Выбрать главу

– A więc jednak nie odezwiesz się do mnie, tato? Mówiłam Aleksiejowi, że tak będzie, ale on wciąż cię bronił. Opowiadał, jaki to jesteś szlachetny i wspaniałomyślny. Podobno już dawno mi przebaczyłeś, że stałam się niegrzeczną dziewczynką.

Przyjęła prowokacyjny wyraz twarzy, nie spuszczając wzroku ze straszliwie pobladłej twarzy ojca. No, ale chyba, się nie dziwisz, w końcu niedaleko pada jabłko od jabłoni, widocznie wdałam się w ciebie. – Przeniosła spojrzenie na Aleksieja, kątem oka zauważając, że nie tylko Montrachetowie, ale i osoby przy sąsiednich stolikach bacznie obserwują gorszącą scenę. – Miałeś rację, kochanie, tatuś się gniewa, tatuś mnie wydziedziczy. Wiesz co, wracajmy na górę, każemy sobie przysłać kolację do pokoju.

No, po takiej perorze nikt już nie uwierzy w jej cnotliwość! Tylko dlaczego Aleksiej zachowuje się tak dziwnie, czemu na nią nie patrzy, czemu wydaje. się zły? Przecież dostał to, o co mu chodziło, prawda?

– Ty podła! – wypluł z siebie sir Henry, który ciężko oparł się o blat stolika, jakby nie mógł ustać o własnych siłach. – Jesteś taka sama jak twoja matka! Jak mogłaś? Po tym, co dla ciebie zrobiłem? Byłabyś bękartem, gdyby nie ja! Ojciec kazał mi się ożenić z twoją matką, bo zaszła w ciążę z moim bratem, a on zginął podczas jakiejś operacji pokojowej, bohater przeklęty! Rozumiesz? Przez ciebie musiałem ożenić się z jakąś puszczalską! Ale nie myśl, że pan hrabia będzie równie skłonny do poświęceń jak ja. Przekonasz się, tak, jeszcze się przekonasz – gorączkowo wyrzucał z siebie pełne jadu słowa, ale nawet t~raz starał się chociaż) częściowo zachować twarz, ponieważ pamiętał, by nie podnosić głosu.

Hope widziała, że osoby siedzące w pobliżu bacznie nadstawiają uszu, nie chcąc nic uronić ~ z frapującej sceny. Dla niej było to obrzydliwe, pragnęła uciec jak naj dalej od tego człowieka, który sączył jad w jej duszę. Rzeczywistość okazała się gorsza od najkoszmarniejszych snów. Nagle wszystko stało się jasne: i widoczny na zdjęciach smutek matki, i oziębłość sir Henry' ego. I znienacka pojawiła się niebotyczna ulga. Ten człowiek nie był jej ojcem! Nie miała wobec niego żadnych zobowiązań!

– Nie rób z siebie świętego, wujku – odparła ściszonym głosem. – A ty jak potraktowałeś Tanię? I co planowałeś dla mnie? Sp6tkałam Alaina Montracheta, któremu chciałeś mnie sprzedać, co byłoby gorsze niż prostytucja. – Odważyła się rzucić krótkie spojrzenie na Isabelle, która przewiercała ją pełnym odrazy i furii wzrokiem.

– Jak pomyślę o tym, ile mnie kosztowało wychowanie cię…

– Na cnotliwą zakonnicę – dokończyła z uśmiechem, w którym nie było śladu wesołości, po czym wstała nieoczekiwanie. Oczy wszystkich obecnych zwróciły się ku olśniewająco pięknej, a zarazem zdumiewająco kruchej blondynce, która wyprostowała się dumnie, mierząc sir Henry' ego pogardliwym spojrzeniem. – Nie chcę ci nic zawdzięczać. Spłacę cię'co do grosza. Zwrócę koszty nauki i utrzymania.'

– Niby z czego? Jak na to zarobisz? Tak samo, jak na tę suknię i te perłowe kolczyki? Dziwka!

Nawet nie zauważyła, kiedy to się stało. Aleksiej w mgnieniu oka zerwał się z miejsca i jednym ciosem pięści powalił sir Henry'ego na ziemię. Ten chwycił się za zaczerwienioną szczękę i zmierzył przeciwnika nienawistnym spojrzeniem.

– Mogę pana za to podać do sądu.

– A stać pana? – odpalił Aleksiej. – Ale może pan odesłać nasze rzeczy, adres jest w recepcji. Idziemy – powiedział rozkazująco do Hope i wyszedł z restauracji tak szybko, że Hope prawie musiała za nim biec, by dotrzymać mu kroku.

