Serce w niej struchlało na widok awionetki – małej i kruchej jak zabawka. Mieli tym lecieć? Jednak ponieważ na jej towarzyszu ten widok nie wywarł żadnego wrażenia, Hope zachowała opanowany wyraz twarzy, aby nie zdradzić się ze swoimi obawami.
Lot trwał około czterdziestu minut.
– Szkoda, że nie lecimy za dnia, miałabyś wspaniały widok na wyspy – zauważył w pewnym momencie Aleksiej, ona jednak była bardzo zadowolona z faktu, że nic nie widać.
Lotnisko na Martynice oceniła w myślach jako dość prymitywne, ale w porównaniu z tym, co zobaczyła na St Marguerite, było ono doprawdy szczytem luksusu i wygody. Tutaj zamiast terminalu znajdował się jedynie blaszany barak. O klimatyzacji chyba nikt nigdy nawet nie słyszał. Lepkie, wilgotne powietrze odbierało oddech, przenikało przez wszystkie pory skóry i wystarczyło pięć minut, by człowiek zaczynał marzyć o lodowatym prys.znicu. Spocony, niedbale ubrany celnik przyjaźnie machnął ręką do Aleksieja, bez zażenowania ocenił wzrokiem Hope i z rechotem rzucił jakąś krótką uwagę.
– Powiedział, że na pewno będzie mi tu z tobą przyjemnie – wyjaśnił Aleksiej, gdy już minęli barierkę· – To znaczy, ubrałem jego wypowiedź w bardziej oględne słowa…
Zaprowadził ją do żółtego dżipa i uśmiechnął się na widok jej zdumionej miny.
– To najlepszy środek transportu na wyspach. Dżungla niszczy drogi z nieprawdopodobną szybkością.
Wrzucił ich bagaże na tył samochodu, a Hope bezwiednie śledziła grę muskułów pod cienką koszulą. Poczuła jakiś dziwny dyskomfort fizyczny, prawie ból, który jednak nie miał nic wspólnego z męczącą, długą podróżą.
– To mała wyspa, można ją objechać w jeden dzień – mówił Aleksiej, gdy ruszyli ciemną wyboistą drogą, pełną ostrych zakrętów. – Największe miasto znajdue się po przeciwnej stronie, nad Atlantykiem. Po tej stronie są plantacje bananów i wioski. W tej chwili przecinamy pasmo wzniesień, które stanowi swoistą granicę klimatyczną. Tutejszy las tropikalny jest naprawdę dziewiczy.
Światła samochodu wyławiały z ciemności niezwykle/bujną roślinność porastającą pobocza. Po jakimś czasie zjechali z głównej drogi – o ile tą szumną nazwą można było określić pełną wyrw nawierzchnię z krusz~jącego asfaltu – i znaleźli się na nieutwardzonym trakcie, gdzie jazda była jeszcze mniej komfortowa. Po jakimś czasie reflektory liznęły jasną ścianę o brzoskwiniowym odcieniu. Aleksiej wyłączył motor.
Hope usłyszała nieznany sobie odgłos. To musiało być morze. Gwiazdy, liczniejsze i większe niż kiedykolwiek widziała, delikatnie rozświetlały widok, jak z plakatu biura podróży: czarne sylwetki palm na tle srebrzystej plaży, za którą zdawała się falować żywa rtęć.
– Będziesz tak siedzieć całą noc? – spytał z niecierpliwością Aleksiej, który zdążył już wysiąść z samochodu i teraz stał obok, trzymając otwarte drzwiczki od strony pasażera:
Wysiadła niezgrabnie, ponieważ od niewygodnej jazdy zesztywniały jej mięśnie. Upadłaby, gdyby Aleksiej jej nie przytrzymał. Mmm, jak miło, mogłaby tak stać w jego objęciach aż do rana… On jednak nie żywił podobnych pragnień, ponieważ zdecydowanie ujął ją pod rękę i zaprowadził do domu.
Do środka wchodziło się przez oplecioną pńączarni werandę. Aleksiej zapalił światło i Hope ujrzała, że znajdują się w dużym kwadratowym pokoju, wyłożonym terakotowymi płytkami na hiszpańską modłę. Ściany pomalowano na biało, nieliczne meble wykonano z wikliny. Ascetyczny wystrój łagodziły rozrzucone na podłodze bajecznie kolorowe maty.
– Tu wszystko bardzo szybko gnije – wytłumaczył Aleksiej. – Wiele rzeczy nie przetrwałoby w tak wilgotnym klimacie.
Za salonem znajdował się korytarz z kilkoma parami drzwi.
