Выбрать главу

Rozgniewał ją tym jeszcze bardziej.

– A skąd możesz wiedzieć, czy ja mam ochotę na zalegalizowanie związku? Może jestem zadowolona z tego, co mam, i nie żądam więcej?

– Znam cię, mon petit. Dla ciebie miłość jest równoznaczna z przysięgą małżeńską, innego rodzaju związki to tylko… romansiki.

– A co w tym złego?

– Nic, zupełnie nic. Próbuję tylko powiedzieć, że wolałbym, żebyś obdarzyła uczuciem kogoś bardziej wartościowego, kogoś, kto kochałby cię równie mocno jak ty jego.

– Też bym wolała – odparła zdławionym głosem, który zdradzał cierpienie. – Nie chcę więcej rozmawiać na ten temat, Aleksiej.

Spojrzał na nią z nagłym niepokojem. Wiedziała, że tego ranka nie wygląda kwitnąco. Była blada i miała podkrążone oczy, ale nie odwróciła głowy.. – Hope, z kim ty się zadałaś?

– Z mężczyzną, ani lepszym, ani gorszym od innych. Dlaczego miałby cenić to, czego ty nie ceniłeś? Czemu miałby troszczyć się o twoją byłą kochankę?

Twarz mu poszarzała, z całej siły zacisnął palce na kierownicy.

– Śmiał ci to powiedzieć? – syknął nienawistnie przez zaciśnięte zęby.

Hope obrzuciła go zdumionym spojrzeniem, ponieważ nie rozumiała, co wywołało tak silną reakcję. W ogóle zachowanie Aleksieja chwilami wprawiało ją w bezbrzeżne zdumienie.

– Nie… Dale nigdy nie zająknął się nawet słowem na temat mojej przeszłości, ale nie mogę oczekiwać, że ktoś będzie traktował mnie z szacunkiem, skoro sama sobą pogardzam. Wiem, ile jestem warta.

– Wielki Boże! – Aleksiej zahamował gwałtownie, a gdy samochód stanął, odwrócił się do niej, przerażająco blady. – Nie wolno ci tak mówić, nie wolno! Hope, ja… Nie, to nie ma najmniejszego sensu. – Machnął ręką i zapalił silnik równie nieoczekiwanie, jak go zgasił. – Upierasz się przy róli męczennicy, która do końca życia będzie ponosić karę za grzechy młodości. Nie mogę cofnąć czasu i zmienić przeszłości, więc pogódź się z tym faktem i przestań się zadręczać.

– A gdybyś mógł, zmieniłbyś? – zaatakowała natychmiast.

– O Boże, gdyby tylko było to możliwe!

– Chcesz mi powiedzieć, że nie wziąłbyś mnie siłą do łóżka, że nie…

– Dosyć! – zażądał ostro. – Dosyć! Oczywiście, możemy dalej się ranić i krźywdzić bez opamiętania, ale po co? Co się stało, to się nie odstanie, i nie tylko ty zadręczasz się wyrzutami sumienia. Nie tylko ty cierpiałaś – wyrwało mu się, jakby nie mógł już dłużej powstrzymywać tych słów. – Kiedy znikłaś tak zupełnie bez śladu… – Na jego czole pojawiły się kropelki potu. – To były najgorsze dni mojego życia. Myślałem, że po tym, co zrobiłem…

_ Popełniłam samobójstwo? – spytała z niedowlerzamem.

– A co w tym dziwnego? Nie byłby to pierwszy wypadek, kiedy młoda, wrażliwa dziewczyna targnęła się na życie, bo została brutalnie wykorzystana przez mężczyznę. W dodatku tuż przedtem została odrzucona przez najbliższą osobę z rodziny. Wystarczająco dużo powodów, żeby się załamać. – Zacisnął szczęki. – Jak mogłem ci to zrobić? Przecież chciałem się z tobą ożenić…

– Zeby mi wynagrodzić ciężkie przejścia, na jakie mnie naraziłeś? – dokończyła głosem tak doskonale opanowanym, że ją samą to zdumiało. – Bardzo to szlachetne, ale zupełnie niepotrzebne. Twoi nobliwi przodkowie zaczęliby się przewracać w grobach, gdybyś dał ich nazwisko kobiecie, która się tak lekko prowadzi.

– Ach, więc sama przyznajesz, że lubisz romansować? Powiedz, jak długo prowadziłaś tę podwójną grę, od kiedy, znałaś człowieka, z którym ode mnie odeszłaś?

Nie potrafiła zrozumieć, jakim cudem Aleksiej może niemal jednym tchem mówić o tym, że chciał się z nią ożenić i sugerować, że miała dwóch kochanków naraz. On w ogóle nie zważał na jej słowa i postępowanie, tylko kierował się uprzedzeniami. Nic, co mówiła i robiła, nie mogło tego zmienić.

