Выбрать главу

Oj, zlecę z tej górki prosto na nos, dudni Pan Smutek i zaczyna snuć opowieść o dzieciach, które jeżdżą na zagraniczne wakacje, Pan Śmiech ładuje się z historyjką o grubych i głupich niemieckich chłopcach, a przez ich łoskot przebija się ryk brachola. Stasiek wrzeszczy, że coś się stało, żebym zszedł na dół.

4

Nie jest dobrze, o nie. Muszę się uspokoić. Mówienie mnie uspokaja. Zawsze, kiedy milczę, jestem niespokojny. Brejdak zakazał mi kręcić, ale teraz go nie ma. Nie ma go, bo poszedł, ten mój brejdak. Poszedł po wodę życia dla tatusia, który leży tutaj i ma zabloodzoną skroń.

Nie wiem, co mam o tym sądzić. Chciałbym wiedzieć, co wy sądzicie. Patrzcie, oto i tatuś. Dużo tego bloodu, niedobrze. Blood na podłodze. Blood na ścianie. Blood na tatusiu. Blood.

Muszę mówić. Inaczej oszaleję. Jak zlazłem z dachu, Staszek zaraz rzekł, że tatko potknął się, uderzył o ścianę i ani myśli wstawać. On, Stasiek, próbował go dobudzić, a teraz musi wyjść i chce, żebym został z ojcem. Tak właśnie powiedział, palił, a ja próbowałem jakoś ogarnąć ten szajs.

W końcu Stasiek wypucował się, że było ciut inaczej, szarpali się, bo tato kłócił się o to granie, o zwykłe rzeczy przecież i nawet o napoje energetyczne. Stało się, co się stało, i teraz trzeba działać. Stasiek przecież nie chciał zrobić mu krzywdy.

Zaraz powiedziałem, że musimy zadzwonić po pogotowie, a Stasiek zapytał, czy jestem powalony, a może nie kocham tatusia? Na pogotowiu mordują ludzi. Powinienem pamiętać. Mamę też zabrało pogotowie i już nie wróciła. Pogotowie naszą mamę zamordowało, wycisnęli z niej życie dla czystej zabawy. Musimy zrobić coś innego, gadał ten mój brejdak, palił i łaził od ściany do ściany. Słyszałem, jak wali pięścią w te ściany. Wrócił i powiedział dziwną rzecz. Najpierw jednak zapytał, czy znam ten dom, co stoi za parkiem, dom Witkowskich, taki duży.

No pewnie, że znam. Nie ma u nas takiego, co by nie słyszał o Witkowskich, wodzie «Vita Wita» i chałupie, którą sobie za tę wodę postawili. Opowiem o tym, to może się uspokoję. Tatuś ciągle leży i ma zamknięte oczy. Jakby zmalał. Jakby sweter był na niego za duży. Więc, Witkowskich było dwóch, ojciec i syn. Starszy zaczął sprzedawać wodę butelkowaną, taką lepszą, że u nas w sklepach prawie jej nie ma. Zwykła mineralna chodzi w Rykusmyku po dwa zeta, za «Vita Witę» trzeba dać i szóstkę, no ale ktoś tę wodę kupuje, bo stary Witkowski trzasnął sobie za nią taką hawirę, że klękajcie narody.

Tato, czy słyszysz, co mówię? Może powinienem go przenieść, jak myślicie? Gdyby Stasiek tu był, pewno byśmy tak zrobili, tylko że Staśka nie ma, a stary Witkowski zachorował, jak tylko wprowadził się do nowego domu. Żył jeszcze trochę, bo zamiast dzwonić na pogotowie, leczył się u Niemca i Szwajcara. Umarł dopiero w zeszłym roku i teraz w domu mieszka jego syn. Podobno. Nigdzie nie bywa. Nigdzie się go nie widuje. Zna ponoć osobiście nawet samego Twardowskiego, tego cwaniutkiego lorda, co to co chwilę z telewizora ryja do nas szczerzy z reklam czy innych «Wiadomości». Tylko czarny merc driftuje po Rykusmyku. Dokąd on tak tym mercem śmiga, tego nie wiem, wiem tylko, że Stasiek właśnie pocisnął do tego domu, po wodę życia, czy coś tam, co tak nazywał.

W sumie nie bardzo chciał o tym gadać, powtórzył tylko to o pogotowiu i rzucił, że młody Witkowski ma u siebie wszystkie możliwe lekarstwa, co mu zostały po ojcu. Ja na to: toż nie pomogły temu Witkowskiemu! Jobs też umarł, choć bogaty. My biedni. A brejdak, że jestem głupi, bo stary Witkowski miał raka i czyraka, a tatuś tylko uderzył się w głowę. Tam są cudowne leki, tak powiedział. Z całego świata. Więc Stasiek tam pójdzie, zrajduje domek i wyciśnie z młodego Witkowskiego, gdzie ma te całe cudeńka.

