Выбрать главу

— Chan jest pod wrażeniem potęgi matematyki, która potrafi powstrzymać chińskich najeźdźców.

Bahram kiwał wtedy głową, dając do zrozumienia, że dotarło do niego prawdziwe przesłanie tych słów, nawet jeśli Khalid uporczywie je od siebie odganiał. Bahram powstrzymywał się wówczas od prośby o prolongatę amanu dla Iwanga, wiedząc, że na dobrą wolę Nadira lepiej będzie jeszcze poczekać. Tymczasem jedyne, co mógł zrobić, to wrócić do swojego warsztatu i zająć się kolejnymi próbami.

Nowy metal, nowa dynastia, nowa religia

Ze względów czysto praktycznych Bahram zaczął się interesować matowoszarym metalem, który na zewnątrz wyglądał jak ołów, a w swoim wnętrzu przypominał cynę. Oczywiście w rtęci też znajdowało się choćby sporo siarki — jeśli można było ufać dostępnym im opisom metali. Z początku metal ten niczym się nie wyróżniał, lecz po kilku doświadczeniach okazało się, że jest mniej kruchy od żelaza i bardziej plastyczny od złota, jednym słowem, zupełnie inny niż metale opisywane przez AI-Raziego i Ibn-Sina, co, jeśli się dłużej nad tym zastanowić, było dość dziwne. Nowy metal! Zmieszany z żelazem, tworzył rodzaj stali, która najwyraźniej nadawała się na materiał do wytopu dział armatnich.

— Jak to możliwe, że istnieje nowy metal? — zapytał Bahram Khalida i Iwanga. — I jak powinniśmy go nazwać? Nie mogę go ciągle nazywać „tą szarą substancją”.

— Wcale nie jest nowy — odpowiedział Iwang. — Istniał od zawsze, gdzieś pośród całej reszty. Teraz potrafimy uzyskać znacznie wyższe temperatury niż kiedykolwiek wcześniej i tylko dzięki temu nam się ukazał.

Khalid nazwał nowy metal złototowiem — tak dla żartu, lecz nazwa przyjęła się z braku innej i od teraz, za każdym razem, kiedy przetapiali niektóre niebieskawe rudy miedzi, odzyskiwali przy okazji nowy metal, którego zaczęli używać w rusznikarstwie.

Mijały kolejne dni gorączkowej pracy, a pogłoski o wojnie na wschodzie docierały coraz częściej. Podobno barbarzyńcy znów się przedostali przez mur chiński, obalili zepsutą dynastię Ming i w całym kraju wywołali krwawe zamieszki, które zaczęły się przedostawać poza granice. Tym razem nie byli to Mongołowie, lecz barbarzyńskie plemiona z Mandżurii, położonej na północny wschód od Chin, skąd pochodzą najświetniejsi wojownicy, jakich kiedykolwiek wydał świat, którzy, jak mówiono, byli skłonni podbić i zniszczyć wszystko, co stawało im na drodze, łącznie z cywilizacją muzułmańską, chyba że powstanie coś, co ich zatrzyma.

Takie historie opowiadali ludzie na bazarze, lecz również sam Nadir, na swój okrężny sposób, potwierdzał, że coś było na rzeczy. Mijała zima, a w mieszkańcach Samarkandy rosło poczucie zagrożenia. Znów zbliżał się sezon kampanii wojennych. Wiosna, czas wojny i zarazy, dwóch potężnych broni, którymi władała sześcioręka śmierć, jak powiadał Iwang.

Przez te wszystkie miesiące Bahram pracował niestrudzenie, jakby w każdej chwili miała spaść na niego gwałtowna burza, wisząca ponad wschodnim horyzontem i posuwająca się naprzód, na przekór silnym, przeciwnym wiatrom, wróżąca prawdziwą katastrofę. Czuł kiełkujący w sercu ból, który odbierał mu przyjemność, jaką zawsze czerpał z obcowania z najbliższymi, z rodzinnej atmosfery panującej w całym kompleksie, ze swoich dzieci goniących się po dziedzińcu, wiercących się podczas modlitw i ubranych schludnie przez Esmerine. Zdawałoby się, najgrzeczniejsze dzieci na świecie, oczywiście poza momentami, kiedy wpadały w ziość, co obojgu im zdarzało się dość często i co za każdym razem wprawiało rodziców w osłupienie. Dzieci były głównym tematem ich nocnych rozmów. Nierzadko Esmerine wychodziła przed dom, aby po chwili wrócić i znów zdjąć koszulę. Jej piersi, dwie krople srebrzące się w księżycowej poświacie, spływające w dół, po żebrach, prosto w szukające ciepła dłonie Bahrama. Ten senny świat ich miłości po drugiej zmianie warty był jedną z najpiękniejszych przestrzeni, jaką dzielili w trakcie całego dnia. Błogi sen, cielesne sny. Tak ciepło i czule, jak nigdy za dnia. Czasami, nad ranem, aż nie mógł uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, że on i Esmerine, tak surowi pod względem ubioru i obyczajów, Esmerine, która zapędzała kobiety do pracy równie bezlitośnie co Khalid w swoich największych porywach despotyzmu, Esmerine, która nigdy nie spoglądała na Bahrama ani nie zwracała się do niego inaczej niż tonem oficjalnym — tak jak nakazywał obyczaj, w głębi nocy przenosili się na swoim łożu w światy najżarliwszych uniesień. Kiedy popołudniami przyglądał jej się przy pracy, myślał: miłość zmienia wszystko. Ludzie są przecież tylko zwierzętami. Stworzeniami powołanymi do życia przez Boga i niewiele różniącymi się od małp. Tak naprawdę to nie ma powodu, dla którego kobiece piersi miałyby być czymś innym niż krowie wymiona. Kołyszą się nieelegancko, jedna obok drugiej, kiedy kobieta pochyla się przy codziennej pracy. To miłość czyni piersi półkulami najprawdziwszego piękna i tak samo jest w przypadku świata. Miłość oddziałująca, jak siła sugestii, tylko ona mogła ich ocalić.

W poszukiwaniu proweniencji złotołowiu Khalid musiał ponownie przestudiować stare woluminy. W końcu zatrzymał się na ustępie z Księgi właściwości, starożytnej klasyki Jabira Ibn Hayyama, spisanej w pierwszych latach dżihadu, w której Jabir wymienia siedem metali: złoto, srebro, ołów, cynę, miedź i kharsini, co oznaczało „chińskie żelazo” — matowoszary, srebrzysty po wypolerowaniu metal, znany Chińczykom jako paitung, czyli „biała miedź”. Chińczycy, pisał Jabir, wytwarzali niegdyś z niego małe zwierciadła, w które wpatrywali się, gdyż ponoć leczyły różne schorzenia oczu. Khalid, którego wzrok pogarszał się z roku na rok, natychmiast przystąpił do produkcji własnego zwierciadła ze złotołowiu, ot tak, aby się przekonać. Jabir sugerował też, że dzwonki wyrabiane z kharsini wydają wyjątkowo melodyjny dźwięk.

Khalid rozkazał więc z reszty złotolowiu odlać dzwonki, aby przekonać się, czy ich brzmienie rzeczywiście będzie takie mile dla ucha — chciał w ten sposób zidentyfikować nowy metal. Wszyscy zgodnie przyznali, że dzwonki dźwięczą wyjątkowo uroczo, lecz niestety wpatrywanie się w zwierciadło z kharsini nie poprawiło wzroku Khalida.