przed siebie rzekł:
- O, państwo tam jadą brekiem...
- Gdzie? kto? - zawołał baron, prawie wspinając się na kozioł.- A tak, to oni...
Żółty brek i gniada czwórka... Ciekawym, kto jedzie? Niech no pan spojrzy...
- Zdaje mi się, że widzę coś pąsowego odparł Wokulski.
- A, to pani Wąsowska. Ciekawym, czy jest i moja narzeczona?...dodał ciszej.
- Jest kilka pań - rzekł Wokulski, któremu w tej chwili przypomniała się panna
Izabela. „Jeżeli jedzie z nimi, to dobra wróżba” - pomyślał.
376
Oba ekwipaże szybko zbliżały się do siebie. Na breku gwałtownie strzelano z
bata, wołano, wywijano chustkami, w powozie zaś baron coraz wychylał się i
drżał ze wzruszenia.
Powóz stanął, ale rozpędzony brek przeleciał około niego jak burza śmiechu i
okrzyków i zatrzymał się o kilkadziesiąt kroków dalej. Widocznie naradzano się
nad czymś w sposób hałaśliwy i zapewne coś uradzono, gdyż towarzystwo
wysiadło, a brek pojechał dalej.
- Dzień dobry, panie Wokulski - zawołał z kozła ktoś wywijając długim batem.
Wokulski poznał Ochockiego.
Baron pobiegł w stronę towarzystwa. Naprzeciw wysunęła się dama w białej
narzutce, z białą koronkową parasolką i szła powoli z wyciągniętą do niego
ręką, z której zdawał się opadać szeroki rękaw. Baron już z daleka zdjął
kapelusz i dopadłszy narzeczonej, prawie zanurzył się w jej rękawie. Po
wybuchu czułości, który o ile był krótkim dla niego, o tyle wydał się bardzo
długim dla widzów, baron nagle oprzytomniał i rzekł:
- Pozwoli pani, że przedstawię pana Wokulskiego, mego najlepszego
przyjaciela... Ponieważ zabawi tu dłużej, więc w tej chwili obliguję go, ażeby w
czasie mojej nieobecności zastępował przy pani moje miejsce...
Znowu złożył kilka pocałunków w głąb rękawa, skąd do Wokulskiego wysunęła
się prześliczna ręka. Wokulski uścisnął ją i poczuł lodowaty chłód; spojrzał na
damę w białej narzutce i zobaczył pobladłą twarz z wielkimi oczyma, w których
widać było smutek i obawę.
„Szczególna narzeczona!” - pomyślał.
- Pan Wokulski!,.. - zawołał baron zwróciwszy się do dwu pań i mężczyzny,
którzy już zbliżyli się do nich. - Pan Starski... - dodał.
- Już miałem przyjemność... - odezwał się Starski uchylając kapelusz.
- I ja - odparł Wokulski.
- Jakże teraz usadowimy się? - spytał baron na widok nadjeżdżającego breku.
- Jedźmy wszyscy razem! - zawołała młoda blondynka, w której Wokulski
domyślił się panny Felicji Janockiej.
- Bo w naszym powozie są dwa miejsca... - słodko zauważył baron.
- Rozumiem, ale nic z tego - odezwała się pięknym kontraltem dama w pąsowej
sukni - Narzeczeni pojadą z nami, a do powozu niech siądą, jeżeli chcą, pan
Ochocki z panem Starskim.
- Dlaczego ja? - zawołał z wysokości kozła Ochocki.
- Albo ja? - dodał Starski.
- Bo pan Ochocki źle powozi, a pan Starski jest nieznośny - odpowiedziała
rezolutna wdówka. Teraz Wokulski spostrzegł, że dama ta ma pyszne
kasztanowate włosy i czarne oczy, a całą fizjognomię wesołą i energiczną.
- Już mi pani daje dymisję! - westchnął komicznie Starski.
- Pan wie, że ja zawsze daję dymisję wielbicielom, którzy mnie nudzą. No, ale
siadajmy, moi państwo. Narzeczeni naprzód. Fela obok Ewelinki.
377
- O nie! - zaprotestowała blondynka. - Siądę na końcu, bo babcia nie pozwala mi
siadać przy narzeczonych.
