– Przejmuję się. Ale do waszego romansu prędzej czy później musiało dojść. Nie jestem ślepy. Wiem, co czujesz do Fanny. Zawsze patrzyłeś na nią maślanym wzrokiem. Nie potrafiłeś tego ukryć.
– Ona zrobiła pierwszy krok. Gdyby nie chciała, do niczego by między nami nie doszło.
– Wcale cię nie winię – powiedział Sachs. – Na twoim miejscu zachowałbym się tak samo.
– Co nie znaczy, że zachowałem się dobrze.
– To nie podlega ocenie. Peter. Po prostu tak jest zbudowany świat. Każdym facetem rządzi jego kutas i nic się na to nie poradzi. Czasem próbujemy z tym walczyć, ale jesteśmy z góry skazani na porażkę.
– Czy to przyznanie się do winy? Czy też odwrotnie, twierdzisz, że jesteś niewinny?
– O czym ty gadasz? – spytał Ben.
– O twoich przygodach. O flirtach i zalotach. Fanny mi o wszystkim opowiedziała.
– Żartujesz.
– Bynajmniej. Jak raz zaczęła, nie mogła przestać. Aż mi uszy puchły. Znam nazwiska, daty, wiem, kim były, jak wyglądały. Przyznam ci się, że byłem mocno zaskoczony. Nagle ujrzałem cię w zupełnie innym świetle.
– Lepiej nie wierz we wszystko, co słyszysz.
– Nazywasz Fanny kłamczuchą?
– Nie, ale ona nie zawsze potrafi odróżnić prawdę od fikcji.
– Czyli jednak nazywasz ją kłamczuchą. Tyle że używasz innych słów.
– Nie. Peter. We własnym odczuciu Fanny nie kłamie. Ubzdurała sobie, że ją zdradzam, i w żaden sposób nie mogę jej tego wyperswadować.
– To znaczy, że nie zdradzasz?
– Owszem, zdarzyło mi się kilka razy, ale nieporównywalnie mniej, niż jej się wydaje. A zważywszy na to, ile lat trwa nasze małżeństwo, można niemal powiedzieć, że jestem cnotliwy. Miewaliśmy z Fanny różne wzloty i upadki, ale nawet do głowy mi nie przyszło, że mógłbym dzielić życie z kim innym.
– Więc skąd ona bierze imiona tych kobiet?
– Stąd, że opowiadam jej bajeczki – odparł Sachs. – Tak się bawimy. Wymyślam historyjki o moich fikcyjnych podbojach erotycznych, a Fanny słucha z zapartym tchem. To ją podnieca. Słowa mają potężną moc, Peter. Dla niektórych kobiet są najsilniejszym afrodyzjakiem. Chyba poznałeś Fanny od tej strony. Uwielbia, jak się jej szepcze różne sprośności. Im bardziej obrazowo się je przedstawia, tym bardziej ją to pobudza.
– To, co mi opowiadała, nie wyglądało na żadne bajeczki – rzekłem. – Ilekroć o tobie mówiła, miała śmiertelnie poważną minę. Nie było słowa o „fikcyjnych podbojach”. Dla niej to nie była fikcja, Ben.
– A wiesz, dlaczego? Bo Fanny jest zazdrosna i jakąś cząstką swojej duszy ciągle wierzy w najgorsze. Wyobraża sobie, że co rusz wdaję się w jakiś namiętny romans. Zawsze tak było. Lista kobiet, z którymi spałem, stale się wydłuża. Po pewnym czasie zrozumiałem, że nie ma sensu niczemu zaprzeczać. Kiedy zaprzeczałem, Fanny stawała się jeszcze bardziej podejrzliwa. Więc teraz zamiast mówić prawdę, mówię to, co ona chce usłyszeć. Kłamię, żeby była szczęśliwa.
– Szczęśliwa? To chyba za dużo powiedziane.
– A więc żeby utrzymać nasze małżeństwo. Żeby zachować pewną równowagę. Te zmyślone historyjki pomagają. Nie pytaj, dlaczego, bo nie wiem; wiem tylko, że kiedy zaczynam je opowiadać, atmosfera między nami się oczyszcza. Myślałeś, że przestałem uprawiać fikcje, ale to nieprawda. Prawda jest taka, że moja publika skurczyła się do jednej osoby. Ale to mi nie przeszkadza, bo jedynie ta osoba się liczy.
– Sądzisz, że ci uwierzę?
– A ty sądzisz, że ta rozmowa jest dla mnie przyjemna? Niełatwo mi o tym wszystkim mówić, Peter. Ale próbuję, bo uznałem, że masz prawo wiedzieć.
– Powiedz mi, nigdy cię nic nie łączyło z Valerie Maas?
