– Na razie – rzucił znajomym przez ramię, nie odrywając wzroku od Hope. – Czuję, że to sprawa nie cierpiąca zwłoki.
Poczuła nagły niepokój, gdy tamci dwaj obrócili się na pięcie jak marionetki pociągane za sznurki i oddalili bez słowa protestu. Ale czegóż się bała? Wystarczyło przecież poprosić, żeby pozwolono jej wejść i porozmawiać z panią Isabelle Montrachet.
– Co cię sprowadza pod moje drzwi o tak wczes. nej porze, ślicznotko? – mruknął przeciągle i z miną konesera pogładził jasne pasmo włosów, które opadło jej na policzek. Wzdrygnęła się, na co on uśmiechnął się z satysfakcją, ale w dziwnie niemiły sposób. – Mmm, dobry początek… Kto cię przysłał? Założę się, że Sophie, ona wie, co lubię. Tym razem przeszła samą siebie.
– Obawiam się, że bierze mnie pan za kogoś innego – zaoponowałą. – Przyszłam zobaczyć się pańską matką.
Za:śmiał się głośno, odchylając głowę.
– Coraz bardziej mi się podobasz, malutka. Wszyscy wiedzą, że o tej porze roku moja matka siedzi w s.woim zamku nad Loarą. I co mi jeszcze powiesz? Ze się boisz sama spać? Ze zmarzły ci nóżki i trzeba je ogrzać? – Zanim zdążyła się zorientować, mocno opasał ją ramieniem. – A co innego masz ciepłe? Może nawet gorące?
– Proszę mnie puścić! – Jej oczy rozszerzyły się ze strachu, gdy jego rozcapierzone palce chciwie zacisnęły się na jej biodrze, wbijając się w ciało. Nie wyglądało na to, by zamierzał ją uwolnić. Niecierpliwie pchnął drzwi.
Stanowczo za późno pojęła, że wpadła z deszczu pod rynnę. Och, leżeć bezpiecznie w ciepłym łóżku w domu Aleksieja! Tymczasem znajdowała się na pustej paryskiej ulicy obmacywana przez obcego człowieka, który chciał ją zaciągnąć do swojego domu.
Kiedy drzwi nie ustąpiły, załomotał w nie wściekle raz i drugi. Ponieważ był pijany,. nie mógł panować nad paroma rzeczami naraz, więc gdy jego uwaga skupiła się na drzwiach, przez moment mniej starannie pilnował swojej zdobyczy. Hope wyczuła, że nieco rozluźnił uścisk, wywinęła się błyskawicznie i rzuciła do ucieczki w kierunku, z którego przyjechała, nie tracąc czasu na. oglądanie się i w.ypatrywanie pogoni. Strach dodał jej skrzydeł.
Ubiegła już spory kawałek, w płucach paliło ją żywym ogniem, nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, gdy dobiegł ją odgłos samochodu. Chwilę później zapiszczały hamulce, trzasnęły drzwiczki i ktoś zawołał ją po imieniu. Dopiero wtedy spojrzała przytomniej przed siebie, a na widok Aleksieja doznała przypływu niebotycznej ulgi. Rzuciła się w jego stronę ze szlochem, nie bacząc już na nic, pragnąc jedynie znaleźć się w jego ramionach. To jednak nie było jej dane, ponieważ Aleksiej, zamiast chwycić ją w objęcia, złapał ją za barki i potrząsnął, jakby chciał obudzić.
– Hope, co ty wyprawiasz? – spytał gnie~nie. N aj pierw znikasz bez śladu, potem biegniesz do mnie jak zbłąkane dziecko, które chce na rączki. Dotarło wreszcie do ciebie, że są gorsze rzeczy niż moje towarzystwo? Byłaś u Montrachetów?
– Skąd wiedziałeś… gdzie mnie… szukać? – wyjąkała, z trudem łapiąc oddech.
– Nic trudnego. Albo oni, albo ambasada brytyjska, nie miałaś innych możliwości. Ambasadę mogłem sprawdzić później, bo nikt by cię tam nie wpuścił o tej porze, więc musiałabyś spokojnie czekać pod bramą, najwyżej trochę byś zmarzła. Co innego tutaj… Co się stalo?
– Alain wrócił do domu… z jakimiś kolegami odparła, drżąc na, całym ciele. – Mówiłam mu, że ja do jego matki, ale on.,… Ale on…
– Nie słuchał? – domyślił się Aleksiej i ponuro pokiwał głową. – Jesteś blada jak śmierć. Teraz już wiesz, za kogo ojciec chciał cię wydać. J
– Tak – odparła ze znużeniem, czując, jak emocje powoli zaczynają opadać, a na ich miejsce pojawia się dojmująca pustka. – Gdyby nie był pijany, to nie wiem, czy zdołałabym wyrwać się i uciec.
Ujął ją pod ramię i zaprowadził do samochodu. Wślizgnęła się na swoje miejsce grzecznie jak skarcone dziecko, które dobrze wie, że nabroiło.
– Aleksiej? Przykro mi, że tak się stało – wyznała.
– Mnie też – odparł tak cicho, że ledwo dosłyszała. Jego twarz była niezwykle poważna, może nawet smutna. Odwrócił się ku Hope i leciutko przesunął palcem po jej policzku. – Cóż, oboje dostaliśmy nauczkę, żeby pewnych rzeczy nie robić.
Nerwowo zwilżyła językiem wyschnięte wargi. – A gdybym… Gdybym nie dała rady uciec?
Gdyby on…
– Gdyby cię zgwałcił? – podpowiedział niewiarygodnie spokojnym głosem. – Wtedy bym się z tobą ożenił.
Popatrzyła na niego oszołomiona tym wyznaniem.
– Hope, na świecie jest wielu mężczyzn podobnych do Montracheta, ale ty jeszcze nie umiesz sobie z nimi radzić. Nie jesteś przygotowana do życia, batdzo łatwo cię skrzywdzić. Ale to ja zabrałem cię z klasztoru i to ja jestem odpowiedzialny za to, co się z tobą dzieje. To z mojej winy uciekłaś do Montrachetów, więc to ja postarałbym się wynagrodzić ci to na tyle, na ile to możliwe.
Tak, znała to jego poczucie sprawiedliwości, które zawsze domagało się zadośćuczynienia. Oko za oko… Zadrżała. Ale mimo wszelkich ujemnych cech charakteru Aleksiej był o niebo lepszym opiekunem niż jej niedoszły mąż.
– Zdążymy na samolot? – spytała, gdy wchodzili do mieszkania, a znajome Muzy w milczeniu przyglądały jej się z plafonu.
– Polecimy jutro. Jeden dzień nie zrobi różnicy. Nagle coś ją zastanowiło.
– Niby czemu mój ojciec miałby sądzić, że my… A jeśli nie będzie chciał w to wierzyć?
– Takie rzeczy po prostu widać. Kobieta, która już z kimś spała i znalazła w tym przyjemność, zachowuje się zupełnie inaczej niż kobieta, która nie zna tego uczucia. Nabywa specyficznej pewności siebie, to przejawia się w gestach, sposobie mówienia, patrzenia, poruszania się. Rozkwita. Po tobie jeszcze tego nie "Vidać, jeszcze się bronisz, ale niewiele brakuje, żeby twoja kobiecość objawiła się w pełnej krasie. Kiedy twój,ojciec zobaczy cię u mego boku, nie będzie miał żadnych wątpliwości co do rodzaju łączących nas stosunków. – Uśmiechnął się na widok jej zawstydzenia. – Wiesz co? Idź się przespać, masz za sobą ciężkie przejścia. Moje pieszczoty w nocy, propozycje Montracheta nad ranem… Same nieszczęścia – zakpił. – Ale czy teraz przynajmniej rozumiesz, że sypianie zę mną nie jest największą tragedią pod słońcem?
Potulnie skinęła głową. Była tak wykończona, że nie miała siły nawet mówić. Poszła do swojego pokoju, padła na łóżko i niemal natychmiast zasnęła. Aleksiej zajrzał do niej godzinę później i przykrył ją kocem. Przez długą chwilę przyglądał się bladej· jak płótno twarzy i sińcom pod oczami. Nie należał do ludzi, którzy łatw6 odstępują od swoich zamierzeń, ale gdy wstał rano i zrozumiał, że Hope uciekła, opadły go wątpliwości.
Obudziła się wczesnym popołudniem, wypoczęta i w zadziwiająco dobrym nastroju. Jest, jak jest, nie ma co walczyć z rzeczywistością, pomyślała i postanowiła przestać się martwić, a zamiast tego uczyć się, dojrzewać i planować przyszłość. Aleksiej zabiera ją na Karaiby, a kto wie, czy jeszcze kiedyś w życiu uda jej się tam pojechać?
Zjedli razem lekki posiłek, rozmawiając o uprawie winorośli i produkcji wina, ponieważ Hope chciała zdobyć jak najwięcej informacji ze wszelkich możliwych dziedzin. Wyjaśniła, że czuje się beznadziejną ignorantką.