Łzy zakręciły się w oczach Hope. Ona też została pozbawiona czyjejś miłości, ponieważ z pewnością pokochałaby Tanię. Właśnie taką wrażliwą i czułą kobietę pragnęła zobaczyć kiedyś u boku ojca. Sir Henry unieszczęśliwił nie tylko Tanię i Aleksieja… Boże…
Gdyby nie to, że była jedynie narzędziem zemsty, współczułaby siedzącemu obok mężczyźnie. Niestety, jej emocje nikogo tak naprawdę nie obchodziły, odebrano jej również wolną wolę.
– I w efekcie tych ponurych wydarzeń siedzimy razem przy stole w twoim apartamencie. Aha, skąd taka wspaniałomyślność, żeby dać mi oddzielną sypialnię?
– Bo Paryż kocha intrygi i zagadki. Gdybyś jawnie wystąpiła jako moja kochanka, nikt by się nami nie zainteresował. Ale młoda, śliczna dziewczyna powierzona mojej opiece i mieszkająca pod moim dachem to już sytuacja pełna pikanterii, a to będzie komentowane nader chętnie.
Później Hope zawsze wspominała pobyt w Paryżu jako początek wchodzenia w dorosłość. Tak, porównanie do szklarni, w której kwiat musi szybciej rozkwitnąć, było trafne.
Aleksiej zaczął od tego, że zabrał ją do najbardziej renomowanych sklepów, gdzie kupił jej nowe ubrania, całkowicie ignorując opinie i gust Hope. Wybrał wyłącznie rzeczy bardzo wyrafinowane, przystojące eleganckiej kobiecie, a nie nastolatce. Sprawił jej też bardziej zmysłową bi~liznę niż ta, którą miała z Sewilli.
Następnie zaczął się z nią pokazywać w teatrze, na przyjęciach, na spotkaniach w ambasadzie amerykańskiej, co wiązało się z jego inwestycjami w Kalifornii. Wszędzie tam Hope stawała się obiektem mniej lub bardziej jawnie okazywanego zainteresowania. Było to tak nieprzyjemne i męczące; że podczas któregoś z przyjęć wymknęła się niepostrzeżenie na piętro, żeby uciec spod ostrzału ciekawskich spojrzeń i odetchnąć trochę w samotności. Usiadła w ciemnym.pokoju, ale i tu nie znalazła odosobnienia, ponieważ z korytarza dobiegły ją odgłosy rozmowy.
– Jest jeszcze taka młodziutka. – Hope rozpoznała głos pani Latom:, która była żoną prawnika Aleksieja. – Taka świeża i krucha jak pierwszy wiosenny pączek. Mam nadzieję, że Aleksiej wie, co robi.
– Nieletnia to ona z pewnością nie jest – padła rozbawiona odpowiedź. Ten zmysłowy, niski głos Hope również. pamiętała. Należał do kobiety, którą Aleksiej przedstawił jako wdowę po przyjacielu, ale
spojrzenia, jakie przy tym wymienili, świadczyły wymownie, że kiedyś łączyły ich stosunki więcej niż przyjacielskie.
– Jesteś cyniczna, Elise. Nie to miałam na myśli. Chcę powiedzieć, że ona ma w sobie wrażliwość dziecka, tak jakby jeszcze nie okrzepła, nie otoczyła się skorupą cynizmu. Podobno jest córką jego przyjaciela, ale mieszka z nim zupełnie sama i człowiek
zaczyna się zastanawiać…
– Czy z nim nie sypia? Zapewniam cię, że Aleksiejowi nie sposób się oprzeć. Jest doskonałym kochankiem. – W uwodzicielskim głosie brzmiała taka pewność i satysfakcja, że Hope zadrżała, przeszyta nagłym, niewytłumaczalnym bólem. Odkąd przyjechali do Paryża, a minęło już pięć dni, Aleksiej nawet jej nie tknął. Najpierw była z tego zadowolona, ale początkowa ulga stopniowo ustąpiła miejsca zupełnie innemu uczuciu.
– On się bardzo zmienił po śmierci Tani – mruknęła w zamyśleniu pani Latour. – Rzadko się śmieje, wyczuwam w nim jakiś chłód. Powinien się wreszcie ożenić.
