Выбрать главу

– Nie jestem w ciąży – oznajmiła dobitnie.

– Nie, pewnie, że nie, to było tylko takie porównanie – powiedział uspokajająco. – Wiesz co, może zejdź na dół i poleż przez chwilę.

– Dzięki, już mi lepiej – skłamała, kładąc dłoń na płaskim brzuchu.

A jeżeli to prawda? Wiedziała, jak przebiega cykl, siostry wszystko im porządnie wyjaśniły. Rozpaczliwie policzyła dni. Spóźniała się… Może z powodu stresu. A jeśli… Nie, chwileczkę, przecież Aleksiej musiał wziąć to pod uwagę. Wytężyła pamięć, próbując przypomnieć sobie, co dziewczęta szeptały po nocy na temat zabezpieczania się, bo takiej wiedzy zakonnice im oczywiście nie przekazały. Nie było żadnych zewnętrznych oznak, które by świadczyły o tym, że Aleksiej się zabezpieczył, ale może łykał jakieś pigułki? Słyszała, że kobiety mogą brać jakieś tabletki, więc m,oże mężczyźni też?

Jeśli jednak nic nie brał i zrobił to celowo, żeby jego zemsta była jeszcze bardziej okrutna i perfidna? Nie, to niemożliwe, doszła do wniosku. Aleksiej był zbyt dumny ze swego pochodzenia, by miał nie uznać dziedzica, choćby i z nieprawego łoża. To byłaby jego krew, a dla niego więzy krwi były czymś świętym.

– Od wyspy dzieli nas jeszcze mniej więcej godzina drogi. Możemy zarzucić kotwicę tutaj i zjeść lunch albo popłynąć na wyspę i zjeść dopiero tam. Chyba że jesteś bardzo głodna?

– Nie, mogę poczekać – zapewniła pospiesznie, ponieważ na samą myśl o jedz;eniu znów zrobiło jej się niedobrze.

Jeśli rzeczywiście była w ciąży z Aleksiejem, to co powinna teraz zrobić? Tania w podobnej sytuacji wybrała śmierć, zresztą nie ona jedna, sądząc z tego, co Hope czytała w książkach. Jednak ona sama chciała żyć, niezależnie od wszystkich przeciwności losu. W końcu nie będzie pierwszą dziewczyną na świecie, która urodzi nieślubne dziecko. Zdarzają się większe tragedie.

Z kolei jej matka poślubiła niekochanego mężczyznę, żeby dziecko miało oboje rodziców. Przypomniała sobie też, jak kiedyś zakonnice znalazły pod bramą koszyk z noworodkiem. Widać jakaś niezamężna panna nie znalazła innego. sposobu, by zapewnić dziecku pełną rodzinę. Również tej drogi Hope nie zamierzała obierać. Nie miała zamiaru oddawać dziecka do adopcji ani szukać pomocy u Aleksieja. To maleństwo, jeżeli zostało poczęte, miało tylko ją.

Powoli podpływali do niewielkiej piaszczystej wysepki ozdobionej kępą palm. Hal powiedział, że muszą tu zostawić jacht, bo dalej jest za płytko.

– Możemy udać się na wyspę wpław albo nadmuchać ponton. Co wolisz?

Zmierzyła dystans spojrzeniem i stanowczo opowiedziała się za pontonem. Hal spuścił go na wodę, włożył kosz z prowiantem i popłynęli na plażę, gdzie urządzili piknik. Hope poczuła się znacznie lepiej, więc z apetytem zjadła sałatkę owocową i popiła lekkim białym winem.·

– Gdybym zdał się na matkę, mielibyśmy tylko sok owocowy. Twoi rodzice też traktują cię, jakbyś wciąż była dzieckiem?

Wymruczała coś pod nosem, ale Hal na szczęście nie wydawał się zainteresowany odpowiedzią. Wyciągnął J;ię wygodnie na: ręczniku kąpielowym.

– Za spokojnie na surfing. Nie wiem, jak ty, ale ja zamierzam uciąć sobie małą drzemkę, a potem chciałbym cię zabrać na ryby. Usmażymy je i będzie kolacja palce lizać.

Poszła za jego prz.;rkładem i zasnęła, a gdy się obudziła, słońce stało już znacznie niżej.

– Obudziłaś się wreszcie! – dobiegł ją uradowany głos Hala._ – Czy wiesz, że spałaś bite trzy godziny? Nie miałem serca cię budzić. I wyglądałaś tak ślicznie… To co, idziemy na ryby?

Zerknęła na zegarek.

– Wybacz, ale nie wiem, czy nie powinniśmy już wracać. Zrobiła się prawie piąta, miną co najmniej dwie godziny, zanim znajdziemy się z powrotem na przystani, a ja potem mam jeszcze godzinę drogi do siebie. Spóźnię się na kolację.