Baron z większą elegancją aniżeli zręcznością podsadził narzeczoną i sam usiadł
naprzeciw niej. Potem wdówka zajęła miejsce obok barona, Starski obok
narzeczonej, a panna Felicja obok Starskiego.
- Prosimy - odezwała się wdówka do Wokulskiego zbierając w fałdy swoją
pąsową suknię, która rozesłała się na połowie ławki.
Wokulski usiadł naprzeciw panny Felicji i spostrzegł, że dziewczynka patrzy na
niego z pełnym zachwytu podziwem, rumieniąc się co chwilę.
- Czy nie moglibyśmy prosić pana Ochockiego, ażeby lejce oddał stangretowi? -
rzekła wdówka.
- Moja pani, cóż mi pani wiecznie robi jakieś awantury! - oburzył się Ochocki. -
Właśnie, że ja będę powoził.
- Więc daję słowo honoru, że wybiję pana, jeżeli nas wywrócisz.
- To się jeszcze pokaże - odparł Ochocki.
- Słyszeliście państwo, ten człowiek mi grozi! - zawołała wdówka. - Czy nie ma
tu nikogo, który by się za mną ujął?
- Ja panią pomszczę - wtrącił Starski dosyć lichą polszczyzną. -Przesiądźmy się
we dwoje do tamtego powozu.
Piękna wdowa wzruszyła ramionami, baron znowu całował rączki swojej
narzeczonej, która uśmiechając się rozmawiała z nim półgłosem, ale ani na
chwilę nie straciła wyrazu smutku i obawy.
Podczas gdy Starski przekomarzał się z wdową, a panna Felicja rumieniła się,
Wokulski patrzył na narzeczoną. Spostrzegła to, odpowiedziała mu
pogardliwym wejrzeniem i nagle z bezbrzeżnego smutku przeszła do dziecinnej
wesołości. Sama podała rękę baronowi do nowego pocałunku, a nawet
niechcący potrąciła go nóżką. Jej wielbiciel był tak wzruszony, że pobladł i
posiniały mu usta.
- Ależ pan nie ma idei o powożeniu! - krzyknęła wdowa usiłując potrącić
Ochockiego drutem parasolki.
W tej chwili Wokulski wyskoczył. Jednocześnie konie lejcowe skręciły na
środek drogi, dyszlowe poszły za nimi i brek silnie pochylił się na lewo.
Wokulski podparł go, konie, ściągnięte przez stangreta, stanęły.
- Czy nie mówiłam, że ten potwór wywróci nas! - zawołała wdowa. - Cóż to
znowu, panie Starski?...
Wokulski spojrzał na brek i w ciągu jednej chwili zobaczył taką scenę: panna
Felicja pokładała się ze śmiechu, Starski upadł twarzą na kolana pięknej
wdówki, baron tarmosił za kark stangreta, a jego narzeczona, blada z trwogi,
jedną ręką chwyciła za pręt kozła, drugą wpiła w ramię Starskiego.
Mgnienie oka -brek wyprostował się i wszystko wróciło do porządku. Tylko
panna Felicja zaniosła się od śmiechu.
- Nie rozumiem, Felu, jak można śmiać się w takiej chwili - odezwała się
narzeczona.
378
- Dlaczego nie mam się śmiać?... Cóż mogło stać się złego?.,. Przecież jedzie z
nami pan Wokulski... - mówiła panienka. Spostrzegła się jednak i zarumieniona
bardziej niż kiedykolwiek, naprzód ukryła twarz w dłonie, a potem spojrzała na
Wokulskiego w sposób, który miało oznaczać, że jest bardzo obrażona.
-Co do mnie, gotów jestem zaabonować kilka podobnych wypadków - odezwał
się Starski, wymownie patrząc na wdówkę.
- Pod warunkiem, że ja będę zabezpieczona od dowodów pańskiej tkliwości.
Felu, usiądź na moim miejscu - odpowiedziała wdowa marszcząc się i siadając
naprzeciw Wokulskiego.
- Cóż znowu, sama pani dziś powiedziała, że wdowom wszystko wolno.
- Ale wdowy nie na wszystko pozwalają. Nie, panie Starski, pan musi oduczyć
się swoich japońskich zwyczajów.
- To są zwyczaje wszechświatowe - odparł Starski.