Выбрать главу

Ich nowe urządzenie przyciągnęło też uwagę mniej mile widzianych gości. Pewnego ranka w bramie kompleksu pojawił się Nadir Divanbegi wraz z grupą żołnierzy z przybocznej gwardii chana. Paxtakor, służący Khalida, oprowadził gości po kompleksie, a Khalid, z powściągliwą gościnnością, rozkazał przynieść im do gabinetu kawę.

Nadir był nad wyraz przyjazny, lecz wkrótce przeszedł do rzeczy.

— Przekonywałem chana, aby ocalił ci życie, ponieważ jesteś wielkim uczonym, filozofem i alchemikiem, prawdziwym skarbem chanatu, klejnotem przydającym chwały Samarkandzie.

Khalid skinął ze skrępowaniem głową, wpatrując się w filiżankę kawy. Uniósł palec, jakby chciał powiedzieć „wystarczy”, lecz wymamrotał tylko:

— Jestem wdzięczny, efendi.

— Tak. Teraz już wiadomo, że miałem rację, wstawiając się za tobą, gdyż doszły nas słuchy o waszych działaniach i wspaniałych odkryciach.

Khalid podniósł wzrok, żeby się upewnić, czy Nadir nie robił sobie z niego żartów, lecz ten tylko uniósł dłoń, by zaświadczyć o swojej prawdomówności, po czym Khalid znów przymknął oczy.

— Przyjechałem, aby ci przypomnieć, że te fascynujące eksperymenty przeprowadzane są na zagrożonej ziemi. Terytorium chanatu znajduje się na przecięciu wszystkich światowych szlaków handlowych, wrogie armie stoją za każdą z granic. Chanowi zależy na skutecznej obronie swoich poddanych przed ewentualnym atakiem, a ostatnio doszły nas słuchy o chińskim dziale, które potrafiłoby zniszczyć mury naszego miasta w tydzień albo nawet mniej. Chan pragnie, abyś mu pomógł uporać się z tym problemem, fest przekonany, że z radością podzielisz się owocami swej nauki i razem z nim staniesz w obronie chanatu.

— Każde moje doświadczenie zawdzięczam chanowi — powiedział poważnym tonem Khalid. — Każdy swój oddech jemu zawdzięczam.

Nadir skinął głową, wyrażając głębokie zrozumienie tej prawdy.

— A mimo to nie zaprosiłeś go na prezentację swojej pompy, wytwarzającej próżnię.

— Nie sądziłem, że tak drobna sprawa zainteresuje chana.

— Chan interesuje się wszystkim.

Nikt już teraz nie wiedział, czy Nadir żartuje, czy mówi poważnie.

— Z radością zaprezentujemy przed chanem naszą pompę próżniową.

— Doskonale, będzie to mile widziany gest. Pamiętaj jednak, że chan życzy sobie konkretnej pomocy przy budowie artylerii i fortyfikacji.

Khalid skinął głową.

— Uszanujemy jego wolę, efendi.

Kiedy Nadir odszedł, Khalid zaczął burczeć żałośnie:

— Wszystkim się interesuje! Jak on mógł to powiedzieć, nie wybuchając śmiechem?!

Mimo wszystko wysłał do chana swojego służącego z oficjalnym zaproszeniem na prezentację nowej aparatury. Zanim doszło do odwiedżin, Khalid zaprzągł do pracy wszystkich robotników w kompleksie, przygotowując nową demonstrację pompy, która, jak miał nadzieję, zrobi na chanie wrażenie.

Kiedy Seid Abdul Aziz przybył na pokaz ze swoją świtą, kulę, w której miała powstać próżnia, zastąpiono dwiema półkulami o ściśle pasujących do siebie krawędziach, na które, przed usunięciem powietrza, nałożono cienką uszczelkę z naoliwionej skóry. Każda z półkul mieściła się w osobnej, stalowej obręczy, do której przywiązano liny.

