Выбрать главу

Dia trąca struny. Tańczą płomienie, a żywiczny zapach płonących szpilek niesie się aż ku odbudowanej kapliczce Madonny. Co jakiś czas z położonych niżej sadów dolatują odgłosy spadających dojrzałych owoców.

Tego wieczoru nie rozmawiają o polityce, w dyskusji wraca znów sprawa Transferu i nieodgadnionych zamiarów Jedynego.

– Jeśli Stwórca chciał, by Inna była inną, czemu dopuścił do odrodzenia nieprawości, do ekspansji zła? – pyta Ursin.

– Sądzę, że zło jest po prostu szczególnym przypadkiem braku dobra – przekonuje Gurus. – Moc, która przeniosła naszych przodków na drugą stronę Mlecznej Drogi, nie zmieniła zasad rządzących wszechświatem. Nie odebrała ludziom wolnej woli, bo tylko ona, podobnie jak śmierć, nadaje sens życiu i człowieczeństwu. Bez tego bylibyśmy tylko doskonałymi cyborgami. Nasze rozdarcie i jednorazowość sprawia, że egzystencja posiada wartość bezgraniczną.

Ursin kiwa głową. Sam otarł się o śmierć, stracił najbliższych. Po tragedii na Wielkiej Itinerze miał nadzieję, że on i Octavia… Wdowa po Navigatorze odwiedzała go w lazaretum prawie codziennie. Ale gdzieś po miesiącu, gdy kryzys minął, przestała. Kiedy opuścił lecznicę, daremnie szukał jej śladów.

– Wyjechała – odpowiadali znajomi.

– Nie zostawiła nam adresu – twierdziła rodzina.

Nawet prefectissimus Druzzus bezradnie rozkładał ręce.

– Zniknęła.

Kiedy Gurus kończy swój wywód, Leontias podchodzi do Ursina.

– Dziś noc cudów – mówi. – Czy masz, Marku, jakieś szalone życzenie, które uważasz, że jest nie do spełnienia?

– Jest wiele rzeczy, wiele słów, które tak chciałbym powiedzieć Octavii i Cedrusowi.

– Zatem powiedz nam – rozlega się znajomy głos. Ursin zaczyna dygotać, a do ogniska podchodzi dwójka pospolicie ubranych ludzi.

– Moi najlepsi pracownicy – przedstawia Sclavus. – Ale, chyba się znacie.

Szloch wstrząsa drobnym dygnitarzem, gdy rzuca się w ramiona Cedrusa. – Ty żyjesz, ty żyjesz?!

– Podziękuj Leontiasowi. Tamtej nocy, gdyś leżał bez życia, opowiedział mi o spisku wandalijskim i zaproponował zamianę ról. Przekonał mnie, że moje ekumeńskie pochodzenie wyszłoby kiedyś na jaw. Tak mogłem odejść w chwale. Ruffix ucharakteryzowany na mnie miał przejechać Wielką Itinerą. Gdyby nie doszło do zamachu, zamienilibyśmy się rolami znów w bazylice.

– I Ruffo to zaakceptował?

– Potraktował to jak jedyną szansę. Zamiana nie była trudna. Sylwetkami byliśmy podobni. Moją maskę plastyczną już wcześniej Druzzus znalazł w jego sejfie. Ruffo nie powiedział nam, po co jej potrzebował. Można się tylko domyślać, że jego ekumeńscy mocodawcy przewidywali różne warianty. Electorius odegrał swoją rolę do końca. Zaimponował mi swoją determinacją. Odmówił włożenia kuloodpornego chitonu. Zresztą przy kalibrze pocisku z celmierza nie miałoby to większego znaczenia. Umarł za mnie. A ja mogłem zostać prywatnym człowiekiem. Wrócić na kontynent, z którego pochodzę. Nie uwierzysz, urodziłem się 25 mill stąd.

– Ale twoje ambicje… Twoje talenty?

– Bez przesady. Nie każdy musi być Navigatorem. Czy wiesz, jak wspaniale jest pracować z tymi dziećmi? Cieszyć się ich szansami, zwracać im dzieciństwo, leczyć psychiczne rany? A poza tym mam Octavię…

– Chyba mnie rozumiesz, Marku… – szepce niedoszła pierwsza matrona. – Musiałam… gdzie Cajus, tam Caja.

