Inżynier natychmiast wygłosił mowę na cześć Oskara. Przecież to Herr Direktor Schindler, człowiek bardzo szanowany w całym Krakowie, ważny przemysłowiec.
– Nigdy nie będę go uważał za więźnia – oświadczył Huth.
Jakiekolwiek było znaczenie tego spotkania, Oskara wsadzono do samochodu i przez znajome miasto znów zawieziono na Pomorską. Umieszczono go w pokoju podobnym do tego, jaki zajmował po pierwszym aresztowaniu, pokoju z łóżkiem, krzesłem i miednicą, ale i z kratami w oknach. Oskar nie czuł się pewnie, choć przybrał postawę kamiennego spokoju. W 1942 roku, kiedy aresztowali go na drugi dzień po trzydziestych czwartych urodzinach, pogłoska, że w piwnicach Pomorskiej znajdują się izby tortur, była tyleż przerażająca, co niepewna. Teraz straciła urok niepewności. Oskar wiedział, że V Departament będzie go torturował, jeśli bardzo im zależy na Amonie.
Wieczorem w odwiedziny przyszedł Huth. Przyniósł tacę z obiadem i butelką wina. Rzeczywiście rozmawiał z Klonowską. Sam Oskar nigdy nie wyjaśnił, czy spotkanie z Huthem było przypadkowe, czy też zaaranżowała je polska przyjaciółka. Tak czy owak, Huth powiedział mu teraz, że Klonowska zwołuje jego starych znajomych.
Następnego dnia przesłuchiwało go grono dwunastu śledczych SS, w tym jeden sędzia sądu SS. Oskar zaprzeczył, że dał Göthowi pieniądze, by komendant, jak to określił Amon, „popuścił Żydom”.
– Mogłem dać mu te pieniądze jako pożyczkę – przyznał Oskar w pewnej chwili.
– A czemu miałby mu pan dawać pożyczkę? – dopytywali się.
– Moja produkcja ma charakter priorytetowy – Oskar znów śpiewał swoją starą piosenkę. – Mam zespół wykwalifikowanych robotników. Jeśli się ich odrywa od pracy, stratę ponoszę ja, Inspektorat Uzbrojenia, wysiłek wojenny. Jeśli się dowiedziałem, że wśród więźniów Płaszowa jest jakiś wykwalifikowany metalowiec z interesującej mnie branży, to oczywiście prosiłem Herr Kommandanta o niego. Chciałem go mieć szybko, bez biurokracji. Mnie interesuje produkcja, jej wartość dla mnie, dla Inspektoratu Uzbrojenia. Zważywszy na pomoc Herr Kommandanta w tych kwestiach, być może udzieliłem mu pożyczki.
Obrona ta wiązała się z pewną nielojalnością wobec starego przyjaciela. Ale Oskar się nie wahał. Oczy płonęły mu czystą szczerością. Niskim głosem, z dyskretną emfazą dał do zrozumienia – nie mówiąc tego otwarcie – że pożyczka została na nim wymuszona. Nie zrobiło to na śledczych wrażenia. Znów znalazł się pod kluczem.
Przesłuchania ciągnęły się na drugi dzień, trzeci i czwarty. Nikt mu nie zrobił krzywdy, ale śledczy byli nieugięci. W końcu musiał zaprzeczyć, że istniała między nim i Amonem jakakolwiek przyjaźń. Nie było to trudne: i tak głęboko gardził Amonem.
– Nie jestem pedałem – rzucił w panów z V Departamentu; do niego też dotarły plotki o Amonie i jego młodych ordynansach.
Sam Göth nigdy nie zrozumie, dlaczego Oskar nim gardził i dlaczego chciał pomóc w sprawie przeciwko niemu. Amon zawsze miał złudzenia na temat przyjaciół. W sentymentalnym nastroju wierzył nawet, że Mietek Pemper i Helena Hirsch kochają swego pana. Śledczy prawdopodobnie nie dali mu znać, że Oskar jest na Pomorskiej, i niemo przysłuchiwali się, jak Amon ich nakłania: „Wezwijcie mojego starego przyjaciela Schindlera. On za mnie zaręczy”.
