Выбрать главу

Pan jest znawcą klejnotów?...

„Dla kogo te szafiry?” - myślał Wokulski. Chciał poprawić się na siedzeniu, ale

poczuł, że nie może podnieść ręki ani wyprostować nóg.

Baron tymczasem wyjął z rozmaitych kieszeni cztery safianowe pudełka,

ustawił je na ławce i po kolei zaczął otwierać.

- Oto bransoleta - mówił - prawda, jaka skromna, jeden kamień... Brosza i

kolczyki już są ozdobniejsze; kazałem nawet zmienić oprawę... A to naszyjnik...

Proste to, ale smaczne i może dlatego ładne...Ale ogień jest, prawda, panie?...

Mówiąc tak, przesuwał szafiry przed oczyma Wokulskiego, przy migotliwym

blasku świecy.

- Nie podobają się panu? - spytał nagle baron spostrzegłszy, że jego towarzysz

nie odpowiada.

- Owszem, bardzo piękne. Komuż to baron wiezie taki prezent?

- Mojej narzeczonej - odparł baron tonem zdziwienia. - Sądziłem, że prezesowa

wspomniała panu o naszym szczęściu rodzinnym...

- Nic.

- A właśnie dziś jest pięć tygodni, jak oświadczyłem się i zostałem przyjęty.

- Komu się pan oświadczył?... Prezesowej?... - rzekł innym już głosem

Wokulski.

- Ależ nie!... - zawołał baron cofając się. - Oświadczyłem się pannie Ewelinie

Janockiej, wnuczce prezesowej... Nie pamięta jej pan? Była u hrabiny w tym

roku na święconem, nie zauważył jej pan?...

Długa chwila upłynęła, zanim Wokulski skombinował, że panna Ewelina

Janocka nie jest panną Izabelą Łęcką, że baron nie oświadczył się pannie Izabeli

i że nie dla niej wiezie szafiry.

- Przepraszam pana - odezwał się do zaniepokojonego barona - ale jestem tak

rozstrojony, że po prostu nie wiedziałem, co mówię...

Baron zerwał się z siedzenia i prędko zaczął chować pudełka.

- Co za nieuwaga z mojej strony! - zawołał. - Właśnie dostrzegłem w oczach

pańskich znużenie i mimo to ośmieliłem się spłoszyć panu sen...

- Nie, panie, spać nie mam zamiaru i miło mi będzie odbyć resztę drogi w

pańskim towarzystwie. To chwilowe osłabienie, które już przeszło.

Baron z początku robił ceremonie i chciał wychodzić, ale widząc, że Wokulski

istotnie orzeźwił się, usiadł zapewniając, że tylko na parę minut. Czuł potrzebę

wygadania się przed kimś ze swoim szczęściem.

- Bo co to za kobieta! - mówił baron z coraz żywszą gestykulacją. Kiedym ją,

panie, poznał, wydała mi się zimna jak posąg i tylko zajęta strojami. Dopiero

dziś widzę, jakie to skarby uczuć...Stroić się lubi jak każda kobieta, ale cóż to za

rozum!... Nikomu bym tego nie powiedział, co teraz powiem panu, panie

Wokulski. Ja bardzo młodo zacząłem siwieć i nie bez tego, ażebym od czasu do

czasu nie dotknął wąsów fiksatuarem. No i kto by, panie, pomyślał: ledwie

372

spostrzegła to, raz na zawsze zabroniła mi fiksatuarować się; powiedziała, że

ona ma szczególne upodobanie do siwych włosów i że dla niej prawdziwie

pięknym może być tylko siwy mężczyzna. „A o szpakowatych co pani myśli?” -

zapytałem. „Że są tylko interesującymi” - odpowiedziała... A jak ona to mówi!...

Czy aby nic nudzę pana, panie Wokulski?

- Ależ, panie!.. Bardzo mi miło spotkać człowieka szczęśliwego.

- Prawdziwie jestem szczęśliwy, i to w sposób, który dla mnie samego jest

niespodzianką - ciągnął baron. - Bo o ożenieniu się zawsze myślałem, już od

kilku lat zalecają mi to doktorzy. No i projektowałem, że wezmę sobie, panie,

kobietę piękną, dobrze wychowaną z nazwiskiem i prezencją, bynajmniej nie

wymagając od niej jakiejś romantycznej miłości. Tymczasem ma pan: sama

miłość zastępuje mi drogę i jednym spojrzeniem roznieca pożar w sercu...

