Выбрать главу

epuzer - panna Izabela zdecyduje się ostatecznie...

„Wyborny jest papa z tym Wokulskim!” - myślała panna Izabela chodząc tam i

na powrót po swoim gabinecie.

Wokulski moim opiekunem!... Wokulski może być bardzo dobrym doradcą,

plenipotentem, zresztą opiekunem majątku... Ale tytuł opiekuna może nosić

tylko książę, zresztą nasz kuzyn i dawny przyjaciel rodziny ...”

Wciąż chodziła po pokoju tam i na powrót ze skrzyżowanymi na piersiach

rękoma i nagle przyszło jej na myśclass="underline" skąd ojciec tak dziś rozczulił się nad

260

Wokulskim?... Jaką czarodziejską siłą ten człowiek pozyskawszy całe jej

otoczenie obecnie zdobył już ostatnią pozycję, ojca!... Ojciec, pan Tomasz

Łęcki, płakał... On, z którego oczu od śmierci matki nie stoczyła się ani jedna

łza...

„Muszę jednak przyznać, że jest to bardzo dobry człowiek - rzekła w sobie. -

Rossi nie byłby tak zadowolony z Warszawy, gdyby nie troskliwość

Wokulskiego. No, ależ moim opiekunem, nawet w razie nieszczęścia, nie

będzie... Co do majątku, owszem, niech nim rządzi; ale opiekunem!... Ojciec

musi być ogromnie osłabiony, jeżeli wpadł na podobną kombinację...” Około

szóstej wieczorem panna Izabela będąc w salonie usłyszała dzwonek w

przedpokoju, a potem niecierpliwy głos Mikołaja:

- Mówiłem: jutro przyjść, bo dziś pan chory.

- Co ja zrobię, kiedy pan jak ma pieniądze, to jest chory, a jak jest zdrów, to nie

ma pieniędzy?... - odpowiedział inny głos nieco zacinający z żydowska.

W tej chwili rozległ się w przedpokoju szelest kobiecej sukni i wbiegła panna

Florentyna mówiąc:

- Cicho!.. na Boga, cicho!... Niech pan Szpigelman przyjdzie jutro...Przecież pan

Szpigelman wie, że są pieniądze...

- Właśnie ja dlatego dzisiaj przychodzę już trzeci raz. A jutro przyjdą inni i ja

znów będę czekał... Krew uderzyła do głowy pannie Izabeli, która nie zdając

sobie sprawy z tego, co robi, nagle weszła do przedpokoju.

- Co to jest?... - zapytała panny Florentyny.

Mikołaj wzruszył ramionami i na palcach wyszedł do kuchni.

- To ja jestem, panno hrabianko... Dawid Szpigelman - odpowiedział niewielki

człowiek z czarnym zarostem i w czarnych okularach.- Ja do pana hrabiego

przyszedłem na mały interes... - Kochana Belu... - odezwała się panna

Florentyna chcąc wyprowadzić kuzynkę.

Ale panna Izabela wyrwała się jej z rąk i zobaczywszy, że gabinet ojca jest

wolny, kazała tam wejść Szpigelmanowi.

- Zastanów się, Belu, co robisz?... - upominała ją panna Florentyna.

- Chcę raz dowiedzieć się prawdy - rzekła panna Izabela.

Zamknęła drzwi gabinetu, siadła na fotelu i patrząc w okulary Szpigelmanowi

zapytała:

- Jaki interes ma pan do mego ojca?

- Przepraszam pannę hrabiankę - odpowiedział przybysz kłaniając się - to jest

bardzo mały interes. Ja tylko chcę odebrać moje pieniądze...

- Ile?

- Zbierze się może z osiemset rubli...

- Dostanie pan jutro.

- Przepraszam pannę hrabiankę, ale ja już od pół roku co tydzień dostaję same

tylko jutro, a nie widzę ani procentu, ani kapitału.

Panna Izabela poczuła brak oddechu i ściskanie serca. Wnet jednakże

zapanowała nad sobą.

261

- Pan wiesz, że ojciec mój odbiera trzydzieści tysięcy rubli... Prócz tego

(mówiła, sama nie wiedząc dlaczego!) będziemy mieli dziesięć tysięcy rocznie...

