Przystanął w pół kroku, bo poczuł woń swego potu i przyspieszone szybkim krokiem tętno. Pot jest wstrętny. Prymitywna wydzielina gruczołów łojowych. Pamiątka po zwierzęcej przeszłości człowieka. Po tym wszystkim, o czym akurat on szczególnie chciał zapomnieć.
Gwałtownie uniósł głowę, bo znów nawiedziła go ta myśl, ostra niczym szpada, pociągająca jak to, czego nikt się nie spodziewa.
— Gdybym sam siebie zabił z miłości do siebie? — wyszeptał cicho. — Pan życia i śmierci panujący nad sobą w sposób doskonale piękny? Któż inny potrafiłby końcowi nadać sens absolutny, jeśli nie ja sam, ja, który znam początek i koniec? Wymyśliłbym tę śmierć od pierwszej do ostatniej chwili, idealną.
Nieoczekiwanie roześmiał się na dźwięk swych słów. Odpowiedział sam sobie, tonem całkowicie trzeźwym:
— Narzędzie zawsze nosisz pod ręką. Nie spiesz się. Piękniejsze od doznania śmierci jest dawanie śmierci piękna.
Zacisnął palce na twardym kształcie w kieszeni spodni. Wypuścił powietrze. Otaczał go mrok. Ciemność absolutna.
Służący Yao pomagał krawcowi w przymiarce nowego kontusza pana Li. Gniewnie patrzył na pięćdziesiąt dwa guziczki ze złota. Ale przyznać musiał, iż jego pan, w reprezentacyjnym stroju polskim, wygląda doskonale.
— Figura stworzona do kontusza. — Krawiec pokręcił głową i przyklęknął przed panem Li. — To rozcięcie z tyłu ułatwiało kiedyś wsiadanie na konia, materiał pięknie rozkładał się po obu bokach — szepnął, ustalając szpilkami długość szaty. — A dzisiaj sprawdza się przy wsiadaniu do sportowych aut i na motocykle. Ot, dojrzała siła tradycji!
— Yao, czas wiadomości — przypomniał grzecznie pan Li, przeglądając się w lustrze.
Głos spikerki: Episkopat Polski ogłosił, iż planowane od dawna nawiedzenie Królestwa Polskiego przez Archanioła Michała nastąpi jeszcze w tym roku. «Nagle dał się słyszeć szum z nieba» — to zaczerpnięty z Dziejów Apostolskich roboczy tytuł wizyty. Czyżby przyspieszone odwiedziny słynnego smokobójcy, wodza niebieskich zastępów, miały coś wspólnego z wydarzeniami w Krakowie? Reporterzy Królewskiej Agencji Informacyjnej będą państwa informować o szczegółach. Nasze kamery nie opuszczą ani jednego kroku niezwykłego gościa.
— A co z delią dla jaśnie pana? Amarant, karmazyn czy granat? — Krawiec pomagał Yao zdjąć sfastrygowany dołem kontusz z ramion pana Li. — Wiedząc o pana planach — ukłonił się nieśmiało — o pana wielkich… wielkich… planach… — głos krawca nagle zaczął się łamać, mężczyzna nerwowo przełknął ślinę i spojrzał na pana Li niemal z czcią — … pozwoliłem sobie już, na pana rozmiar, doskonały rozmiar, przygotować podszycie z popielic.
Głos spikera: Z ostatniej chwili! Dzisiejszej nocy Sejm Wielki uchwalił ustawę, zwaną dawniej «prawem bestii». Od dzisiaj w Królestwie Polskim najgroźniejsi przestępcy będą karani dokładnie w ten sam sposób, w jaki dokonywali zbrodni. Królowa Anna Jagiellonka XIII, komentując podjęcie uchwały, powiedziała…
Słysząc imię królowej, Pan Li odwrócił się szybko i spojrzał w ekran.
Obraz: Królowa ubrana w suknię do konnej jazdy, przed budynkiem Sejmu Wielkiego, lekko zbiega po czerwonym dywanie. Bracia Zborowscy w mundurach paziów pomagają jej wsiąść do czarnej limuzyny. Automatycznie odsuwa się szyba samochodowego okna. Królowa mówi poważnie w stronę reporterów «Oko za oko». Szyba zasuwa się. Tłum zgromadzony wokół limuzyny skanduje. Rzuca kwiaty pod koła królewskiego samochodu.