– To imię często pojawiało się naszych rozmowach. Valerie pracuje w redakcji jednego z pism, w którym czasem coś drukowałem. Dwa lata temu kilka razy wybraliśmy się wspólnie na obiad. To były spotkania czysto zawodowe. Omawialiśmy moje artykuły, plany na przyszłość, tego typu sprawy. Niestety, Fanny wbiła sobie do głowy, że zdradzam ją z Val. Nie twierdzę, że Val mi się nie podobała. Może w innej sytuacji rzeczywiście zacząłbym ją uwodzić. W każdym razie Fanny to wyczuła. Pewnie za często wspominałem w domu o Valerie, za bardzo chwaliłem ją jako redaktorkę. A prawda jest taka, że od pięciu czy sześciu lat Valerie mieszka z przyjaciółką i żadni mężczyźni jej nie interesują. Nawet gdybym chciał ją poderwać, nic by z tego nie wyszło.
– Nie powiedziałeś tego Fanny? – spytałem.
– Po co? I tak by mi nie uwierzyła. Kiedy sobie coś ubzdura, staje się głucha na wszelkie argumenty.
– Słuchając cię, można by pomyśleć, że to jakaś neurotyczka. A tak nie jest. Fanny jest jedną z najbardziej zrównoważonych i trzeźwo myślących osób, jakie znam.
– Owszem. Pod wieloma względami jest piekielnie silna. Ale sporo też wycierpiała, a kilka ostatnich lat nie należało do najłatwiejszych. Zrozum, kiedyś taka nie była. Pięć lat temu nawet nie wiedziała, że istnieje słowo „zazdrość”.
– Właśnie pięć lat temu ją poznałem. To znaczy pięć lat temu przedstawiłeś mi ją jako swoją żonę.
– I pięć lat temu lekarz powiedział jej, że nigdy nie będzie mogła mieć dzieci. Wtedy wszystko się zmieniło. Od dwóch lat chodzi na terapię, ale na razie niewiele to pomaga. Problem w tym, że czuje się nieatrakcyjna. Sądzi, że żaden mężczyzna nie mógłby jej pożądać ani kochać. I dlatego wyobraża sobie, że ją zdradzam. Myśli, że się na niej zawiodłem i w związku z tym postanowiłem ją ukarać. Kiedy ktoś się zwróci przeciwko sobie, trudno mu uwierzyć, że inni też nie są przeciwko niemu.
– Wcale tego po Fanny nie widać.
– Wiem, i to bardzo źle. Niechętnie opowiada o tym, co jej leży na sercu. Wszystko w sobie dusi, a kiedy w końcu się przełamuje, mówi tak, że ledwo można cokolwiek zrozumieć. To tylko pogarsza sytuację. Często cierpi, nie będąc tego świadoma.
– Aż do zeszłego miesiąca uchodziliście w moich oczach za idealne małżeństwo.
– Widzisz, jak to nigdy nic nie wiadomo? To samo myślałem o tobie i Delii, a wy co? Czasem trudno się połapać we własnym życiu, a co dopiero w cudzym.
– Ale Fanny wie, że ją kocham. Mówiłem jej to tysiące razy. Jestem przekonany, że mi wierzyła. Że nadal w to wierzy.
– Z pewnością. Dlatego w sumie cieszę się z tego, co się stało. Pomogłeś jej, Peter. Pomogłeś znacznie bardziej niż ktokolwiek inny.
– Co? Dziękujesz mi za to, że poszedłem z twoją żoną do łóżka?
– Dlaczego by nie? Może dzięki tobie Fanny znów uwierzy w siebie.
– Doktor Złota Rączka do usług. Naprawia rozpadające się małżeństwa, leczy zbolałe dusze, ratuje nieszczęśliwe związki. Wizyty domowe dwadzieścia cztery godziny na dobę. Wystarczy zadzwonić. Połączenie jest bezpłatne. Więc dzwońcie. Pan doktor czeka. Ofiaruje swe serce, nie żądając nic w zamian.
– Czujesz się dotknięty? Nie dziwię się – powiedział Sachs. – Wiem, że nie jest ci łatwo. W każdym bądź razie Fanny uważa, że jesteś najwspanialszym facetem pod słońcem. Nigdy nie przestanie cię kochać.
– Co nie zmienia faktu, że nadal chce być twoją żoną.
– Zbyt wiele nas łączy, Peter. Fanny i ja bardzo dużo razem przeszliśmy. Tego się nie da wykreślić.
– Więc co ze mną?
– Mam nadzieję, że będzie jak dawniej. Że pozostaniesz moim przyjacielem. Przyjacielem Fanny. Człowiekiem nam najbliższym.
– Czyli ciągniemy dalej jak gdyby nigdy nic? – spytałem.
– Tak, jeżeli tego chcesz. Jeżeli sądzisz, że to zniesiesz.