Hope uznała, że musiała się przesłyszeć.
Jakiś czas później weszła do salonu już w pełni gotowa. Suknia miękko otulała jej ciało niczym druga skóra. Do tego sandały na wysokim obcasie, włosy upięte w kok, który nauczyła się upinać w Paryżu pod okiem stylistki, dyskretny makijaż, połyskliwy lakier na paznokciach, perłowe kolczyki. Nie miała pojęcia, czy Aleksiej ponownie nie zareaguje gniewem na jej wygląd. Uniosła dumnie głowę i spojrzała na niego wyczekująco.
Przez chwilę patrzył na nią tak, jakby nie wiedział, czy śni, po czym powoli wstał z fotela. Miał na sobie smoking i śnieżnobiałą jedwabną koszulę. Podszedł do Hope, uniósł jej dłoń i pocałował ją z szacunkiem.
– Jeszcze raz przepraszam i składam najszczersze gratulacje. Szkoda, że nie zamówiłem drugiej butelki szampana, bo mamy co świętować. Już nie jesteś dzieckiem, lecz wspaniałą kobietą, piękną i dumną. Weszłaś tu i spojrzałaś na mnie jak królowa. Moja matka też robiła takie wrażenie, ale ona pochodziła z rodziny książęcej. U ciebie to chyba wrodzony talent. Co za zmiana!
– Miałarn dobrego nauczyciela – odparła chłodno. – Skoro to ostatni akt i odtąd będę mogła decydować o sobie, to nie zamierzam budować mojego życia na poczuciu wstydu. Jeśli dzisiaj nie wykażę się odwagą, to już zawsze będę się bać. W dodatku nie mam powodu, żeby się wstydzić…
… moich uczuć, miała dodać, lecz Aleksiej wpadł jej w słowo.
– Nie, żadnego powodu. To ja ponoszę winę za wszystko – uciął.
W wystawnie urządzonej restauracji na ich widok szef sali zgiął się w głębokim ukłonie, zaprowadził ich do stolika i wręczył karty. Gdy Hope przeglądała menu, Aleksiej leciutko musnął jej dłoń, żeby zwrócić na siebie uwagę i zapytać, co zamawia. Natychmiast przypomniał jej się dotyk tych rąk, pieszczących całe jej ciało.aż do momentu, gdy…
– Nie wiedziałem, że tu jesteś, Aleksiej! Obrócili się oboje w stronę mężczyzny, który pochylił się ku nim, siedząc przy sąsiednim stoliku,
może dwa kroki od nich. '
– I widzę, że masz czarujące towarzystwo – zagaił nieznajomy. Był niewysoki, miał bystre ciemne oczy i krągłą twarz osoby,o wesołym usposobieniu. – A tak… Mam. – Aleksiej uśmiechnął się wymownie.
– Rozumiem i gratuluję. Ale przynajmniej mógłbyś nas sobie przedstawić, ja wyjątkowo nie stanowię konkurencji, bo jestem z Isabelle. – Z uśmiechem wskazał na elegancką kobietę pogrążoną w lekturze karty win. Nieznajoma nawet nie podniosła na nich wzroku.
– Hope, pozwól, że ci przedstawię mojego dobrego znajomego, Philippe'a Montracheta. Philippe, to jest Hope.
Montrachet? Z Isabelle? Ojciec Alaina! Na zewnątrz nic nie dała po sobie poznać.
– Co cię sprowadza na Karaiby, staruszku? – spytał z zaciekawieniem Philippe. – Oczywiście oprócz tak pięknej damy. – Z galanterią skłonił głowę przed Hope.
– Interesy. Poza tym mam tutaj dom. A wy co tu porabiacie?
Francuz wzruszył ramionami.
– To pomysł Isabelle. Jesteśmy specjalnymi gośćmi Henry'ego. Sir Henry'ego Stanforda. – Nagle zaczerwienił się lekko, jakby zdał sobie sprawę z tego, że nie powinien wymieniać przy Aleksieju tego nazwiska.
– Tak, wiem, o kim mówisz – odparł gładko Aleksiej, nie reagując na niezręczność rozmówcy. – Nie będę wam przeszkadzał przy posiłku, Czy mógłbym jednak po kolacji liczyć na taniec z prześliczną panną Hope?
– Jeśli zabawimy tu na tyle długo… – padła dwuznaczna odpowiedź Aleksieja.
Montrachet przeniósł wzrok z jednego na drugie i z powrotem..
– Obawiam się, że nie – westchnął. – Zyczę miłego wieczoru.
– To rodzice Alaina, prawda? Wiedziałeś, że tu będą? – spytała półgłosem, gdy przyniesiono im owoce morza na przystawkę.
– Nie miałem pojęcia, to czysty przypadek. Ale bardzo pomyślny. I co o nich myślisz?
– Ojciec Alaina robi bardzo miłe wrażenie.