Najbardziej pomocną dla Oskara okolicznością było to, że w rzeczywistości łączyło ich niewiele wspólnych interesów. Oskar dawał czasem Amonowi rady czy kontakty, ale nigdy nie miał udziałów w jego przedsięwzięciach, nigdy nie zarobił złotówki na sprzedaży obozowej żywności, pierścionków z obozowego warsztatu jubilerskiego, ubrań z zakładu krawieckiego czy mebli z pracowni tapicerskiej. Zapewne pomógł mu też fakt, że jego kłamstwa były rozbrajające nawet dla policjantów, a także i to, że kiedy mówił prawdę, był niezaprzeczalnie uwodzicielski. Nigdy nie sprawiał wrażenia, że jest wdzięczny za to, iż daje mu się wiarę. Na przykład gdy panowie z Departamentu V jakby zastanawiali się, czy nie uwierzyć, że te 80 000 RM było sumą wyłudzoną, Oskar zapytał ich, czy istnieje możliwość, żeby ta suma wróciła do niego, dyrektora Schindlera, nieskazitelnego industrialisty.
Trzecim czynnikiem przemawiającym na korzyść Oskara było, że sprawdziły się jego referencje. Pułkownik Erich Lange, do którego Departament V zwrócił się telefonicznie, podkreślił wkład Schindlera w prowadzenie wojny. Sussmuth w Troppau poinformował, że fabryka Schindlera zajmuje się produkcją „tajnej broni”. Nie było to, jak zobaczymy, twierdzenie bezpodstawne. Lecz wypowiedziane bez osłonek wprowadziło w błąd i nabierało zniekształconych proporcji. Führer bowiem obiecał „tajną broń”. Już samo to wyrażenie posiadało charyzmę i rozciągało ją teraz na Oskara. Przeciwko słowom „tajna broń” nie liczyło się konfetti protestów ze strony mieszczan z Zwittau.
Lecz nawet sam Oskar nie uważał, że sprawy stoją dobrze. Chyba czwartego dnia jeden ze śledczych zajrzał do niego, jednakże nie po to, żeby mu zadawać pytania, ale, żeby go opluć. Plwocina spływała po lewej klapie marynarki Oskara. Śledczy krzyczał na niego, nazywając go żydowskim liżydupą i żydówkojebcą. Było to odejście od dziwnego legalizmu przesłuchań. Oskar nie wiedział, czy to nie było zaplanowane, czy nie stanowiło głównego motywu jego aresztowania.
Po tygodniu Oskar wysłał wiadomość przez Hutha i Klonowską do oberführera Schernera. Zawiadamiał w niej, że Departament V go naciska i nie jest pewien, czy będzie mógł dłużej chronić szefa policji. Szerner zostawił na pewien czas zwalczanie partyzantów (które wkrótce przypłaci życiem) i następnego dnia zjawił się w celi Oskara.
– To skandal, co oni robią – oburzał się Szerner.
– A co z Amonem? – zapytał Oskar, spodziewając się, że i to Scherner nazwie skandalem.
– Zasługuje na to, co go spotyka – odrzekł Szerner.
Wyglądało na to, że wszyscy opuścili Amona.
– Nie martw się – powiedział do Oskara przed wyjściem. – Wyciągniemy cię.
Rankiem ósmego dnia wypuszczono Oskara na ulicę. Nie ociągał się z wyjściem ani też nie prosił o transport. Wystarczyło, że znalazł się na zimnym chodniku. Przejechał przez Kraków tramwajem i poszedł do swojej fabryki na Zabłociu. Pozostało tam jeszcze kilku polskich strażników. Z biura na górze zadzwonił do Brinnlitz i zawiadomił Emilię, że jest wolny.