Выбрать главу

– Jesteśmy na miejscu – zakomunikował sucho Dale. – Prywatną plażę dzielimy z pięcioma innyIni willami, ale mamy do dyspozycji własny basen.

Hope wysiadła z samochodu i z zachwytem rozejrzała się dookoła. W cieniu pinii stała malownicza willa, otynkowana na różowo, z zielonymi okiennicami. Po obu stronach wejścia pyszniły się olbrzymie oleandry, które rozsiewały upajająco słodki zapach.

Dale zapłacił taksówkarzowi, wypakował bagaże i otworzył dom.

– Proszę. – Zapalił światło w eleganckim holu i zaczął wskazywać kolejno drzwi. – Salon, biblioteka, jadalnia, tam kuchnia, dalej ogród zimowy i basen. Zaniosę wasze rzeczy do pokojów – dodał, kierując się ku schodom na piętro.

Sypialni było sześć, każda z. własną luksusową łazienką. Hope dostała największy pokój, w którym z łatwością zmieściło się składane łóżeczko dla dziecka. Z balkonu jej pokoju roztaczał się piękny widok na wspaniale utrzymany ogród, dalej był lasek, za nim plaża i Morze Śródziemne, najpierw szafirowe, potem coraz jaśniejsze i jaśniejsze, aż do roztopienia się w błękicie horyzontu.

Rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju weszła Bianka, jeszcze bledsza niż podczas podróży.

– Nie przeszkadzam? Słuchaj, mam do ciebie serdeczną prośbę. Czy mogłabyś chodzić na plażę i jeździć do miasta tylko wtedy, gdy będziemy z Dale'em na oficjalnych'spotkaniach? Chodzi mi o to, żebyś nie zostawiała mnie tu z nim samej. Boję się, czuję, że nie mam już siły. Zbyt tu przytulnie i intymnie… Nie powinnam była się zgadzać na wynajęcie willi, trzeba było zamieszkać w hotelu.

Hope oczywiście spełniła prośbę przyjaciółki, ale po tygodniu stało się dla niej jasne, że to do niczego dobrego nie prowadzi. Zarówno Bianka, jak i Dale z każdym dniem zdradzali objawy coraz większego napięcia. Fakt, że zbierali same pochwały za swój film i że reklamy z udziałem Hope również miały coraz większe szanse na otrzymanie nagrody, nikogo z całej trójki już specjalnie nie poruszał.

W końcu któregoś dnia Hope poszła do Jeanne, która mieszkała w służbówce, opiekowała się domem, sprzątała i gotowała. Jeanne, pogodna, korpulentna, w średnim wieku, szybko przypadła jej do gustu, zwłaszcza że natychmiast oszalała na punkcie Nika, a i on najwyraźniej dobrze się czuł w jej obecności. Hope spytała Jeanne, czy mogłaby się na jeden wieczór zaopiekować jej synkiem.

– Z przyjemnością! – ucieszyła się i aż impulsywnie klasnęła w ręce. – Moi synowie już są dorośli, ale jeszcze nie mam wnuków, więc chętnie przynajmniej pobawię się w babcię.

Hope nie miała pojęcia, co zrobi z wolnym wieczorem, wiedziała jednak, że musi dać tym dwojgu szansę dogadania się, zanim zdążą się nawzajem znienawidzić. Nic nikomu nie powiedziała o swoich planach, zdradziła je dopiero przy kolacji, na którą przyszła ubrana w jedwabny kostium w subtelnym odcieniu lawendy.

– Jak to wychodzisz? Dokąd? I z kim? – wykrzyknęła Bianka.

– Myślę, że jest dostatecznie dorosła, by nie musiała się przed nami opowiadać – wtrącił Dale, posyłając Hope pełne uznania sPojrzenie. – Zresztą dzisiaj i tak by się z nami nudziła, bo… Bo chciałem ci zaproponować, byśmy trochę popracowali. Widzisz, doszedłem do wniosku, że nie do końca zrozumiałaś, o co chodzi z tą sceną miłosną. Pewnie wyobrażasz sobie nie wiadomo co. Zagrajmy ją więc, chociaż nie najlepszy ze mnie aktor, ale to może nam pomóc. Pokażę ci, oco mi chodzi, i jeśli nadal będziesz uważać, że to zbyt odważne, spróbujemy jakoś to stonować, dobrze?

Sprytne, diabelnie sprytne, pomyślała Hope, która wiedziała, że poczucie odpowiedzialności nie pozwoli Biance uchylić się od pracy. Co prawda przyjaciółka próbowała się jakoś wykręcić, ale właściwie nie miała żadnych racjonalnych argumentów.

– To tylko jedna czy dwie próby. Czy to dla ciebie jakiś problem? – zaśmiał się Dale i Hope już wiedziała, że postawił na swoim.

