Выбрать главу

W czasie uczty, o zachodzie słońca, Zachodniak przechadzał się po całym terenie z udkiem pieczonej gęsi w dłoni, przedstawiał się ludziom i wysłuchiwał ich historii lub odpowiadał na pytania. Zasiadł też z rodzinami graczy ze swojej drużyny i wspólnie rozpamiętywali zwycięstwo w lacrosse.

— Ta gra podobna jest do mojego dawnego zawodu — powiedział. — W moim kraju wojownicy używają broni podobnej do dużych igieł. Widziałem, że macie tu igły i pistolety, które najpewniej pochodzą właśnie od moich dawnych braci lub od innych przybyszów zza wschodniego morza.

Pokiwali głowami. Cudzoziemcy założyli ufortyfikowaną osadę na wybrzeżu, nieopodal wejścia do wielkiej zatoki, przy ujściu Wschodniej Rzeki. Igły rzeczywiście pochodziły stamtąd, jak również ostrza tomahawków i pistolety zrobione z tego samego materiału.

— Igły są bardzo cenne — powiedziała lagogeh — jeśli nie wierzysz, to zapytaj Łamacza Igieł.

Wszyscy zaczęli żartować z Łamacza Igieł, który uśmiechnął się zawstydzony, a Zachodniak mówił dalej:

— Materiał do ich produkcji wytapia się z pewnego rodzaju skał, z czerwonych skał, które zawierają metal. Jeśli w dużym, glinianym piecu rozpalilibyście odpowiednio gorący ogień, moglibyście wytwarzać własny metal. Odpowiednie skały znajdują się niedaleko stąd, na południe od ziem ligi, w wąskich, meandrujących dolinach — podniósł z ziemi patyk i narysował na piasku orientacyjną mapę okolicy.

Dwóch czy trzech sachemów przysłuchiwało mu się wraz z Iagogeh. Zachodniak ukłonił się im.

— Planuję porozmawiać o tych sprawach z radą sachemów.

— A czy gliniany piec wytrzyma tak gorący ogień? — zapytała Iago-geh, dotykając palcami dużej igły rymarskiej, która zdobiła jeden z jej naszyjników.

— Owszem. Oprócz tego istnieje też czarna skała, która pali się równie gorącym ogniem co węgiel drzewny. Sam kiedyś zajmowałem się wyrobem mieczy. Nasze podobne są do kos, lecz o wiele dłuższe. Ostrze jest jak kij do lacrosse, tej samej długości, a jego krawędzie przypominają głownię tomahawka lub duże źdźbło trawy, jest ciężkie i solidne. Nauka władania takim mieczem trwa dość długo — bekhendem przeciął dłonią powietrze — i nie masz już głowy, nic nie jest w stanie cię zatrzymać.

Wszyscy słuchali z zainteresowaniem. Każdy z nich pamiętał, jak Zachodniak wywijał wokół siebie kijem do lacrosse, wirując przy tym jak nasiona klonu spadające na wietrze.

— Poza kimś z pistoletem — zauważył sachem plemienia Mohawk, Sadagawadeh, Zrównoważony.

— Racja. Lecz najważniejszą częścią pistoletu jest rura, wykonana z tego samego metalu co miecz.

Sadagawadeh skinął głową z autentycznym zafascynowaniem. Zachodniak ukłonił się.

Stróż Wampumu skrzyknął grupę młodzieńców z plemienia Neutralnych, którym nakazał odszukać pozostałych sachemów. Chłopcy wyszli na poszukiwania i tak długo kluczyli po całym miejscu ceremonii, aż udało im się odnaleźć wszystkich pięćdziesięciu. Kiedy wrócili, Zachodniak siedział pośród ludzi i pomiędzy palcem wskazującym i kciukiem trzymał przed sobą piłkę do lacrosse. Miał duże, ciężkie i pokryte bliznami dłonie.

— Spójrzcie, naniosę obraz świata na tę piłkę. Świat w większości pokrywa woda. Na tym światowym jeziorze znajdują się dwie duże wyspy. Największa z nich leży dokładnie po drugiej stronie. Wyspa, na której jesteśmy, też jest duża, lecz nie aż tak wielka, jest może polowy wielkości tamtej albo i jeszcze mniejsza. Nie wiadomo jednak, jak duże jest to jezioro.