– Aha – zgodził się zdumiewająco lakonicznie.
– Ale nie licz na żadną pomoc z jego strony. Za to chętnie zobaczyłby cię w swoim uroczym apartamencie przy Avenue Niel, gdzie' odwiedzają go… zaprzyjaźnione osoby. W domu,nie mogą, bo tam wszystkim trzęsie Isabelle.
Spróbował wina, a tymczasem Hope zauważyła kątem oka, że Philippe Montrachet obserwuje ją ukradkiem. Sięgnęła więc po swój kieliszek i p'atrząc Aleksiejowi prosto w oczy, z uśmiechem wzniosła niemy toast. Niech Montrachet wie, kogo wybrała!
– J:… to z jakiej okazji? -. zdziwił się Aleksiej.
– Zeby było wiadomo, że nie mam ochoty na wizytę w apartamencie przy Avenue Niel.
On również się uśmiechnął, jednak niemal natychmiast spoważniał, kierując wzrok ku wejściu. Hope siedziała tyłem do drzwi, ale nie miała wątpliwości, że musiał się w nich pojawić jej ojciec. Ręce zaczęły jej drżeć, splotła je więc na kolanach, a na twarz przywołała wyraz spokoju i ópanowania, wyćwiczony do perfekcji w szkole klasztornej.
– Isabelle, Philippe, moi drodzy… – Sir Henry tak nadskakiwał Montrachetom, że Hope poczuła się głęboko zawstydzona jego zachowaniem. Nie pamiętała tej jego cechy, ale może przedtem była zbyt młoda, by to zauważyć. A może ojciec bardzo się zmienił przez ostatnie lata, nie tylko fizyczne? Posiwiał, zaczął się lekko garbić i mimo szerokiego uśmiechu wyglądał na człowieka, który ma kłopoty. Poważne kłopoty.
Zaraz jeszcze się powiększą, pomyślała ponuro, przygotowując się na najgorsze. Ojciec rozejrzał się i jego spojrzenie nieuchronnie padło na osoby przy najbliższym stoliku. Na widok Aleksieja napiął mięśnie jak drapieżnik na widok śmiertelnego wroga.
– Dobry wieczór, sir Henry – przywitał się z chłodną uprzejmością Aleksiej.
Hope widżiała, że jej ojciec przeląkł się obecności brata swojej tragicznie zmarłej kochanki, chociaż robił wszystko, by ten fakt ukryć. Już to wystarczyło, by uzyskała ostateczny dowód prawdziwości słów Aleksieja. Owszem, wierzyła mu i tak, ale jednocześnie przez cały czas żywiła nadzieję, że jej ojciec wcale nie jest człowiekiem niegodziwym. Zachowanie sir Henry' ego nie pozostawiało jednak nawet cienia wątpliwości. Hope poczuła, jak ogarnia ją dojmujące poczucie zawodu. Nie rozumiała, jak Tania mogła pokochać kogoś tak podłego.
– Witam – powiedział krótko, obrażając w ten sposób Aleksieja, ponieważ nie użył jego tytułu. Następnie przeniósł wzrok na Hope, by sprawdzić, czy to ktoś ważny lub sławny.
Nie poznał jej.
Gdy to zrozumiała, omal nie dostała histerii. Po tym wszystkim, co jej zrobił, nawet jej nie poznał! Nie poznał własnej córki! Poczucie zdrady i opuszczenia zaczęło ją dławić w gardle. Naraz zmitygowała się. Chwileczkę, miał prawo jej nie poznać, przecież pamiętał nieob,ytą i trochę zahukaną nastolatkę w szkolnym mundurku…
Zerknęła na Aleksieja. Tak, on też się zorientował w sytuacji i właśnie musiał zrozumieć, że jego misternie obmyślony plan po prostu legł w gruzach. Nie przewidział takiego obrotu wydarzeń, a ponieważ działał metodycznie, nie zostawiając sobie miejsca na spontaniczność, prawdopodobnie nie miał pojęcia, jak zareagować.
– Tanieczka, wybacz… – szepnął bezradnie gdzieś w przestrzeń.
A zatem nie wymyślił na poczekaniu rozwiązania, postanowił się poddać. Gdyby zaczął na siłę wyjaśniać, kim jest towarzysząca mu kobieta, stałoby się jasne, że chodzi mu o perfidnie ukartowaną zemstę. Czy ktokolwiek uwierzyłby, że Hope jest z nim z własnej woli?
Zaraz, przecież była z nim z własnej woli… Nagle ogarnęło ją olbrzymie współczucie i to ono kazało jej wziąć sprawy w swoje ręce i pomóc Aleksiejowi. Gdy jej ojciec ocenił, że nie warto się nią zajmować i już się miał odwrócić od ich stolika, odezwała się równie chłodno, jak jej towarzysz: