Nie miała pojęcia, że dotyk słońca na nagiej skórze może być tak przyjemny. A gdy jeszcze zrzuciła klapki i zanurzyła stopy w ciepłym piasku… W klasztorze nie wolno było się opalać ani chodzić na bosaka.
Pies pojawił się zupełnie znienacka, biegnąc w jej stronę i zajadle szczekając na rozbijające się o brzeg fale. Był dość chudy, miał brązową, nieco zmierzwioną sierść i puszysty ogon. Chwycił w zęby wyrzucone na plażę drewienko i z błagalnym wejrzeniem złożył je u stóp Hope.
W klasztorze nie wolno było trzymać żadnych zwierząt, a Hope bardzo je lubiła. Po chwilowym wahaniu schylila się i rzuciła daleko drewienko, a wychudzony psiak pobiegł po nie wyraźnie uszczęśliwiony. Musiał być z pobliskiej wioski, o której wspomniał Aleksiej. Tam pewnie nikt nie miał głowy, żeby się z nim bawić.
Wrócił, upuścił patyk u jej stóp, ale gdy sięgnęła po niego, pies chwycił drugi koniec i zaczął ciągnąć ku sobie, powarkując zabawnie. Jego puszysty ogon wzbijał tumany piasku. Wyglądało to tak komicznie, że Hope nie mogła się powstrzymać od śmiechu. Nagle usłyszała ostry głos Aleksieja.
Odruchowo puściła patyk, wyprostowała się, rozejrzała dookoła i zobaczyła, że Aleksiej płynie w jej kierunku. Pies też go usłyszał, podkulił ogon i uciekł, chociaż Hope próbowała go przywołać z powrotem. Ponownie obróciła spojrzepie na Aleksieja, który właśnie wychodził z wody. Nagi, z pOłyskującą złoto skórą i z tymi lśniącymi kroplami wody we włosach wydał jej się piękny jak grecki bóg.
– Ty idiotko – wyrzucił z siebie ze złością, ledwo stanął na brzegu. – Nie jesteśmy w Europie. Tu jest pełno bezpańskich psów, a większość z nich ma pewno wściekliznę!
– Wcale na to nie wyglądał. Był całkiem miły
– odparła, z trudem odwracając od niego wzrok. Nie
pojmowała, jak mógł się do tego stopnia nie krępować i eksponować swoją nagość, jakby to było coś zup~nie naturalnego. – Nawet nie próbował mnie ugryźć. Tylko się bawiliśmy.
– Zabawy są dobre dla dzieci, dorośli zachowują się rozsądnie – skarcił ją z gniewem. – I wcale nie musi ~ię ugryźć, żeby zarazić wścieklizną. Wystarczy kontakt ze śliną takiego zwierzęcia, kiedy ma się otartą lub skaleczoną skórę. Pokaż ręce!
Chciała dziecinnym gestem schować je za plecy, lecz Aleksiej nie zamierzał się z nią patyczkować. Złapał jej dłonie, uniósł i obejrzał skrupulatnie z obu stron.
– Na szczęście nic nie ma. A gdyby ci się wbiła drzazga z tego oblizanego patyka, wiesz, co mogłoby się stać? Nie mówię, że ten pies na pewno był chory, ale z wścieklizną nie ma żartów!
Zauważyła, że Aleksiej pobladł pod opalenizną, i poczuła, że do niej też dociera świadomość tego, na co się naraziła. Ile czasu zajęłaby im podróż do jakiegoś przyzwoitego szpitala? Oczyma wyobraźni ujrzała, jak zmienia się w. szalejącą wariatkę, która toczy pianę z ust… Wszystko dookoła niej pociemniało. Jakby z wielkiego oddalenia dobiegł ją głos Aleksieja, który wołał ją po imieniu, a potem mówił coś po rosyjsku.
Gdy wróciła jej świadomość, okazało się, że siedzi na gorącym piasku, z głową zwieszoną między kolanami. Aleksiej trzymał ją od tyłu i kazał oddychać powoli i głęboko. Wyprośtowała się, czując na plecach ciepło emanujące z jego ciała. Najchętniej oparłaby się o niego i po prostu chłonęłaby promieniującą od niego energię i siłę życiową.
– Lepiej ci już? Przepraszam, że zareagowałem tak ostro, nie zamierzałem cię przestraszyć, ale sprawa była poważna.
– Nie chciałam zrobić nic złego – szepnęła z trudem, ponieważ zaschło jej w gardle. – Przypomniało mi się, że jak byłam mała, miałam pieska…
– Wiem, rozumiem – powiedział uspokajająco i pogładził jej ramiona, na których pod wpływem szoku pojawiła się gęsia skórka, po czym przygarnął Hope do siebie.