Węglem drzewnym zaznaczył na piłce kontury lądów leżących na Wielkim Oceanie, po czym wręczył piłkę Stróżowi.

— To coś w rodzaju wampumu. Stróż skinął głową.

— Jak obraz.

— Zgadza się, obraz całego świata, na powierzchni piłki, ponieważ świat jest taką dużą piłką, na którą można nanieść nazwy jezior i wysp.

Stróż nie wyglądał na przekonanego, lecz co tak naprawdę go odpychało, tego lagogeh nie potrafiła stwierdzić. Zwrócił się do sachemów, aby przygotowali się na zebranie rady.

Iagogeh wstała i poszła pomagać w sprzątaniu. Zachodniak razem z nią odnosił miski na brzeg jeziora.

— Proszę, zostaw — powiedziała zawstydzonym głosem — my się tym zajmujemy.

— Nie zwykłem wysługiwać się ludźmi — powiedział Zachodniak i dalej znosił dziewczętom miski na brzeg, a w międzyczasie pytał o ich hafty. Kiedy spostrzegł, że lagogeh wyprostowała się, żeby usiąść na lekko podwyższonym brzegu, zaraz usiadł obok niej. Przyglądali się dziewczętom, kiedy Zachodniak odezwał się:

— Wiem, że według mądrości Hodenosaunee, to kobiety decydują, kto kogo poślubi.

Iagogeh zastanowiła się przez chwilę.

— Tak, można tak powiedzieć.

— Jestem już Stróżem Wrót i Jastrzębiem, resztę swoich dni spędzę tutaj z wami, mam również nadzieję kiedyś się ożenić.

— Rozumiem — spojrzała uważnie najpierw na niego, później na dziewczęta — a czy masz już kogoś na oku?

— Ależ nie! — odpowiedział. — Nie miałbym śmiałości. To przecież ty decydujesz. Zresztą, po tym jak wskazałaś mi partnera do lacrosse, przekonałem się, że robisz to najlepiej.

Uśmiechnęła się. Spojrzała na odświętne stroje dziewcząt, świadomych bądź nieświadomych obecności dorosłych.

— Ile wiosen już widziałeś?

— W tym życiu około trzydziestu pięciu.

— A co, miałeś inne życia?

— Każdy z nas miał. Nie pamiętasz swoich? Spojrzała na niego, nie do końca wiedząc, czy mówi poważnie.

— Nie — odpowiedziała.

— Wspomnienia powracają przeważnie w snach, lecz czasem również wtedy kiedy dzieje się coś, co rozpoznajemy.

— Znam to wrażenie.

— To właśnie to.

Zadrżała. Robiło się coraz chłodniej. Nastała pora, by zasiąść przy ognisku. Poprzez liściastą sieć gałęzi ponad ich głowami przebijały gwiazdy.

— Na pewno nie masz żadnego typu?

— Żadnego. Kobiety Hodenosaunee są najpotężniejszymi kobietami na świecie. Nie tylko chodzi o to, że ustanawiają dziedzictwo i tworzą linię pokrewieństw, lecz przede wszystkim ustanawiają relacje małżeńskie. W ten sposób decydują, kto powraca na świat.

— A od kiedy to dzieci podobne są do swoich rodziców? — powiedziała drwiącym tonem.

Wszyscy potomkowie, jakich doczekała się ze Stróżem, byli bardzo niepokojącymi ludźmi.

— Ten, kto przychodzi na świat, od dawna wyczekiwał tej chwili, tak jak i wielu innych, lecz to od rodziców zależy, kto pojawi się na świecie.

— Naprawdę tak uważasz? Kiedy patrzyłam na swoje dzieci, jawiły mi się często niczym zwykli nieznajomi, zaproszeni do Długiego Domu.

— Tak jak ja.

— Tak jak ty. Po tych słowach podeszli do nich sachemowie i zaprowadzili Zachodniaka na miejsce mianowania.

Lagogeh upewniła się, czy dziewczęta skończyły zmywanie, i poszła za sachemami, aby razem z nimi wyszykować nowego wodza. Czesała jego czarne, proste włosy, tak bardzo podobne do jej własnych, i pomogła mu je związać tak, jak sobie tego życzył, na czubku głowy, w kok. Przyglądała się jego radosnej twarzy, myśląc, że jest to naprawdę niezwykły człowiek.