Выбрать главу

— Słyszałem, że znowu rozmawiasz z ludźmi — powiedział bardzo łagodnym głosem. Lioren nie słyszał u niego jeszcze takiego tonu. — I że chciałeś mnie widzieć, aby o coś poprosić. Jak się czujesz, stary przyjacielu?

Mannen pokazał zęby w uśmiechu i skinął na Seldala.

— Dobrze. Ale dlaczego nie spytasz doktora?

— Objawy w pewnym stopniu się cofnęły — powiedział Seldal. — Jednak ogólny obraz kliniczny jest nadal bez zmian. Pacjent mówi, że czuje się lepiej, ale musi to być rodzaj autosugestii. Tak czy owak, może odejść w każdej chwili.

Wzmianka, że Mannen zamierza poprosić o coś psychologa, zaniepokoiła Liorena. Obawiał się, że może chodzić o to samo, o co wcześniej prosił jego, tyle że teraz odbyłoby się to publicznie. Zrobiło mu się przykro z tego powodu, jednak Prilicla zdawał się nie wyczuwać zapowiedzi niczego podobnego.

— Emocje przyjaciela Mannena nie sugerują, aby musiał być obiektem zainteresowania psychologa — zaćwierkał empata. — Przyjacielowi O’Marze nie trzeba przypominać, że każdy składa się z ciała i ducha i czasem silnie zmotywowany umysł może wywierać wpływ na fizyczną kondycję ciała. Mimo nieciekawego obrazu klinicznego przyjaciel Mannen czuje się naprawdę dobrze.

— A czy twierdziłem coś przeciwnego? — spytał Mannen i ponownie się uśmiechnął. — Wiem, że dziwnie to wygląda, gdy Seldal przekonuje, że jestem umierający, Prilicla twierdzi, że dobrze ze mną, a ty masz wybierać. Jednak od paru dni strasznie się tu nudzę i chcę wyjść. Oczywiście będę unikał wysiłku fizycznego, ale nadal mogę uczyć, przejmując nieco obowiązków Cresk-Sara, technicy zaś na pewno sklecą dla mnie jakiś wózek albo inny kokon z niwelatorami grawitacji. Wolałbym odejść, robiąc coś niż leżąc tutaj. No i…

— Stary druhu — powiedział O’Mara, pokazując na jeden z monitorów. — Może przestałbyś gadać na chwilę i zaczerpnął powietrza?

— Nie jestem całkiem bezradny — odezwał się Mannen po krótkiej przerwie. — Założę się, że pokonałbym Priliclę w pojedynku na ręce.

Cinrussańczyk sięgnął jedną z patykowatych kończyn do czoła pacjenta.

— Mógłbym nie pozwolić ci wygrać, przyjacielu Mannen.

Liorenowi ulżyło, że prośba dotyczyła czegoś zupełnie innego i nie miała splamić reputacji byłego Diagnostyka. Poczuł jednak, że coś w ten sposób traci, i po raz pierwszy od przybycia gości też się odezwał.

— Doktorze Mannen… Chciałbym… Czy nadal będziemy mogli rozmawiać?

— Nie — warknął O’Mara, zwracając się do Liorena. — Chyba że najpierw porozmawiasz ze mną.

Zwisający z sufitu Prilicla zadrżał, odczepił się i spłynął półpętlą w kierunku drzwi,

— Moja empatia podpowiada mi, że przyjaciele Lioren i O’Mara zaraz się pokłócą, czego wolałbym umknąć. Zostawmy więc ich samych, przyjacielu Seldal,

— A co ze mną? — spytał Mannen, gdy drzwi zamknęły się za lekarzami.

— Ty, stary druhu, będziesz tematem naszej rozmowy. Ostatnio podobno umierałeś. Co takiego zrobił czy powiedział ci ten stażysta, że nagle postanowiłeś wrócić do pracy?

— Nawet wołami tego ze mnie nie wyciągniesz — powiedział Mannen z uśmiechem.

Lioren zastanowił się, o jakie zwierzęta może chodzić i co ludzie z siebie nimi wyciągali, ale uznał, że chyba nie powinien tego zdania rozumieć dosłownie.

O’Mara znowu obrócił się w jego stronę,

— Lioren, oczekuję ustnego, a potem jeszcze pisemnego raportu z tego, co tu zaszło. Słucham.

Lioren nie chciał dopuścić się niesubordynacji, odmawiając, ale potrzebował czasu, aby zastanowić się, co może, a czego nie powinien powiedzieć. O’Mara jednak już czerwieniał na twarzy i widać było, że nie da mu ani chwili dłużej.

