Opalenizna Aleksieja wydawała się o ton ciemniejsza i na ten widok Hope leciutko zadrżała. Czyżby poleciał na Karaiby, żeby przygotować grunt do dalszej okrutnej rozgrywki? Przywitała się więc chłodno, co zaowocowało tylko tym, że uśmiechnął się jeszcze szerzej i nachylił się do jej.ucha, by szepnąć:
– Złamałem wszelkie ograniczenia prędkości w nadziei, że zdążę zastać cię w łóżku. Wiem już jednak od Pierre' a, że podczas mojej nieobecności stałaś się rannym ptaszkiem. Nawet domyślam się, dlaczego. Pewnie smutno ci w naszym łóżku beze mnie, prawda?
– Łóżko nie jest nasze, tylko twoje. I spędzam. w nim jak najmniej cza'su, bo na jego widok opadają mnie złe skojarzenia – oznajmiła spokojnie.
Przez tych parę dni miała dość czasu, by okrzepnąć wewnętrznie, i teraz zauważyła z satysfakcją, że po raz pierwszy udało jej się dopiec Aleksiejowi, który nagle przestał się uśmiechać. Musiała wznieść między nimi jakąś barierę, żeby zachować resztki szacunku dla samej siebie. Nie mogła liczyć na to, że oprze mu się fizycznie, ponieważ nie była dość silna, w dodatku jej własne ciało wydawało się być całkowicie po jego stronie, pozostało jej zatem pielęgnowanie niechęci do niego i okazywanie jej na każdym kroku.
Pierre postawił przed nimi tacę z kawą i ciepłymi obwarzankami. Hope przyglądała się, jak Aleksiej sięga po pieczywo. Na jego ustach błąkał się teraz leciutki uśmiech, jakby przypomniał sobie coś – albo kogoś – przyjemnego. Co on właściwie robił poza tym, że dokonywał zemsty na jej ojcu? Na pewno nie wiódł beztroskiego żywota bogatego birbanta. Świadczyły o tym gazety, które prenumerował. Były to bowiem poważne dzienniki traktujące o gospodarce i polityce, a nie pisma doradzające czytelnikom, jak miło wydać pieniądze. Ponadto wspomniał. kiedyś, że Tania była zbyt uboga, by nakłonić ojca Hope do ożenku, więc sytuacja finansowa potomków rodu Serivace musiała być kiepska.
– Wyglądasz na zamyśloną.
Podniosła na niego wzrok i rozgniewała się, ujrzawszy znajome rozbawienie w jego oczach.
– Czy to dziwne? Wracasz w świetnym humorze, opalony… Co takiego wydarzyło się na Karaibach, że ci tak wesoło? Odkryłeś, że mój ojciec jest w jeszcze większych opałach, niż przypuszczałeś?
Popatrzył na nią twardo, już bez śladu uśmiechu.
– A nie przyszło ci do głowy, że na moje życie składa się jeszcze wiele innych spraw? Nie byłem na Karaibach, tylko w Kalifornii. Niedawno kupiłem winnicę w Napa Valley, lokując w tym przedsięwzięciu sporo pieniędzy. Jeśli jestem w dobrym humorze, to tylko dlatego, że prawdopodobnie moja inwestycja przyniesie spore zyski. Pracuję na siebie, nie jestem krezusem.
– A chciałbyś, prawda? – spytała pogardliwie. Rysy jego twarzy ściągnęły się, lecz Aleksiej zachował pełne opanowanie.
– Nie, nie chciałbym – odpowiedział bardzo spokojnie. – Kiedy już wreszcie dorośniesz i zmądrzejesz, to zrozumiesz, że 'człowiek najbardziej ceni to, co zdobył sam, a nie to, co mu podano na srebrnej tacy. Odziedziczony majątek może być kulą u nogi i na ogół wcale nie ułatwia życia. Kiedy człowiek bez trudu dostaje wszystko, co chce, to wtedy nie ma pomysłu, co ze sobą począć. Każdy potrzebuje jakiegoś celu, do którego będzie dążył, nie bacząc na trudy i wyrzeczenia,. Jednym z moich celów jest przywrócenie zamkowi dawnej świetności. To jednak trochę potrwa, jestem bardzo zajętym człowiekiem.
– To znaczy? – spytała z zaciekawieniem, chociaż obiecała sobie zachowywać chłodny dystans. – Na przykład tu, w Beaune, pracuję społecznie na rzecz podtrzymywania dawnych tradycji regionu.
Z kolei w Paryżu działam aktywnie na giełdzie producentów win.
