Выбрать главу

Belciu... Muszę się trochę ogarnąć... No, no!... Założę się, że już wie o

trzydziestu tysiącach... Wyjdźże, Belu... Mikołaj!...

Zaczął kręcić się po sypialni szukając rozmaitych części ubrania, a tymczasem

panna Izabela wyszła do ciotki już oczekującej na nią w salonie.

Zobaczywszy pannę Izabelę hrabina pochwyciła ją w objęcia.

- Jakiż Bóg dobry - zawołała - że zesłał wam tyle szczęścia I Cóż to, podobno

Tomasz wziął za kamienicę dziewięćdziesiąt tysięcy, i twój posag ocalony?...

Nigdy bym nie przypuszczała.

- Ojciec, ciociu, spodziewał się wziąć więcej i tylko jakiś Żyd, nowonabywca,

odstręczył konkurentów - odpowiedziała trochę urażona panna Izabela.

- Ach, moje dziecko, że też nie przekonałaś się jeszcze o niepraktyczności ojca.

On może wyobrażać sobie, że dom wart był miliony, a ja swoją drogą wiem od

ludzi kompetentnych, że co najwyżej wart jest siedemdziesiąt parę tysięcy.

Przecież co dzień od kilku dni sprzedają się kamienice z licytacji, wiadomo,

jakie są i co za nie płacą. Zresztą niema o czym mówić; ojciec niech wyobraża

sobie, że go oszukano, a ty, Belu, módl się za zdrowie tego Żyda, który dał wam

dziewięćdziesiąt tysięcy... Ale a propos: wiesz, że Kazio Starski wrócił?...

264

Silny rumieniec wystąpił na twarz panny Izabeli.

- Kiedy? skąd?... - zapytała zmieszana.

- Obecnie z Anglii, dokąd przyjechał prosto z Chin. Zawsze piękny i obecnie

jedzie do babki, która zdaje się, odda mu majątek.

- To w sąsiedztwie cioci? - Właśnie o tym chcę mówić. Ogromnie dopytywał się

o ciebie, a ja będąc przekonana, że już chyba wyleczyłaś się ze swych kaprysów,

radziłam mu, ażeby was jutro odwiedził.

- Jak to dobrze!... - zawołała uradowana. panna Izabela.

- A widzisz!... - odpowiedziała hrabina całując ją. - Ciotka zawsze o tobie myśli.

Dla ciebie jest to wyborna partia, którą tym łatwiej będzie zrobić, że Tomasz ma

kapitalik, który powinien mu wystarczyć, a Kazio coś słyszał o zapisie ciotki

Hortensji dla ciebie. No, przypuszczam, że Starski jest trochę zadłużony. W

każdym razie to, co mu zostanie z majątku babki, z tym, co ty możesz wziąć po

Hortensji, powinno by wam na jakiś czas wystarczyć. A później zobaczymy. On

ma jeszcze stryja, ty masz mnie, więc wasze dzieci nie doznają biedy.

Panna Izabela w milczeniu ucałowała ręce ciotki. W tej chwili była tak piękna,

że hrabina schwyciwszy ją w objęcia pociągnęła do lustra i śmiejąc się rzekła:

- No, proszę cię, tylko mi jutro tak wyglądaj, a przekonasz się, że w sercu Kazia

odnowią się zabliźnione rany... Choć szkoda, żeś go wtedy odrzuciła!...

Mielibyście dziś ze sto albo i sto pięćdziesiąt tysięcy rubli więcej... Wyobrażam

sobie, że ten biedny chłopak z rozpaczy musiał bardzo wydawać pieniądze. Ale,

ale... - dodała hrabina - czy prawda, że chcecie jechać z ojcem do Paryża?..

- Mamy zamiar.

- Proszę cię, Belu - upominała ją ciotka - tego nie rób. Ja właśnie chcę wam

zaproponować, ażebyście u mnie spędzili tę resztkę lata. I musisz to zrobić,

choćby ze względu na Starskiego. Pojmujesz, że młody chłopak na wsi będzie

się nudził, będzie marzył... Możecie widywać się co dzień, a w takich

warunkach najłatwiej będzie przywiązać go, a nawet... zobowiązać...

Panna Izabela zarumieniła się mocniej niż poprzednio i spuściła piękną głowę.

- Ciociu! - szepnęła.

- Ach, moje dziecko, tylko nie baw się ze mną w dyplomatkę. Panna w twoim

wieku już powinna wyjść za mąż, a nade wszystko nie powtarzać dawnych

błędów. Kazio jest wyborną partią: nieprędko sprzykrzy ci się, no... a gdyby się

sprzykrzył, to... już będzie mężem i na wiele rzeczy musi być pobłażliwym, tak

jak i ty dla niego. Gdzież ojciec?

- Ojciec trochę niezdrów...

- Wielki Boże!... Chyba zanadto wzruszyło go niespodziewane szczęście...

- Ojciec właśnie zachorował z gniewu na tego Żyda...

- On wiecznie w złudzeniach! - odparła hrabina podnosząc się z kanapy. -

Wstąpię do niego na chwilę i pogadam o waszych wakacjach. Co zaś do ciebie,

Belu, spodziewam się, że potrafisz skorzystać z czasu.

Po półgodzinnej, poufałej konwersacji z panem Tomaszem hrabina pożegnała

siostrzenicę, jeszcze raz polecając jej Starskiego.

265

Około dziewiątej pan Tomasz, wbrew zwyczajowi, poszedł spać, a panna

Izabela wezwała do swego pokoju na rozmowę kuzynkę Florentynę.

- Wiesz, Floro - rzekła siadając w półleżącej pozycji na szezlongu - powrócił

Kazio Starski i jutro ma być u nas.

- Aaa!... - szepnęła panna Florentyna, jakby wypadek ten był już jej wiadomy. -

Wiec nie gniewa się?... - spytała akcentując ostatni frazes.

- Zapewne... Zresztą nie wiem... - uśmiechnęła się panna Izabela. - Ciotka mówi,

że jest bardzo piękny...

- I zadłużony... Ale cóż to szkodzi. Kto dzisiaj nie ma długów!

- Cóż byś powiedziała, Floro, gdybym...

- Gdybyś za niego wyszła?... Naturalnie, powinszowałabym wam obojgu. Ale co

na to powie baron, marszałek, Ochocki, a nade wszystko... Wokulski?...

Panna Izabela podniosła się gwałtownie.

- Moja droga, skądże znowu przychodzi ci do głowy ten... Wokulski?...

- Nie mnie on przychodzi do głowy - odparła panna Florentyna skubiąc taśmę

swego stanika - tylko przypominam sobie, coś mi mówiła jeszcze w kwietniu...

że ten człowiek od roku ścigał cię spojrzeniami, że osacza cię ze wszystkich

stron...

Panna Izabela roześmiała się.

- Ach, pamiętam!... Rzeczywiście, tak mi się wówczas zdawało... Dziś jednak,

kiedym go poznała trochę lepiej, widzę, że nie należy do tej kategorii ludzi,

których można się lękać. Uwielbia mię po cichu, to prawda! ależ tak samo

będzie mnie uwielbiał nawet wówczas, gdybym wyszła za... za mąż...

Wielbicielom tego, co Wokulski, gatunku wystarcza spojrzenie, uścisk ręki...

- Czy jesteś tego pewna?

- Najzupełniej. Zresztą przekonałam się, że to, co wydawało mi się sidłami z

jego strony, jest tylko interesem. Ojciec pożycza mu trzydzieści tysięcy rubli i

kto wie, czy wszystkie jego zabiegi nie do tego były skierowane...

- A jeżeli jest inaczej? - zapytała panna Florentyna, ciągle bawiąc się obszyciem

swego stanika. - Moja droga, dajże spokój! - oburzyła się panna Izabela. - Co ci

na tym zależy, ażeby psuć mi humor?

- Tyś to powiedziała, że c i ludzie umieją cierpliwie czekać, usidlać, nawet

wszystko ryzykować i łamać...

- Ale nie Wokulski.

- Przypomnij sobie barona.

- Baron obraził go publicznie.

- A ciebie przeprosił.

- Ach, Floro, proszę cię, nie dręcz mnie!... - wybuchnęła panna Izabela. -

Gwałtem chcesz zrobić demona z kupczyka, może dlatego, że... tyle straciliśmy

na kamienicy... że ojciec jest chory i że... Starski wrócił....

Panna Florentyna zrobiła gest, jakby chcąc jeszcze coś powiedzieć, ale

pohamowała się.

- Dobranoc, Belu - rzekła. - Może teraz masz rację...

266

I wyszła.

Przez całą noc śnił się pannie Izabeli Starski jako mąż, Rossi jako pierwszy

platoniczny kochanek, Ochocki jako drugi, a Wokulski jako plenipotent ich

majątku. Dopiero około dziesiątej rano obudziła ją panna Florentyna donosząc,

że przyszedł Szpigelman i jeszcze jeden Żyd.

- Szpigelman?... Ach, prawda!... Zapomniałam o nim. Powiedz mu, niech

przyjdzie później... Czy papo wstał?

- Wstał od godziny. Mówiłam mu właśnie o Żydach, a on prosi cię, ażebyś

napisała list do Wokulskiego....

- Po co?...

- Żeby był łaskaw przyjść do nas w południe i uregulować rachunki tych Żydów.

- Prawda, że Wokulski ma nasze pieniądze - rzekła panna Izabela. - Ale mnie

pisać o tym do niego nie wypada. Napisz ty, Floro, w imieniu ojca... O, tu jest