— Granat — odpowiada pan Li, patrząc znów uważnie na swe odbicie w lustrze. — I z tradycyjnym rozcięciem na szablę.
Odwraca się do krawca.
— Czy zdąży pan uszyć mi czapkę aksamitną z czaplim piórem?
Krawiec przestępuje z nogi na nogę.
— Zdążę, proszę jaśnie pana — odpowiada z namysłem.
— Na pewno? Spójrz mi w oczy…
W szatni paziów panował zgiełk. Ekran ponad rzędami szafek pulsował zielonym, ostrym światłem teledysku. Tomek Nałęcz, w samych spodenkach, wymachując ręcznikiem, wyginał się na wszystkie strony zaskakująco zręcznie jak na jego tuszę. Chłopaki śpiewały, on ryczał najgłośniej:
– Ładne oczy! Masz! Ko-mu je dasz!
Bracia Zborowscy, gibcy jak węże, tańczyli, ruszając biodrami, jakby byli swym lustrzanym odbiciem. Tańczyli i śpiewali wszyscy, prócz Andrzeja Górki, wciśniętego w kąt szatni. Górka grał w strzelankę.
— Zróbcie orła! — wydarł się nagle Nałęcz, wyrzucając pod sufit ręcznik. I po chwili już cała szatnia skandowała:
— Zrób-cie or-ła! Zrób-cie or-ła!
Bracia Zborowscy nie dali się dłużej prosić. Stanęli jeden za drugim na szeroko rozstawionych nogach i rozłożyli ramiona. Bliźnięta idealne. Jeden w drugiego równi, jakby wyskoczyli z drukarki 3D, nie różniło ich ani pół centymetra. Wydawali się jednym Zborowskim, nie dwoma.
Odwrócili głowy w prawo, unosząc je jednocześnie w górę tak, że ich nosy zdawały się zakrzywionymi ptasimi dziobami. I zaczęli poruszać ramionami, Paweł pierwszy, Piotr o jedną sekwencję później. Mogliby być hinduskimi tancerzami bogini Kali, ale byli braćmi Zborowskimi, wcieleniem poruszającego skrzydłami jagiellońskiego orła.
Gwizdek trenera zakończył zabawę w jednej chwili. Boruta, pan i władca sali gimnastycznej, jednym pstryknięciem zmienił kanał, muzyka zamilkła, usłyszeli sygnał Królewskiej Agencji Informacyjnej.
— No, panowie! Za chwilę dowiemy się, kto będzie mężem królowej. Górka, posuń się. — Trener usiadł obok Andrzeja. — To wasza wielka chwila, co? Paziowie na coś takiego czekają latami! Śluby i pogrzeby, to najlepsze ceremonie królewskie! Galowe mundury od rana do nocy, ha!
— Psze pana, ale mąż królowej nie musi być królem, co?
— Nie musi. — Boruta wyjął z kieszeni pomięty batonik proteinowy, przegryzł i dokończył z pełnymi ustami — może dostać tytuł, bo ja wiem? Na przykład księcia warszawskiego. Jak obstawiacie? Ja myślę, że Jagiellonka weźmie Habsburga. Kto ma izotonik?
Andrzej Górka wyjął spod ławki butelkę niebieskiego płynu i podał trenerowi.
— Nie chciałbym Habsburga na polskim tronie — spokojnie powiedział Paweł.
— Uważaj, Zborowski — zarechotał trener — bo ktoś kiedyś o tobie powie, że jesteś polskim faszystą, a wiesz, co za to grozi! No dobra, zamknąć pyski, zaczyna się. Gruby, wyskakuj z batonika, moje się skończyły.
Obraz: Biało-czerwona Sala Rady Zamku Królewskiego w Warszawie. Na ścianach arrasy. Trzej mężczyźni w czarnych togach.
Głos spikera: Rozpoczyna się konferencja prasowa królewskiej Rady ds. Dynastii, poprowadzi ją marszałek dworu, książę Branicki.
Branicki: Rada, po przeanalizowaniu ofert małżeńskich złożonych nam przez najlepsze europejskie i azjatyckie dwory oraz po zapoznaniu się z rekomendacją królowej, postanowiła przychylić się do propozycji Anny Jagiellonki. Tym samym odrzucamy ofertę Burbonów…