Выбрать главу

— Rozmawia ze mną, jakbym był… idiotą albo małym dzieckiem — przerwał mu Mannen. — Albo kimś konającym. Ty przynajmniej nie zabijasz mnie… współczuciem. Przychodzisz, aby zdobyć… informacje o Seldalu… a w zamian zaspokoić moją ciekawość. Nie, nie boję się śmierci… boję się ciągłego rozmyślania o niej.

— Czy pan cierpi, doktorze?

— Dobrze wiesz, że nie, u licha — warknął słabym głosem Mannen. — Kiedyś mogło się to zdarzać, gdy prymitywne środki przeciwbólowe osłabiały organizm… i w rezultacie zabijały pacjenta. Lekarz miał może potem wyrzuty sumienia… ale z drugiej strony wiedział, że oszczędził komuś długiego umierania. Teraz jednak nauczyliśmy się, jak uśmierzać ból bez szkodliwych skutków ubocznych… I nic już nie da się zrobić, pozostaje tylko czekać… który kawałek mojej osoby pierwszy przestanie funkcjonować. Nie powinienem w ogóle pozwalać Seldalowi, aby ciął mi jelita… ale tamta dolegliwość była bardzo dokuczliwa.

— Współczuję — powiedział Lioren. — Ja też pragnę śmierci. Pan może jednak z dumą patrzeć w swoją przeszłość i wie pan, że koniec nadejdzie już niedługo. Ja tkwię w osamotnieniu i poczuciu winy i będę musiał to znosić, aż…

— Naprawdę wiesz, co to współczucie? — przerwał mu Mannen. — Robisz na mnie wrażenie kogoś bardzo dumnego i pozbawionego uczuć… dobrze jednak sprawdzałeś się jako maszyna do leczenia. Dopiero Cromsag pokazał, że ta maszyna nie funkcjonuje bez zarzutu. Chcesz ją więc teraz zniszczyć… podczas gdy O’Mara próbuje ją naprawić. Nie wiem, który z was zwycięży.

— Nigdy nie chciałem zniszczyć siebie dla uniknięcia kary — powiedział Lioren.

— Przeciętnemu lekarzowi nie mówiłbym podobnie przykrych rzeczy… Wiem, uważasz, że na nie zasłużyłeś… a nawet gorzej… nie oczekujesz ode mnie przeprosin… Ale przepraszam… bo cierpię tak bardzo, że nawet nie sądziłem, że takie cierpienie jest możliwe… bo wyładowuję się na tobie… chociaż ignoruję przyjaciół… nie chcę, aby przekonali się, że jestem już tylko… starym zgorzkniałym człowiekiem.

Lioren nie wiedział, co powiedzieć.

— Byłem przykry dla kogoś, kto mnie nie skrzywdził — podjął Mannen. — Aby ci to wynagrodzić, mogę jedynie spróbować pomóc… informacjami o Seldalu. Gdy odwiedzi mnie jutro, podpytam go o pewne sprawy osobiste. Nie wspomnę o tobie… nie będzie niczego podejrzewał.

— Dziękuję — powiedział Lioren. — Nie wiem jednak, jak może go pan wypytywać…

— To proste — stwierdził silniejszym głosem Mannen. — Seldal jest starszym lekarzem, a ja byłem jeszcze do niedawna Diagnostykiem, Będzie zaszczycony, że o coś go pytam, i to z trzech powodów. Z szacunku dla mojego byłego statusu, bo chętnie ulży doli terminalnego pacjenta, który być może po raz ostatni chce uciąć sobie luźną pogawędkę, a przede wszystkim dlatego, że przestałem rozmawiać z nim trzy dni przed operacją. Jeśli nie uda mi się niczego dowiedzieć, będzie to znaczyło, że nie ma czego się dowiadywać.

Lioren był zdumiony. Ta nieuleczalnie chora istota zamierzała mu pomóc, być może podejmując w ten sposób ostatni większy wysiłek w życiu, tylko dlatego, że wcześniej była dla niego nieuprzejma. Lioren zawsze uważał, że emocjonalne zaangażowanie w kwestie zawodowe to błąd. Jego zdaniem interesom pacjenta najlepiej służyło podejście bezososobowe, czysto kliniczne. Mannen zaś nie był nawet jego pacjentem. Wydawało mu się jednak, że od teraz sprawa starszego lekarza Seldala dotyczy już nie tylko jego.

— Raz jeszcze dziękuję — powiedział. — Chciałem spytać o charakter cierpienia, o którym wspomniał pan, że przewyższa wszystko, czego pan dotąd doświadczył. Bierze pan przecież środki przeciwbólowe. A może chodzi o niemedyczny problem?

