Выбрать главу

Ze smutkiem myślała, że, gdyby żył syn jej, oddałaby go temu potężnemu człowiekowi, aby służył mu wiernie w imię szczęścia narodu i ludzkości całej.

Ciężkie czasy przeżywał Lenin, chociaż wesołość i bujna swada nie opuszczały go.

Przeciwnicy jego, czując, że knuje coś przeciwko nim i konstytuancie, obsypywali dyktatora ciężkiemi oskarżeniami i oszczerstwami.

Szczególnie chętnie posługiwano się wynikami śledztwa, przeprowadzonego jeszcze przy Kierenskim. Mieńszewicy, posiadający dokumenty sądowe, dowodzili, że Lenin i jego pomocnicy byli płatnymi agentami Niemiec. Opierali swoje twierdzenia na tem, że Rada Komisarzy ludowych otrzymała z Niemiec pieniądze przez niejaką Sumenson, mieszkającą w Sztokholmie.

Zarzut był ciężki i wywierał wrażenie w szerokich masach ludności. Nawet komuniści byli zbici z tropu i z powątpiewaniem kiwali głowami, pytając siebie:

– Lenin nic na to nie odpowiada?… To – dziwne!…

Dyktator, dowiedziawszy się o skutkach agitacji przeciwników, zatarł ręce i zaśmiał się wesoło.

– Dobrze! – zawołał i skinął na stenografistkę. – Proszę zapisać krótkie oświadczenie moje i jutro umieścić w gazetach!

Przeszedł się po pokoju i podyktował:

– Pieniądze istotnie były otrzymane od towarzyszki Sumenson. O ich pochodzeniu wiedzą dokładnie Karol Liebknecht, Klara Zetkin, Róża Luxemburg, Franz Platten i inni internacjonaliści zagraniczni. Żądamy stanowczych dowodów, że wskazana suma, niedostateczna jednak aby sprzedać Rosję Wilhelmowi Il-mu, pochodzi z kasy głównego sztabu niemieckiego, jak twierdzą oszczercy, którym odpowiemy wkrótce innemi argumentami.

Zaśmiał się wesoło i raz jeszcze powtórzył:

– Do jutrzejszych gazet najgrubszym drukiem!

Po wyjściu stenografistki, telefonicznie porozumiewał się z Dzierżyńskim i Petersem. W nocy rozległ się niecierpliwy sygnał telefonu. Mówił Dzierżyński:

– Załatwiliśmy wszystko. Łotysze przyłapali trzech dziennikarzy, posiadających materjały śledztwa. Przed kwadransem zostali straceni…

Dziękuję! – odpowiedział Lenin. – A miejcie baczne oko nad tą sforą szczekającą!

– Wiemy o każdym ich zamiarze! – brzmiała odpowiedź. – Jutro ma być próbna manifestacja na cześć Zgromadzenia Narodowego, wyznaczonego na 6 stycznia.

Lenin nachmurzył czoło i rzekł:

– Już mówiłem, jak macie postąpić.

– Jesteśmy przygotowani! – doszedł zły, syczący głos Dzierżyńskiego. Lenin powiesił słuchawkę.

W kilka godzin później, mimo silnego mrozu, stał przy otwartem oknie i nadsłuchiwał. Zastygłe zimowe powietrze dziwnie wyraźnie donosiło odgłosy salw karabinowych i złośliwy, zdyszany turkot kulomiotów.

Na dziedziniec pełnym pędem zajechała motocykletka. Wyskoczył z niej żołnierz fiński i zniknął w sieni pałacu.

Po chwili wchodził do gabinetu dyktatora.

– Manifestacja rozproszona. Około pięciuset demonstrantów poległo. Sztandary i plakaty zerwane i zniszczone. Ludność miasta spokojna. Patrole nasze z kulomiotami czuwają na skrzyżowaniach ulic, towarzyszu! – meldował urywanym głosem.

– Dobrze! Możecie odejść! – rzekł Lenin. Błysnął czarnemi oczami i szepnął:

– Macie już dwa argumenty, panowie mieńszewicy i ludowcy! Nie obawiajcie się zwłoki – przyjdą inne jeszcze…

O jednym z nich myślał przez całą noc ubiegłą.

Posłał żołnierza po towarzyszy Trockiego, Kamieniewa, Zinowjewa, Stalina, Antonowa, Urickiego, Muratowa, Piatakowa i Dybienkę.

– Jakie wieści z frontu? – spytał, gdy wszyscy wezwani zgromadzili się w gabinecie.

– Bardzo złe! – odparł niechętnie Trockij. – Donoszą nam, że Niemcy zamierzają rozpocząć nową ofenzywę w celu zdobycia Piotrogrodu. Wtedy – koniec rewolucji! W kołach kontr-rewolucyjnych czekają na Niemców, jak na zbawienie duszy!

Lenin się zaśmiał i mruknął:

– To już prawdziwa zdrada! A na nas psy wieszają, że my chcemy pokoju!

– Ludność Piotrogrodu i Moskwy wygląda Niemców, którzy mają przywrócić dawny porządek, wprowadzić na tron dynastję, a z nami zrobić koniec! – zawołał Zinowjew, chwytając się za gęstą, kędzierzawą czuprynę.

