— On nie miał z tym nic wspólnego. Każdego dnia był nad rzeką i łowił ryby ze swoim synem. Był zwyczajnym mnichem, to wszystko. Zupełnie niepotrzebnie go torturowali.
— Przyznał się do obcinania warkoczyków.
— W zgniataczu kostek każdy by się przyznał! Równie dobrze mógł powiedzieć cokolwiek. To bardzo głupia metoda prowadzenia przesłuchań w tego typu przestępstwach. Przez to właśnie jest ich coraz więcej, wyskakują jak trujące grzyby po deszczu.
— Masz rację — powiedział mężczyzna, popijając łyk herbaty. — Jestem tego samego zdania, a ponadto jestem coraz bardziej przekonany, że tak właśnie było w tym przypadku.
Kang spojrzała na niego ze skupieniem.
— Słucham, opowiedz mi.
— No cóż — Ibrahim spojrzał w podłogę — mnich Bao i jego syn byli po raz pierwszy przesłuchiwani w Anchi, być może wspominał ci o tym. Śpiewali pieśni i żebrali pod domem przywódcy wioski, więc przywódca dał im kawałek chleba robionego na parze. Bao i Xinwu musieli być bardzo głodni, bo Bao przeklął przywódcę, który oznajmił, że nie są oni u niego mile widziani, i ponowił rozkaz, aby odeszli. Zanim do tego doszło, Bao po raz drugi przeklął przywódcę, który tak się zdenerwował, że kazał ich aresztować i przeszukać ich rzeczy. Znaleźli jakieś pisma, leki i nożyczki.
— To samo znaleźli u niego i tutaj.
— Tak. Przywódca kazał przywiązać ich do drzewa i wybatożyć łańcuchami. Niczego więcej się nie dowiedziano, a tych dwóch sporo wycierpiało. Następnie przywódca wziął kawałek sztucznego warkoczyka, noszonego przez jego łysego strażnika, włożył go do torby Bao, którego z miejsca wysłał do prefektury na przesłuchanie z użyciem zgniatacza kostek.
— Biedny człowiek — wykrzyknęła Kang, zagryzając dolną wargę — biedna dusza.
— Tak. — Ibrahim wypił kolejny łyk herbaty. — Ostatnio, z polecenia cesarza, który bardzo się wszystkim przejął, gubernator zaczął interesować się bliżej tymi sprawami. Udało mi się nieco rozwinąć śledztwo, oczywiście nikogo nie przesłuchiwałem, badałem tylko dowody rzeczowe, takie jak ten sztuczny warkoczyk, który, jak udowodniłem, składał się z kilku rodzajów włosów. Wtedy postanowiono wziąć na przesłuchanie przywódcę wioski, który od razu wszystko wyśpiewał.
— A więc to wszystko jest jednym wielkim kłamstwem.
— W rzeczy samej. Poza tym, źródła tych incydentów można z łatwością doszukać się w podobnych wydarzeniach z Suzhou.
— Potworne.
— Pozostaje jedynie kwestia twojego syna, Shiha.
Kang nic nie powiedziała. Wykonała gest dłonią, a Pao dolała im herbaty. Po długiej chwili milczenia Ibrahim odezwał się:
— Niewątpliwie jacyś chuliganie z sąsiedztwa wykorzystali panujący popłoch, żeby napędzić stracha twojemu synowi.
Kang pokiwała głową.
— Jest jeszcze jedna rzecz — kontynuował Ibrahim. — Jeśli ty doświadczyłaś opętania przez duchy, być może on również…
Nic nie odpowiedziała.
— Czy spotkałaś się ostatnio z jakimiś osobliwościami?
Przez długi czas siedzieli razem w milczeniu i popijali herbatę. W końcu Kang odezwała się.
— Lęk sam w sobie jest pewnego rodzaju opętaniem.
— W rzeczy samej. Upili po kilka kolejnych łyków.
— Zamierzam poinformować gubernatora, że w związku z twoją sytuacją nie ma się czego obawiać.
— Dziękuję ci. Znów zapadła cisza.
— Szczerze mówiąc, interesują mnie również wszystkie późniejsze oznaki… czegoś niezwykłego.
— Ach tak…
— Mam nadziej, że będziemy mogli o nich porozmawiać. Znam pewne sposoby badania takich zjawisk.
