Выбрать главу

jeżeli nie pańscy rodzeni bracia?... I cóż to za świat, który naprzód obdziera z

ideałów, a potem skazuje obdartego?...

393

Pani Wąsowska wydobyła chustkę z kieszeni i poczęła ją gryźć. Na rzęsach

błysnęła jej łza i spadła na końską grzywę.

- Jedź pan już sobie - zawołała - jesteś pan drażniąco płytki. Jedź pan... jedź i

przyszlij mi Starskiego; jego bezczelność jest zabawniejsza od pana

księżowskiej powagi... Wokulski ukłonił się i pojechał naprzód. Był zgryziony i

zakłopotany

- Gdzie pan jedziesz?... nie tędy... Ach, prawda, gotów pan jesteś zbłądzić, a

później mówić wszystkim przy obiedzie, żem cię sprowadziła z prostej drogi.

Proszę za mną... Jadąc o kilka kroków za panią Wąsowską, Wokulski rozmyślał:

„Więc to taki świat? Jedne w nim sprzedają się ludziom prawie zgrzybiałym, a

inne traktują ludzkie serca jak polędwicę. Dziwna to jednak kobieta z tej pani!...

bo złą nie jest, ma nawet szlachetne porywy...”

W pół godziny wjechalìznowu na wzgórza, z których widać było dwór

prezesowej. Pani Wąsowska nagle zawróciła konia i bystro patrząc na

Wokulskiego spytała:

- Między nami pokój czy wojna?...

- Czy mogę być szczerym ?

- Proszę.

- Mam dla pani głęboką wdzięczność. W jednej godzinie dowiedziałem się od

pani więcej aniżeli przez całe życie.

- Ode mnie?... Zdaje się panu. Mam w sobie parę kropli krwi węgierskiej, więc

kiedy wsiądę na konia, szaleję i plotę niedorzeczności. Notabene - nie cofam nic

z tego, com powiedziała, ale mylisz się pan, jeżeli sądzisz, żeś mnie już poznał.

A teraz pocałuj mnie pan w rękę; jesteś pan rzeczywiście interesujący.

Wyciągnęła rękę, którą Wokulski ucałował, szeroko otwierając oczy ze

zdziwienia.

ROZDZIAŁ ÓSMY:

POD JEDNYM DACHEM

W tej samej porze, kiedy Wokulski z panią Wąsowską kłócił się albo galopował

po łące, z majątku hrabiny do Zasławka dojeżdżała panna Izabela. Wczoraj

otrzymała od prezesowej list, wyprawiony przez umyślnego posłańca, a dziś na

wyraźne żądanie swej ciotki wyjechała, lubo niechętnie. Była pewna, że w

Zasławku już znajduje się mocno protegowany przez prezesową Wokulski; taka

więc nagła podróż wydała jej się niewłaściwą.

„Choćbym nawet musiała kiedyś wyjść za niego - mówiła sobie to jeszcze nie

mam racji śpieszyć na powitanie”.

Ale ponieważ rzeczy spakowano, powóz zajechał, a nawet z przedniego

siedzenia wyglądała już jej pokojówka, więc panna Izabela zdecydowała się na

wyjazd.

394

Pożegnanie jej z rodziną było pełne znaczenia. Pan Łęcki, ciągle rozstrojony,

przecierał oczy, a hrabina wsunąwszy jej w rękę aksamitny woreczek z

pieniędzmi pocałowała ją w czoło i rzekła:

- Nie radzę ani odradzam. Masz rozum, wiesz, jakie jest położenie, więc sama

musisz coś postanowić i przyjąć konsekwencje.

Co postanowić?:.. jakie przyjąć konsekwencje?... o tym nie wspomniała hrabina.

Tegoroczny pobyt na wsi głęboko zmodyfikował niektóre poglądy panny

Izabeli; nie sprawiło tego jednak świeże powietrze ani piękne krajobrazy, ale

wypadki i możność spokojnego zastanowienia się nad nimi.