Mannen spojrzał na niego przeciągle. Lioren żałował, że nie potrafi odczytać wyrazu malującego się na pomarszczonej twarzy. Spróbował więc jeszcze raz.

— Jeśli to niemedyczny problem, może powinienem wezwać O’Marę?

— Nie! — powiedział Mannen cicho, ale stanowczo. — Nie chcę z nim rozmawiać. Był tu już wiele razy, ale zawsze udawałem, że śpię, i w końcu przestał przychodzić. Podobnie jak moi przyjaciele.

Stawało się jasne, że Mannen bardzo pragnął kontaktu, ale świadomie jeszcze się na to nie zdecydował. W tym przypadku milczenie mogło być najlepszym sposobem zadawania pytań.

— Ty zbyt wiele chcesz zapomnieć — powiedział w końcu głośno Mannen, gdy zebrał siły. — Ja nazbyt wiele zapominam.

— Nadal nie rozumiem.

— Czy muszę tłumaczyć ci wszystko jak stażyście pierwszego roku? Przez większą część zawodowego życia byłem Diagnostykiem. Przywykłem do przechowywania w pamięci nawet dziesięciu zapisów. Dostosowałem do tego wszystko, co mogłem. Zmagałem się z tymi osobowościami. To zwykle jest prawdziwe pole bitwy, aż w końcu…

— To jasne. Sam miałem raz aż trzy zapisy.

— …aż w końcu gospodarz zaprowadza porządek. Zaczyna rozumieć tych obcych i czyni ich swoimi przyjaciółmi bez oddawania części siebie. W końcu wszyscy zaczynają żyć w zgodzie. To jedyny sposób na uniknięcie traumy, która spowodowałaby skreślenie z listy Diagnostyków.

Mannen zamknął na chwilę oczy.

— Jednak teraz jest tam pusto. Brak tych wojowników, którzy ostatecznie zostali przyjaciółmi. Zostałem sam, tylko z własnymi wspomnieniami, a wśród nich i wspomnieniem o tym, kim byłem i co mi zabrano. Powiedzieli mi, że tak trzeba, bo pod koniec każdy powinien być tylko sobą. Ale czuję się samotny w tym trwającym całą wieczność oczekiwaniu na koniec.

Lioren odczekał trochę, aby upewnić się, że Mannen na pewno skończył.

— O ile wiem, nieuleczalnie chorzy Ziemianie rzeczywiście znajdują oparcie w towarzystwie przyjaciół. Pan z jakiegoś powodu nie chce ich widzieć. Skoro jednak odpowiadałaby panu bliskość przyjaciół z hipnozapisów, należałoby przyjąć je z powrotem. Mogę zaproponować to rozwiązanie naczelnemu psychologowi…

— Przestań mieszać do tego O’Marę — przerwał mu Mannen. — Zapomniałeś, że masz zajmować się Seldalem, a nie mną? I ani słowa o zapisach. Gdyby O’Mara dowiedział się kiedyś, co kombinujesz, miałbyś poważne kłopoty.

— Nie potrafię wyobrazić sobie większych kłopotów niż te obecne — stwierdził z powagą Lioren.

— Przepraszam — mruknął Mannen, unosząc dłoń. — Zapomniałem na chwilę o Cromsagu. Rzeczywiście, nawet cięty język O’Mary to niewiele w porównaniu z karą, na jaką sam się skazałeś.

Lioren nie przyjął tych przeprosin, uważał, że i tak nie zasłużył na nie.

— Ma pan rację. Ponowne przyjęcie hipnozapisów nie byłoby dobrym pomysłem. Niewiele wiem o ludzkiej psychologii, ale chyba lepiej być w takiej chwili sobą, a nie kimś pogrążonym w iluzjach o przyjaciołach wykreowanych po to, aby łatwiej znieść obecność cudzych myśli. Tamte istoty nigdy naprawdę pana nie poznały, nie wiedziały nawet o pana istnieniu w chwili oddawania zapisów. Podczas tego oczekiwania chyba lepiej skupić się na sobie, własnych myślach i osiągnięciach. Gdyby nie bronił pan prawdziwym przyjaciołom dostępu, na pewno pomogliby panu wypełnić te chwile…

— Nie spotkałem jeszcze inteligentnej istoty, która nie pragnęłaby długiego życia i szybkiej, bezbolesnej śmierci. Ale takie pragnienia rzadko się spełniają, prawda? Moje cierpienie nie może równać się z twoim, ale muszę trwać w tym pozbawionym zdolności odczuwania ciele, którego umysł wydaje mi się obcy i przerażający, ponieważ jest teraz tylko mój. Nie potrafię wypełnić tej pustki.