Ogień strzela wysoko. Snopy iskier lecą w górę, jak gdyby chciały się upodobnić do gwiazd, wtopić w bezkres wiecznego nieba, gdzieś w poszukiwaniu Starej Ziemi. Co prawda w postępowych kołach na Florentynie szerzy się opinia, że nigdy nie było żadnej Starej Ziemi, Transfer jest wymysłem bajarzy i kapłanów, a ludzie mieszkający na Innej od niepamiętnych czasów pochodzą w istocie od stekowców.

Ale to – jak powiada Gurus – jest materiałem na całkiem inne małe opowiadanie.

1988-1999

KONIEC

Dwanaście lat później

Całe życie chciałem napisać tę powieść. Baśń o upadku komunizmu i Imerpium Zła.

Wielokrotnie w latach sześćdziesiątych – osiemdziesiątych zastanawiałem się, jak to się odbędzie i czy wolności dożyję. Zachodni politolodzy prognozowali nieuniknioną wojnę – ograniczony konflikt nuklearny, starcie z Chinami i dopiero potem, ewentualnie… Zajdel wizjonersko przewidział siłę sprawczą korozji. Lem święto, w którym spadną maski. Cóż z tego, w 1980 maski pospadały, a potem znów je przyspawano.

Moja prywatna wersja zakładała silne tarcia wewnątrz rządzącej elity – równoczesną elekcję dwóch Pierwszych Sekretarzy, może też zbrojny konflikt między Armią i Bezpieką. Nie przypuszczałem, że Imperium rozpadnie się samo, w chwili kiedy ostatni czerwony car spróbuje zacząć nieśmiałe reformy. Ani że pucz bolszewickich Tajgenisów potrwa wszystkiego 3 dni.

"Kwadraturę trójkąta" zacząłem pisać w 1988 roku, skończyłem przed "okrągłym stołem". Po napisaniu książka leżakowała parę lat. Padały kolejne zainteresowane nią wydawnictwa, wycofywano się z umów. Później nowe tematy i nowe pomysły (także możliwość pisania i drukowania bez żadnych mylących cenzurę kamuflaży) sprawiły, że straciłem ją z oczu. Z ostatniego z wydawnictw upadłych dostałem dyskietkę, którą przerzuciłem na twardy dysk i zapomniałem.

Gdy przy końcu 1999 roku Maciej Parowski pytał, czy nie mam czegoś większego do druku, w pierwszej chwili powiedziałem, że nie. Zaraz jednak przypomniałem sobie o znalezisku podczas porządkowania komputera.

Wydrukowałem tekst (po drodze zgubiły się polskie litery) i zacząłem się zastanawiać, co z nim zrobić. Zdeszyfrować aluzje, przenieść akcję do naszego świata i zamienić fantastyczną opowieść na historię senatora z Arkansas podstawionego przez KGB do Białego Domu…? Oparłem się pokusie. Dokonując drobnych korekt stylistycznych pozostawiłem "Kwadraturę" w starych dekoracjach. Przecież w ciągu 12 lat i świat dobra jakoś nam spsiał i spowszedniał, zaś imperium zła też nie do końca zdechło. Może antybaśnie nie muszą umierać, nawet jeśli tworzono je w ostatnim roku zniewolenia? Żyjąc w rzeczywistości telenowel, sitkomów i talk showów warto chyba uciec czasem na drugą stronę Mlecznej Drogi, nawet jeśli jest tam prawie tak samo jak tu?

Marcin Wolski

19. SŁOWNICZEK

W wyniku wielowiekowego odosobnienia Innej ewolucja języka, mimo greckorzymskiej podstawy, przyniosła duże zmiany w stosunku do antycznych wzorów. Dlatego też słowniczek pomoże w pełniejszym zrozumieniu tekstu. Wenedyjskie odpowiedniki wyrazów greckich i łacińskich są przytoczone w wersji słowiańskiej, dopasowane do współczesnej polszczyzny, np. nie zmglk, lecz zamglik (jeden z jesiennych miesięcy)

afegasta – funkcjonariusz zmotoryzowanej rezerwy straży wewnątrzkorytarzowej w podziemnej Dolnej Akropolii. Afegaści poruszali się na wrotkach i byli używani do pacyfikowania wszelkich przejawów buntu. Również strażnik pogranicza

agricola – farmer, agricolia – farma

albana – bluzka, koszulka kobieca

ambrozion – smakołyk ekumeński

androzaury – inteligentne gady latające, pierwotni włodarze Innej

antykwitaci i voluminiści – sprzedawcy książek i handlarze starociami