Seid Abdul zasiadł na poduszkach i przyglądał się uważnie szklanym półkulom. Khalid pośpieszył z wyjaśnieniami:

— Kiedy usuniemy z wewnątrz powietrze, połówki kuli przylgną do siebie z wielką siłą — złożył je w całość, a następnie rozdzielił, po czym znów złożył i w specjalny otwór w ścianie jednej z nich zamontował pompę. Skinął na Paxtakora, aby ten wykonał dziesięć obrotów korbą pompy, po czym zwrócił urządzenie w stronę chana, prosząc, aby sam spróbował rozdzielić szklane połówki. Nie dało się. Chan wyglądał na śpiącego. Khalid przeniósł urządzenie na centralny dziedziniec kompleksu, gdzie już czekały dwie trójki koni, których końcówki uprzęży zaprzęgowych przyczepiono hakami do szklanych półkul i pognano konie w przeciwnych kierunkach, tak że po chwili szklana kula zawisła w powietrzu między nimi. Kiedy konie zatrzymały się, chłopcy strzelili z batów. Zwierzęta zaczęły parskać, ciągnąć i podskakiwać, usiłując wyrwać się do przodu, rozbiegały się na boki, przeciągały i mocowały, a przez cały ten czas szklana kula unosiła się w powietrzu na naprężonych linach. Nie dało się jej rozdzielić. Po kilku próbach konie zupełnie opadły z sił i stały teraz, chwiejąc się na nogach.

Chan z zainteresowaniem przyglądał się koniom, lecz na kulę nie zwracał uwagi. Po kilku minutach zmagań Khalid nakazał zatrzymać konie, odczepił aparaturę i zaniósł ją w stronę chana, Nadira i jego ludzi. Kiedy odkręcił zawór, powietrze ze świstem dostało się z powrotem do wnętrza kuli, a jej połówki odpadły od siebie, jak połówki rozkrojonej pomarańczy. Khalid zerwał zmiażdżoną skórzaną uszczelkę.

— Proszę spojrzeć — powiedział — to siła powietrza, a raczej ciągpróżni utrzymywał obie połówki przy sobie.

Chan wstał i zaczął się zbierać do odjazdu. Jego towarzysze powstali razem z nim. Wyglądał, jakby za chwilę miał usnąć.

— Tak — powiedział. — Nie wiem, czy wiesz, ale ja chciałbym wysadzić w powietrze moich wrogów, a nie zbierać ich do kupy — i machnąwszy ręką, odjechał.

W zaciszu nocy, we wnętrzu światła

Mało entuzjastyczna reakcja chana zmartwiła Bahrama. Żadnego, choćby najmniejszego zainteresowania aparaturą, która tak fascynowała uczonych z medresy. Zamiast tego rozkaz wynalezienia nowej broni i umocnień, na jakie nie wpadł jeszcze żaden płatnerz czy rusznikarz w historii zbrojeń. Łatwo można było sobie wyobrazić czekającą ich karę, gdyby zawiedli oczekiwania chana. Prawa dłoń Khalida była ich przekleństwem, szydziła sobie z nich, rezydując wewnątrz swojej własnej próżni. Khalid czasem wpatrywał się w swój prawy nadgarstek, mówiąc doń:

— Pewnego dnia skończę jak ty.

Teraz jednak rozejrzał się tylko po kompleksie i rzekł:

— Powiedzcie Paxtakorowi, żeby zwrócił się do Nadira o udostępnienie nowego działa do testów. Po trzy egzemplarze z każdego kalibru oraz wszystkie rodzaje prochu i amunicji.

— Proch mamy swój.

— Wiem — powiedział z błyskiem w oku. — Chcę się przekonać, co w ich magazynach nie pochodzi od nas.

W trakcie kolejnych dni odwiedził ponownie wszystkie stare zabudowania, wzniesione jeszcze przez niego samego z pomocą jego najstarszych ślusarzy, kiedy to zaczynali interes od produkcji broni i prochu dla władcy. W tamtych czasach, zanim przeszli na system chiński i połączyli energię młyna wodnego z piecami, budując pierwszy piec odlewniczy zasilany energią wodną — dzięki czemu młodzi miechowi mogli zająć się poważniejszymi rzeczami — wszystko było małe i prymitywne, a żelazo bardziej kruche, przez co wszystkie ich wynalazki były toporne i nieporęczne. Było to nawet widać w konstrukcjach budynków z tamtych czasów. Teraz przekładnie zamontowane na młyńskim kole obracały się z całą mocą nurtu rzeki, wpływającej w mechanizm napędowy miechów i wyjącej jak ogień. Nad wannami z chemikaliami unosiły się żółtozielone opary, terminatorzy ładowali kosze i popędzali wielbłądy, usypując na podwórkach wysokie hałdy węgla. Khalid pokręcił głową na widok tego wszystkiego i wykonał nowy gest, jakby chciał uderzyć w coś brakującą dłonią.