— Dalej — rzucił niecierpliwie psycholog. — Wiem, że rozmawiałeś z Mannenem na temat Seldala. To był na pewno twój pomysł i podjąłeś duże ryzyko, bo gdyby Mannen nie chciał współpracować i wyjawił wszystko Seldalowi…

— Oto co się zdarzyło — przerwał mu Lioren, chcąc pozostać przy bezpiecznym temacie. — Doktor Mannen i ja rozmawialiśmy dość długo o Seldalu, ale brak jeszcze ostatecznych wniosków, te dotychczasowe zaś sugerują, że Seldal jest w pełni władz umysłowych…

— Jak na starszego lekarza — wtrącił Mannen.

O’Mara warknął coś gardłowo.

— Zapomnij na moment o tamtej sprawie. Teraz interesuje mnie fakt, że Seldal zauważył istotne zmiany u swego pacjenta i powiązał je z rozmowami z moim stażystą. Potem poprosił cię o rozmowę z Groalterrim, który chociaż silniejszy, był równie milczący jak Mannen. I to z takim skutkiem, że gdy zaczął mówić, zabroniłeś to nagrywać.

Naczelny psycholog mówił już ciszej, ale dla Liorena brzmiało to jak krzyczenie szeptem.

— Powiedz mi zatem, teraz i od razu, co takiego powiedziałeś tym dwóm pacjentom i co oni ci powiedzieli, że jeden się rozgadał, a drugi oszalał i nagle nie chce umierać.

Położył lekko jedną dłoń na ramieniu Mannena.

— Naprawdę chcę to wiedzieć. Z powodów tak osobistych, jak zawodowych.

Lioren znowu zaczął szukać w myślach właściwych słów.

— Z całym szacunkiem, majorze — zaczął ostrożnie. — Mogę ujawnić niektóre kwestie o nieosobistym charakterze, ale tylko pod warunkiem że pacjenci mi na to pozwolą. Przykro mi, ale reszta — czyli to, co najbardziej pana interesuje jako psychologa — musi pozostać tylko dla moich uszu.

Twarz O’Mary ponownie okryła się szkarłatem, ale po chwili major zaczął się uspokajać. Potem nagle wzruszył ramionami i wyszedł.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

— Ciągle zadajesz pytania, młody Liorenie — powiedział Groalterri.

Przy tak olbrzymim stworzeniu trudno było zauważyć subtelne zmiany mimiczne, chociaż istota była do nich zdolna, Lioren zaś nauczył się dotąd rozpoznawać tylko niektóre sygnały niewerbalne. Niemniej jednak był skłonny uznać to spotkanie za bardzo owocne.

— Sam też na nie odpowiadam — stwierdził. — O ile są zadawane.

Macki wkoło i po bokach poruszyły się niczym żywa góra i znowu znieruchomiały. Lioren wiedział, że nie ma się czego obawiać. Agresywne zachowanie z pierwszej wizyty nie powtórzyło się nigdy więcej.

— Nie mam żadnych pytań — powiedział pacjent. — Ciekawość umarła we mnie przygnieciona ciężarem winy. Odejdź.

Lioren wycofał się, aby okazać szacunek, ale nie wyszedł. Nadal chciał rozmawiać.

— Spróbuj jednak zaspokoić moją ciekawość — powiedział. — Pomóż mi zapomnieć na chwilę o mojej winie. Może mógłbym ci pomóc, gdybyś zechciał mnie o coś spytać.

Pacjent nie poruszył się i nie wydobył z siebie głosu. Lioren spotkał się już z taką jego reakcją i miał ją nie tyle za odmowę, ile za przejaw wahania. Mówił więc dalej.

Groalterri nie byli zdolni do samodzielnych podróży kosmicznych, opowiadał więc pacjentowi o obcych istotach, które były podobnie ograniczone przez naturalne warunki, oraz o innych, które jednak przezwyciężyły różne trudności i sięgnęły gwiazd. Opisał wielkie dywanowe stwory z Drambo, które potrafiły swoją masą nakryć cały kontynent i widziały świat milionami wrażliwych na dotyk kwiatów, które rosły na ich grzbietach. Były wprawdzie w zasadzie roślinami, ale obdarzonymi bystrymi i potężnymi umysłami.

Opowiedział też o dzikich Obrońcach Nie Narodzonych, którzy nigdy nie spali i nigdy nie przestawali walczyć, aż ginęli, zbyt słabi, aby obronić się przed kolejnym narodzonym właśnie potomkiem. Jednak w ciałach tych maszyn do zabijania dorastały inteligentne płody, które dzięki zdolnościom telepatycznym zdobywały wiedzę o otaczającym je świecie i przekazywały ją swoim braciom, chociaż ich umysł gasł w chwili narodzin.