czy nie masz, panie Rzecki, jakich kropli trzeźwiących?
- Pani słabo?
- Jeszcze nie, choć tu jest zaduch... Ale strasznie boję się o Helenkę... Jeżeli ją
skażą, zemdleje, i może umrzeć, jeżeli prędko jej nie otrzeźwimy... Czy nie
464
sądzisz, kochany panie, że dobrze bym zrobiła, gdybym upadła do nóg sędziemu
i zaklęła go....
- Ależ, pani, to wszystko niepotrzebne... Właśnie mówił nasz adwokat, że
baronowa może by i chciała cofnąć skargę, tylko już nie wolno.
- Ależ my ustąpimy! - zawołała staruszka.
- O, co to, to nie, szanowna pani - odezwałem się trochę niecierpliwie. - Albo
wyjdziemy stąd kompletnie oczyszczeni, albo...
- Umrzemy, chcesz powiedzieć? - przerwała staruszka. - O, nie mów tego... Pan
nawet nie wiesz, jak przykro w moim wieku słyszeć o śmierci...
Cofnąłem się od zrozpaczonej staruszki i podszedłem do pani Stawskiej.
- Jakże się pani czuje?
- Doskonale! - odpowiedziała z mocą. - Jeszcze wczoraj bałam się okropnie; ale
już po spowiedzi lżej odetchnęłam, a od chwili kiedy tu jestem, czuję się
zupełnie spokojną.
Uścisnąłem ją za rękę długo... długo... tak, jak umieją ściskać tylko prawdziwie
kochający, i pobiegłem do swej ławki, gdyż Wokulski, a za nim sędzia weszli do
sali.
Serce mi uderzyło jak młot. Spojrzałem wokoło. Pani Misiewiczowa widocznie
modliła się z zamkniętymi oczyma, pani Stawka była bardzo blada, lecz
zdecydowana, pani baronowa szarpała swoją salopę, a nasz adwokat spoglądał
na sufit i tłumił ziewanie.
W tej chwili i Wokulski spojrzał na panią Stawską i - niech mnie diabli wezmą,
jeżeli nie dostrzegłem w jego oczach rzadko trafiającego się tam wyrazu
rozczulenia!...
Żeby jeszcze parę takich procesów, jestem pewny, że zakochałby się w niej na
śmierć.
Sędzia przez parę minut coś pisał, a skończywszy zawiadomił obecnych, że
teraz toczyć się będzie sprawa Krzeszowskiej przeciw Stawskiej o kradzież
lalki.
Jednocześnie zawezwał strony i ich świadków na środek.
Stałem przy ławkach, dzięki czemu mogłem słyszeć rozmowę dwu kumoszek, z
których młodsza i czerwona na twarzy tłomaczyła starszej :
- To, widzi pani: ta ładna pani ukradła tamtej pani lalkę...
- Także miała się na co łakomić!...
- Ha, trudno. Nie każdy może kraść magle...
- To pani ukradłaś magle - odezwał się spoza kumoszek gruby głos. - Nie ten
złodziej, co zabiera swoją własność, ale ten, co da piętnaście rubli zadatku i
myśli, że już kupił...
Sędzia wciąż pisał, a ja chciałem przypomnieć sobie mowę, którą ułożyłem
wczoraj na obronę pani Stawskiej, a na pohańbienie baronowej. Ale że mi się w
głowie plątały wyrazy i zdania, więc zacząłem oglądać się po sali.
Pani Misiewiczowa wciąż modliła się w ławce po cichu, a siedząca za nią
Marianna płakała. Pani Krzeszowska miała szarą twarz, przycięte usta i
465
spuszczone oczy; ale z każdego fałdu jej ubrania wyglądała złość... Obok niej
stał Maruszewicz wpatrzony w ziemię, a za nim służąca baronowej, tak
przestraszona, jakby ją miano prowadzić na szafot...
Nasz adwokat tłumił ziewanie.
Wokulski ściskał pięści, a pani Stawka spoglądała kolejno na wszystkich z
takim łagodnym spokojem, że gdybym był rzeźbiarzem, wziąłbym ją za model
do posągu oskarżonej niewinności.