– Zabawne, że o tym wspominasz, bo nawet niedawno rozmawialiśmy o małżeństwie. Georges zastrzegł w testamencie, że jeśli wyjdę ponownie za mąż, majątek przepadnie, więc mam związane ręce. Aleksiej z kolei twierdzi, że nie powinno się brać ślubu Z kimś, kogo się nie kocha. Ta jego romantyczna rosyjska dusza…
– Dziwisz się? Jego rodzice byli w sobie bardzo zakochani, a my wszyscy nieświadomie powielamy wzorce z dzieciństwa. Kiedy go zobaczyłam z Hope, miała!? nadzieję…
– Ze się zakochał? – Tym słowom towarzyszył wybuch śmiechu. – Moja droga Helene, on jest dojrzałym mężczyzną, a nie chłoptasiem, który zadurzy' się w pierwszej lepszej gąsce. On potrzebuje kobiety, a to dziewczątko nie potrafi ani poprowadzić konwersacji, ani się zachować, nie ma za grosz ogłady i wdzięku. Cóż mogłoby go w niej pociągać?
– Chyba jednak Aleksiej z nią sypia.
– To o niczym nie świadczy. Ma swoje potrzeby, czemu miałby prowadzić życie mnicha? Chodźmy, Carlo pewnie już mnie szuka.
– To twój nowy?
– Mhm, najnowszy model -. zaśmiała się Elise. – Na wskroś włoski…
Gdy głosy oddaliły się, Hope jeszcze długo siedziała w ciemności, próbując pozbierać myśli. Z rozmowy wynikało, że Aleksiej kochał się w Elise i chciał się z nią ożenić. Trudno mu się dziwić. Francuska wdowa stanowiła zupełne zaprzeczenie Hope: oszałamiająca brunetka z klasą, wyrafinowana, pewna siebie, zmysłowa w każdym geście i słowie. Bied-
ny Aleksiej, musiało go zaboleć, że Elise nie zamierzała wyrzec się dla niego majątku po mężu, który, o czym Hope przypadkiem usłyszała, był bajecznie bogatym Grekiem o wiele starszym od swojej żony.
Poczuła się dziwnie opuszczona. Nie pragnąc już samotności, zeszła do salonu, ale Aleksiej zabawiał kogoś rozmową. Chyba nawet nie zauważył jej przedłużającej się nieobecności.
Ostatniego wieczoru poszli do naj elegantszej restauracji w towarzystwie Elise i Carla. Hope czuła, że wypada wyjątkowo blado i nieciekawie w porównaniu z czarnowłosą Francuzką w olśniewającej szkarłatnej sukni. Nic dziwnego, że Aleksiej ją kochał, między tymi dwojgiem wyraźnie iskrzyło. Hope jednak znała go już na tyle, by domyślić się, dlaczego przerwał tę znajomość. Skoro nie 'mógł poślubić Elise, nie zamierzał dłużej tracić na nią czasu. Ten człowiek nie uznawał kompromisów, nie szedł na żadne ustępstwa. Potrafił być bezwzględny, a w dodatku okłamał ją, twierdząc, że miłość i satysfakcja seksualna nigdy nie idą w parze.
Bez zainteresowania spojrzała na kolejne danie. Jedzenie było wyśmienite, ale zupełnie nie miała apetytu. Najpierw myślała, że to z powodu czekającej ją nazajutrz podróży na Karaiby, ale gdy zauważyła porozumiewawcze spojrzenie, jakie Elise rzuciła jej towarzyszowi, wszystko stało się jasne. Była zazdrosna, zazdrosna nie o konkretną osobę, ale o łączącą tych dwoje zażyłość. Ona nie miała nikogo, komu mogłaby posłać znaczące spojrzenie, oczekując równie dyskretnej odpówiedzi, z nikim tak blisko się nie przyjaźniła, nie miała żadnej bratniej duszy.
Carlo starał się zabawiać ją rozmową, zresztą był zachwycony jej znajomością włoskiego. Często jednak jego uwaga również skupiała się na tamtych dwojgu. Po kolacji Elise zaproponowała wypad do nocnego klubu, Aleksiej zaś chętnie podchwycił sugestię, ku głębokiej frustracji Hope.
– Widziąłam, że dziś w programie są chansons - poinformowała Elise, gdy kelner zaprowadził ich do stolika na skraju parkietu.
– Chansons to śpiewane krótkie opowieści, coś w rodzaju ballad – wyjaśnił Aleksiej. – Francuzi je uwielbiają.
– Wiem, co to jest – ucięła Hope lodowatym tonem. Jakim prawem ośmieszał ją przed Elise, traktując jak k6'rnpletną ignorantkę?
– Twój mały kotek zaczyna pokazywać pazurki. Jeżeli nie chcesz być podrapany, to nie podchodź za blisko – skomentowała rozbawiona Elise.
Rozległa się nastrojowa muzyka, przyciemniono światła, na parkiecie pojawiły się przytulone pary. Elise wdżięcznie przegięła się przez oparcie krzesła i pochyliła ku Aleksiejowi.
– Czy chcesz ze mną zatańczyć, mon ami?
– Jeśli Carlo nie ma nic przeciw ternu.