– Są tu cztery sypialnie, ale obawiam się, że tym razem nie dostaniesz własnego pokoju. Berthe, która przychodzi sprzątać i gotować, jest niewiarygodną plotkarką, a nie chcę, by się rozniosło, że śpimy
osobno. Wolę nie ryzykować..
Zaprowadził ją do przestronnego pokoju urządzonego w zieleniach i błękitach, do którego przylegała luksusowa łazienka.
– Dzisiaj możesz się pluskać do woli.
Musiała zrobić zdziwioną minę, ponieważ Aleksiej zaśmiał się.
– Taka podróż robi swoje, mon petit. Jestem zmęczony. Skorzystam z innej łazienki, nie musisz się spieszyć w obawie, że przyjdę i zaskoczę cię w kąpieli.
Ten komentarz wcale nie sprawił Hope przyjemności, wręcz przeciwnie. Straciła ochotę na kąpiel, wzięła tylko szybki prysznic, przebrała się w piżamę, skrzywiwszy. się lekko na widok swojej bladej skóry, i udała się do salonu.
Aleksiej właśnie odkładał słuchawkę·
– Sir Henry akurat pojechał w interesach na Martynikę, wróci za kilka dni.
– Mamy więc kilka dni… – mruknęła, nie zdając sobie sprawy z tego, że myśli na głos.
– Tak. I zamierzam je w pełni wykorzystać. Będziesz cała moja, i to do końca – powiedział cicho Aleksiej.
Hope w zamyśleniu wróciła do sypialni. Mimo zmęczenia desperacko walczyła z sennością, czekając, aż Aleksiej wreszcie przyjdzie.
ROZDZIAŁ SIÓDMY
Gdy się obudziła, przez dłuższy moment nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, i było to niezbyf przyjemne uczucie. Nic jednak dziwnego, że była zdezorientowana, skoro ostatnio wielokrotnie zmieniała miejsce pobytu i wszystko zaczynało jej się mieszać. Wreszcie wspomnienia ułożyły się w logiczną całość. Karaiby.
Natomiast stwierdzenie innego faktu nie wymagało od niej żadnego wysiłku. Nawet nie musiała odwracać głowy w bok, by wiedzieć, że jest w łóżku sama. Zawsze gdy Aleksiej był w pobliżu, jej ciało wyczuwało to bezbłędnie.
Wstała, wyjrzała przez ćkno i zamarła z wrażenia. Przed nią rozciągał się zapierający dech w piersiach widok na bezkresne lazurowe morze, obrzeżone pustą plażą w kształcie półksiężyca. Pod oknem znajdowała się ocieniona weranda. Idealne miejsce do wypicia porannej kawy…
Hope pośpieszyła do łazienki. Nie miała pojęcia, gdzie się podział Aleksiej, ale nie chciała, by zastał ją w piżamie, którą wyśmiał poprzedniej nocy. Powiedział, że to pruderia nie na miejscu w tutejszym klimacie, bo tu śpi się nago, i że gdyby nie był zmęczony, natychmiast ściągnąłby z niej te niepotrzebne i śmieszne szmatki.
Czy następnej nocy też nie będzie mu się chciało ściągaó z niej ubrania? To nie była myśl dodająca otuchy, to była myśl podszyta obawą. Chciała się z nim kochać, tęskniła za jego dotykiem, cierpiała z powodu chwilowego odrzucenia. Wiadomo, że na takie zachcianki najlepszy jest zimny prysznic.
Prysznic jednak niewiele pomógł, ponieważ zdradziecka wyobraźnia natychmiast podsunęła jej wizję wspólnej kąpieli z Aleksiejem. Staliby razem pod biczami wody, jego dłonie przesuwałyby się po jej wilgotnej skórze…
– Nie! – prawie warknęła, pośpiesznie zakręcając kurek i wychodząc z kabiny.
Uznała, że spacer po plaży lepiej ukoi jej rozdygotane zmysły. Była już wyczerpana tą ciągłą rozterką, wewnętrzną walką pomiędzy ostrożnym umysłem i spragnionym ciałem. Potrzebowała spokoju. Za wszelką cenę.
Czuć było, że słońce operuje już całkiem mocno mimo wczesnej godziny. Teraz rózumiała, skąd ta wspaniała opalenizna Aleksieja. W nadziei że może jej tuż uda się choć trochę zbrązowieć, ubrała się w szorty i bluzeczkę na wąziutkich ramiączkach. Gdy Aleksiej kupił jej to w Paryżu, była przekonana, że nigdy nie pokaże się w równie skąpym stroju, ale skoro wokół nie było żywej duszy… Plaża wyglądała na prywatną, mało prawdopodobne, by za chwilę pojawiły się tu tłumy turystów.