Wtem, pomimo protestu Marianny, Helunia wybiegła na salę i schwyciwszy
matkę za rękę spytała półgłosem:
- Mamo, czego ten pan kazał mamie tu przyjść?... Ja coś powiem do uszka:
pewnie mama była niegrzeczna i teraz będzie stać w kącie...
- To wyuczone!... - rzekła czerwona kumoszka do starszej.
- Żebyś pani tak zdrowa była! - mruknął za nią gruby głos.
- Pan będziesz zdrów za moją krzywdę... - odparła z gniewem kumoszka.
- A pani skonasz na konwulsje i będą cię w piekle maglować na moich maglach
- odrzekł jej antagonista.
- Ciszej! - zawołał sędzia. - Co pani Krzeszowska mówi o sprawie?
- Wysłuchaj mnie, panie sędzio! - zaczęła deklamować pani baronowa
wysunąwszy nogę naprzód. - Po zmarłym dziecku została mi, jako najdroższa
pamiątka; lalka, która bardzo podobała się tej oto pani - wskazała na Stawską - i
jej córce...
- Oskarżona bywała u pani?
- Tak, wynajmowałam ją do szycia...
- Alem jej nic nie zapłaciła! - huknął z końca sali Wirski.
- Ciszej! - zgromił go sędzia. - Tak i cóż?
- W dniu, w którym tę panią oddaliłam od siebie - mówiła baronowa - zginęła
mi lalka. Myślałam, że umrę z żalu, i zaraz na nią powzięłam podejrzenie...
Miałam dobre przeczucia, gdyż w kilka dni później przyjaciel mój, pan
Maruszewicz, zobaczył z okna, że ta pani (która mieszka vis á vis niego) ma u
siebie moją lalkę i dla niepoznaki przebiera ją w inną suknię.
Wtedy poszłam do jego mieszkania z moim doradcą prawnym i zobaczyłam
przez lornetkę, że moja lalka jest rzeczywiście u tej pani. Na drugi dzień więc
udałam się do niej, zabrałam lalkę, którą tu widzę na stole, i podałam skargę.
- A pan Maruszewicz jest pewny, że to ta sama lalka, która była u pani
Krzeszowskiei? - spytał sędzia.
- To jest... właściwie mówiąc... pewności nie mam żadnej.
- Tak dlaczegóż pan Maruszewicz powiedział to pani Krzeszowskiej?
- Właściwie... ja nie w tym znaczeniu...
- Nie kłam pan! - zawołała baronowa. - Przybiegłeś do mnie, śmiejąc się,
powiedziałeś, że Stawka ukradła lalkę i że to do niej podobne...
Maruszewicz zaczął mienić się, potnieć i nawet przestępować z nogi na nogę, co
jest chyba dowodem wielkiej skruchy.
- Podlec - mruknął Wokulski dosyć głośno.
466
Spostrzegłem jednak, że uwaga ta nie wzmocniła w Maruszewiczu otuchy.
Owszem, zdawał się być jeszcze więcej zmięszany.
Sędzia zwrócił się do służącej pani Krzeszowskiej.
- U was była ta lalka?
- Nie wiem która... - szepnęła zapytana.
Sędzia wyciągnął do niej lalkę, ale służąca milczała mrugając oczyma i
załamując ręce.
- Ach, to Mimi!... - zawołała Helunia.
- O, panie sędzio! - krzyknęła baronowa. - Córka świadczy przeciw matce...
- Znasz tę lalkę? - spytał sędzia Heluni.
- O, znam!... Zupełnie taka sama była u pani tam w pokoiku...
- Czy to jest ta sama?
- O, nie, nie ta... Tamta miała popielatą sukienkę i czarne buciki, a ta ma
brązowe buciki!...
- Nu, tak... - mruknął sędzia kładąc lalkę na stole. - Co pani Stawka powie?... -
dodał.
- Lalkę tę kupiłam w sklepie pana Wokulskiego...
- A ile pani dała za nią?... - syknęła baronowa.
- Trzy ruble.
- Cha! Cha! Cha!... - zaśmiała się baronowa. - Ta lalka kosztuje piętnaście...
- Kto pani sprzedał tę lalkę? - zapytał sędzia Stawskiej.
- Pan Rzecki - odparła rumieniąc się.
- Co powie pan Rzecki?... - rzekł sędzia.
Tu właśnie była pora wypowiedzieć moją mowę. Jakoż zacząłem: