Выбрать главу

– Rozmawiałem z nim przed kwadransem, był w drodze – rzekł Pauzaniasz. – Podobno też ma dla nas interesujące informacje.

Georgiasz poczuł na plecach kropelki potu. Tymczasem na ikonoskopie ukazującym obraz zza ostatnich drzwi ukazała się twarz Wielkiej Falangierki.

– Przybył wicestrateg Leofor. Czy mam go wpuścić?

– Przyniósł specjalne materiały dla mnie – poinformował Antygon. – Szczegóły techniczne operacji Numer 1.

– Niech wejdzie – mruknął Hipparch. Helena jednak była służbistką.

– Wejście przedstawiciela armii wymaga akceptacji efora Tajgenisa.

– Bądź zgody przewodniczącego… – biegły w regulaminie Antygon rzucił przynaglające spojrzenie Hipparchowi.

– Powiedziałem wpuścić – potwierdził starzec.

Zabrzęczały sygnały, szczęknęły pancerne drzwi. Leofor wszedł do propylei falangierek. Oprócz merytorycznych heterarek ekipa Heleny – ostatnie zabezpieczenie Hierarchatu – składała się z sześciu rosłych niewiast zaprawionych do walki wręcz.

– Wszedł do tolosu – zameldowała Helena. – Co teraz?

– Ma zaczekać, aż będzie potrzebny.

Na chronometrze Georgiasza była nona 05.

– Uważam, że powinniśmy zaczynać nawet bez Tajgenisa. Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi – powiedział Ksantyppos. Poparł go Tulen. Inni nie oponowali.

Antygon pomyślał o grupie swych hoplitów wysłanych do zajęcia biur Wielkiego Efora. Wciąż nie miał potwierdzenia, że im się udało.

Chrząknął. Nastała cisza.

– Zacznę od informacji niesłychanie pomyślnej. Tajna operacja, którą rozpocząłem przed wielu laty, zbliża się do finału. W ciągu kilku dni poczynając od jutra Archipelag znajdzie się w naszych rękach…

Opowiadał. Słuchali jak urzeczeni. Czasem z półotwartych ust wyrywał się okrzyk niedowierzania, niekiedy histeryczny śmieszek. Kiedy zaś Leartonik skończył, zerwały się spontaniczne oklaski, a zebrani powstali. Tylko puste miejsce Tajgenisa zrobiło się jeszcze bardziej wymowne.

– Rozumiem, że musimy ci podziękować, Leartoniku, a następnie postawić w stan pogotowia wszystkie nasze siły zdolne do desantu na Federację – zauważył Hipparch. – Jeszcze dziś…

– Bez pośpiechu! – powstrzymał go Antygon. – Wywiad wroga nie śpi. Przedwczesna mobilizacja u nas mogłaby zaszkodzić całej operacji. Dopiero kiedy nasi ludzie obejmą tam wszystkie newralgiczne stanowiska, przystąpimy do drugiej fazy.

Rozległ się brzęczyk Specjalnej Linii Hierarchatu do Spraw Nadzwyczajnych.

Bezpośredni fonikon omijający sekretariat falangierek odzywał się nader rzadko. I przeważnie nie wróżył nic dobrego. Najbliżej siedział Pauzaniasz, ale nim zdołał unieść swoje tłuste cielsko, Antygon zerwał się ze zręcznością młodego chłopaka.

– To do mnie – stwierdził bez cienia wątpliwości. Kątem oka zauważył, jak stężały rysy Pauzaniasza, a twarz Argona zrobiła się blada jak ściana.

– Leartonik – rzucił do aparatu.

– Dzwoni Serdek – usłyszał głos swojego wiernego falangiera. – Jesteśmy na miejscu.

– Brawo.

– Lisa nie ma w norze. Dokumenty zniszczone i śladu człowieka.

– Wracaj natychmiast!

Grzmot eksplozji urwał rozmowę. Nie ulegało wątpliwości, że Serdek wpadł w pułapkę, zaś absencja Tajgenisa nie była przypadkowa. Jakimś sposobem przejrzał ich plan. Antygon popatrzył na pozostałych hierarchów. Spokojnie! Nic jeszcze nie wiedzieli. W trakcie rozmowy z podkomendnym nie drgnął mu ani jeden mięsień. Co miał jednak zrobić? Mosty zostały spalone.

– Tak, wracaj, jak skończysz. Trzymaj się – zakończył ciepło, jakby dusza Serdeka mogła to słyszeć. – Są nowe ważne szczegóły – zwrócił się do zebranych. – Muszę was z nimi jak najrychlej zapoznać. W tym celu pozwoliłem sobie zaprosić tu naszego drogiego Leoforosa.

– Niech wejdzie – skinął głową Hipparch.

– A co to był za fonik? – czujnie zapytał Pauzaniasz. Antygon zignorował pytanie.

