– Mimo to nadal uważam, że powinnaś ze mną jechać do Napa Valley. Moim zdaniem Dale' owi zależy na tobie. W przeciwnym wypadku atmosfera między wami nie byłaby tak napięta.
– Nie – ucięła stanowczo Bianka. – Nie mogę.
Tak samo jik nie mogę znieść widoku Nika w ramionach Dale'a. Wiem, że gdybym źaszła teraz w ciążę, mogł?by to przerwać moją karierę, ale jakoś przestało mnie to martwić. Kocham Dale' a, chciałabym urodzić jego dziecko. Naprawdę mało brakuje, żebym się załamała. Dlatego nie mogę z wami jechać. Zresztą Niko potrzebuje opieki, muszę zostać.
– Bardzo chciałabym go zabrać, ale Dale zaplanował odwiedzić wiele miejsc. Tak intensywny program byłby dla małego zbyt męczący.
Hope miała spędzić weekend w Napa Valley u rodziny Dale'a. Umówili się, że przyleci z Los Angeles do San Francisco, gdzie na lotnisku będzie na nią czekał wynajęty samochód. Dale zostawił jej szczegółowy plan i udzielił niezbędnych wskazówek
Bianka zerknęła na zegarek i Jęknęła.
– Biegnę,· bo się spóźnię na zdjęcia. – Zerwała się z fotela. – Każdy, kto myśli, że życie gwiazdy to same przyjemności, powinien spróbować, co to znaczy być na każde gwizdnięcie reżysera. Pełna gotowość bojowa przez całą dobę. Jak zadzwoni, to harujesz kilkanaście godzin, jak nie zadzwoni, to umierasz z nerwów, że już nikt cię nie chce.
– Przecież ty to uwielbiasz – droczyła się Hope, ale twarz jej przyjaciółki pozostała poważna.
– Kiedyś tak mi się wydawało – przyznała Bianka. – Nie można jednak tak łatwo wymazać tego, co ci wpojono w okresie dorastania. To zapada w człowieka bardzo głęboko. Tak naprawdę nadal jestem wierną zasadom wychowanką szkoły zakonnej. N ajbardziej liczy się dla mnie dom i rodzina.
Hope widziała, że jej przyjaciółka jest nieszczęśliwa i poczuła pokusę, żeby porozmawiać z Dale'em poważnie. Czy miała jednak prawo wtrącać się w nie swoje sprawy? Ajeśli się myliła? Bianka przecież znała Dale'a dużo lepiej, więc skoro twierdziła, że on się nie ożeni, to pewnie miała rację.
Następnego dnia Hope z ciężkim sercem odeszła od kołyski ze śpiącym synkiem. Zostawiała go po raz pierwszy i było to dla niej ciężkie przeżycie.
– To tylko dwa dni – uspokajała ją Bianka. – Wiesz, że będzie miał jak najlepszą opiekę, a ja przez dwa dni będę się czuła, jakbym to ja była szczęśliwą mamą! Właśnie, czy załatwiłaś już wszystkie formalności związane z chrztem?
Oboje z Dale'em mieli być rodzicami chrzestnymi. Hope z duszą na ramieniu poszła do kościoła parafialnego, ale odkryła, że samotna mama nie jest dla księdza z Hollywood niczym zdrożnym.
Podróż samolotem nieuchronnie skojarzyła jej się z Aleksiejem, z ich pamiętnym lotem na Karaiby. Wiedziała, że nie powinna o tym myśleć, przydawać sobie udręki, ale – och! – jak tu nie myśleć, gdy tak bardzo się tęskni?
Gdy w hali przylotów w San Francisco przechodziła obok kiosku z gazetami, na jednej z kolorowych okładek mignęła twarz Elise. Hope podeszła krokiem lunatyczki, litery rozpływały jej się przed oczami. "Dla męża zrzekła się fortuny!" Jak w transie zapłaciła za magazyn, podeszła' do najbliższej ławki i opadła na nią, zapominając na śmierć o celu podróży, o czekającym na nią samochodzie, o całym świecie. Elise zmieniła zdanie i wyszła za Aleksieja!
Trzęsącymi się dłońmi przerzuciła strony, szukając dalszego ciągu artykułu, wreszcie znalazła. Było tam duże zdjęcie Elise, za którą stał Aleksiej. Hope pochyliła się nad fotografill, nieświadoma cichego jęku, jaki wydarł się z jej ust, i chłonęła każdy szczegół. Zeszczuplał jeszcze bardziej, jego kości policzkowe stały się bardziej wydatne, stanowił zupełne przeciwieństwo przysadzistego mężczyzny okrągłej twarzy, czarnych włosach i oczach, stojącego obok Elise.
Podpis głosił: "Aristotle Nicholaus, kuzyn pierwszego męża panny młodej, jeden z najbogatszych ludzi świata, podczas ceremonii ślubnej z francuską wdową… " Hope gorączkowo wróciła wzrokiem do zdjęcia i dopiero teraz zauważyła to, co przeoczyła, przyglądając się wyłącznie Aleksiejowi. Elise i grecki krezus trzymali się za ręce, na dłoni Francuzki lśnił pierścionek z olbrzymim diamentem.
Nie poczuła ulgi, tylko smutek. Jakże Aleksiej musiał cierpieć! I jak Elise mogła być tak okrutna, żeby zaprosić go na ślub i to w roli świadka? Ogarnęło ją przemożne pragnienie, by rzucić wszystko, jechać do niego i jakoś go pocieszyć. Wszystkie krzywdy, jakich od niego doznała, znikły w jednej chwili, jakby wyparowały w powietrze, jakby ich nigdy nie było. Ale wiedziała, że on nie potrzebował ani jej pociechy, ani jej miłości. A ona była zbyt dumna, by narzucać mu się z uczuciami.
Włożyła magazyn do torby i udała się do biura wynajmu samochodów.
_ Tak, samochód czeka na panią – potwierdziła pracownica firmy. – Jeden z naszych najlepszych. Pan Lawrence specjalnie wybrał… – dodała, lustrując Hope wzrokiem, pod którym omal nie spaliła się ze wstydu. – Tu są kluczyki, proszę pokwitować odbiór, zaraz nasz pracownik zaprowadzi panią na parking.
Na parkingu, ku jej wielkiemu zmieszaniu, zaprowadzono ją do luksusowego kabrioletu w czerwonym kolorze. Nie miała wyjścia, wsiadła do samochodu, ustawiła lusterka, niepewnie zapuściła motor i wykonała dwie próbne rundki, żeby przyzwyczaić się do nowego wozu. I:rowadziło się go bardzo miękko, więc Hope jeszcze tylko sprawdziła mapy od Dale' a i wyruszyła w drogę.
Dale powiedział, że podróż zajmie jej niewiele ponad godzinę, miała więc czas, żeby dalej myśleć. o Aleksieju. Musiał być to dla niego cios w samo serce, gdy okazało się, że kobieta, którą pokochał i z którą pragnął się ożenić, wyżej sobie ceniła pieniądze niż jego uczucia…
Po godzinie dojechała do miasteczka St Helen, winnica Dale' a znajdowała się niedaleko. To dobrze, ponieważ zapadł już zmierzch, a Hope nie chciała po ciemku pomylić drogi w nieznanym terenie. Niedaleko za miasteczkiem szosa rozwidlała się. Hope skręciła w szerszą drogę. Teraz jechała powoli, szosa była kręta, a Hope starała się.nie przeoczyć drogowskazu, który miał stać u wlotu bocznej drogi wiodącej do winnicy Dale' a.
Po godzinie stało się jasne, że zabłądziła. Musiała zawrócić, w tym celu wjechała w najbliższą boczną drogę, ale nie dała już rady się wycofać, ponieważ silnik zgasł i odmówił posłuszeństwa. Spojrzała na wskaźnik paliwa i jęknęła. Jak mogła nie pomyśleć o zatankowaniu benzyny? No tak, przecież była zajęta rozważaniami na zupełnie inny temat…
W oddali zauważyła światełko, uznała więc, że najszybciej będzie pójść do najbliższych zabudowań i odkupić od gospodarzy trochę benzyny. Wysiadła, zamknęła samochód i ruszyła przed siebie na tyle szybko, na ile pozwalały jej wysokie obcasy. Nie przewidziała, że przyjdzie jej maszerować po polnej drodze, miała więc na sobie białe sandałki, które pasowały do białego rozpinanego sweterka, błękitnej bluzki i wąskiej mini z rozcięciem.
Ponieważ zabudowania znajdowały się dalej, niż jej się początkowo wydawało, odetchnęła z ulgą, gdy wreszcie dotarła do obrośniętego dzikim winem domu we włoskim stylu. Dziedziniec wybrukowano nieregularnymi kamieniami, które wyglądały bardzo malowniczo, ale więzły między nimi obcasy. Mimo że Hope starała się zachować ostrożność, przy kolejnym kroku noga poleciała jej w bok, a kostkę przeszył dojmujący ból.
Hope przystanęła, zdjęła sandały i pokuśtykała ku drzwiom. Zapukała, bez rezultatu. Ktoś jednak musiał być w domu, przecież nad wejściem paliło się światło! Zapukała mocniej, nieco zniecierpliwiona. Po chwili usłyszała zgrzyt odsuwanej zasuwy i drzwi uchyliły się. Za nimi panowała ciemność. Jak w horrorze, pomyślała nerwowo. Odchrząknęła.