– W porządku, to i tak była fajna wycieczka zgodził się Hal, spakował rzeczy do pontonu i sięgnął po wiosła.

Pół godziny później przyszedł z zakłopotaną miną do małej kabiny, w której ulokowała się Hope.

– Głul?ia sprawa. Siadło całe zasilanie, radio też zdechło. Zagli nie ma co rozstawiać, bo nie ma wiatru. W dodatku nie wziąłem komórki, po prostu nie przyszło mi to do głowy.

– Chcesz mi powiedzieć, że nie możemy się stąd ruszyć?.

– Na to wygląda, ale nie ma się co martwić zapewnił pospiesznie, widząc jej ponurą minę. – Lucy wie, gdzie jesteśmy, powie rodzicom i ojciec po nas przypłynie, żaden problem. Rzecz w tym, że zaczną się martwić dopiero wieczorem, więc będą tu najpewniej za kilka godzin. Bo nawet jeśli powiedziałaś twoim starym, że płyniesz na wyspę, to przecież nie wiedzą, gdzie dokładnie. ona jest.

– Nawet nie powiedziałam, że wychodzę – przyznała smętnie.

Siedzieli na koi, patrząc przez bulaj na opromienioną czerwonawym blaskiem wodę. Zbliżał się zachód słońca.

– Mogło być gorzej – zauważył Hal. – Mamy je- _ szcze trochę prowiantu, no i perspektywę, że za jakiś czas ktoś nas stąd zabierze. Do tej pory musimy jednak siedzieć po ciemku, bo nie mamy prądu. Ale miło jest siedzieć po ciemku. Można robić różne rzeczy…

– Naprawdę nie możesz tego naprawić? – spytała gwałtownie.

– Kiepski ze mnie mechanik, mam za to mnóstwo innych pożytecznych talentów… – powiedział bardzo sugestywnym tonem.

– Nie zapominaj, że mieliśmy być przyjaciółmi, nic więcej… – przypomniała mu szybko.

– Jedno drugiemu nie przeszkadza. – Zachęcającym gestem przesunął palcami po jej nagim kolanie.

Serce podskoczyło jej W piersi. Co zrobić, żeby nie zdenerwować Hala i wyjść cało z opresji? Szczęśliwie nie miała do czynienia z kimś pokroju Alaina, ale i tak powinna uważać.

– Bardzo cię lubię i w innej sytuacji… – znacząco zawiesiła głos. – Ale widzisz…

– Jest ktoś inny? – mruknął ponuro.

Właśnie, że też jej samej nie przyszło to do głowy!

– Tak, jest ktoś inny.

Hal zabrał rękę z jej nogi.

– Co za pech. Utknąć na bezludnej wyspie z taką dziewczyną i nie móc jej nawet pocałować… Masz naprawdę faceta, czy tylko tak zmyślasz?

– Mam – potwierdziła i barwnie opisała Aleksieja, częściowo po to, żeby przekonać Hala, a częściowo po to, żeby odwrócić jego uwagę od swojej osoby.

– Nigdy tu nie widziałem takiego chłopaka. Czekaj, a może ty wolisz staruszków? Ile. ten twój kochaś ma lat?

W tym momencie.usłyszeli odgłos silnika.

– Coś mi się wydaje, że Lucy zemściła się za to, że jej nie zabrałem na tę wycieczkę, wygadała się wcześniej, niż sądziłem, i w efekcie mamy na karku ekipę ratunkową. A tak się starałem, żebyśmy tu utknęli na cały wieczór…

Hope spojrzała na niego ze zdumieniem.

– Jak to?

– Prąd nie wysiadł, ale naprawdę zabrakło mi paliwa. Tak wszystko obliczyłem, żeby to się stało właśnie tutaj. No, a zepsuć radio to żaden problem. Ojciec nie będzie nic podejrzewał, ale dziwię się trochę, że ty się nie zorientowałaś. Stara sztuczka… Zabierasz dziewczynę w ustronne miejsce i mówisz, że nie ma jak wrócić. Kto by miał ochotę na jakiś durny piknik! To dobre dla dzieci.

Poczuła się zdradzona. Kolejny mężczyzna, który chciał ją wykorzystać do zaspokojenia swoich potrzeb.

– Powinieneś był mi jasno powiedzieć, o co ci chodzi. Zaoszczędziłbyś sobie masę kłopotów – powiedziała z trudem przez ściśnięte gardło i wyszła na pokład.

Ojciec Hala był ewidentnie wściekły. Spiorunował ich wzrokiem i kazał im natychmiast w~ść na jego jacht.

– Ty durniu, matka omal nie dostała przez -ciebie zawału! – warknął na syna, a potem przeniósł potępiające spojrzenie na Hope. – A twój ojciec, moja panno, nie ukrywał, co myśli o takim zachowaniu. Wstyd!