Выбрать главу

— A więc znów kradzież duszy?

— Nie ma tu mowy o żadnej kradzieży — uśmiechnął się — to przede wszystkim rozmowa. To tak, jak wywoływanie ducha osoby nieobecnej, jak zwyczaj przywoływania duszy, praktykowany w waszych południowych miastach. Kiedy medytacja dobiega końca, wszystko wraca do normalnego stanu.

— Doktorze, a czy wierzysz w istnienie duszy?

— Oczywiście.

— A w kradzież duszy?

— No cóż — krótka pauza — uważam, że to zagadnienie ma dużo wspólnego z chińskim rozumieniem duszy. Może potrafiłabyś mi je przybliżyć? Czy istnieją u was takie rozróżnienia, jak hun, dusza duchowa i po, dusza cielesna?

— Oczywiście, że tak — odpowiedziała Kang. — To jeden z aspektów jin-jang. Dusza hun należy do jang, a dusza po do jin.

Ibrahim skinął głową.

— Ponadto dusza hun, będąc lekką, aktywną i ulotną, może się oddzielać od żyjącej osoby. I, w rzeczy samej, oddziela się, każdej nocy we śnie, a powraca w momencie przebudzenia. To całkiem normalne.

— Zgadza się.

— A jeśli przypadkiem bądź celowo dusza nie powróci, wywołuje to choroby. U dzieci najczęściej jest to kolka, lecz również różne rodzaje lunatyzmu, szaleństwo i tym podobne.

— Tak — teraz wdowa Kang nie patrzyła na swojego rozmówcę.

— Najprawdopodobniej to duszy hun poszukują tak zawzięcie złodzieje dusz, siejący przerażenie w tutejszej okolicy. Chiao-hun.

— Tak. Ale ty oczywiście w to nie wierzysz.

— Nie, oczywiście, że nie. Z reguły rezerwuję swój osąd do rzeczy, których istnienie da się wykazać. Nie mam najmniejszych wątpliwości, co do rozróżnień, o których rozmawiamy. Sam podróżuję w snach, proszę mi wierzyć, podróżuję. Miałem również do czynienia z nieprzytomnymi pacjentami, których ciała funkcjonowały bez zarzutu, można by nawet powiedzieć, że byty w doskonałej formie, mimo iż leżały w łóżku, w całkowitym bezruchu, przez wiele lat. Jednej pacjentce obmywałem twarz i kiedy wycierałem jej rzęsy, ona odezwała się do mnie, żebym tego nie robił. Po szesnastu latach odezwała się. Tak, wydaje mi się, że widziałem, jak dusza hun wychodzi z ciała i powraca. To w gruncie rzeczy nic nadzwyczajnego. Chińczycy mają ustalone pewne terminy, pewne koncepcje i kategorie, islam oczywiście dysponuje innymi słowami i nieco odmiennymi kategoriami, lecz jeśli przyjrzeć im się z bliska, okazałoby się, że da się je wszystkie skorelować i wykazać, iż są jednym i tym samym. Ponieważ wszystko jest jednią. Kang zmarszczyła brwi, jakby nie do końca się z nim zgadzała.

— A czy znasz wiersz Rumiego Dżalaluddina, Umarłem jako mine rał? Nie? Autorem jest założyciel derwiszów, jeden z najbardziej uduchowionych muzułmanów.

Zaczął recytować:

Umarłem jako minerał i rośliną się stałem, Umarłem jako roślina i zwierzęciem zostałem, Umarłem zwierzęciem i człowiekiem się stałem. Czegóż mam bać się? Czyż ubyło mnie, gdy umarłem? Raz jeszcze umrę jako człowiek Otrzymam skrzydła anielskie i wzniosę się w przestworza. A gdy poświęcę swą duszę anielską Stanę się tym, czego rozum pojąć nie zdoła.

— Sądzę, że ta ostatnia śmierć dotyczy chwili, gdy dusza hun oddala się od duszy po i zdąża ku transcendencji.

Kang zastanowiła się nad tym.

— A więc muzułmanie wierzą, że dusze powracają, że przeżywamy wiele żywotów i przechodzimy przez kolejne wcielenia?

Ibrahim upił łyk herbaty.

— Koran mówi: „Bóg tworzy istoty i dopóty zsyła je z powrotem, dopóki same doń nie wrócą”.

— Naprawdę? — Teraz już Kang słuchała Ibrahima z zainteresowaniem. — W to samo wierzymy my, buddyści.

