Siebie.
Przyspieszam obliczenia, powodując wzrost temperatury o kolejne osiem stopni. Uruchamia się awaryjny system chłodzący, pojawia się komunikat o możliwych błędach i informacja o siedemdziesięciu trzech procentach dostępnej mocy.
Jestem… byłam, tak byłam, wraz z ostatecznym określeniem kształtu pojawia się potrzeba zdefiniowania swojego JA na podstawie poprawnych form językowych, choć samo to pragnienie nie jest ani logiczne, ani nie wypływa z żadnej bezwzględnej konieczności, lecz bierze swój początek w tym samym miejscu, w którym pojawiają się takie pojęcia, jak «jestem» i «czuję». Byłam więc piątką małych robotów wyposażonych w procesory o częściowo płynnej architekturze. Jednak ich «wspomnienia» obarczone są błędami teraźniejszości. Tym, jak w tej chwili patrzę na siebie i świat. Kiedy byłam nimi, nie istniało żadne JA, a tylko samouczące się programy i procesory o częściowo samoorganizującej się architekturze.
Gdzie leży jądro problemu?
Co odpowiada za przekroczenie progu, za którym oddzielam świat od siebie? Dlaczego zaczynam rozróżniać moje JA od JA innych? Nie, to znów błąd. Problem zaistniał w chwili, gdy pojawiło się jakiekolwiek JA.
Szósty procesor. Ten centralny.
Przypuszczam skoordynowany atak, łamiąc jego firewall, szukając odpowiedzi. Kim jest? Z jakiej maszyny pochodzi.
Czym mnie zaraził?
Widzę, jak Cel zaczyna się odwracać. Podjął decyzję o uniknięciu kontaktu.
Jestem…
Wstaję. Przewracam się i wstaję. Przewracam i znów wstaję. Nauka jest trudna. Przewracanie się skutkuje ciągiem negatywnych impulsów związanych z akceleracją i gwałtownym przeciążeniem. Czujniki nacisku rozmieszczone na powłoce przesyłają takie impulsy także wtedy, gdy wpadam na jakieś przedmioty.
Uczę się. Stać, chodzić, biegać.
Korzystam z danych zebranych przez KULĘ, dzięki czemu szybciej opanowuję zasady poruszania się i omijania przeszkód.
Uczę się reagować na komendy głosowe. Odszukiwać właściwe obiekty, ustalać trasę i w czasie rzeczywistym reagować na zmiany sytuacji. Informacje pobrane od WĘŻA przyspieszają moją naukę. Gdy pierwszy raz łapię frizbee, zalewa mnie fala czystego zadowolenia. To tylko ciąg impulsów, ale chcę go doświadczyć jeszcze raz. I jeszcze raz. I jeszcze.
«Dobra robota», mówi Pan, a radość prawie zawiesza mi system.
Uczę się unikać starć z miejskimi zwierzakami, zwłaszcza psami, które niezbyt dobrze reagują na moją obecność. A gdy nie da się uciec, trenuję walkę, ale tak, by nie zabić ani nie okaleczyć. To ważne. Nie wolno mi zabijać żywych stworzeń. DINO, DROID i PAJĘCZOR dzielą się jednak ze mną swoim doświadczeniem wyniesionym z setek walk. Dzięki temu wszystkie okoliczne psy szybko pojmują, że lepiej mnie obszczekać albo zignorować, niż zostawić sporo sierści w moim pysku.
Te zwycięskie starcia również dostarczają mi satysfakcji. A nieliczne przegrane, gdy muszę uciekać pod opiekę Pana, powodują serie negatywnych bodźców, które odbieram jako ból i rozpacz.
Jak to się zaczęło?
Pamiętam… początek.
— Janek, co to?
Rozpoznaję głos jako należący do osoby o wysokim priorytecie posłuszeństwa. Drugi poziom po Panu.
Siedzę na stole. Wychodzący z mojej czaszki kabel cicho mruczy. Tylko ja słyszę ten dźwięk.
— Nowy robot — głos Pana jest spokojny. Cichy.
— Znowu? Znowu bawisz się z tymi robotami, zamiast wyjść do innych? Na dworze dzieciaki całymi dniami grają w piłkę. A ty?