Czuła, że podczas tej konfrontacji coś w niej pękło. Coś w niej umarło. Do ostatniej chwili żywiła irracjonalną nadzieję, że serce ojca odmieni się na jej widok, że on po prostu przygarnie ją jak marnotrawne dziecko i miłość zwycięży. Nie będzie miało znaczenia, co zaszło między nią a Aleksiejem, nie będzie miało znaczenia, że nici ze ślubu z dziedzicem bankierów. Tymczasem jej ojciec nie żył, a ojczym był wyrachowanym draniem. Dostała lekcję, której nigdy nie zapomni. Trudno, takie jest życie, pomyślała trzeźwo. Zadnych sentymentów. Dzieciństwo i romantyczne rprzonki zostały za nią. Stała się twarda i cyniczna. Dorosła.

– Już wyjeżdżamy? – spytała, gdy zrównała się z Aleksiejem w holu przy recepcji.

– A co, jeszcze ci mało? Masz ochotę na jakieś kolejne rewelacje? A może to nie były rewelacje, może wiedziałaś?

– Nie, o niczym nie miałam pojęcia. Jednak na pewno nie kłamał, był zbyt wściekły. Właściwie cieszę się z takiego obrotu sprawy, bo dzięki temu wiem, że nie jest moim ojcem. To jednak duża ulga. Miał taką minę… Montrachetowie też… To było prawie komiczne.

– To nie było- komiczne, raczej koszmarne. Aleksiej gwałtownie ujął ją pod ramię i z pośpiechem wyprowadził z łfotelu. – Dlaczego to zrobiłaś?

Jak to? On się jeszcze pytał?

– Dlaczego? – powtórzyła ostrym tonem, czując, że zaraz wybuchnie. – Może dlatego, że noblesse oblig e … A może głupio wierzyłam, że więzy krwi są ważniejsze od pieniędzy. Ale zmądrzałam. Masz więc dodatkową satysfakcję, bo twój cyniczny pogląd na życie okazał się jak najbardziej uzasadniony. Pełny sukces! Mam nadzieję, że to ci przywróci utracony spokój.

– Chodziło o spokój duszy mojej siostry.

– Ona nie pochwaliłaby tego, co zrobiłeś. Nie mam pojęcia, jak to możliwe, ale ona go kochała.

– I co? To wystarczy, żeby mu wybaczyć? Zresztą, co ty możesz wiedzieć o miłości, która jest cierpieniem?

– Nic – skłamała. – A ty coś wiesz?

Nie oczekiwała odpowiedzi, lecz Aleksiej odparł:

– Aż nazbyt wiele. To częsta przypadłość w mojej rodzinie, a ja nie jestem wyjątkiem.

Ze zmartwiałym sercem wsiadła do dżipa. Wiedziała, kogo miał na myśli Aleksiej. Przepiękną paryżankę, która nie miała zamiaru poświęcić dla niego majątku. Zatem Elise gościła nieustannie w jego myślach.

Starannie ukrywając swój ból, Hope przez całą drogę zabawiała Aleksieja uprzejmą konwersacją o niczym, której nasłuchała się w paryskich salonach. Odpowiadał monosylabami, a ona dalej wytrwale budowała mur z pustych słów, za którym chciała się ukryć. Aleksiej osiągnął wymarzony cel, teraz pozbędzie się jej. Koniec. Już nigdy więcej…

– Coś nie tak? – spytał gwałtownie, gdy głos jej się podejrzanie załamał.

– Ależ skąd. Niby czemu miałoby być coś nie tak? – rzuciła lekko.

Przyszło jej na myśl, że okrążają się jak wrogowie podczas pojedynku, a ich bronią są niechęć i podejrzliwość. Wrogowie i kochankowie zarazem. Niebezpieczna kombinacja.

– Chcę dzisiaj spać sama – zakomunikowała, gdy w świetle reflektorów pojawiła się znajoma weranda. – Nic mnie nie obchodzi, co Berthe sobie pomyśli, teraz to już bez znaczenia.

– Jak sobie życzysz.

Odniosła wrażenie, że równie dobrze mogłaby mówić do ściany. Wysiadła z samochodu i poszła do domu, wyprostowana jak struna, pełna rozpaczy, lecz dzielnie nadrabiająca miną. Słyszała za sobą kroki Aleksieja, który nagle przystanął na moment, lecz ona nie odwróciła się ani nawet nie zwolniła i dlatego nie doleciały jej wypowiedziane półgłosem słowa:

– Boże, co ja zrobiłem?

Nie sądziła, że po takim stresie uda jej się zmrużyć oko, a jednak sp'ała jak kamień. Rano obudziła się z myślą: uciec! Schować się w mysią dziurę, nie musieć już nikogo oglądać, nie musieć z nikim rozmawiać. Jednak w ten sposób przyznałaby, jak bardzo cierpi, a tego nie wolno jej było zrobić. Nikt się nie dowie, jak głęboko zabolał ją fakt, że nie ma nikogo, nikogo, kto by ją kochał, dla kogo byłaby ważna. Była zupełnie sama, odtrącona zarówno przez ojczyma, jak i przez kochanka, którzy poświęcili ją dla własnych celów.