Słówko „przyjaciel” nie podobało się jej. Przyjacielem panny Izabeli mógłby
być człowiek co najmniej posiadający majątek ziemski. Ale kupiec galanteryjny
kwalifikował się tylko na doradcę i wykonawcę.
Po powrocie do domu zaraz poznała, że jej ojciec jest w wybornym humorze.
- Wiesz - mówił - byłem z powinszowaniem u Wokulskiego. To dzielny
człowiek, istotny dżentelmen! Już ani myśli o pojedynku i nawet zdaje się
żałować barona. Nic nie pomoże, szlachecka krew musi się odezwać, bez
względu na kondycję...
A potem odprowadziwszy córkę do gabinetu i rzuciwszy parę razy okiem w
zwierciadło dodał:
- No i powiedz sama, czy można nie ufać w opiekę boską? Śmierć tego
człowieka byłaby dla mnie ciężkim ciosem - i - został uratowany! Muszę z nim
zawiązać bliższe stosunki, a wtedy zobaczymy, kto wyjdzie lepiej: czy książę na
swoim wielkim adwokacie, czy ja na moim Wokulskim. Jak sądzisz?
- To samo myślałam przed chwilą - odpowiedziała panna Izabela uderzona
zgodnością przeczuć jej własnych i ojca - papuś koniecznie powinien mieć przy
sobie zdolnego i zaufanego człowieka.
197
- Który w dodatku sam garnie się do mnie - dodał pan Tomasz.- Bystry
człowiek! on to pojmuje, że więcej zrobi i lepszą zyska reputację pomagając
dźwigać się dawnemu rodowi, aniżeli gdyby sam wyrywał się naprzód. Bardzo
rozumny człowiek - powtórzył pan Tomasz. - Choć chwilowo zdobył sobie
księcia i całą arystokrację, mnie jednak okazuje najwięcej przywiązania. I nie
będzie tego żałował, gdy odzyskam stanowisko...
Panna Izabela patrzyła na cacka ustawione na biurku i myślała, że jednak ojciec
łudzi się trochę, sądząc, iż Wokulski garnie się do niego. Nie prostowała jednak
omyłki, a na odwrót, przyznawała w duchu, że należy trochę więcej zbliżyć się z
tym kupcem i przebaczyć mu jego stanowisko społeczne. Adwokat... kupiec... to
prawie na jedno wychodzi: jeżeli zaś adwokat może być poufałym księcia,
dlaczegóż by... kupiec (ach, jakie to niesmaczne!) nie mógł zostać powiernikiem
domu Łęckich?
Obiad, wieczór i kilka dni następnych zeszły pannie Izabeli bardzo przyjemnie.
Zastanowiła ją jedna okoliczność, że w ciągu tak krótkiego czasu odwiedziło ich
więcej osób aniżeli dawniej w ciągu miesiąca. Bywały godziny, że w pustym
niegdyś salonie teraz rozlegał się gwar śmiechów i rozmów, aż wypoczęte
meble dziwiły się natłokowi, a w kuchni szeptano, że pan Łęcki musiał odebrać
jakieś wielkie pieniądze. Nawet damy, które jeszcze na wyścigach nie mogły
poznać panny Izabeli, przyszły teraz do niej z wizytami; młodzi zaś panowie,
aczkolwiek nie przychodziłi, poznawali ją na ulicy i kłaniali się z szacunkiem.
I pan Tomasz miewał teraz gości. Odwiedził go hrabia Sanocki zaklinając,
ażeby Wokulski przestał już bawić się wyścigami i pojedynkami, a zajął się
spółką. Był hrabia Liciński i opowiadał dziwy o dżentelmenerii Wokulskiego.
Lecz nade wszystko przyjeżdżał tu parę razy książę z prośbą do pana Tomasza,
ażeby Wokulski bez względu na zajście z baronem nie zniechęcał się do
arystokracji i pamiętał o nieszczęśliwym kraju.
- I niech mu też kuzyn - zakończył książę - wyperswaduje pojedynki. To
niepotrzebne; to dobre dla ludzi młodych, ale nie dla poważnych i zasłużonych
obywateli...
Pan Tomasz był zachwycony, szczególnie gdy pomyślał, że wszystkie te owacje
spotykają go w przeddzień sprzedaży domu; rok temu bliskość podobnego
wypadku odstraszała ludzi...
