Выбрать главу

- Bo może to naprawdę jest źle...

- Tak, źle!... Dekoltować się do pasa jest dobrze, brać lekcje śpiewu od jakiegoś

Włocha, który nie czyści paznokci...

- Ale widzi pan... Bo gdyby młode panny ciągle sam na sam przebywały z

młodymi ludźmi, to mogłaby się która zakochać...

- Więc cóż z tego? Niech się kocha... Czy lepiej, ażeby i nie kochała się, i była

głupia?... Pani jest dzika kobieta, panno Felicjo...

- O panie...

- No, niech mi pani nie zawraca głowy swymi wykrzyknikami. Albo pani chce

uczyć się meteorologii, a w takim razie idźmy na górę...

- Ale z Ewelinką albo z panią Wąsowską.

- Dobrze, dobrze... Dajmy już spokój tej zabawie - zakończył Ochocki, na znak

gniewu kładąc ręce w kieszenie. Młoda para rozmawiała tak krzykliwie, że

słychać ją było w całym parku, ku wielkiemu zadowoleniu pani Wąsowskiej,

która zanosiła się ze śmiechu. Gdy umilkli, do uszu Wokulskiego doleciał szept

barona i panny Eweliny.

- Prawda - mówił baron - jak ten Starski traci?... Z każdym dniem, panie, traci.

Pani Wąsowska żartuje z niego, panna Izabela lekceważy go w najwyższym

stopniu, a nawet nie zajmuje się nim panna Felicja. Zauważyła pani?...

- Tak - cicho szepnęła narzeczona.

- Jest to jeden z tych młodych ludzi, których całą ozdobę stanowiły widoki na

duży spadek. Czy nie mam racji?..

- Tak.

- Gdy zaś upadła nadzieja zapisu prezesowej, Starski przestał być interesujący.

Wszak prawda?... - Tak - odparła panna Ewelina z ciężkim westchnieniem. -

Siądę tu - dodała głośno - a pan może mi przyniesie szal z

pokoju...Przepraszam... Wokulski odwrócił głowę. Panna Ewelina upadła na

ławkę blada i zmęczona, a baron wdzięczył się do niej.

- Idę natychmiast - rzekł. - Panie Wokulski... - dodał spostrzegłszy Wokulskiego

- może pan zechce mnie zastąpić... Biegnę i wracam za chwilę... Pocałował

401

narzeczoną w rękę i poszedł ku pałacowi. Teraz dopiero Wokulski spostrzegł, że

baron ma nogi bardzo cienkie i nieosobliwie nimi włada.

- Pan dawno zna barona? - spytała panna Ewelina Wokulskiego. - Przejdźmy się

trochę ku altance...

- Właśnie dopiero w tych dniach miałem przyjemność zbliżyć się z nim.

- On dla pana jest z wielkim uwielbieniem... Mówi, że pierwszy raz spotkał

człowieka tak miłego w rozmowie... Wokulski uśmiechnął się.

- Zapewne - rzekł - dlatego, że on sam ciągle mówi do mnie o pani. Panna

Ewelina mocno się zarumieniła.

- Tak, to bardzo zacny człowiek, bardzo mnie kocha... Jest wprawdzie między

nami różnica wieku, ale i cóż to szkodzi? Doświadczone panie utrzymują, że im

mąż starszy, tym wierniejszy, a wszakże dla kobiety przywiązanie męża jest

wszystkim, prawda, panie? Każda z nas szuka w życiu miłości, kto mi zaś

zaręczy, że spotkam drugą, podobną do tej?... Są ludzie młodsi od niego,

przystojniejsi, może nawet zdolniejsi; żaden z nich jednak nie powiedział mi z

tak serdecznym zapałem, że ostatnie szczęście jego życia jest w moim ręku. Czy

można się temu oprzeć, choćby nawet zezwolenie z naszej strony wymagało

pewnej ofiary, niech pan sam powie? Zatrzymała się w alei i patrzyła mu w

oczy, z niepokojem oczekując na odpowiedź.

- Nie wiem, pani. To sprawa uczuć osobistych - odparł.

- To źle, że mi pan tak odpowiada. Babcia mówi, że pan jest człowiekiem

wielkiego charakteru; ja dotychczas nigdy nie spotykałam ludzi z wielkim

charakterem, a sama mam bardzo słaby. Nie umiem oprzeć się niczemu, Lękam

się odmawiać... Może źle robię, a przynajmniej niektóre osoby dają mi do

zrozumienia, że źle robię wychodząc za barona. Czy i pan tak sądzi? Czy pan

potrafiłby usunąć się od kogoś, kto by powiedział, że pana kocha nad własną

duszę, że bez wzajemności pana niewielka reszta życia, jaka została, zejdzie mu

w osamotnieniu rozpaczy? Gdyby ktoś w oczach pańskich zapadał w przepaść i

błagało ratunek, czy nie podałby mu pan ręki i w ten sposób nie przykuł się do

niego, dopóki nie nadeszłaby pomoc?

- Nie jestem kobietą i nigdy nie byłem proszony o spętanie mego życia na czyjąś

korzyść, więc nie wiem, co bym zrobił - odparł wzburzony Wokulski. - To tylko

wiem jako mężczyzna, że nie potrafiłbym żebrać nawet o miłość. I jeszcze pani

powiem - dodał patrzącej na niego z odchylonymi ustami - nie tylko nie

prosiłbym, ale wprost nie przyjąłbym wyżebranej ofiary z czyjegoś serca. Takie

dary zwykle bywają tylko połowiczne... Boczną ścieżką biegł do nich Starski,

bardzo zaaferowany, mówiąc:

- Panie Wokulski, damy szukają pana w lipowej alei... Jest moja babka, pani

Wąsowska... Wokulski zawahał się, co ma zrobić w tej chwili.

- O, niech się pan mną nie krępuje - rzekła, mocniej niż zwykle zaczerwieniona,

panna Ewelina. - Zresztą zaraz nadejdzie baron i we troje dogonimy państwa...

Wokulski pożegnał ich i poszedł. „Piękne rzeczy! - myślał. - Panna Ewelina

przez litość wychodzi za barona i zapewne przez litość romansuje ze Starskim...

402

Rozumiem kobietę, która wychodzi za mąż dla pieniędzy, choć to głupi rodzaj

zarobku... Rozumiem nawet mężatkę, która po szczęśliwym pożyciu nagle

zakocha się i oszukuje męża... Nieraz zmusza ją do tego obawa skandalu, dzieci,

tysiące pęt... Ale panna oszukująca narzeczonego jest zupełnie nowym

zjawiskiem...”

- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... - wołał baron zbliżając się w stronę

Wokulskiego. Ten nagle skręcił i wpadł między gazony.

„Ciekawym - szepnął - co mu powiem, jeżeli mnie spotka?... Po diabła ja

wlazłem w to błoto?...”

- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... - wołał baron już znacznie dalej.

„ Słowik wabi samiczkę - myślał Wokulski. - Właściwie jednak, czy można

absolutnie potępiać nawet tę kobietę?... Sama przyznaje głośno, że nie ma

charakteru, a po cichu - że trzeba jej pieniędzy, których nie posiada i bez

których, jak ryba bez wody, żyć nie potrafi. Więc cóż ma robić?... Wychodzi

nieszczęśliwa bogato za mąż. A że jednocześnie serce odzywa się w niej,

wielbiciel namawia ją, ażeby szła za mąż, i oboje sądzą, że pieszczota starego

męża nie zepsuje im smaku, więc robią nowy wynalazek: zdradę przed ślubem,

nie starając się nawet o patent. Wreszcie może są aż tak cnotliwi, że umówili

się, iż zdradzą go dopiero po ślubie... Bardzo ładne towarzystwo!... Społeczność

wytwarza niekiedy ciekawe produkta... I pomyśleć, że, każdemu z nas może

trafić się podobny specjał!... Doprawdy, należałoby trochę mniej ufać poetom,

kiedy zachwalają miłość jako najwyższe szczęście...”

- Panno Ewelino!... Panno Ewelino!... - odzywał się jękliwie baron.

„Cóż to za podła rola - szepnął Wokulski. - Wolałbym w łeb sobie strzelić

aniżeli wyjść na podobnego błazna.”

W bocznej alei, przy folwarku, spotkał panie, z którymi była prezesowa i jej

pokojówka ze swym koszem.

- A, jesteś - rzekła staruszka do Wokulskiego - to dobrze. Poczekajcież tutaj na