Tak, właśnie tego teraz potrzebowała. Od razu poczuła się lepiej i bezpieczniej.
– Przestraszyłam się na twój widok – wymruczała półsennie.
– Bo nie spodziewałaś się, że pływam w stroju Adama? – spytał z rozbawieniem. – To prywatna plaża, nie muszę się krępować. Ale nawet gdybym wiedział, że wyjdziesz na poranny spacer, nie odmówiłbym sobie tej przyjemności. Woda jest tak ciepła i przyjemna, że grzechem jest nie rozkoszować się nią całym ciałem. Powinnaś spróbować.
– Nie, chodziło mi o to, że pojawiłeś się tak nagle, kiedy zupełnie się ciebie nie spodziewałam. Ten obraz" wrył jej się w pamięć na zawsze. Aleksiej naprawdę wyłonił się z morza niczym grecki bóg. Posejdon, władca oceanu? Nie, raczej złocisty Apollo…
– Jeśli czujesz się na siłach, powinniśmy wrócić do domu. Berthe zaraz przyjdzie przygotować śniadanie. Mam nadzieję, że jesteś głodna, wczoraj prawie nic nie jadłaś. Czy postanowiłaś zagłodzić się na śmierć, żeby zaoszczędzić nieprzyjemnego spotkania i sobie, i ojcu?
– Nie widzę potrzeby chronienia ojca, ponieważ on nie widział potrzeby chronienia mnie. Zresztą, ty też nie zamierzasLl mnie chronić przed bólem, jesteście więc do siebie podobni. – Była zadowolona, że Aleksiej nie ma możliwości dostrzec smutku w jej oczach. – Jeśli czegoś się od ciebie nauczyłam, to tego, żeby polegać wyłącznie na sobie. Tak jest bezpieczniej! – Zerwała się i szybkim krokiem ruszyła przed siebie, byle jak naj dalej od niego.
Dogonił ją, chwycił za rękę i obrócił ku sobie. – W tak młodym wieku myśleć o bezpieczeństwie? Oczywiście najbezpieczniej byłoby uciec z powrotem za mury klasztorne, jak ci to kładły do głowy te twoje siostrzyczki, ale czy nie szkoda życia? Przestań się martwić o przyszłość, żyj chwilą obecną, to się zawsze opłaca… – Objął ją i przyciągnął do siebie.
Jego usta miały posmak soli.
– Bałem się o ciebie – wyszeptał. – Nie masz pojęcia, jak się bałem, że ten kundel…
– Uszkodzi narzędzie twojej zemsty – dokończyła cynicznie. Tak, rzeczywiście szybko się uczyła, niedługo będzie równie cyniczna jak on.
– Do jasnej cholery! – Palce Aleksieja wbiły się boleśnie w jej talię. – Czy ty zawsze musisz popadać w skrajności? Czy wszystko musi być jednoznacznie dobre albo złe, białe albo czarne? Czy skoro nie jestem święty, to od razu muszę być potworem? Naprawdę tak trudno uwierzyć, że chcę dla ciebie dobrze?
– Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.
– Niech cię diabli, ciebie i to twoje świętoszkowate wychowanie – syknął nie na żarty rozeźlony Aleksiej. – Skoro już poruszyliśmy ten temat, to zaraz ci udowodnię, że kłamiesz. A kłamstwo jest grzechem, za który trzeba odpokutować…
I już ją całował, mocno, zachłannie, brutalnie, i już podciągał jej bluzeczkę do góry, już dotykał nieosłoniętych stanikiem piersi, po chwili pociągał za sobą na piasek, odrzucał na bok jej bluzkę…
Hope w pierwszej chwili zapomniała o wszystkim, przeszłość i przyszłość przestały istnieć, jakby roztopiły się w morzu, trwała jedynie cudowna, zachwycająca teraźniejszość, słychać było tylko szalone bicie ich serc przemieszane z szumem fal. Już niczego się nie bała, pragnęła tylko jednego, jej dłonie błądziły"'niecierpliwie po skórze Aleksieja, wstyd wydawał' się uczuciem tak odległym, że aż nierealnym.
Nagle wyczuła, że Aleksiej zaczyna się wycofywać i zrozumiała, dlaczego. Udzielił jej stosownej nauczki, a teraz jeszcze zapragnął dodatkowo ukarać. Nie zastanawiając się nawet przez moment, jedną ręką przyciągnęła go do siebie, a paznokciami drugiej przejechała prowokacyjnie po jego brzuchu.
W porządku, jeśli to był grzech i jeśli kiedyś miała być za to ukarana, to chyba jednak warto zaryzykować. To było tak cudowne, że zupełnie nie obchodziły jej ewentualne konsekwencje. Może potem przyjdzie cierpienie, lecz ta chwila była tego warta.