On też tak myślał, ponieważ wymknął się za nią dyskretnie, gdy wychodziła, i dogonił ją przy furtce. – Dzięki, że porzuciłaś rolę przyzwoitki – powiedział z konspiracyjnym uśmiechem.

– Doszłam do wniosku, że atmosfera staje się zbyt napięta i lada moment dojdzie do morderstwa. Musiałam przeciwdziałać – zażartowała, lecz zaraz spoważniała. – Dale, bądź dla niej dobry. Ona tylko udaje taką twardą, naprawdę jest bardzo wrażliwa.

Ja też jestem, pomyślała z bólem. I chociaż cieszę się, że się kochacie, chcę uciec stąd jak najdalej i nie patrzeć na was, bo serce mi się kraje. Aleksiej nie walczył o mnie tak, jak ty oBiankę.

– Ja też nie jestem takim wielkim twardzielem i mnie też łatwo zranić – odparł cicho i nagle w jego oczach pojawił się cień zwątpienia. – A Bianka potrafi ranić… Mam nadzieję, że wyjdę z tego cało. Jeśli mnie odrzuci…

Hope, która już obracała w palcach kluczyki od wynajętego samochodu i coraz bardziej pragnęła samotności, powśCiągnęła niecierpliwość i uspokajająco położyła dłoń na ramieniu Dale' a.

– Posłuchaj więc dobrej rady. Najpierw pocałunki, wyznania potem. I nie zapomnij jej powiedzieć, że to nie jest jedynie odgrywanie sceny filmowej.

Powiedziawszy to, po prostu uciekła. Nie miała pojęcia, dokąd jedzie i co będzie robić przez cały wieczór, ale nie dbała o to. Niko był w dobrych rękach, Bianka i Dale też jakoś sobie poradzą i tylko jej głodu miłości nie miał kto zaspokoić. Jechała do Cannes z rozpaczą w sercu. Co. z tego, że potrafiła pomóc innym W sprawach sercowych, skoro nie umiała pomóc sobie? Wbrew nadziei i wbrew powiedzeniu, że czas leczy rany, z dnia na dzień tęskniła za Aleksiejem coraz bardziej.

W mieście znalazła nocny klub "Le Busby", polecony przez Jeanne, I‹tóra powiedziała, że lokal cieszy się dobrą renomą i jest chętnie odwiedzany przez aktorów. Już po godzinie Hope miała serdecznie dość tego miejsca. Było tam tłoczno, duszno i głośno, na parkiecie nie dałoby się szpilki wcisnąć. W dodatku co jakiś czas napastował ją jakiś nieudolny adorator, który starał się na siłę osłodzić jej samotność. Dotąd nie pomyślała o tym, ze jej obecność W nocnym klubie może zostać odebrana jako jednoznaczne zaproszenie. Szczególnie uparty okazał się pewien podpity kamerzysta z ekipy Bianki, który od pewnego momentu przestał zupełnie reagować na grzeczne odmowy.

– Noo, złotko, nie bądź taka… Zatańcz ze mną…

Nie udawaj królewny, wszyscy wiedzą o twoim dzieciaku. Chodź, zabawimy się.

Hope. oceniła, że nie ma szans na pozbycie się natręta w elegancki sposób. Nagle przyszła jej do głowy zbawienna myśl.

– Chętnie, ale najpierw się napiję. Przyniesiesz mi drinka?

– Jaasne. Chwilunia, zaaraz wracam. – Zataczając się lekko, udał się w kierunku baru, a Hope skorzystała z okazji i wymknęła się z lokalu.

Na zewnątrz z ulgą nabrała w płuca świeżego powietrza. Wcale nie czuła wyrzutów sumienia wobec wyprowadzonego w pole kamerzysty. Będzie miał nauczkę i następnym razem da kobiecie spokój, gdy ta powie."nie".

Trochę pospacerowała po promenadzie, oglądając witryny dawno już zamkniętych sklepów, znalazła jakąś przyjemnie wyglądającą restaurację, ale nie było wolnego stolika, podjęła więc swoją samotną wędrówkę, nie zauważając, że ma towarzystwo. Dwa cienie z pewnego oddalenia śledziły jej każdy krok.

Nagle wyczuła szóstym zmysłem, że nie jest sama, że pojawiło się jakieś zagrożenie. Odwróciła się i zauważyła zbliżających się szybkim krokiem dwóch mężczyzn. Akurat nieopatrznie skręciła w malowniczą, lecz zupełnie pustą boczną uliczkę, i to ich skłoniło do działania. Rozejrzała się z przestrachem i spostrzegła szyld baru. Schroniła się w nim, ale jej ulga była krotkotrwała, ponieważ mężczyźni weszli za nią i usiedli przy stoliku w kącie, nie spuszczając z niej wzroku.