„Zaczynam odzyskiwać należne mi stanowisko” - szepnął pan Tomasz i nagle
obejrzał się. Zdawało mu się, że za nim stoi Wokulski. Więc dla uspokojenia się
powtórzył parę razy:
„Wynagrodzę go... wynagrodzę... może być pewnym mego poparcia”
Trzeciego dnia po pojedynku Wokulskiego pannie Izabeli przyniesiono
kosztowne pudełko i list, który ją wstrząsnął. Poznała pismo barona.
„Kochana kuzyneczko! Jeżeli przebaczysz mi moje nieszczęsne ożenienie, ja w
zamian daruję ci moją małżonkę, która już mnie samemu dokuczyła. Jako zaś
materialny symbol zawartego między nami pokoju na zawsze, posyłam ci ząb,
który mi wystrzelił W-ny Wokulski, zdaje mi się - za to, co ośmieliłem się
198
powiedzieć ci na wyścigach. Upewniam cię, kochana kuzynko, że jest to ten
sam ząb, którym cię dotychczas gryzłem i już gryźć nigdy nie będę. Możesz go
wyrzucić na ulicę, lecz pudełeczko racz zachować na pamiątkę. Przyjmij ten
drobiazg od człowieka dziś trochę chorego i wierzaj - nie najgorszego, a będę
miał nadzieję, że kiedyś zapomnisz mi moich niedorzecznych złośliwości.
Kochający cię i pełen głębokiego szacunku kuzyn Krzeszowski.
P. S. Jeżeli mego zęba nie wyrzucisz za okno, przyszlij mi go na powrót, abym
mógł ofiarować go mojej niezapomnianej małżonce. Będzie miała martwić się
czym przez kilka dni, co podobno biedaczce jest zalecone przez doktorów. Ten
zaś pan Wokulski jest bardzo miłym i dystyngowanym człowiekiem i wyznaję,
że serdecznie go polubiłem, choć mi taką zrobił krzywdę.”
W kosztownym pudełku znajdował się istotnie ząb owinięty w bibułkę.
Panna Izabela po krótkim namyśle odpisała bardzo życzliwy list baronowi
oświadczając, że już nie gniewa się i że przyjmuje pudełeczko, a ząb z należytą
czcią odsyła jego właścicielowi.
Tu już nie można było wątpić, że tylko dzięki Wokulskiemu baron pojednał się
z nią i prosił o przebaczenie. Panna Izabela nieledwie roztkliwiła się swoim
triumfem, a dla Wokulskiego uczuła jakby wdzięczność. Zamknęła się w swoim
gabinecie i poczęła marzyć.
Marzyła, że Wokulski sprzedał swój sklep, a kupił dobra ziemskie, lecz pozostał
naczelnikiem spółki handlowej przynoszącej ogromne zyski. Cała arystokracja
przyjmowała go u siebie, ona zaś, panna Izabela, zrobiła go swoim
powiernikiem. On podźwignął ich majątek i podniósł go do dawnej świetności;
on spełniał wszystkie jej zlecenia; on narażał się, ile razy była tego potrzeba. On
wreszcie wyszukał jej męża, odpowiedniego znakomitości domu Łęckich.
Wszystko to robił, ponieważ kochał ją miłością idealną, więcej niż własne życie.
I czuł się zupełnie szczęśliwym, jeżeli uśmiechnęła się do niego, życzliwiej
spojrzała albo po jakiejś wyjątkowej zasłudze serdecznie uścisnęła go za rękę.
Gdy zaś Pan Bóg dał jej dzieci, on wyszukiwał im bony i nauczycieli,
powiększał ich majątek, a nareszcie, gdy ona zmarła (w tym miejscu łzy
zakręciły się w pięknych oczach panny Izabeli), on zastrzelił się na jej grobie...
Nie, przez delikatność, którą ona w nim rozwinęła, zastrzelił się o kilka grobów
dalej.
Wejście ojca przerwało ciąg jej fantazji.
- Podobno pisał do ciebie Krzeszowski? - zapytał ciekawie pan Tomasz.
Córka wskazała mu list leżący na biurku i złote pudełko. Pan Tomasz kręcił
głową Czytając list, a nareszcie rzekł: