Uśmiechnęła się.
Niech będzie.
Łukasz Orbitowski
Niewidzialne
No siema. Nazywam się Janek, Jaś, Jan, ale mówią na mnie Repek i tak się nazywa mój kanał. To znaczy, chciałbym, żeby tak na mnie mówiono, tylko nikt jeszcze tak nie mówi. No, ale to się zmieni, nie? Łapki w górę, jeśli wam się spodoba.
Na początek chyba powiem dziesięć rzeczy o sobie. Więc tak. Mam dwanaście lat, to pierwsza rzecz. Jeszcze nie skończyłem, ale niedługo skończę. Lubię flopić i doszedłem do pięćdziesięciu trzech, raz mi się udało, bo tak normalnie to nabijam jakieś thirty czy coś. To dwa. Jak już przy tym, cisnę jeszcze w The Forest, Loadout i, jasna sprawa, Minecrafta. Grałbym jeszcze w GTA 5, tylko że na kompie mi nie poleci, a Stasiek non stop siedzi na peesce, czasem dwie noce bez snu, szejm, no nie? Stasiek to mój brejdak, taki prawdziwy. To więc fakt trzy i cztery. Mam brata, któremu jest Stasiek.
Mieszkam w Rykusmyku na Dolnym Śląsku. Takie sobie miasteczko, o. Nie jest tu ani dobrze, ani źle. To już piąta rzecz z tych dziesięciu, które wam obiecałem. Mieszkam na ostatnim piętrze, ale nie powiem wam dokładnie gdzie, powiem tylko, że przez okno widzę wieżę ratusza i jak koty się rzepią też. Chałupę mam mega, bo kiedyś był tu strych i mamy dużo pokoi, i okna takie wiecie, w suficie pochylone, bo sufit też się pochyla. Tylko teraz nie wiem już, ile rzeczy wam powiedziałem, czy ta wieża i koty, i pokoje liczą się osobno, czy też za jeden. Niech będzie, że osobno, czyli mamy osiem, zostały dwa. Bardzo nie lubię zupy pomidorowej, a u nas często się ją je, jeśli tato nie zapomni o obiedzie. Czuję się wtedy jak w tym kawałku takim, co śpiewa ziomuś przebrany za foczkę. Na pewno go znacie, w każdym razie zupa pomidorowa ssie.
Powiem jeszcze, na koniec, że mam tylko dwóch ziomeczków, za to najlepszych. Nazywają się Pan Smutek i Pan Śmiech.
Pokażę wam teraz moje mieszkanie. Jest mega, tylko daje terpentyną. Sami zresztą zobaczcie. To nasz korytarz i schody, drewniane, bo skrzypią. Tu przedpokój, kurtki i buty, całe mnóstwo butów, w których przecież nie chodzimy, znaczy chodzimy tylko randomowo, raz te, raz inne. Po prawej kuchnia, malutka, garnków trochę, przyprawy, pozmywać by się przydało. Jak dacie mi sto łapek, pozmywam! Zresztą w kuchni mało kto siedzi, bo i nie ma gdzie.
Teraz salon, taki trochę dziwny, kanapa inna, szafka inna, a półeczka pod telewizor jeszcze inna, za to telewizor jest mega. Z tymi meblami było tak, że jak tatuś dostał ten strych, nie bardzo chciał jechać do Ikei, zresztą nie było czym i za co, no i sam wystarał się o meble. Część już tutaj była, inne pościągał z innych strychów, pochodził po kolegach, nawnosili to ze Stasiem i tatuś obiecał, że wszystkie odnowi, tylko czasu zabrakło, jak często się zdarza mojemu tatusiowi. Są, jakie są. A ten drągal to mój brat.
Pociska na peesce, dobrze mu. Czasem, jak siedzi tu całe noce, to zastanawiam się, żyje or not. Mate, odezwij się! Gdzie tam, bazę rajduje! Pograłbym sobie, tylko mi nie da. Stasiek ma piętnaście lat, na chwilę obecną nie chodzi do żadnej szkoły i jest w porządku.
No to chodźmy do niego, do pokoju. Trochę tu mało epicko. Plakat Szybkich i wściekłych. Drzwi oblepione kartami do gry. Pamiętam, jak złościł się przy tym. Materac Stasia, jego biurko i wszędzie te puszki po tajgerkach. Daje mi je, żebym zbierał. Pewno by się wściekł, gdyby zobaczył, że tu gmeram, ale przecież ciśnie na peesce w słuchawkach. Stasio strasznie się złości, na mnie rzadziej, ale z tatą jedzie na takim erejdżu, że Dżizas Christo. Mnie nigdy przy tym nie ma, wtedy odchodzę, ale sound mnie dopada tak czy siak i sieje grozę.