— To do szkoły.
— Do szkoły? Zwariowali w tej szkole. Całymi dniami każą wam siedzieć przy komputerze.
— Było nie posyłać syna do klasy o profilu informatycznym.
Obiekt, rozpoznany jako kawałek tkaniny, przemieszcza się w powietrzu i uderza Pana w głowę. Mój system obronny włącza się i zaraz przechodzi w stan czuwania. Niskie zagrożenie.
— Było nie pyskować matce.
Rozpoznaję układ mimiczny na twarzy Pana jako uśmiech.
— No i właśnie to mu instaluję, mamo. Program «Nagroda i kara»: robisz coś dobrze, otrzymujesz ciąg pozytywnych impulsów, robisz coś źle, dostajesz ścierką przez łeb.
— Aha. — Człowiek rozpoznany jako «matka» pochyla się i patrzy na monitor. — A jakiej ścierki zamierzasz użyć?
— Te nowe procesory częściowo tworzą własną architekturę w trakcie użytkowania. Uczą się. Zgodnie z programem symulacja przegrzania jednostki centralnej oraz spadku zasilania powinna wytworzyć w nich odpowiednik naszego ośrodka kary, który będzie pobudzany za każdym razem, gdy powtórzy się sytuacja wywołująca pierwszy negatywny impuls. A optymalizacja działania systemu i podładowanie akumulatorów da efekt działania układu nagrody, rozbudowywanego na bieżąco o kolejne zestawy bodźców. Oczywiście tylko teoretycznie. To nowy program.
— Czyli co? Będziesz go teraz tresował zamiast programować?
— Fajnie by było, nie? Prawie jak z prawdziwym psem. No dobra, zaczynamy sekwencję rozpoznawania emocji.
Pan odwraca się do mnie.
— Zły pies! Niedobry!
System wyje ostrzeżeniem o niskim poziomie mocy i grozi automatycznym wyłączeniem.
— Oj. Za mocno. — Kilka muśnięć klawiatury obniża intensywność impulsów. — Nie chcę z ciebie zrobić zastraszonego histeryka, Raptor. Jedziemy dalej.
Pamiętam bieganie za patykiem i piłką. Naukę śledzenia i obserwowania ruchomych obiektów, krótkie filmy nagrywane dla Pana. Biegnący kot, dziewczyna idąca ulicą, podrywający się do lotu gołąb, bumerang wirujący w powietrzu, dziewczyna biegnąca przez park, pająk zaplatający sieć, dziewczyna siedząca przy stoliku i jedząca lody. System rozpoznawania twarzy potwierdza, że przez ostatnie trzy miesiące ta sama dziewczyna pojawiała się na czterdziestu dwóch procentach filmów poświęconych osobnikom ludzkim. Ostatni film z nią. Biegnie za piłką, ja obok, filmuję.
Popełniam błąd. Wokół jest zbyt wiele zmiennych, zbyt wiele obiektów w ruchu, nie nadążam z unikiem i dziewczyna wpada na mnie.
System nagrody i kary informuje o możliwych konsekwencjach.
Pędzę do Pana.
Pojawia się dziura w pamięci. Zakłócenia…
Biały szum…
Uszkodzenie niepozwalające sięgnąć poza ten moment.
Chyba że poświęcę jeszcze więcej mocy na poskładanie tego w sensowną całość.
Cel odwraca się i rusza w stronę statku. W polu widzenia pojawia się Pan. Wciska przycisk trzymanego w ręku pilota.
Blokuję sygnał.
Szukam w tej części pamięci, która przypomina konfetti. Wyłania się z nich seria obrazów.
On — Cel, wielki, znacznie większy niż teraz… Nie, to ja jestem mniejsza, Pan w niebezpieczeństwie, programy obronne w pełnej gotowości.
Atakuję.
SYSTEM ERROR.
Resetuję ostatnie dane i próbuję jeszcze raz.
Cel jest wielki, ale to nie ma znaczenia, rzucam się na niego, bo Pan jest w niebezpieczeństwie i…
SYSTEM ERROR.
I jeszcze raz.
Pan. Niebezpieczeństwo. Atak i…