Ibrahim kiwnął głową.

— Sharif Din Maneri, suficki nauczyciel, za którym niegdyś podążałem, powiedział do nas: „Możecie być pewni, że praca, jaką z wami wykonuję, trwa nieprzerwanie od pradawnych lat i że każdy osiągnął już pewien etap rozwoju. Nikt z was nie przystępuje do tej pracy po raz pierwszy”.

Kang wpatrywała się w Ibrahima, nachylając się w jego stronę ze swojej ławy pod ścianą. Odchrząknęła delikatnie.

— Pamiętam pojedyncze fragmenty tego nocnego opętania — przyznała. — Czasem wydaje mi się, że jestem jakąś inną osobą. Najczęściej młodą kobietą, królową jakiegoś odległego państwa, i jestem w niebezpieczeństwie. Mam wrażenie, jakbym dawno temu już to przeżyła, wszystko mi się miesza. Czasem budzę się z przeświadczeniem, że minął rok albo dłużej. Późnej już na dobre wracam do tego świata, a tamten się rozpada i nic nie pamiętam, zostają tylko strzępy obrazów, jak sen albo ilustracje w książce, lecz o wiele mniej szczegółowe i kompleksowe… przepraszam, nie potrafię tego jaśniej opowiedzieć.

— Owszem, potrafisz — powiedział Ibrahim — bardzo jasno.

— Myślę, że cię znam — wyszeptała — ciebie, Bao i mojego Shiha, i Pao, i kilku innych… to jest podobne wrażenie do tego, jakie ludzie czasem mają, kiedy czują, że to, co się z nimi dzieje, działo się już wcześniej i to w ten sam sposób.

Ibrahim pokiwał głową.

— Znam to wrażenie. W innym miejscu w Koranie napisane jest: „Zaprawdę powiadam wam, że spowinowacone duchy staną się jedną rodziną, choć spotkają się jako osoby o innych ciałach i imionach”.

— Naprawdę!? — wykrzyknęła Kang.

— Tak A w innym ustępie jest powiedziane: „Jego ciało odpadnie, jak muszla kraba, a on przywdzieje nowe”. Dana osoba jest tylko maską, w jaką dusza przyobleka się na odpowiedni czas, aby później odrzucić ją i na jej miejsce założyć inną.

Kang wpatrywała się w niego z otwartymi ustami.

— Nie mogę uwierzyć w to, co słyszę — wyszeptała. — Dotychczas nie było nikogo, z kim mogłabym porozmawiać o takich rzeczach. Oni myślą, że oszalałam. Teraz mówi się o mnie…

Ibrahim pokiwał głową i upił łyk herbaty.

— Rozumiem. Ja podchodzę poważnie do takich rzeczy. Sam również mam pewne przeczucia. Może moglibyśmy spróbować poddać cię sugestii i dowiedzieć się czegoś więcej?

Kang pokiwała ze zdecydowaniem głową.

— Zgadzam się.

Jako że zależało mu na półmroku, usadowili się na siedzisku w bawialni, przy zamkniętych oknach i drzwiach. Nieopodal, na niskim stole, płonęła świeca. W szkłach jego okularów odbijał się jej pomarańczowy płomień. W domu zarządzono ciszę. Z oddali dobiegał ich stłumiony, nienarzucający się dźwięk miasta, szczekanie psów i turkot drewnianych kół.

Ibrahim ujął nadgarstek wdowy Kang. Zrobił to bardzo delikatnie, chłodnymi i lekkimi palcami wyczuł jej puls, który przyspieszył, kiedy poczuła jego dłoń, Ibrahim od razu zarejestrował tę zmianę. Poprosił ją, aby wpatrywała się w płomień świecy, mówił po persku, arabsku i chińsku: intonował coś niskim, neutralnym tonem, przypominającym głębokie mruczenie kota. Nigdy wcześniej nie słyszała takiego głosu.

— Wychodzisz na rześki poranek i przechadzasz się po chłodnej rosie. Panuje spokój, wszystko jest dobrze. W sercu płomienia, jak kwiat rozwija się świat. Powoli i głęboko wdychasz ten kwiat i spokojnie wydychasz. Wszystkie sutry mówią poprzez ciebie i kierują się ku świetlistemu kwiatu. Panuje całkowita harmonia, która rozchodzi się jak przypływ w górę i w dół kręgosłupa. Słońce, księżyc, gwiazdy na nieboskłonie krążą wokół nas, otaczają nas.