Doprawdy, panie Wokulski, jestem zakochany... nie - jestem szalony... Nikomu

bym tego nie powiedział, ale panu, dla którego od pierwszej chwili uczułem

nieledwie braterską sympatię... Jestem szalony!... Myślę tylko o niej, kiedy śpię

- śni mi się, kiedy jej nie widzę - jestem, panie, formalnie chory. Brak apetytu,

smutne myśli, jakieś ciągłe lękanie się...

Tego, co panu teraz powiem, panie Wokulski, błagam, ażeby pan nie powtarzał

nawet przed samym sobą. Chciałem ją wziąć na próbę; jest to niskie, nieprawda,

panie? ale trudno, człowiek niełatwo wierzy w szczęście. Chcąc ją tedy wziąć na

próbę (ale nikomu ani słóweczka o tym, panie!),,kazałem napisać projekt

interczy, według którego, gdyby małżeństwo nie doszło do skutku z

czyjejkolwiek winy (rozumie pan?) - ja płacę pięćdziesiąt tysięcy rubli pannie za

zawód. Serce mi drętwiało z obawy, że... a nuż porzuci mnie?... Lecz co pan

powie? Kiedy jej prezesowa wspomniała o tym projekcie, panna w płacz... „Cóż

to - mówiła - on myśli, że wyrzeknę się go dla jakichś pięćdziesięciu tysięcy

rubli? Bo jeżeli mnie posądza o interesowność i nie uznaje żadnych wyższych

pobudek w sercu kobiety, to przecie powinien rozumieć, że za pięćdziesiąt

tysięcy nie oddam miliona...”

Kiedy mi to powtórzyła prezesowa, wbiegłem do pokoju panny Eweliny i nie

powiedziawszy ani słówka upadłem jej do nóg... teraz w Warszawie zrobiłem

testament, a w nim mianowałem ją jedyną i wyłączną spadkobierczynią,

choćbym umarł przed ślubem. Cała moja rodzina przez całe życie nie dała mi

tyle szczęścia, ile to dziecko w ciągu kilku tygodni. A co będzie później?... Co

będzie później, panie Wokulski?.. Nikomu nie zadałbym podobnego pytania -

zakończył baron, mocno targając go za rękę. - No, dobranoc...

„Zabawna historia! -mruknął Wokulski po odejściu barona. - Ten staruszek

naprawdę wdeptał się po szyję...”

I nie mógł odpędzić wizerunku barona, który jak cień coraz to wypływał na

amarantowe tło siedzenia. Więc patrzył na jego chudą twarz, na której płonął

ceglasty rumieniec, na włosy jakby posypane mąką, na oczy wielkie a

zapadnięte, w których tlił się blask niezdrowy. Komiczne i smutne wrażenie

robiły wybuchy namiętności w człowieku, który nieustannie zasłaniał sobie

373

gardło, sprawdzał, czy okno jest dobrze zamknięte, i siedział w przedziale coraz

na innym miejscu z obawy przeciągów.

„Ubrał się! - myślał Wokulski. - Czy podobna, ażeby młoda panna mogła

zakochać się w takiej mumii? Z pewnością jest o dziesięć lat starszy ode mnie, a

jaki niedołężny, jaki przy tym naiwny!...

Dobrze, ale jeżeli ta panna naprawdę go kocha?... Boć trudno przypuścić, ażeby

go oszukiwała. W ogóle biorąc, kobiety są szlachetniejsze od mężczyzn ; nie

tylko mniej spełniają występków, lecz i poświęcają się nierównie częściej od

nas. Jeżeli więc z trudnością znalazłby się tak podły mężczyzna, który od rana

do nocy kłamałby dla pieniędzy, to czy można posądzać o coś podobnego

kobietę, młodą pannę wychowaną wśród uczciwej rodziny?

Oczywiście coś jej strzeliło do głowy i musi być także zadurzona, jeżeli nie w

jego wdziękach, to w stanowisku. Inaczej musiałaby zdradzić się, że gra