– Zadziwiające, że tak zajęty człowiek znalazł dość czasu na porwanie kobiety – skomentowała z przekąsem, lecz nie wyszło jej to taJe dobrze, jak planowała, ponieważ zarumieniła się z emocji, co oczywiście nie uszło uwagi Aleksieja.
– Jeśli chcesz walczyć z mistrzem, musisz najpierw nauczyć się dobrze władać bronią – odpowiedział kpiąco. – Poddajesz się czy chowasz w zanadrzu kolejne pytania? Co jeszcze chcesz wiedzieć o moim życiu?
– Nic! – odparła gwałtownie, może zbyt gwałtownie.
Owszem, nurtowało ją coś jeszcze. Kobiety. Inne kobiety w jego życiu. Musiały przecież istnieć jakieś… przyjaciółki. Co to były za związki, skoro mógł bez problemu poświęcać jej tak wiele czasu? Czy wobec innych kobiet też był chłodny i złośliwy, czy tylko wobec niej?.
– A mnie się wydaje, że jesteś bardzo zainteresowana – zauważył niewinnym tonem.
– A mnie się wydaje, że jesteś zimnym, wyrachowanym człowiekiem, który nie dba o to, czy sprawia innym ból, bo tylko jego sprawy są dla niego ważne! – wyrwało jej się.
– Co masz na myśli? – spytał bardzo spokojnym tonem, w którym pobrzmiewała jednak jakaś nieprzyjemna nuta.
– Nie jestem tak naiwna, by sądzić, że żyjesz jak… jak mnich. I na pewno twoje… twoje…
– Kochanki – podpowiedział, patrząc na nią zmruzonymi oczami.
Domyśliła się, że chciał ją zawstydzić i zmusić, by zamilkła, porzucając niewygodny dla niego temat. Tym razem jednak nie dała się zbić z pantałyku.
– Czy nie pomyślałeś, że to ni~ w porządku zostawiać jedną kobietę, żeby… Zeby spędzać czas z inną, bo właśnie tego wymaga twój perfidny i okrutny plan?
– Gdybym się zadawał z niedoświadczonymi i naiwnymi nastolatkami, to pewnie bardzo by to przeżywały – odparł beztrosko. – Szczęśliwie mam jednak do czynienia z kobietami na tyle światowymi i wyr~finow anymi…
– Ze twoja nielojalność im nie przeszkadza weszła mu w słowo, ale aż drgnęła na widok gniewu, który błysnął w jego oczach.
– Nie jestem kłamcą, Hope. Nigdy nie opiecuję kobiecie tego, czego nie mogę jej dać, nigdy nie zwodzę, nie rozbudzam nadziei. Z wiekiem człowiek wyrasta z romantycznych mrzonek. Przychodzi świadomość, że można nawiązywać satysfakcjonujące relacje bez zaangażowania emocjonalnego.
– Czy ty nigdy się nie angażujesz? – spytała niemal ze zgrozą. – Czy ty w ogóle kochałeś jakąś kobietę oprócz Tani?
– Nie widzę powodu, dla którego miałbym odpowiadać na to pytanie. – Ton Aleksieja był nad wyraz uprzejmy, a zarazem ostrzegał, że Hope posunęła się za daleko. – Myślę, że temat mojego życia osobistego został wyczerpany. Zresztą w ogóle nie powinien cię interesować, bo w najmniejszym stopniu ciebie nie dotyczy.
– Nie, wcale – rzuciła z ironią. – Wcale mnie nie dotyczy, nic dodać, nic ująć. A to, że mnie tu trzymasz jak w więzieniu i traktujesz jak swoją własność… Ciekawe, jak by zareagowały twoje przyjaciółki, gdyby wiedziały, co planujesz.
– Jeszcze by mi przyklasnęły. – Uśmiechnął się krzywo na widok jej zaszokowanej miny. – O, tak, zapewniam cię, że tak właśnie by było. Widzisz, nie tylko ja mam powody, żeby nienawidzić sir Henryego, więc:…
Zadrżała. Pod maską ironisty i chłodnego światowca krył się gwałtowny, niebezpieczny człowiek. Oby nigdy jego gniew nie zwrócił się przeciwko niej!
Jakby wyczuwając jej nagły przestrach, Aleksiej zmienił temat.
– Smakowało ci nasze wino. Może chciałabyś zo- baczyć, jak się je produkuje? Muszę jechać do Julesa, jeśli chcesz mi towarzyszyć, to nie widzę przeszkód.
Opanowała się na tyle, by odpowiedzieć uprzejmie, jakby nie byli wrogami, lecz dwojgiem przygodnych znajqmych.
– Dziękuję, I chętnie. Kiedy planujesz jechać? Spojrzał na zegarek, a Hope dopiero wtedy zauważyła na jego twarzy oznaki zmęczenia.