Lenin obojętnie wzruszył ramionami.

– Towarzysz prezes zanadto sobie lekceważy sytuację! – zauważył złośliwie Urickij. – Tu trzeba coś obmyśleć, postanowić radykalnie! Nie można się bawić w tępienie innych socjalistów rękami polskiego szlachcica Dzierżyńskiego gdy wróg stoi na progu! Imperjalizm niemiecki jest silny i nie będzie robił żartów, gdy wkroczy do Piotrogrodu, spotykany entuzjastycznie przez ludność.

– Tak! Towarzysz Urickij ma słuszność! – podtrzymał go Kamieniew, porozumiewawczo patrząc na Trockiego.

Lenin słuchał uważnie, a przed jego bacznym wzrokiem nie ukryły się najmniejsze odruchy wrażeń i niewypowiedzianych myśli towarzyszy.

– Wyczuwam, że towarzysz Urickij niezadowolony jest z mego zaufania do Dzierżyńskiego? Nie chcę nieporozumień pomiędzy nami. Dzierżyńskiemu poleciłem drażliwą sprawę, aby nie narażać was – izraelitów na niebezpieczeństwo. Posiadam informacje, że gmina uprzedzała was… Czy tak?

Milczeli chwilę, poczem skinęli głowami.

– No, więc z tem koniec? Chyba zrozumieliście teraz? Dzierżyńskiemu ufam, bo przypomina mi piekielną maszynę, naładowaną nienawiścią.

– To szaleniec, manjak! – zawołał Zinowjew histerycznym patosem. – Czy wiecie, towarzyszu, że on szpieguje nawet nas?!

Lenin uśmiechnął się łagodnie, co zmusiło towarzyszy do szczególnej czujności. Znali ten uśmiech. Wzbudzał obawę, że w tej chwili spadnie ciężki cios, nieodparty, niespodziewany i szybki. Jednak Lenin zaśmiał się wesoło i rzekł:

– Ten szalony Polak prosił mnie niedawno, abym wyznaczył nadzór nad nim samym. Taki z niego fanatyk! Nikomu, nawet sobie nie wierzy!

– Malinowskiego zwabił do siebie przed tygodniem i kazał zabić! – zawołał Urickij, tupiąc nogami. – Zabił, z pewnością, bo nikt nie widział od tego czasu towarzysza Malinowskiego!

Lenin zmrużył oczy i szepnął:

– Trochę się pośpieszył… Trochę tylko… Tymczasem ten agent carskiej policji więcej nam przyniósł korzyści, niż szkody… No, ale i tak, wcześniej czy później musiał zginąć… Wkrótce nie byłby już nam potrzebny.

Machnął niedbale ręką i rzekł:

– Towarzysze! Przez trzy dni, które pozostają nam do nowego roku, musicie trąbić w prasie we wszystkie trąby jerychońskie, że proletarjat musi chwycić za broń i odeprzeć germańskich imperjalistów od czerwonej stolicy. Skierujcie na to całą energję i zdolności wasze! Puść w ruch aparat agitacyjny!

– Armja nie zechce podstawiać raz jeszcze swojej głowy – zauważył Antonow ponuro.

– Tak! – mruknął Murałow. – Wiedzą dobrze, że zbraknie nam materjałów wojennych i prowjantu. Na wojnę domową – pójdą, bić się z wrogiem zewnętrznym – nie zgodzą się!

– Poślemy tedy rozbójników zbrojnych, proletarjat rewolucyjny! – zawołał Lenin. – Francuska rewolucja dowiodła czego może dokonać nawet nieuzbrojony lud!

Trockij uśmiechnął się zjadliwie.

– Francuska, nie rosyjska… – syknął.

Lenin nagle się zaśmiał tak szczerze, aż mu łzy wystąpiły na oczy.

– Nic nie rozmiecie! – mówił, zanosząc się od śmiechu. – Przecież przewiduję, że jeżeli Niemcy pluną z kulomiotów, – nasze rewolucyjne drużyny rozproszą się, jak stado myszy! Jednak wystąpienie nasze mieć będzie skutki pierwszorzędnej wagi. Posłuchajcie!

Przechodząc od jednego do drugiego, chwytając za ręce i klepiąc po ramionach, objaśniał przez śmiech:

– Rewolucyjna armja wystąpiła… Udekorujemy to urbi et orbi pompatycznie, ho, ho! potrafimy pięknie przybrać ten fakt! Co z tego wyniknie? Zamilkną nasi oszczercy – socjaliści z dogorywającej po Kierenskim Radzie; zamyślą się kontr-rewolucjoniści, marzący o stworzeniu nowej armji ochotniczej; przeciągniemy na swoją stronę oficerów, których już nie puścimy potem; Francuzi i Anglicy odniosą głowy i niezawodnie natrą z nową siłą na zachodzie; Niemcy zmuszeni będą odciągnąć od naszego frontu kilka dywizyj i staną się bardziej podatni do pokojowego z nami traktatu; nasze wystąpienie przeciwko Niemcom raz na zawsze rozwieje podłe oskarżenie nas o służbę na rzecz Germanji; gdyby tak było, musiałby sztab Wilhelma opublikować kompromitujące nas dokumenty, czego nie może uczynić, bo dokumentów takich nie posiada…