Hudlarianin usunął się na bok, jakby wcale go tu nie było. Nie chciał narobić sobie kłopotów jako świadek dyskusji, w której jego szef nie był górą.
— Czy mogę przyjąć, że nadal wolno mi odwiedzać pacjenta? — spytał cicho Lioren. — Możliwe, że zdołam uzyskać też materiał o nieosobistym charakterze, który będzie panu pomocny. Jednak obecnie ważniejsze jest, aby nie poczuł się urażony, ponieważ przywiązuje wielką wagę do tego, co komu przekazuje, i traktuje to właściwie jak swoją własność.
Seldal znowu zjeżył pióra.
— Ma pan moją zgodę. Mam nadzieję, że teraz mogę porozmawiać z pacjentem?
— Jeśli nakaże pan, aby rejestratory dźwięków nadal były wyłączone, to tak.
Gdy Seldal wyszedł, Hudlarianin wrócił na miejsce przed monitorami.
— Z całym szacunkiem, Lioren — powiedział cicho. — Nasze narządy słuchu są bardzo wrażliwe i nie da się ich wyłączyć inaczej, jak tylko obkładając czymś tłumiącym dźwięki. Tutaj brak podobnych przedmiotów.
— Wszystko słyszałeś? — spytał Lioren, nagle zły, że zaufanie pacjenta zostało jednak nadużyte i że Seldal, który nie powinien dowiedzieć się o niczym z tej rozmowy, pozna niebawem jej treść ze szpitalnych plotek. — Także o tej zbrodni, którą podobno popełnił przed przybyciem tutaj?
— Polecono mi nie słuchać, więc nie słuchałem i nie mogę rozmawiać o tym, czego nie słyszałem, z nikim poza osobą, która zabroniła mi słuchać.
— Dziękuję — powiedział Lioren z ulgą. Spojrzał na plakietkę stażysty, ale były na niej tylko symbole oznaczające oddział i rangę, jako że Hudlarianie używali imion wyłącznie miedzy sobą, a i to raczej tylko w rodzinie. Lioren zapamiętał jednak, co trzeba, aby rozpoznać tę istotę w przyszłości. — Czy chcesz porozmawiać o tym teraz?
— Na razie wolałbym się ograniczyć do pewnej obserwacji. Mam wrażenie, że zdobyłeś zaufanie pacjenta tak niezwykle szybko, mówiąc wiele o sobie i zapraszając go do specyficznej rozmowy.
— Tak?
— Na moim świecie, i zapewne też często u ciebie, nie zadziałałoby to, ponieważ uważamy, że nasze życie zaczyna się narodzinami i kończy śmiercią, i nie roztrząsamy nigdy takich kwestii jak te, które zdają się nie dawać spokoju pacjentowi. Jednak w przypadku Groalterrich i wielu innych społeczeństw Federacji jest to dość grząski grunt…
— Wiem. Wiem też, że nie jest to już wyłącznie medyczny problem. Mam nadzieję, że znajdę jakąś podpowiedz w naszym komputerze bibliotecznym. Dobrze, że wiem chociaż, jakie pytanie zadać na początek: jaka jest różnica między zbrodnią a grzechem?
Wróciwszy do biura, Lioren usłyszał, że O’Mara jest u siebie i zabronił mu przeszkadzać. Braithwaite i Cha mieli właśnie wyjść, jednak Sommaradvanka została na chwilę, wyraźnie chcąc wypytać Liorena. Ten ignorował jej milczącą ciekawość, nie wiedząc, ile — jeśli w ogóle cokolwiek — może jej powiedzieć.
— Widzę, że jesteś bardzo wzburzony — powiedziała Cha, wskazując nagle na ekran jego monitora. — Czyżby było aż tak źle, że musisz szukać pociechy w… Lioren, to u ciebie naprawdę niepokojący objaw. Dlaczego sięgasz do materiałów na temat religii społeczeństw Federacji?
Lioren musiał przez chwilę zastanowić się nad odpowiedzią, bo nagle dotarło do niego, że od czasu, gdy zajął się Seldalem, o wiele więcej myślał o problemach Mannena i wielkiego obcego niż o własnych. Było to dla niego zaskakujące odkrycie.
— Dziękuję za zainteresowanie — odparł z namysłem. — Nie, nie jest gorzej. Jak wiesz, zgłębiam sprawę Seldala i rozmawiam w tym celu z jego pacjentami. Trafiłem na dość złożony dylemat etyczny, ale na razie nie wiem, ile mogę ci o nim opowiedzieć. W każdym razie religia odgrywa tu pewną rolę i jako kompletny ignorant na tym polu pragnę się dokształcić, na wypadek gdyby ten temat znowu się pojawił.
