Gdy się ocknęła, za szybą jadącego samochodu panowała nieprzenikniona ciemność. Hope wyprostowała się gwałtownie. Nie miała pojęcia, gdzie jest, na pewno poza Paryżem, ale gdzie? I która godzina? Zerknęła na zegarek i zbladła. Samolot wylądował przed czterema godzinami!
W popłochu zastukała w szybę dzielącą ją od kierowcy, by zwrócić na siebie jego uwagę, ale on nie zareagował, mimo że pukała do niego kilkakrotnie. Wreszcie zrezygnowała. Chwileczkę, tylko bez paniki. To niemożliwe, żeby ich porwano, kto miałby to zrobić i po co? Przecież Philippe powołał się na Dale'a, wiedział, jak ona wygląda, znał imię Nika.
Ach, pewnie jadą do Helen, która ma dom gdzieś na wsi! Hope odetchnęła z ulgą. Czemu wcześniej o tym nie pomyślała? Reklama raczej nie będzie kręcona w Paryżu, prędzej właśnie na wsi, u Helen. Wszystko jasne.
Niko zaczął marudzić, musiał być głodny, biedactwo. Gdy go karmiła, zauważyła, że zbliżają się do jakiejś miejscowości, więc wytężyła wzrok, żeby nie przeoczyć znaku z jej nazwą. 'Przynajmniej będzie wiedziała, gdzie się,znajduje. Beaune! Poczuła nagły ból w sercu. Co za ironia losu, że Helen musiała kupić dom akurat w pobliżu posiadłości Aleksieja. Jakim cudem ona ma normalnie pracować w takich warunkach? Przecież bez przerwy będzie wypatrywać Aleksieja. A jeśli przypadkiem na niego wpadnie?
Niko skończył jeść, więc delikatnie wytarła mu buzię i rączki wilgotną chusteczką, a potem wycałowała każdy paluszek z osobna, czemu towarzyszył uszczęśliwiony chichot synka. Uwielbiał tę pieszczotę· Zajęta synkiem, nie zwracała uwagi na to, dokąd jadą. Dopiero kiedy spakowała torbę z rzeczami Nika i podniosła głowę…
– Nie! – wyrwało jej się z nagle ściśniętego gardła. Jak mogli jej to zrobić? Które z nich wpadło na ten pomysł? Miała rację, gdy podejrzewała, że coś knują.
Przed nią wyłaniał się z mroku rzęsiście oświetlony zamek. Pod kołami limuzyny zadudniły belki zwodzonego mostu, a potem rozległ się głuchy łoskot zamykanej bramy. Znów była uwięziona na zamku Aleksieja.
Szofer wysiadł, a wtedy Hope rozpoznała poznaczoną bliznami twarz Pierre'a. Stąd ten pomysł z przyciemnioną szybą… Każdy szczegół spisku został starannie przemyślany, pomyślała ze zgrozą, rozpoznając w tym planowaniu rękę Aleksieja. Lękając się konfrontacji z nim, nie spieszyła się do wysiadania z auta.
Aleksiej wyszedł na dziedziniec, ubrany w elegancką białą koszulę i czarne spodnie. Podszedł do samochodu, otworzył drzwi od strony Hópe i obrzucił ją nieprzeniknionym spojrzeniem.
– Witaj – powiedział krótko, skinął głową i pomógł jej wysiąść.
– Czekaj, wezmę Nika… – zaczęła, ale przerwał jej tonem nie znoszącym sprzeciwu:
– Ja to zrobię.
Serce w niej zamarło ze wzruszenia, gdy Aleksiej. pochylił się nad fotelikiem i ojciec i syn po raz pierwszy spojrzeli sobie w oczy. Omal się nie rozpłakała. Magia tej chwili znikła jednak równie szybko, jak się pojawiła. Aleksiej wyjął synka z samochodu, przytulił do siebie jedną ręką, drugą ujął Hope pod ramię i pospiesznie zaprowadził do środka.
– Chodź, i tak już kazaliśmy czekać ojcu Ignatio wystarczająco długo. Jest zmęczony, to dla niego bardzo późna pora.
Jaki ojciec Ignatio? O co chodzi? Nie miała jednak czasu się zastanowić, ponieważ Aleksiej już podawał dziecko służącemu.
– Pierre się nim zajmie przez chwilę. Musimy się spieszyć.
– Ależ Aleksiej…
,
– Nie teraz. Potem będzie czas na wyjaśnienia, teraz liczy się każda minuta.
Hope była zbyt oszołomiona przebiegiem i tempem wydarzeń, by protestować, gdy prowadził ją do nieznanej części zamku. Ich kroki rozlegały się głuchym echem w zapomnianym, zakurzonym korytarzu, który wiódł do… Do niewielkiej zamkowej kaplicy, gdzie przy ołtarzu czekał ksiądz w ornacie i ze stułą·
Przemknęło jej przez myśl, że to scena jak z powieści. A może chodzi jedynie o głupi, okrutny żart? Spojrzała na Aleksieja, który mocniej ścisnął ją za raffiIę·
– Za chwilę weźmiemy ślub. Nawet nie próbuj protestować.
