— Niech będzie i kharsini — powiedział Khalid i westchnął głęboko. — Kto wie, co to tak naprawdę jest. Nic nie wiemy.
Nadal jednak przeprowadzał kolejne doświadczenia i po każdej próbie sporządzał obszerne notatki, nad którymi spędzał długie noce i bezsenne poranki. Razem z Iwangiem kontynuowali badania. Khalid kierował Bahramem, Paxtakorem, Jalilem i resztą starych rzemieślników przy budowie nowych teleskopów, mikroskopów, manometrów i pomp. Kompleks stal się miejscem, gdzie ich umiejętności techniczne i metalurgiczne łączyły się, co dawało ogromną moc tworzenia wynalazków. Jeśli tylko wymyślili jakieś nowe urządzenie, potrafili od razu wykonać jego prymitywny prototyp. I zawsze, kiedy rzemieślnicy mogli wycyzelować swoje narzędzia i zbudować precyzyjne formy odlewnicze, margines ich błędu zwężał się. Robili postępy. Okazywało się, że praktycznie wszystko można było udoskonalić: skomplikowane mechanizmy zegarowe, siłę kola młyńskiego, odlew masywnych luf armatnich. Jednego dnia Khalid rozebrał krosna do tkania perskich dywanów i przyglądał się wnikliwie wszystkim małym, metalowym częściom. Wkrótce potem w rozmowie z Iwangiem wspomniał, że w połączeniu z przekładnią zębatą urządzenie można by wyposażyć w stemple z pojedynczymi literami zamiast czółenek, następnie układać je w rzędy i w całe zestawy, pociągać tuszem i odciskać na papierze. W ten sposób otrzymywaliby całą stronę zapisaną jednym ruchem ręki, w tylu egzemplarzach, w ilu by sobie życzyli, aż w końcu książki stałyby się równie powszechne co armaty. Iwang roześmiał się szczerze i dodał, że w Tybecie mnisi od dawna stosowali do tego celu kamienne bloki z wyrzeźbionym tekstem, lecz pomysł Khalida wydawał mu się o wiele lepszy.
Iwang nie porzucał matematycznych dociekań. Kiedyś rzekł do Bahrama:
— Tylko jakiś bóg mógł to wszystko wymyślić, a następnie przyoblec swoją wizję w realny świat! Jeśli bylibyśmy w stanie zbadać choćby jedną milionową jego część, moglibyśmy dowiedzieć się więcej, niż wszystkie obdarzone czuciem stworzenia nauczyły się na przestrzeni wieków, moglibyśmy spojrzeć prosto w boski umysł.
Bahram skinął niepewnie głową. Teraz już wiedział, że nie chce, aby Iwang przechodził na islam. Wydawało mu się to nieszczere wobec Boga i wobec Iwanga. Zdawał sobie sprawę, że to bardzo samolubna myśl i że Bóg z pewnością zająłby się wszystkim, a może już się zajmował, gdyż Iwang przestał przychodzić w piątki do meczetu i pobierać nauki w ribacie. Bóg albo Iwang — najwidoczniej któryś z nich zgadzał się z przekonaniem Bahrama. Religii nie wolno udawać ani używać do ziemskich celów.
Smok zaczyna kąsać
Kiedy Bahram zjawiał się teraz w karawanseraju, zawsze wracał z jakąś niepokojącą opowieść ze wschodu. Panowała wojenna zawierucha. W Chinach pod rządami nowej, mandżurskiej dynastii odrodziły się tendencje ekspansjónistyczne. Nowy mandżurski cesarz, naturalnie uzurpator, nie był zadowolony z niemrawego cesarstwa, które właśnie podbił, więc postanowił tchnąć w nie nowego ducha za pomocą wojny i powiększyć swoje zdobycze o bogate królestwa ryżowe, leżące na południu: An-nam, Siam i Birmę, oraz spalone słońcem pustkowia w środku świata, pustynie i góry oddzielające Chiny od Dar al-Isalm, poprzecinane nitkami jedwabnego szlaku. Po przekroczeniu nieużytków cesarz planował wkroczyć do Indii, do muzułmańskich chanatów i do państwa Safawidów. W karawanseraju mówiono, że Yarkand i Kaszgar zostały już zdobyte, co było całkiem prawdopodobne, gdyż przez ostatnie dekady broniła ich jedynie zdziesiątkowana armia cesarza Ming i bandy rozbójników dowodzone przez lokalnych watażków. Chanat Buchary oddzielało od nieużytków jedynie dorzecze Tarymu i Góry Fergańskie, przecięte jedwabnym szlakiem w dwóch lub trzech miejscach. Na tych samych drogach, które zwykle przemierzały karawany, mogły wkrótce pojawić się zbrojne chorągwie.