Rozsunęły się drzwi i ukazała się w nich Wielka Falangierka, a tuż za nią wicestrateg.

– Czas! – powiedział ochryple Archiwariusz.

Błyskawiczny cios Leofora pozbawił tchu potężne babsko. Chwilę później druciana pętla zarzucona na jej szyję dokonała reszty, a ciało osunęło się.

– Co to znaczy? – zawołał po chwili osłupienia Hipparch.

– Zdrada! – Krzyknął Pauzaniasz.

Jego ręce usiłowały wykonać jakiś ruch, ale Antygon przytknął do jego karku małego wrylca, z którego na kształt języka węża wyskoczyło podwójne ostrze.

– Nie ruszaj się, to jest zatrute – uprzedził Leartonik.

Mimo to Pauzaniasz chciał się poderwać. Wrylec "ukąsił". Reakcja była natychmiastowa. Tłusta twarz hierarchy zsiniała, oczy wyszły z orbit, usta próżno usiłowały zaczerpnąć tchu. Potem zwiotczał.

Tymczasem Leoforos nie zwlekając dopadł awaryjnej dźwigni propylejskich wrót wejściowych. Siedmiu ludzi na czele z Kreosem wtargnęło do Wewnętrznego Kręgu. Już wcześniej z kuluarów wymieciono kreatury Tajgenisa. Większość falangierek nie stawiała oporu, dwie próbujące zastąpić im drogę Kreos ściął serią z repetera. Po paru sekundach pięciu funkcjonariuszy zabezpieczało Wewnętrzny Krąg. A pozostała dwójka i Leofor stali w trzech rogach Sali Hierarchów wycelowawszy broń w Najwyższe Gremium.

Dygnitarze trwali jak sparaliżowani. Georgiasz zdołał tylko mruknąć do Ksantypposa:

– Wszystko jest w porządku.

– Co to znaczy? Zamach? Na mnie?!- charczał Hipparch.

– Nie, to jedynie konieczna obrona, czcigodny – odezwał się Antygon Leartonik i rozwinął zwój dobyty z sakwy: "Bracia, żądam natychmiastowego wyjęcia spod prawa efora Tajgenisa; strategów: Spirosa, Fryzza, Edeksosa; podeforów Lenesa, Lernesa, Likaona, Karmida, Hareksa; satrapów: Natora, Eliriona, Wersa". Każdy z was otrzyma pełną listę proskrybowanych.

– Ale dlaczego, to dobrzy arymaniści – wybąkał Arystobulos.

– Mam dowody, które za chwilę przedstawię, że są to uczestnicy zbrodniczej operacji "Siatka" zorganizowanej przez wywiad Archipelagu celem obalenia arymanizmu w naszym kraju i podporządkowania go hegemonii Federacji.

Rozległ się szmer niedowierzania.

– To brzmi jak rojenie szaleńca… – zaczął Tulen. – Potrzebujemy dowodów.

– Otrzymacie je we właściwym czasie. Teraz nade wszystko należy działać. Zdrajcy zechcą się bronić. Leoforosie, zajmiesz się ochroną Hierarchatu.

Wicestrateg szedł ku wyjściu, gdy pomimo grubych murów dobiegł ich wstrząs i zgasło światło. Oczywiście natychmiast włączyło się zasilanie awaryjne. Chwilę później znowu odezwał się bezpośredni fonik. Argon podjął go nie tracąc z oczu hierarchów. Dzwonił dyżurny nadinżynier z Centrum Zasilania.

– Potrzebuję posiłków – wołał. – Niezidentyfikowana grupa uzbrojonych osobników szturmuje Bramę Eleuzyjską.

– Otrzymasz wsparcie, panujemy nad sytuacją. Aryman z tobą! – Antygon odwrócił się do sali:

– Jesteśmy atakowani – rzucił. – Jeśli nie chcemy zginąć jak opasowe stekowce, trzeba wprowadzić hoplitów. Potrzebuję twego upoważnienia, Czcigodny Hipparchu. Rozumiem, że je mam – nie czekając, aż archont otworzy usta przypominające dziób starego żółwia, kontynuował: – Ksantypposie bezzwłocznie zajmiesz się ochroną nadajników i przygotujesz oświadczenie dla ludności. A ty, Georgiaszu, będziesz moim zastępcą. O reszcie pomówimy później. Aha, chyba powinniśmy jeszcze to formalnie przegłosować.

– Konkretnie co? – zapytał ociężały jak zwykle Tulen.

– Stan najwyższego zagrożenia państwa, przekazanie pełni władzy w moje ręce, zastępstwo dla Georgiasza, nominację na pełnego stratega dla Leofora, no i wyjęcie spod prawa zdrajców…

– Czyli mamy wojnę domową? – odezwał się nieśmiało przewodniczący przenosząc wzrok z jednego uzbrojonego hoplity na drugiego.