— Naprawdę?
Niedługo potem wizyta doktora dobiegła końca. Kiedy wyszedł, Kang zaczęła chodzić po całym kompleksie, z pokoju do pokoju, a za nią zmartwiona Pao. Weszła do pokoju Shiha. Był pusty. Książki stały na półkach, nietknięte. Shih na pewno poszedł nad rzekę, spotkać się ze swoim kolegą, Xinwu.
Kang zajrzała też do części damskiej, spojrzała na krosna, którym w większości zawdzięczali swój majątek, na stół i przybory piśmiennicze, kałamarz, pędzle, papier.
Później ruszyła dalej, do kuchni i do ogrodu, pod stary jałowiec. Nie wypowiedziała przy tym ani jednego słowa i w ciszy udała się do sypialni.
Jednak tej nocy krzyki znów zbudziły domostwo. Pao wybiegła z domu na czele reszty sług i znalazła wdowę Kang rozłożoną na ogrodowej ławce pod drzewem. Pao zaciągnęła rozchylone poły koszuli nocnej swojej pani, zakrywając jej piersi, podciągnęła ją i posadziła na ławce, krzycząc:
— Pani Kang! — Jej oczy były szeroko otwarte, lecz nie oglądały tego świata. Białka błyszczały dookoła tęczówek, a spojrzenie przenikało Pao i wszystkich w pobliżu, widziała innych ludzi i mówiła obcymi językami.
— In czja la! In czja la! — z jej ust dobywały się bełkotliwe dźwięki, okrzyki i piski — om mana pada hum — jej głos był całkowicie zmieniony.
— Duchy! — pisnął Shih, którego obudziło całe zamieszanie — ona jest opętana!
— Cisza! — syknęła Pao. — Musimy ja zaprowadzić do pokoju, póki jeszcze śpi.
Chwyciła ją pod jedno ramię, Zunli pod drugie i podnieśli ją najdelikatniej, jak mogli. Była lekka jak kot, o wiele lżejsza niż się zdawało.
— Delikatnie — powiedziała Pao, kiedy układały ją na szerokim parapecie, lecz nawet gdy już tam leżała, nadal podrygiwała jak marionetka. Głosem zbliżonym do jej prawdziwego głosu powiedziała:
— Mimo usilnych starań, mała bogini zmarła.
Pao powiadomiła doktora o całym zajściu i już wkrótce pojawił się u nich jego służący z listem, w którym prosił o kolejne spotkanie i możliwość przeprowadzenia rozmowy. Kang prychnęła, upuściła list na stół i nie odezwała się ani słowem. Jednak tydzień później nakazała służącym przygotować posiłek na przyjęcie gościa. Gościem tym okazał się Ibrahim Ibn Hassam, który stał właśnie u bramy i mrugał spoza swoich okularów.
Kang powitała go w nadzwyczaj oficjalny sposób i poprowadziła do salonu, gdzie w ich najlepszej porcelanie podano posiłek.
Kiedy zjedli i popijali herbatę, Ibrahim pokiwał głową i rzekł:
— Powiedziano mi, że miałaś kolejny atak lunatyzmu. Kang zarumieniała się.
— Moi służący są bardzo niedyskretni.
— Przykro mi z tego powodu, ale chodzi o to, że może mieć to związek z prowadzonym przeze mnie śledztwem.
— Niestety nic nie pamiętam. Kiedy się obudziłam, wszyscy domownicy byli bardzo zaniepokojeni.
— Może mógłbym zapytać służących, co mówiłaś, znajdując się w stanie… opętania?
— Oczywiście.
— Dziękuję. — Ibrahim ukłonił się, nie wstając z miejsca, i pociągnął łyk herbaty. — Myślałem również, czy nie zgodziłabyś się pomóc mi dotrzeć do tego… obcego głosu przemawiającego z wnętrza ciebie.
— Ale jak?
— Służy do tego metoda, opracowana przez doktorów z AlAndalus. Polega na pewnego rodzaju medytacji, skupieniu się na jednej rzeczy, tak jak w buddyjskich świątyniach. Śledczy pomaga medytującej osobie wejść w sugestię, jak to sami nazywają, wtedy często zdarza się, że wewnętrzne głosy zaczynają rozmawiać ze śledczym.