I już wkrótce tak się stało. Nadeszły wieści, że chorągiew mandżurska zajęła przełęcz Torugart, kluczowe miejsce na jednej z dróg jedwabnego szlaku między Taszkientem a pustynią Takla Makan. Napływ karawan ze wschodu będzie najprawdopodobniej na jakiś czas całkowicie wstrzymany, co oznaczało, że Samarkanda i Buchara, stanowiące dotychczas centrum światowej wymiany towarów, stracą prestiż i staną się bezużyteczne. Dla handlu byłaby to prawdziwa katastrofa.
Ostatnia karawana Ormian, Romów, Żydów i Hindusów przyniosła najnowsze wiadomości. Musieli porzucić towary i ratować się ucieczką, najwidoczniej Brama Dżungarska między Xinjiang a stepami kazachskimi również miała wkrótce być zajęta. Po karawanserajach rozlokowanych wokół Samarkandy wieści rozchodziły się szybko i w końcu wszystkie, przebywające w nich karawany zmieniły dalsze plany. Większość zdecydowała się na powrót do Frengistanu, który, mimo iż porozrywany wewnętrznymi konfliktami królestw taify, był przynajmniej w całości muzułmański, a niewielkie sułtanaty i emiraty wchodzące w jego skład cały czas ze sobą handlowały, nawet jeśli prowadziły ze sobą wojny.
Takie decyzje godziły w interesy Samarkandy, która z wolna stawała się niczym innym niż tylko punktem granicznym, gdzieś na skraju Dar al-Islam. Nadir byt zaniepokojony, chan wściekły. Seid Abdul Aziz rozkazał odbić Bramę Dżungarska, a następnie wysłał sporą ekspedycję do obrony Przełęczy Chajberskiej, aby zabezpieczyć przynajmniej stosunki handlowe z Indiami.
Wkrótce znów odwiedził ich Nadir w towarzystwie ciężkozbrojnej straży i pokrótce opowiedział Khalidowi i Iwangowi o rozkazach chana, przy czym tak postawił całą sprawę, jakby to Khalid był wszystkiemu winien. Pod koniec wizyty oznajmił, że Bahram z żoną i dziećmi udadzą się z nim do gmachu Khanaka w Bucharze i powrócą do Samarkandy dopiero wtedy, kiedy Khalid z Iwangiem opracują broń zdolną pokonać Chińczyków.
— Będzie można ich odwiedzać w pałacu. Możesz przyjść do nich, kiedy tylko zechcesz, a nawet dołączyć, choć z drugiej strony sądzę, że najlepiej będziesz wykonywał pracę tutaj, wśród swoich ludzi i maszyn. Gdybym wiedział, że będziesz szybciej pracował w pałacu, wtedy, wierzmi, na pewno zabrałbym cię ze sobą.
Khalid spojrzał na niego gniewnym wzrokiem. Byl zbyt rozwścieczony, aby móc się odezwać. Wówczas pogrążyłby ich jeszcze bardziej.
— Iwang również się przeprowadzi, do ciebie. Sądzę, że właśnie tu przyda się najbardziej. W dowód uznania za jego wielki wkład w sprawy państwa jego aman zostanie z góry prolongowany. Nadal jednak obowiązuje go zakaz opuszczania miasta. Na wschodzie obudził się smok, który zdążył już pożreć Tybet. Bierzecie więc na siebie niemal boskie zadanie i możecie być dumni, że to właśnie was do niego powołano — obrzucił spojrzeniem Bahrama — twoją rodzinę otoczymy troskliwą opieką, a ty zajmiesz się wszystkim tutaj. Możesz mieszkać razem z nimi w pałacu albo zostać tutaj i pomagać przy pracy, decyzja należy do ciebie.
Bahram skinął głową, zaniemówił ze strachu i niepokoju:
— Będę robił obie rzeczy — udało mu się wycedzić przez zęby, patrząc na Esmerine i dzieci.
Odtąd nic już nie było normalne.
Wiele żywotów zmienia się właśnie w ten sposób — nagle i nieodwracalnie.
Broń od Boga
Przez wzgląd na uczucia Bahrama Khalid i Iwang przerobili cały kompleks na zbrojownię. Wszystkie doświadczenia i eksperymenty przeprowadzali teraz z myślą o zwiększeniu siły uderzeniowej armii chana. Potężniejsze armaty, bardziej wybuchowy proch, wirujące pociski, pogromcy miriadów, tabele strzelnicze, procedury logistyczne, alfabet zwierciadlany do komunikacji na dużych odległościach. To wszystko i jeszcze więcej opracowali wspólnymi siłami, podczas gdy Bahram połowę czasu spędzał w gmachu Khanaka w Bucharze z Esmerine i z dziećmi, a drugą połowę w kompleksie, aż w końcu droga z Samarkandy do Buchary stała się dla niego tym samym, co ścieżka poprzez dziedziniec — przemierzana o każdej porze dnia i nocy, czasem nawet we śnie, na koniu, który znał drogę na pamięć.