Jak we śnie przekroczyła próg kaplicy. Nie, nie zamierzała protestować, nauczyła się rozpoznawać to, co nieuniknione. Nauczyła się temu poddawać. Aleksiej zawsze stawiał na swoim, więc teraz, gdy już wiedział o dziecku, prędzej czy później doprowadziłby do zawarcia małżeństwa. Lepiej mieć to od razu za sobą.
Ojciec Ignatio przywitał ich uśmiechem i poczekał, aż Aleksiej pomoże Hope zdjąć płaszcz. Od chwili wejścia do kaplicy Aleksiej zachowywał się ujmująco i czule. Sędziwy kapłan musiał być święcie przekonany o jego miłości do panny młodej. Hope jednak wiedziała aż nadto dobrze, że to nie miłość, a poczucie odpowiedzialności popycha Aleksieja do czynu. Nie, on nigdy jej nie kochał i nie pokocha.
Słuchała słów księdza i przysięgi Aleksieja, jakby te głosy dobiegały z oddali. Potem ona wygłosiła słowa przysięgi, zupełnie nie pojmując ich sensu. Poczuła na palcu ciężar obrączki, a na policzku dotyk ust Aleksieja. Było po wszystkim. Od tej pory byli mężem i żoną w obliczu prawa i w obliczu Kościoła.
Ledwo do niej dotarło, że Aleksiej podsuwa jej jakieś papiery do podpisania. Podpisała, nie dbając już o nic. W głowie jej się kręciło, w sercu czuła pustkę. Nie winiła Aleksieja za jego postępowanie, mogła się po nim tego spodziewać. Jednak to, że zdradzili ją najbliżsi przyjaciele, którym bezgranicznie ufała, napawało ją goryczą.
Przeszli we troje do biblioteki, gdzie Pierre poczęstował ich winem. Z uspokajającego spojrzenia, jakim ją obdarzył, wywnioskowała, że z Nikiem wszystko w porządku. W to nie wątpiła, bo przecież zamek Aleksieja będzie dla ich synka najlepszym miejscem na ziemi. Dla niej zaś będzie więzieniem i miejscem wiecznej udręki.
Ojciec Ignatio podziękował za wino, na odchodnym pobłogosławił młodej parze i wyszedł w towarzystwie Pierre'a. Rozległ się pomruk silnika samochodowego i szczęk o'wieranej bramy.
– Zapewne oczekujesz wyjaśnień? – spytał Aleksiej chłodnym, oficjalnym tonem, który zranił ją boleśnie. Czy jej świeżo poślubiony mąż musiał aż tak ostentacyjnie okazywać, że ona nie budzi w nim żadnych cieplejszych uczuć?
– Nie dzisiaj – ucięła. – Jestem zbyt zmęczona i zbyt zawiedziona postawą moich przyjaciół. Oczywiście Bianka i Dale wiedzą o wszystkim?
– Tak, ja też wiem wszystko. Wiem, że nie miałaś z nikim romansu, po prostu prowadziłaś ze mną dziwną grę, pozwalając mi wierzyć w to, co roiło się w mojej chorej głowie. Niko nie jest synem twojej przyjaciółki. Będę dozgonnie wdzięczny Biance i Dale'owi, że wyznali mi prawdę.
Zimny ton jego głosu otrzeźwił ją. Aleksiej naprawdę czuł się głęboko zraniony, miał jej za złe, że go oszukała. Już miała mu powiedzieć, z jakich powodów bała się wszystko szczerze mu wyznać, gdy naraz spostrzegła na jego biurku oprawioną fotografię. Ależ to było to samo zdjęcie, które zostało wydarte z magazynu!
– Mam je od Bianki – wyjaśnił, zauważając jej spojrzenie. – Przysłała je oraz swój adres, nic więcej. Poleciałem do niej natychmiast, a ona i jej mąż opowiedzieli mi całą prawdę. Jak mogłaś mi to zrobić? – spytał z bolesnym niedowierzaniem. – Myślałem, że znam się na zemście jak nikt, ale uczennica przerosła mistrza.
– . To nie była zemsta, Aleksiej.
– Nie? To z jakiego powodu zataiłaś przede mną istnienie naszego syna? Dlaczego wolałaś wychowywać go sama?
_ Ponieważ znam cię i wiedziałam, że jeśli się o nim dowiesz, będziesz chciał się ze mną ożenić. A ja nie wierzę w małżeństwo bez miłości. To nie związek, to handlowy kontrakt.
Oczy mu pociemniały, a usta zacisnęły się w wąska linię. Tak, znała te objawy. Jedną z cech Aleksieja była chwiejność emocjonalna, częste zmiany nastroju, przy czym dotyczyło to wyłącznie relacji między nim i Hope, we wszystkich innych sprawach potrafił zachować spokój i obiektywizm oraz dystans.