Teraz mój pokój, zdziwicie się pewno, bo tam porządek. Widzicie? Wszystko równiutko, książki, gry, nawet ubrania mam poukładane. Lubię, jak rzeczy są poukładane równo, sajzem i kolorem. Jakoś wtedy lepiej się czuję. Tu, proszę, mój komp, tylko na nim nie mogę nagrywać, bo jeszcze brakuje trochę na kamerę. Kiedyś będę miał prawdziwe studio, jak Naruciak, ze statywami, cyfrówką, światłem i tymi takimi płachtami, co nie wiem, jak się nazywają, i Mr Gugu przyśle mi ciuchy, Yooczok swój plecak, dostanę wayboarda, nową klawiaturę, myszkę też nową, co ja gadam, komputer cały, a żeby to wypaliło, dajcie mi łapki, a zrobię dla was dużo programów.
A ten pan z brodą, w dresiku, golfie i z papierosem, to mój kochany tatuś. Opiekuje się nami, tak jak umie, i oczywiście też jest mega. Pamiętacie buty z przedpokoju? Tatuś maluje obrazy, najprawdziwsze, a najbardziej lubi malować buty. Ustawia je sobie i maluje. Dużo też mówi o tych butach. Uważa, że w butach odciska się dusza, tylko ja nie wierzę w takie rzeczy. Seryjnie, natrzaskał masę tych butów. Zobaczcie sami. Hej, tatusiu! Będziesz w internecie i będziesz sławny i sprzedasz wszystkie swoje buty namalowane. Łapka dla butów! Tatuś lubi malować buty, ale ludożerka nie garnie się do ich kupowania. Pewno wolą takie prawdziwe, w których można chodzić. Więc tatuś czasem maluje wazon, widok, coś ze zdjęcia albo nawet maluje drugi raz taki sam obraz, kropka w kropkę, tak dobrze malować umie. Wolałbym jednak, żeby malował tylko buty, bo jak maluje coś innego, chodzi narejdżowany i ciągle kłóci się ze Staśkiem.
Zobaczmy co tam, na tym płótnie. Staw, drzewo i słońce. Niedobrze. Muszę stąd iść. Muszę stąd iść natychmiast, bo tata będzie na mnie zły.
Musiałem się trochę przymknąć, bo Stasiek z ojcem naprawdę się pokłócili. W sumie ciągle się kłócą. Zaczęło się jak zwykle. Tato poszedł do kuchni, powiedział coś do Staśka, Stasiek go nie usłyszał, no bo słuchawki, więc tatko powtórzył swój farmazon, zdjął mu te słuchawki i się zaczęło. Właśnie tatko krzyczy na Staśka o to granie, ale przede wszystkim o szkołę. Przypomina, jak ciężko pracuje na naszą trójkę, Stasiek ma z tego pompę i tak się warcholą. Nie mogę tego słuchać. Nie mogę tego wytrzymać. Wychodzę na dach.
Patrzcie, jakie to proste. Podstawiam krzesło, uchylam okno i wydupiam gładko, tylko żeby dojść na górę, o, tędy, potrzebuję obu rąk, więc sorry, za chwilę dalszy ciąg programu.
Pierwszy raz był na hardzie, teraz lajcik kosmonaucik i proszę, siadamy sobie jak lordy na najwyższym levelu. Zobaczcie sami. Oto i nasze Rykusmyku. Ładnie tutaj, nie? Tam macie wieżę ratuszową, o której już wam mówiłem, a ta druga, nieoświetlona, jest bardzo stara, jeszcze z czasów Boga. Nikt o nią nie dba, tak samo jak o nasz zamek. Pod nami jest rynek, tam dalej Staromiejska. Za nią wysokie domy i jeszcze dalej osiedla. Widzicie tę ciemną plamę? To nasz park, normalnie, jebutny taki. Próbowałem tam chodzić, tylko horror. Za nim są domy bogatych ludzi, gdzie mieszkaliśmy, nim umarła mama.
Tu właśnie przychodzę, gdy tamci się kłócą albo dzieje się coś niedobrego, albo po prostu chcę pobyć sam. W lecie można się opalać. Popatrzcie na ten księżyc. Normalnie jak w bajce. Posłuchajcie, jak tu cicho. Kurde, ja to głupi jestem, no bo chyba nie da się słuchać ciszy. Ciszy nie słychać, a ja chciałem, żebyście jej posłuchali. Lubię tu siadać. Lubię, jak nic się nie dzieje, jest ciemno i ten księżyc. Wtedy czuję spokój. Wtedy wszystko ląduje na swoim miejscu. Dalibyście łapkę mojej ciszy?
Oto i są, jak zawsze, moje kochane ziomusie. Czasem pojawiają się w innych miejscach, nawet jak flopię na klopie, ale tutaj, jak się wygramolę, będą na bank. Pan Smutek przysiada na kominie wentylacyjnym. Pan Śmiech zwisa z anteny i zaraz, gadają jeden przez drugiego. Pan Smutek mówi, że w innych domach dzieje się inaczej i nie ma awantur, rodzina je wspólne śniadania i nikt nie nabija sobie guza o sztalugi, a Pan Śmiech rechocze po swojemu, że każda rodzinka jest inna i nie ma co się porównywać. Jego zdaniem mój tatuś jest niezwykły, brejdak też jest niezwykły, prawowity chłop. Niezwykli zawsze mają pod górę.