Pańska sumka przepaść nie może, chyba pan rozumie...

- Skąd dziesięć?... - spytał Żyd i zuchwale podniósł głowę

- Jak to skąd? - odparła oburzona. - Procent od naszego majątku.

- Od trzydziestu tysięcy?... - wtrącił Żyd z uśmiechem, myśląc, że chcą go

wyprowadzić w pole.

- Tak.

- Przepraszam pannę hrabiankę - ironicznie odparł Szpigelman - ja dawno robię

pieniędzmi, ale takiego procentu nigdy nie widziałem. Od trzydziestu tysięcy

pan hrabia może mieć trzy tysiące, i jeszcze na bardzo niepewnej hipotece. Ale

co mnie do tego... Mój interes jest, żebym ja odebrał moje pieniądze. Bo jak

jutro przyjdą inni, to oni znowu będą lepsi od Dawida Szpigelmana, a jak pan

hrabia resztę odda na procent, to ja będę musiał czekać rok...

Panna Izabela zerwała się z fotelu.

- Więc ja pana zapewniam, że jutro dostaniesz pieniądze! - zawołała patrząc na

niego z pogardą.

- Słowo? - spytał Żyd delektując się w duszy jej pięknością.

- Słowo daję, że jutro będziecie wszyscy spłaceni... Wszyscy, i to co do

grosza!...

Żyd ukłonił się do ziemi i cofając się tyłem, opuścił gabinet.

- Zobaczę, jak panna hrabianka dotrzyma słowa... - rzekł na odchodnym.

Stary Mikołaj znowu był w przedpokoju i z taką gracją otworzył drzwi

Szpigelmanowi, że ten już z sieni zawołał:

- Co się pan tak rozbijasz, panie kamerdyner?...

Blada z gniewu panna Izabela biegła do sypialni ojca. Zastąpiła jej drogę panna

Florentyna.

- Dajże spokój, Belciu - mówiła składając ręce - ojciec taki chory...

- Zapewniłam tego człowieka, że wszystkie długi będą spłacone, i muszą być

spłacone... Choćbyśmy mieli nie jechać do Paryża...

Właśnie pan Tomasz w pantoflach i bez surduta z wolna przechadzał się po

sypialni, kiedy weszła córka. Spostrzegła, że ojciec wygląda bardzo mizernie, że

ma obwisłe ramiona, obwisłe siwe wąsy, obwisłe powieki i jest pochylony jak

starzec; ale uwagi te powstrzymały ją tylko od wybuchu, nie zaś od załatwienia

interesu.

- Przepraszam cię, Belu, że mnie widzisz w takim negliżu... Cóż się stało?...

- Nic, ojcze - odparła hamując się. - Był tu jakiś Żyd...

- Ach, pewnie ten Szpigelman... Dokuczliwa bestia jak komar w lesie!... -

zawołał pan Tomasz chwytając się za głowę. - Niech jutro przyjdzie...

- Właśnie przyjdzie, on i... inni...

- Dobrze... bardzo dobrze... Dawno już myślałem załatwić ich...No, chwała

Bogu, że ochłodziło się chociaż trochę...

262

Panna Izabela była zdumiona spokojem ojca i jego złym wyglądem. Zdawało

się, że od południa przybyło mu kilka lat wieku. Usiadła na krześle i oglądając

się po sypialni spytała jakby od niechcenia:

- Dużo im papo winien?

- Niewiele... drobiazg... parę tysięcy rubli...

- To są te pieniądze, o których mówiła ciotka, że je ktoś w marcu wykupił?..

Pan Łęcki stanął na środku pokoju i strzeliwszy palcami zawołał:

- A bodajże cię!... O tamtych na śmierć zapomniałem...

- Zatem mamy więcej długów niż parę tysięcy?... - Tak... tak... Trochę więcej...

Myślę, że pięć do sześciu tysięcy... Poproszę poczciwego Wokulskiego, to mi to

załatwi...

Panna Izabela mimo woli wstrząsnęła się.

- Szpigelman mówił - rzekła po chwili - że od naszej sumy nie można mieć

dziesięciu tysięcy rubli procentu. Najwyżej trzy tysiące, i to na niepewnej

hipotece...

- Ma rację - na hipotece, ale przecież handel to nie hipoteka... Handel może dać