Przyjechała tu na wyraźne żądanie ciotki, dla Starskiego, o którym powszechnie

mówiono, że odziedziczy majątek po prezesowej. Tymczasem prezesowa

przypatrzywszy się swemu ciotecznemu wnukowi oświadczyła, że co najwyżej

zapisze mu tysiąc rubli dożywotniej renty, która zapewne bardzo mu się przyda

na starość. Cały zaś majątek postanowiła zapisać na podrzutków i ich

nieszczęśliwe matki.

Od tej chwili Starski w oczach hrabiny stracił wszelką wartość. Stracił ją i u

panny Izabeli oświadczywszy pewnego razu, że nigdy nie ożeniłby się z „gołą

panną”; raczej z Chinką albo z Japonką, byle miała kilkadziesiąt tysięcy rubli

rocznie.

- Za mniejszy dochód nie warto ryzykować przyszłości - powiedział. Ponieważ

tak powiedział, więc panna Izabela przestała go traktować jako poważnego

epuzera. Ale ponieważ mówiąc to, z cicha westchnął spojrzał na nią przelotnie,

więc panna Izabela pomyślała, że piękny Kazio musi mieć jakąś sercową

tajemnicę i że szukając bogatej żony robi ofiarę. Dla kogo?... Może dla niej...

biedny chłopiec, ale trudno. Kiedyś może znajdzie się sposób osłodzenia jego

cierpień, lecz dziś należy go trzymać z daleka. Co przychodziło tym łatwiej, że

Starski począł gwałtownie zalecać się do bogatej pani Wąsowskiej i krążyć z

daleka około panny Eweliny Janockiej, zapewne dla zatarcia do reszty śladów,

że kiedyś kochał się w pannie Izabeli.

„Biedny chłopiec, ale trudno. Życie ma swoje obowiązki, które trzeba spełnić,

choć są ciężkie.”

W taki sposób Starski, może najstosowniejszy dla panny Izabeli epuzer,

wykreślony został z listy jej konkurentów. Nie mógł żenić się z panną ubogą,

musiał szukać żony bogatej; były to dwie nieprzebyte między nimi przepaście.

Drugi jej konkurent, baron, wykreślił się sam; zaręczywszy się z panną Eweliną.

Panna Izabela czuła wstręt do barona, dopóki starał się o jej względy; lecz gdy

ją tak nagle opuścił, prawie że się zatrwożyła. Jak to, więc na świecie są kobiety,

dla których można wyrzec się jej?!... Jak to, więc może nadejść chwila, w której

pannę Izabelę opuszczą nawet tak podeszłego wieku wielbiciele?...Zdawało jej

się, że ziemia drży jej pod nogami, i pod wpływem nie określonych obaw, jakie

ją wówczas ogarnęły, panna Izabela odezwała się do prezesowej o Wokulskim

dosyć życzliwie. Kto wie nawet, czy nie powiedziała tych słów:

395

- Co się też dzieje z panem Wokulskim? Bardzo żałuję, że może mieć żal do

mnie. Nieraz wyrzucam sobie, że nie postępowałam z nim tak, jak zasługiwał.

Spuściła oczy i zarumieniła się w ten sposób, że prezesowej wydało się

koniecznym zaprosić Wokulskiego na wieś.

„Niech się sobie przypatrzą na świeżym powietrzu - myślała staruszka - a

będzie, co Bóg da. On brylant między mężczyznami, ona także dobre dziecko,

więc może się porozumieją. Bo że on ma do niej słabość, to prawie bym się

założyła.”

W kilka dni panna Izabela ochłonąwszy z nieprzyjemnych wrażeń poczęła

żałować swojej wzmianki o Wokulskim przed prezesową.

„Jeszcze gotów pomyśleć, że wyszłabym za niego...”- rzekła do siebie.

Tymczasem prezesowa zwierzyła się przed bawiącą u niej panią Wąsowską, że

przyjedzie do Zasławka Wokulski, bardzo bogaty wdowiec, człowiek ze wszech

miar niepospolity, którego chciałaby ożenić i który kto wie, czy nie kocha się w

pannie Izabeli...

Pani Wąsowska bardzo obojętnie słuchała o majątku, o wdowieństwie i o

matrymonialnych kwalifikacjach Wokulskiego. Lecz gdy prezesowa nazwała go

człowiekiem niepospolitym, zaciekawiła się; dowiedziawszy się zaś, że może