— Ale kto może chcieć dyskutować o religii? — zdziwiła się Cha. — Przecież to temat, który każdy woli raczej omijać — Łatwo przy tej okazji o kłótnie, w których nigdy nie ma zwycięzców. Czy to Mannen? Jeśli potrzebuje pomocy tego rodzaju, chyba będzie lepiej poszukać kogoś z jego własnej rasy. Ale już rozumiem.
Wprowadzanie kogoś w błąd milczeniem, które prowadzi do błędnych wniosków, to też kłamstwo, pomyślał Lioren.
Cha uczyniła gest, który oznaczał, że słowa te mają szczególną wagę (Lioren go nie rozpoznał).
— Napomknę jednak, że zapominasz ostatnio o śnie i jedzeniu. Możesz jednak zamówić przekąskę z domowego dyspensera albo stąd. Nie pomogę ci w sprawie ludzkich religii, ale chodźmy do jadalni. Opowiem ci o religiach na Sommaradvie — mamy ich pięć. Wiem o nich sporo, chociaż nigdy nie byłam specjalnie zaangażowana.
Po posiłku kontynuowali rozmowę w jego pokoju. Cha nie naciskała więcej, ale i następna wizyta u Mannena nie była dla niego łatwa.
— Do diabła, Lioren — rzucił były Diagnostyk, który zdawał się nie mieć już żadnych kłopotów z oddychaniem. — Seldal wspomniał mi, że rozmawiałeś z Groalterrim, który cię zaakceptował, choć nie chce gadać z nikim innym w Szpitalu, a ty nie chcesz uronić ani słowa na ten temat. Teraz zaś jeszcze oczekujesz, że usprawiedliwię twoje milczenie, chociaż nie mówisz mi, dlaczego tak postępujesz. Co, u diabła, się dzieje, Lioren? Gadaj, bo umrę z ciekawości.
— Od ciekawości się nie umiera — powiedział Lioren, patrząc na zgrzybiałego starca o młodych oczach. — Wręcz odwrotnie.
Pacjent jęknął głośno.
— Jeżeli dobrze rozumiem, twój problem związany jest z tym, co usłyszałeś podczas drugiej, znacznie dłuższej rozmowy z wielkim obcym. Zapewne chodziło o informacje na tematy osobiste i inne jeszcze kwestie ogólne, dotyczące Federacji i świata pacjenta, jego kultury i zwyczajów. Wiele z nich może mieć znaczenie dla obrazu klinicznego. Na pewno byłyby cenne i dla Seldala, i dla specjalistów kontaktowych Korpusu… Ty jednak czujesz się zobowiązany do zachowania tajemnicy. Ale na pewno wiesz, że ani ty, ani pacjent nie macie prawa ukrywać takich informacji.
Lioren zerknął jednym okiem na czujniki w poszukiwaniu sygnałów wyczerpania wywołanego tak długą przemową pacjenta. Nie dostrzegł żadnych.
— Sprawy osobiste to jedno — podjął Mannen. — Moja wcześniejsza prośba o pomoc w skróceniu mojego czasu oczekiwania nie rozniosła się po Szpitalu, bo było to coś prywatnego, a poza tym bez znaczenia. Ale w przypadku danych klinicznych sam wiesz, że powinny one być dostępne dla wszystkich, tak samo jak zasady działania naszych skanerów czy generatorów nadprzestrzennych. Owszem, kiedyś uznawano to ostatnie za ściśle tajne, ale w końcu stwierdzono, że takie rzeczy to domena wiedzy publicznej. Jednak w tamtych przypadkach chodzi o wiedze i naukę. Równie dobrze można by utajnić prawo ciążenia. Próbowałeś wyjaśnić to swojemu pacjentowi?
— Owszem. Ale gdy zaproponowałem upublicznienie niektórych fragmentów rozmowy, przekonując, że chodzi o kwestie bardzo ogólne dotyczące ich kultury, i dodając, że przecież trudno pytać z osobna każdego Groalterriego o zgodę, odpowiedział, że się zastanowi. Jestem pewien, że chce nam pomóc, może jednak mieć powody, aby się wahać. Powody natury religijnej. Nie chciałbym, aby przez mój brak cierpliwości znowu zamknął się w sobie. Jeśli wpadnie we wściekłość, może nawet przebić ścianę, otwierając oddział na próżnię.
— A tak. Dzieci, nieważne jak wielkie, bywają czasem nieobliczalne. Skoro zaś mowa o religii, jest wielu Ziemian, którzy wierzą, że…
Urwał, gdyż w małej izolatce nagle zaroiło się od gości. Najpierw w drzwiach pojawił się O’Mara, za nim Seldal, na końcu zaś Prilicla, który wleciał na swoich przezroczystych skrzydłach i przysiadł na suficie, gdzie nie groziło mu żadne przypadkowe potrącenie przez kolegów. O’Mara skinął głową Liorenowi na powitanie i pochylił się nad pacjentem.