Taki jest plan, rzekł i wybiegł. Zostałem tutaj, na wypadek gdyby tato się obudził.

5

Pan Smutek jest dziś wyjątkowo smutny, a Pan Śmiech ma rumieniec z dupy. Siedzi na parapecie odwrócony do ojca plecami i gada żarty o wywracaniu się. Tatko gruchnął, dupnął, no i leży, żałuj Jasiu, żeś na to nie zalukał, bo było fanu więcej niż na feriach z youtuberami, któreś przegapił, bo przypętał się rachunek za prąd. Zawsze przegapiam takie rzeczy, dodaje Pan Smutek, szykując się do dłuższej wypowiedzi, czy to wywracającego się ojca, czy tych youtuberów.

Przyklękam nad tatusiem. Śpi okrutnie głęboko, nos wąski mu się zrobił, no co jest, ruchy, ruchy? Myślę sobie, że gdybym coś zrobił, na przykład go obudził, brejdak by się okropnie ucieszył. Posłałbym mu esa, że tato już zdrów, a Staś nie musiałby iść przez park, do domu Witkowskich, po tę całą wodę.

Potrząsam ojcem, za to Pan Smutek zamęcza dziwnymi pytaniami. Chce wiedzieć, kiedy ostatnio mój brat spał. Faktycznie, trudno stwierdzić. Kiedy przyjechał ten kurier? Ze trzy dni temu. Brejdak odebrał, rozpakował u siebie, a potem już tylko pił colę i siedział przed peeską, a oczy miał szerokie, jakby normalnie był mumią.

Pan Smutek milknie i pociąga czerwonym nosem, za to jego mate uświadamia mi korzyści, jakie mógłbym wyciągnąć z nieobecności mego brejdaka, bloodu na tacie i całej tej sytuacji. Mogę przecież pocisnąć w spokoju na peesce, nawet w to GTA, tylko na swoim koncie, bo inaczej Staś miałby foch dożywotni. Albo w Mortala. Choć w Mortala najlepiej we dwóch. Ile razy tak było, że prosiłem brata, byśmy pocisnęli razem w tego Mortala. Odpowiadał rzeczy, których nie powtórzę.

Obudź ojca i zagrajcie razem, dudni Pan Smutek.

Proponują mi czelendż, jeden z drugim, cwane ziomusie. Jak obudzę ojca, to sobie pogram. A jak nie obudzę, pójdę za bratem. Zaraz, kto to wymyślił? Przecież Stasiek ogarnia wodę życia, przypętam się, to oberwę w łeb. Pan Smutek poświęca mi poważne spojrzenie, przypomina: kiedy Stasiek ostatnio kimał? Jest bardzo zmęczony, a w jego żyłach mknie czyste zło. Zaśnie w lesie. Spadnie, przechodząc przez mur. Rozszarpią go monstery Witkowskiego. Nie widziałeś, jaki był zdenerwowany? Pan Śmiech doradza chwycenie za pada. Zgadzają się wreszcie, co rzadko się zdarza. Wrzeszczą, «czelendż, czelendż», jeden w jedno, a drugi w drugie ucho.

Tych challenges miałem furę, zwłaszcza przez brata, jak przegrałem z nim w Big Heads Hug The Table, albo i nawet Mortala. Wypiłem posolone kakao, zjadłem w trzy minuty dużą paczkę żelków lukrecjowych, wylałem na siebie wodę po myciu podłogi, skoczyłem na głowę w żywopłot i przeszedłem przez bajoro w parku, to z kaczkami i łabędziami, wczesną wiosną, w dresiwie, a pod trampkami trzeszczało mi szkło. Dałem radę i była super zabawa. Teraz jest inaczej. Słone kakao pijesz jak każde, tylko szybko i zatykasz nos. Wiesz, jak to zrobić, a teraz nie mam pojęcia, jak mam obudzić tatusia, zwłaszcza że Pan Smutek z Panem Śmiechem furgają po pokoju, robiąc mess i noise.

Stawiam smartfona między pudełkiem od GTA a peeską. Wstawaj! Wstawaj! Tatuś nie robi sobie nic z mojego krzyku. Blood zakrzepł przy skroni. Potrząsam nim. Taki lekki. Wstańże! Ruchy, ruchy! Trochę spina mnie chwyta. Do kuchni. Sypię mu sól na wąsy. To chyba tak nie działa, o inną sól chodzi, to spróbujemy z wodą. Taką zwykłą, nie tą, po którą poszedł mój brat.

Pełna brudna szklanka, chlust. Nawet nie drgnął. Zobaczcie mnie, jak klękam, jak biję tatę w klatę, ale nic z tego, może tylko łapka jakaś wpadnie dodatkowa. Tymczasem Pan Smutek i Pan Śmiech zasiadają tacie na wąskich ramionach i mówią, że wciąż mamy problem, ale przynajmniej już wiem, co powinienem zrobić.