– Osobę, z którą opuściłam Karaiby, znam dłużej od ciebie – odparła, nie tłumacząc, że ma na myśli przyjaciółkę, nie kochanka. Wiedziała aż nadto dobrze, że Aleksiej nie uwierzyłby, gdyby powiedziała prawdę, więc postanowiła,zaoszczędzić sobie dodatkowego bólu.

– Ach, więc to tak… – W jego głosie brzmiała bezbrzeżna gorycz. – Powinienem był się domyślić. Ale zachowywałaś się tak, jakbyś…

– Jakbym się w tobie zakochała? – rzuciła lekkim tonem, chociaż serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. – Myślę, że zadaliśmy sobie wystarczająco dużo ran jak na jedno spotkanie – powiedział z takim smutkiem, że nagle poczuła wyrzuty sumienia.

Nie powinna z nim walczyć, był przecież wyraźnie przybity po utracie Elise. Nic dziwnego, że chwilami był dla niej okrutny. Gdyby wiedział, jak bardzo Hope go kocha, z pewnością traktowałby ją delikatniej, niezależnie od tego, jak bardzo cierpiał po roz. staniu z Elise. Oczywiście nie mogła się przed nim zdradzić ze swoimi uczuciami.

Zerknęła ukradkiem w bok. Ten jego arystokratyczny profiL… Czy Niko będzie bardzo podobny do ojca? I co mu powie, gdy synek zacznie zadawać pytania? Bo zrobi to na pewno. Im będzie starszy, tym więcej będzie chciał wiedzieć, tym więcej będzie chciał zrozumieć. Ale czy usprawiedliwi postępowanie matki? I jak mu to wszystko opowiedzieć, żeby go ochronić przed cierpieniem? Chłopiec zapewne nie poprzestanie na rozmowie, będzie chciał odszukać ojca. I co wtedy? Nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, westchnęła głęboko.

– Przywiozłem cię do twojego mężczyzny, ale nie wyglądasz na zadowoloną – usłyszała dziwnie szorstki głos Aleksieja i dopiero w tym momencie zauważyła, że zajechali przed dom. Sekundę później otworzyły się drzwi wejściowe.

Dale podbiegł do samochodu, wołając:

– Dziecinko, co z tobą? Wszystko w porządku? Nieco niezdarnie wysiadła z samochodu i wpadła wprost w objęcia przyjaciela. Nareszcie poczuła się bezpiecznie. Miała ochotę się wypłakać.

– Och, Dale…

Głaskał ją po ramionach i plecach, uspokajając w podobny sposób, jak ona uciszała płaczące dziecko.

– Już dobrze, dziecinko, już dobrze… Może przedstawisz mnie panu? – zaproponował.

Hope wyprostowała się i przedstawiła sobie obu mężczyzn, którzy zmierzyli się przenikliwymi spojrzemanu.

– Postanowiłem przywieźć Hope, bo sama nie dałaby rady prowadzić, wciąż boli ją noga.

– Jestem panu bardzo zobowiązany. Chodźmy, mama nie może się już ciebie doczekać, zaraz zrobi ci okład. Jesteś pewna, że nasze plany weekendowe nadal są aktualne?

– Jak najbardziej, pod warunkiem, że będę mogła liczyć na twoje wsparcię. Myślę o twoim ramieniu – odparła, siląc się na żartobliwy ton.

Dale zaprosił Aleksieja, by do nich dołączył, lecz on wymówił się i wsiadł do samochodu.

– Dziękuję… za wszystko – wydusiła z siebie z trudem.

Aleksiej posłał jej zza kierownicy spojrzenie, w którym widniała wrogość zmieszana z czymś, czego Hope nie potrafiła nazwać. Ruszył tak gwałtownie, że spod kół wzbiły się fontanny żwiru, i już po chwili znikł za zakrętem. Hope odprowadziła go pełnym bólu spojrzeniem i ocknęła się dopiero wtedy, gdy Dale lekko dotknął jej ramienia.

– To on, prawda? – spytał ze współczuciem. – To jego synem jest Niko?

– Tak – przyznała i uśmiechnęła się bez cienia wesołości. – Wbił sobie do głowy, że jesteś moim kochankiem i że to z tobą opuściłam Karaiby.

– Nie wyprowadziłaś go z błędu?

Nerwowo zwilżyła usta koniuszkiem języka.

– Nie chciałam, żeby się domyślił, jak bardzo go kocham.

– A dlaczego nie? Wyraźnie widziałem, ze nie chciał cię tu ze mną zostawiać. Chyba zależy mu na tobie.