadnej z wysepek nie potrafi zapuścić korzeni tyrania. A tysiąclecie tradycji samorządowo-republikańskiej owocuje koncepcją Federacji. Wcześniej są kampanie kupieckie, traktaty dwustronne. Z początkiem XIV w. trwały sojusz zawiązują Zefiria i Orelia. Rychło dołącza Superiora. Wkrótce po przerażających wieściach o rzezi w Nowej Aleksandrii powstaje Unia Florentyńska (1338) i po raz pierwszy połączone floty wybierają SuperNavigatora. Czy należy uznać za przypadek, że w tym samym roku znana znacznie wcześniej turbina parowa zostaje zastosowana na okręcie? W ciągu pięćdziesięciu lat wszystkie wolne wyspy wstępują do Federacji Równych. Nie ochroni to przed daniną krwi. Do połowy XV wieku wstrząsną Inną trzy wojny globalne, dwie toczone wspólnie z Ekumeną przeciw Wandalii i ostatnia najkrwawsza z Wandalią przeciw Ekumenie. Żadna nie przynosi ostatecznego rozstrzygnięcia. Jedynymi wygranymi są producenci broni. W 1471 roku nad pustynną Hebbią z rozkazu Navigatora Arrianda pojawia się pierwszy nuklearny błysk. Przez chwilę wydaje się, że problem hegemonii na planecie został rozstrzygnięty. Wojskowi domagają się wykorzystania przewagi i zaprowadzenia wolności w zniewolonych imperiach. Aliści protesty intelektualistów i studentów, kampania mediów, wreszcie śmierć Arrianda w zamachu uniemożliwiają takie rozwiązanie. Pięć lat później głowicami nuklearnymi dysponuje już i Ekumena. A niedługo po niej Wandalia. Na Innej rozpoczyna się epoka równowagi strachu. I, nie licząc konfliktów peryferyjnych, długotrwały pokój na wyrost zwany Wieczystym.
7. KONTAKTY STARE I NOWE
Z listą zaproszeń na ogrodową biesiadę, mającą się odbyć po ceremonii inauguracji, Marek Ursin pospieszył do letniej rezydencji Navigatorów w Castrum Goliatum, który ustępujący szef Federacji przekazał na potrzeby elekta. Był to uroczy zespół ogrodowy, ukryty w Gaju Florentyńskim, pełen sztucznych ruin, fontann, stawów i obiektów sportowych, wśród którym Navigatorzy podejmowali najznamienitszych gości.
Lecąc wiropłatem consulantor oglądał z góry przedmieścia Florentyny i dalsze przysiółki; kraj ludny, zasobny, spokojny. Trzydziesty drugi Navigator miał objąć Federację w dobie pełnego rozkwitu. Ostatnie ćwierćwiecze było nadzwyczaj pomyślne. Zwalczono epidemie i klęski głodu, zapewniono dostępność kultury, nędza ograniczyła się do wąskiego marginesu nieprzystosowanych. Od dziesięciu lat rozwijany program kosmiczny ożywił nadzieje, że kiedyś dojdzie do kontaktu ze Starą Ziemią… Astronomom udało się nawet zlokalizować Układ Słoneczny. Światło, by tam dolecieć, potrzebowało ledwie kilkunastu milionów lat.
Żaden wróg zewnętrzny nie mógł zagrozić Archipelagowi. Potężna flota gotowa zniszczyć każdego agresora i potencjał nuklearny stanowiły gwarancje globalnej równowagi. Pięć fakcji, zgodnie z tradycją stronnictw z hipodromu noszących znaki Błękitnych, Zielonych, Różowych, Żółtych i Czarnych, przestrzegało demokratycznych reguł gry. A sporą władzę wykonawczą Navigatora równoważyły kompetencje Kurii i Arbitriatu.
Czy zatem mógł być ktoś szczęśliwszy niż consulantor Quintusa Cedrusa?
Chyba jedynie sam Quintus Cedrus.
– Zdrzemnął się – powiedziała Octavia wychodząc na powitanie Ursina. – Bardzo dużo ostatnio pracuje. – Bez makijażu, w ogrodowym peplum wydawała się dużo starsza. Zauważył zmarszczki w kącikach oczu i pierwsze siwe pasemka we włosach. Na terasie stało parę wiklinowych foteli i obok jednego leżała przewrócona butelka. Nozdrza Marka poczuły słodką woń vinissy. Czyżby Quintus znowu zaczął pić? Na Jedynego, czemu właśnie teraz? Owszem i wcześniej nachodziły go chandry. Bywało, zastygał wpatrując się bez ruchu w jeden punkt stołu, spojenie futryn, gwóźdź w ścianie.
– Masz jakiś problem? – pytał go parokrotnie Ursin. Niezmienną odpowiedzią było przeczenie. Jakże chętnie Marek pogadałby na ten temat z Octavią. Ale nie potrafił się na to zdobyć. W ogóle rozmowa z nią przychodziła mu z trudem. Gdzieś pod sercem ropiał cierń, którego nie potrafiły usunąć lata.
– Powrócę za godzinę – obiecał. Nie zatrzymywała go, kiedy ruszył w głąb ogrodów.
Primmatrona zamknęła za sobą drzwi.
– Przybył Marek – powiedziała do męża.
– Wiem, niech zaczeka – odparł półleżąc nagi na pościeli, z kielichem w ręku i plikiem dokumentów. Duży, piękny mężczyzna o ciele antycznego boga. Jej Mężczyzna. Jej Navigator. – Chodź do mnie, Octavio. Mamy jeszcze coś do załatwienia.
– Daj spokój. Jesteś pijany – zaoponowała.
– Wyłącznie miłością do ciebie! – Porwał ją, pociągnął do łoża. Akty państwowe, projekty legislacyjne, listy gratulacyjne poszły na bok albo pod spód (Jak np. projekt równouprawnienia dla małżeństw homoseksualnych.). Octavia nie opierała się długo. Zawsze mu ulegała. Lubiła zresztą tę brutalność, tę odrobinę męskiej przemocy. Wszedł w nią gwałtownie, można rzec, rozpaczliwie. Usiłując jak najszybciej znaleźć się na wspólnej fali dotknęła wargami jego policzka. Był mokry i słony. Poczuła dreszcz, bynajmniej nie rozkoszy. Z niewiadomego powodu najszczęśliwszy człowiek na Innej płakał.
– Wyrazy współczucia, Fabiusie – powiedział do wysiadającego z pędnika Druzzusa Ruffix, który najwyraźniej lubił być zwiastunem złych wieści. – Przed chwilą dostałem wiadomość wprost z FOI o zaginięciu twojego przyjaciela.